Witamy serdecznie na stronie internetowej Oddziału Łódzkiego
Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Mamy nadzieję, że ułatwimy Państwu docieranie do rzetelnej informacji. Tutaj chcemy prezentować wielkość oraz problemy naszego Kościoła, zagadnienia społeczne, cywilizacyjne, publikacje członków Stowarzyszenia, stanowiska w ważnych kwestiach. Nie będziemy konkurować w informacjach bieżących z innymi portalami (niektóre z nich wskazujemy w odnośnikach), natomiast gorąco zapraszamy do lektury wszystkich tekstów - ich aktualność znacznie przekracza czas prezentacji na stronie głównej. Zachęcamy do korzystania z odnośników: "Publikacje" i "Polecane". Mamy nadzieję na stały rozwój strony dzięki aktywnej współpracy użytkowników. Z góry dziękujemy za materiały, uwagi, propozycje.
Prosimy kierować je na adres: lodz@katolickie.media.pl

Biskupi "antypaństwowi"

Władze komunistyczne w PRL na różne sposoby atakowały biskupów. 
Przedstawiały ich m.in. jako: 
1. Reprezentantów obcego państwa, tj. Watykanu, i agentów politycznych; 
2. przeciwników postępu, rozwoju gospodarczego i budowy „nowego ładu społecznego”; 
3. sprzymierzeńców imperializmu anglo-amerykańskiego; 
4. inspiratorów „dywersji polityczno-religijnej” oraz kontrrewolucyjnych działań. 
Biskupi byli opisywani jako

„reakcyjni”, „antypaństwowi” oraz odpowiedzialni za „szerzenie zamętu w kraju” i opóźnianie odbudowy po wojnie. 
Listy i oświadczenia biskupów poddawano propagandowej obróbce, zarzucając im wrogość wobec państwa i społeczeństwa. 
W mediach i materiałach edukacyjnych pojawiały się karykatury biskupów jako krzewicieli ciemnoty.

Do przypomnienia tamtych czasów skłoniła mnie lektura noty-donosu, jaką przekazał do Stolicy Apostolskiej polski MSZ z ministrem Radosławem Sikorskim na czele: „Démarche w sprawie krzywdzącej i wprowadzającej w błąd treści kazania bp. Wiesława Meringa oraz wypowiedzi bp. Antoniego Długosza”. 
Między czasami PRL a obecną walką z biskupami, którzy się nie podobają władzy, jest jedna zasadnicza różnica. 
Starzy komuniści uważali Watykan za państwo wrogie, a zatem nie przychodziło im do głowy, by skarżyć się na księży do Stolicy Apostolskiej. 
Obecnie siły liberalno-lewicowe, przebierając się w szatki zatroskanych o kondycję Kościoła, alarmują rzymskie dykasterie, że ten i ów duchowny sprzeniewierza się swemu powołaniu, konkordatowi i w ogóle nauce katolickiej. 
Można by powiedzieć, że walka komuny z Kościołem bywała bardziej brutalna, ale opiłowywanie katolików w wykonaniu obecnych lewicowo-liberalnych sił jest bardziej obłudne.

W nocie urzędnicy MSZ napisali m.in.: „Słowa zawarte w homilii przez bp. Meringa są sprzeczne nie tylko z literą i duchem wspomnianego konkordatu, ale też pozostają w głębokiej niezgodności z nauczaniem Kościoła katolickiego i historycznym doświadczeniem pojednania polsko-niemieckiego po II wojnie światowej. (…) Uprzejmie sugerujemy wyciągnięcie stosownych konsekwencji wobec bp. Wiesława Meringa oraz bp. Antoniego Długosza”. 

W tekście nie ma jednak żadnych merytorycznych argumentów, które by pokazywały, że modlitwa za Ruch Obrony Granic lub krytyka niemieckich działań na granicy i nieadekwatnej postawy polskich władz jest niezgodna z konkordatem i w ogóle z nauczaniem Kościoła. 
To po prostu publiczny wyraz troski u dobro wspólne, do czego biskupi mają prawo. Chyba że przyjmiemy PRL-owski pogląd, że biskupi to „agenci” obcego państwa i dlatego nie mogą wypowiadać się w „wewnętrznych” sprawach Polski.

Wygląda na to, że chodzi o spacyfikowanie części biskupów. 
Jednym zamknąć usta rękami Watykanu, innych przestraszyć. 
W latach 80. Jerzy Urban perorował, że Msze odprawiane przez ks. Jerzego Popiełuszkę były „seansami nienawiści”. 
W démarche MSZ znajdujemy sugestię, że biskupi mogli dopuścić się „mowy nienawiści”, że „oczerniają rząd” i popierają „środowiska nacjonalistyczne”. 
Diabeł chichocze, kiedy widzi te donosy do Watykanu ze strony rządu, którego premier zapowiadał szybką liberalizację aborcji, a minister edukacji walczy z religią w szkole, łamiąc przy tym prawo.

W Kościele możemy mieć różne zdania na kwestie migracyjne. 
Poglądy biskupów Długosza i Meringa jak najbardziej mieszczą się w nauce społecznej Kościoła.            Wielu Polaków jest im wdzięcznych za zajęcie stanowiska. 
Inni z tym stanowiskiem się nie zgadzają. 
Ale to nie jest w żadnym razie powód, by MSZ pisał donosy do Watykanu.

Dariusz Kowalczyk SJ

za:idziemy.pl

***
Donosy.... z genów, panie; z genów pewnie :-(

k

Copyright © 2017. All Rights Reserved.