Przyjmujemy tysiące migrantów, a repatriantów odsyłamy
Potomka polskiego zesłańca urzędnicy odsyłają do Rosji, bo jego wiedza o Polsce jest "zbyt encyklopedyczna".
Polskie urzędy konsekwentnie stawiają wysokie wymagania repatriantom o polskich korzeniach, jednocześnie systemowo umożliwiając napływ dziesiątek tysięcy migrantów z państw islamskich.
Historia Walerego Rukosujewa, którego dziadek od strony matki został zesłany - z powodu polskiego pochodzenia - do azjatyckiej części Rosji, unaocznia, że udokumentowanie pochodzenia i wykazanie realnej chęci osiedlenia się w kraju przodków to za mało, żeby uzyskać pozwolenie na stały pobyt w Polsce.
Pokazuje też, jak trudno przejść przez urzędowe sito, które zastawiono na ludzi, których polskie korzenie są oczywiste.
Wiedza była... zbyt encyklopedyczna
Po tym, kiedy opisaliśmy przedstawiony przez senatora Grzegorza Biereckiego projekt ustawy repatriacyjnej, która ma ułatwić powrót do kraju Polakom, na adres naszej redakcji trafiły historie, które pokazują, z jakimi trudnościami muszą się obecnie zmagać repatrianci, którzy starają się w Polsce o stały pobyt.
Jedną z takich historii jest sprawa Walerego Rukosujewa (używamy tu spolszczonej formy imienia i nazwiska mężczyzny, który zgodnie z dokumentami nazywa się Valerii Rukosuev), który stara się o pozwolenie na stały pobyt w Polsce.
Bezskutecznie, bo kolejne urzędy, w tym Mazowiecki Urząd Wojewódzki i Szef Urzędu ds. Cudzoziemców, odmówiły mu prawa pobytu stałego, powołując się na subiektywne i nieprecyzyjne kryteria dotyczące „związków z polskością”.
Jednocześnie Walery nie uniknął arbitralnych ocen swojej znajomości tradycji, języka i historii, a jego osobiste zaangażowanie oraz próby integracji nie przekonały urzędników.
Wszystko pomimo dokumentów, które potwierdzały polską narodowość jednego z przodków mężczyzny (dziadek ze strony matki). Pomimo umowy najmu lokalu w Warszawie i pomimo rozpoczętej nauki w szkole zawodowej w Polsce. Pomimo konta bankowego i kilkudziesięciu faktur pokazujących, że mężczyzna tu żyje i funkcjonuje od dawna.
Na stałe nie zostanie, bo urzędnicy odsyłają go do Rosji.
Wąska ścieżka dla repatriantów
Walery, podobnie jak inni potomkowie Polaków ze Wschodu, musiał przejść przez wieloetapowe postępowania, często z odległą perspektywą na rozstrzygnięcie.
- Walery przyjechał do Polski ponad rok temu. Mimo potwierdzonego polskiego pochodzenia, jego dziadek był represjonowany i zesłany na Syberię, nie mógł legalnie podjąć pracy. Jego status cudzoziemca potwierdza rosyjski paszport opatrzony czerwoną pieczątką, oznaczającą złożenie wniosku o stały pobyt w Polsce właśnie na podstawie polskiego pochodzenia. Niestety, rosyjskie władze nie przyjmują już wniosków od polskich repatriantów, co powoduje, że wielu z nich uwięzionych jest w błędnym kole niepewności i biurokratycznych barier - opisuje tę historię Maksymilian Rymkiewicz, który pomaga polskim repatriantom w sprawach urzędowych .
To on skontaktował się z naszą redakcją i pokazał nam wszystkie dokumenty. M.in. np. rosyjski paszport, którym posługuje się mężczyzna starający się o pozwolenie na stały pobyt.
Od razu wyjaśnijmy kwestię, która z pewnością przy tego typu historiach będzie się pojawiać. Skąd pewność, że w taki sposób nie będą swojego pobytu w Polsce legalizować osoby, które będą realizować zadania dla Federacji Rosyjskiej?
- Tu nie ma takiego niebezpieczeństwa. Ten mężczyzna został sprawdzony przez służby. Dziś walczy o swoje życie i godne warunki bytowe. Nie może legalnie pracować ani mieszkać w Polsce, mimo deklaracji chęci integracji i budowania nowego życia tutaj, państwo zamierza go deportować do Rosji. Urzędnicy uznali, że jego znajomość Polski jest wyłącznie encyklopedyczna, co jest zarzutem zupełnie niezrozumiałym wobec okoliczności jego historii i realiów, w których się wychował. Aktualnie ma 28 dni na opuszczenie kraju. Człowiek polskiego pochodzenia, znający historię i kulturę Polski, zdeterminowany, aby tu żyć i zakładać rodzinę, staje się ofiarą niejasnych i surowych przepisów oraz urzędniczej bezduszności - rozwiewa wątpliwości Rymkiewicz.
Trudna ścieżka dla repatriantów
W istocie, w dokumentach przesłanych na adres redakcji, które sygnowane są m. in. przez szefa urzędu ds. cudzoziemców, pojawia się uwaga, iż w czasie rozmowy z urzędnikami ubiegający się zezwolenie na pobyt stały mężczyzna posługiwał się jedynie „encyklopedyczną" wiedzą o Polsce.
Miał między innymi cytować wyrecytować 4 zwrotki hymnu Rzeczypospolitej, co urzędnicy uznali za przesłankę niewystarczającą do pozytywnej weryfikacji jego „związku z polskością".
Uznano, że musiał przygotować się do spotkania i dlatego nauczył się hymnu na pamięć. Podobnie negatywnie zweryfikowano jego opowieść o związkach z polskimi tradycjami i opowieść o chrześcijańskich zwyczajach i świętach, w których mężczyzna uczestniczył. Nie dlatego, żeby powątpiewano w ich prawdziwość, ale zasugerowano, że... być może był to opis uroczystości prawosławnej, a nie katolickiej.
Nie było też pewności, że opowieści o tym, iż dziadek słuchał piosenek Anny German, można uznać za wystarczający związek z polskością. Wszystko dlatego, że bo German - przypominają urzędnicy - była „urodzoną w Uzbekistanie polską piosenkarką śpiewającą również po rosyjsku i niezwykle popularną w b. ZSRR ze względu na unikalny głos i talent ceniony także innych krajach".
Nie zrobiła na polskich urzędnikach wrażenia także wiedza o polskiej kinematografii, bo - jak komentują - „(...) trudno (...) uznać obejrzenie filmu Vabank, Znachor, podobnie zresztą jak słuchanie piosenek Anny German, za element poświadczający posiadanie związków z polskością i rzeczywiste odczuwanie polskiej tożsamości narodowej".
Jednocześnie przyznają, że starający się o stały pobyt mężczyzna ma wiedzę o polskich świętach państwowych, zna też ważne daty z naszej historii:
- Cudzoziemiec wykazał się też znajomością polskich świąt państwowych, o które był pytany, zaznaczając że z okazji Święta Wojska Polskiego był na paradzie, a także potrafił trafnie wskazać 4 organizacje międzynarodowe, do których należy Polska. Poprawnie opisał też polską flagę i godło, znał tytuł i autora polskiego hymnu oraz wyrecytował jego treść - czytamy w dokumencie sygnowanym przez szefa urzędu ds. cudzoziemców.
Dokumencie, przypomnijmy, odmawiającym prawa do stałego pobytu w Polsce. Formalnie było to odrzucenie odwołania od decyzji Wojewody Mazowieckiego, który nie wydał mężczyźnie zezwolenia na stały pobyt na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej.
W dokumentach widać wyraźnie, iż urzędnicy, nie mając ustawowego katalogu wymagań, bardzo arbitralnie interpretują pojęcie „związków z polskością", każdorazowo żądając udowodnienia znajomości języka, kultury i kultywowania rodzinnych tradycji w sposób niedostępny dla ludzi wychowanych w realiach sowieckich czy postsowieckich – Nie ma takiej podstawy w prawie, gdzie byłoby na przykład napisane jaka wiedza powinna być. Sprawdzanie tego związku z Polską jest dosyć karkołomnym zadaniem – mówi w rozmowie z nami M. Rymkiewicz.
Opisuje też, iż z jego praktyki wynika, iż procedury udzielania zezwoleń repatriantom przeciągają się miesiącami, a legalni pracownicy, płacący podatki, zostają zepchnięci do szarej strefy bądź zmuszeni do wieloletniego czekania.
Szeroka furtka dla migrantów z krajów islamskich
Tymczasem statystyki jasno pokazują, że Polska w ostatnich trzech latach przyjęła dziesiątki tysięcy migrantów z państw islamskich.
Według raportów NIK oraz analiz medialnych, w okresie 2023–2025 do Polski trafiło rokrocznie 30–40 tysięcy obywateli z krajów muzułmańskich, głównie z Turcji, Uzbekistanu, Indonezji i Kazachstanu.
W latach 2021–2023 wydano blisko 174 tysiące wiz dla migrantów z krajów określanych jako muzułmańskie lub afrykańskie.
Najnowsze dane za 2024 i 2025 rok wskazują, że trend ten się utrzymuje.
- Trudno nam to zrozumieć i trudno mówić o tym bez uczucia smutku. Nasi rodacy nie dostają zezwolenia na pobyt w ojczyźnie ich przodków, a w międzyczasie Polska otwiera szeroko drzwi dziesiątkom tysięcy migrantów z krajów afrykańskich i Ameryki Południowej, którzy – według raportów – w dużej mierze nie chcą się integrować, nie przyjmują polskiej kultury, nie znają historii kraju. To jednak nie przeszkadza im w nabywaniu zezwoleń na pracę i legalnym osiedlaniu się - komentuje, nie bez racji, Rymkiewicz, który sam jest potomkiem polskich repatriantów z Białorusi.
Nierówność systemowa?
Fakty są takie, iż polskim repatriantom urzędy odmawiają powrotu do ojczyzny, powołując się na niepoliczalne i uznaniowe deficyty tradycji czy języka.
Jednocześnie procedury migracyjne dla przybyszów z krajów o odmiennym kręgu kulturowym bywają znacznie prostsze i zdecydowanie mniej zbiurokratyzowane.
Korzystają na tym dziesiątki tysięcy cudzoziemców z państw islamskich, których pobyt legalizowany jest poprzez zezwolenia na pracę bądź studia i którym nie stawia się wymogów znajomości polskiej kultury czy języka.
Niestety, dla Polaków ze Wschodu system przygotował bardzo drobiazgową procedurę weryfikacji “polskości”, w oparciu o arbitralne zasady.
Przy okazji szeroko otwiera się na napływ migrantów spoza Europy Środkowej, legalizując ich pobyt w ramach systemu zezwoleniowego.
Ta sprawa to z jednej strony indywidualny dramat mężczyzny, który za trzy tygodnie zostanie odesłany z powrotem do Federacji Rosyjskiej, gdzie najpewniej błyskawicznie trafi na front.
Z drugiej zaś to kolejny dowód na to, że polska polityka migracyjna potrzebuje gruntownej reformy i uczciwego potraktowania rodaków wracających po pokoleniach wygnania, przy jednoczesnej jawności i kontroli napływu obcokrajowców.
Rodacy ze Wschodu zamiast przybyszów z Afryki? Przemysław Czarnek o projekcie senatora Biereckiego: "Genialne"
Wiceprezes PiS Przemysław Czarnek zaapelował o jak najszybsze prace nad projektem repatriacyjno-osadniczym senatora Grzegorza Biereckiego. Chodzi o ściągnięcie do Polski .
- Genialne. Mówią, że najlepsze pomysły to są te najprostsze, wtedy są rzeczywiście także genialne. No i spójrzmy na projekt senatora Grzegorza Biereckiego - powiedział Przemysław Czarnek. Komentarz do projektu senatora Grzegorza Biereckiego lubelski poseł PiS zamieścił w swoich mediach społecznościowych.
- Nic tylko popierać, nic tylko iść do przodu z projektem senator Grzegorza Biereckiego. Dla Polski, dla Polaków - zaapelował Czarnek.
Zyskają wszyscy
O przełomowym pomyśle senatora Grzegorza Biereckiego czytamy w najnowszym wydaniu tygodnika „Sieci”. Projekt ustawy przygotowany przez parlamentarzystę zakłada trzy koronne elementy: rozszerzenie terytorialnego zakresu repatriacji, połączenie jej z programem osadnictwa na terenach zagrożonych wyludnieniem oraz usprawnienie i uproszczenie procedur wjazdu do Polski.
- Ten projekt to realne rozwiązanie dwóch problemów naraz. Polska się kurczy demograficznie. Są wioski czy miasteczka, w których wieczorem pali się światło tylko w co trzecim domu. Według danych GUS mamy w kraju prawie 1,8 miliona pustostanów. W moim województwie lubelskim widać to szczególnie wyraźnie. To dramat lokalnych społeczności, ale i potencjał. Projekt ustawy przewiduje, że samorządy będą mogły nabywać albo wynajmować opuszczone domy i mieszkania, a następnie oddawać je repatriantom. Zyskają wszyscy: repatriant – dom i miejsce w Polsce, samorząd – nowych podatników, a właściciele pustostanów – realną możliwość sprzedaży czy wynajęcia bez straty - tłumaczy senator Grzegorz Bierecki.
Jak informuje tygodnik „Sieci” nowa ustawa ma dać samorządom województw zagrożonych depopulacją prawo nabywania lub wynajmowania pustostanów i oddawania ich w pierwszej kolejności repatriantom i Polakom wracającym z emigracji.
Wsparcie dla rynku pracy
„Osadnikom oferuje się nie tylko dach nad głową, ale i wsparcie finansowe oraz pierwszeństwo na rynku pracy, co opiera się na realnej chłonności polskiej gospodarki. Nawet po przyjęciu milionów Ukraińców stopa bezrobocia wciąż jest niska” – czytamy w „Sieciach”.
- Polska gospodarka chłonie pracowników. Przyjęliśmy kilka milionów Ukraińców, a stopa bezrobocia nadal jest niska. Gdy wojna się skończy, znaczna część z nich zapewne wróci do ojczyzny. Wtedy powstanie luka, którą ktoś musi wypełnić. Zamiast sprowadzać migrantów z kultur obcych Polsce, możemy zaprosić do kraju naszych rodaków, ludzi, którzy deklarują polskość i chcą ją pielęgnować – mówi senator Grzegorz Bierecki.
Rzecz ma także wymiar czysto humanitarny: Polacy mieszkający na Białorusi czy w Rosji są coraz brutalniej prześladowani. Powrót do kraju byłby dla wielu z nich ratunkiem. Dlatego parlamentarzysta PiS podkreśla, że należy to mówić raczej o „ewakuacji” a nie tylko o repatriacji.
Czy można zastąpić migrantów Polakami? Senator Bierecki proponuje ustawę o osadnictwie
Senator Grzegorz Bierecki przygotował projekt ustawy o repatriantach i osadnictwie. Cele, jakie stawia przed sobą nowe prawo są dwutorowe. Przede wszystkim, jest to próba znalezienia rozwiązania podstawowych problemów ogromnej polskiej diaspory. Z drugiej strony, to odpowiedź na wyzwania rodzimej gospodarki, która może już za chwilę stanąć przed potężnymi wyzwaniami niedoborów na rynku pracy.
Pewne jest także to, iż nowa polityka sprowadzania Polaków z zagranicy do kraju jest potrzebna. Na podstawie raportu Najwyższej Izby Kontroli (NIK) o repatriantach łatwo wykazać, że dotychczasowy system ściągania Polaków do ojczyzny jest niewydolny, a nowa inicjatywa senacka odpowiada na najpilniejsze problemy demograficzne, ekonomiczne i społeczne.
Kryzys repatriacji: raport NIK
Według raportu NIK z 2024 roku system repatriacji w Polsce nie spełnia społecznych oczekiwań i nie realizuje nawet podstawowych celów polityki państwa.
W latach 2017–2023 do Polski przybyło jedynie 4787 repatriantów, a liczba oczekujących na możliwość powrotu do ojczyzny wzrosła z 2600 w 2017 roku do 8200 na koniec 2022 roku.
Szacunki NIK wskazują jednocześnie, że przy dotychczasowym tempie repatriacji - około 684 osób rocznie - proces osiedlania wszystkich oczekujących zajmie ponad dwie dekady.
Co więcej, zaplanowane środki finansowe na lata 2024–2026 (137 mln złotych) wystarczą na powrót zaledwie 1600 osób, czyli zaledwie 19,5% tych, którzy pragną wrócić do Polski.
NIK alarmuje, że główne bariery to: niedostateczne przygotowanie administracyjne i finansowe placówek konsularnych, przewlekłe procedury oraz brak wystarczającej liczby odpowiednich miejsc adaptacyjnych.
W trakcie kontroli odnotowano wielomiesięczne oczekiwanie na kontakt z konsulem, rozpatrzenie wniosku czy wydanie wizy. W praktyce polskie państwo, mimo deklaracji zawartych w ustawie o repatriacji, nie realizuje własnych zasad.
Deklarowane w preambule zadośćuczynienie krzywdom Polaków wywiezionych przez władze sowieckie pozostaje fikcją.
Co gorsza, dodatkowym problemem jest skomplikowana procedura uzyskania repatriacji, która wymaga umownych decyzji gmin, a niekiedy uniemożliwia wykonywanie ogólnopaństwowego zadania.
Rozwiązanie dwóch problemów, czyli demograficzne wyzwania Polski
W ocenie senatora Grzegorza Biereckiego, niewydolny system ściągania repatriantów do Polski można i należy zreformować. Paradoksalnie, pomóc w tym mogą… demograficzne problemy, z którymi zmaga się wiele regionów naszego kraju.
Jak to możliwe? Przypomnijmy, są w Polsce obszary, które w zastraszającym tempie się wyludniają.
W zasadzie w skali całego kraju zmagamy się z tym problemem, bo, jak wiadomo, dzietność w 2024 roku wyniosła jedynie 1,099 dziecka na kobietę, co jest najniższym wynikiem w historii pomiarów (wymagana do prostej zastępowalności pokoleń to 2,1).
Według danych GUS, liczba ludności Polski na koniec 2024 roku wyniosła 37,49 mln, to aż o 147 tys. mniej niż rok wcześniej. Średnioroczne tempo spadku populacji to −0,39%, przy silnych regionalnych różnicach (od −0,90% w świętokrzyskim po 0,00% w pomorskim).
Prognozy GUS są dramatyczne i wskazują na możliwy spadek liczby mieszkańców do nawet 26,7 mln w 2060 roku. Choć geneza tego stanu rzeczy jest oczywiście złożona, to jedną z konsekwencji wyludniania się Rzeczypospolitej jest zwiększająca się stale liczba pustostanów.
Dziś jest - w skali kraju - niemal 1,8 miliona mieszkań niezasiedlonych, które stanowią ponad 12% (!) całego zasobu mieszkaniowego.
Projekt nowej ustawy
Senator Grzegorz Bierecki, w odpowiedzi na alarmujący stan repatriacji i konieczność przeciwdziałania wyludnieniu, przygotował projekt ustawy o repatriantach i osadnictwie.
Nowa ustawa przewiduje:
Rozszerzenie uprawnionych do repatriacji na Polaków z europejskiej części byłego Związku Sowieckiego
Ułatwienie powrotu Polaków z emigracji, m.in. przez możliwość uzyskania promesy wizy krajowej online oraz jej weryfikację na granicy przez Straż Graniczną
Wprowadzenie nowej wizy krajowej dla osób polskiego pochodzenia wracających z emigracji bez polskiego obywatelstwa
Umożliwienie województwom zagrożonym wyludnieniem organizowania akcji osadniczych przez wykup pustostanów i udostępnianie ich repatriantom oraz powracającym z emigracji
Możliwość wykupu mieszkań przez osadników po określonym czasie, w tym z bonifikatą
Poluzowanie warunków osiedlenia w województwach o niskim bezrobociu
Celem projektu jest uruchomienie akcji osadniczej skierowanej do 500 tys. rodzin w ciągu 10 lat.
Szacowane koszty programu przez 20 lat wyniosłyby około 78,35 mld PLN, natomiast przychody budżetowe mogą przekroczyć wydatki, prognozy wahają się od 86,6 mld do nawet 424 mld PLN.
Mechanizmy finansowe, organizacyjne i społeczne
Nowa ustawa przewiduje mechanizmy finansowania akcji osadniczych przez budżet państwa oraz samorządy, elastyczne instrumenty przekazywania i wykupu mieszkań, a także możliwość adaptacji lokali na cele społeczne.
Osadnicy będą mogli uzyskać lokale na zasadach użyczenia lub najmu, z preferencją dla repatriantów. Sejmiki wojewódzkie mają możliwość udzielania bonifikat na wykup mieszkań i tworzenia funduszy poręczeniowych wspierających osadników.
Proces repatriacji i osadnictwa ma być usprawniony przez system informatyczny pozwalający na elektroniczną obsługę wniosków, promes wizowych oraz pełną integrację proceduralną pomiędzy ministerstwami, służbami granicznymi i samorządami.
Nowa szansa dla Polaków
Przede wszystkim jednak, nowa ustawa o repatriantach i osadnictwie daje realną szansę na rozwiązanie problemu repatriacji i wyludnienia. Jest też formą zadośćuczynienia historycznym krzywdom.
Zamiast powolnej, niewydolnej repatriacji, projektowany system ma być mechanizmem nowoczesnej, masowej akcji osadniczej, otwierającej szeroko drzwi dla rodaków z zagranicy:
- Chciałbym, aby pociągi pełne Polaków wjeżdżały na dworzec ojczyzny nie jako repatrianci, a jako powracający, oczekiwani przez nas członkowie narodowej wspólnoty - tłumaczy senator Bierecki.
Celem nowej ustawy ma być nie tylko ratowanie demografii, lecz także skuteczna integracja Polaków rozsianych po świecie z krajem przodków. Co szczególnie ważne, nowe prawo zaoferuje konkretną pomoc, a także realne wsparcie finansowe i systemowe.
Oczywiste jest także to, iż mówimy tu ogromnym wyzwaniu, które wymagać będzie odwagi politycznej i szerokiego społecznego wsparcia. Jednocześnie może być to jedyna skuteczna droga do tego, aby zatrzymać kryzys repatriacji i depopulacji Polski.
za:wpolsce24.tv