Witamy serdecznie na stronie internetowej Oddziału Łódzkiego
Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Mamy nadzieję, że ułatwimy Państwu docieranie do rzetelnej informacji. Tutaj chcemy prezentować wielkość oraz problemy naszego Kościoła, zagadnienia społeczne, cywilizacyjne, publikacje członków Stowarzyszenia, stanowiska w ważnych kwestiach. Nie będziemy konkurować w informacjach bieżących z innymi portalami (niektóre z nich wskazujemy w odnośnikach), natomiast gorąco zapraszamy do lektury wszystkich tekstów - ich aktualność znacznie przekracza czas prezentacji na stronie głównej. Zachęcamy do korzystania z odnośników: "Publikacje" i "Polecane". Mamy nadzieję na stały rozwój strony dzięki aktywnej współpracy użytkowników. Z góry dziękujemy za materiały, uwagi, propozycje.
Prosimy kierować je na adres: lodz@katolickie.media.pl

Milena Kindziuk: peerelowska wersja śmierci ks. Popiełuszki przestaje być spójna

„Gdy niedawno rozmawiałam z mieszkańcami miejscowości położonych w pobliżu Kazunia, okazało się, że w październiku 1984 r. ludzie widzieli w tej okolicy wojskowe samochody, często nyski, panował tam wzmożony ruch. Co znaczące, jeszcze dziś niektórzy okoliczni mieszkańcy boją się o tym mówić” – opowiada Milena Kindziuk w wywiadzie dla tygodnika „Sieci”.

Autorka książek o bł. ks. Jerzym Popiełuszce i jego matce Mariannie została zapytana przez Gorana Andrijanicia z „Sieci”, czy jej zdaniem śmierć męczennika przebiegła tak, jak wynika z oficjalnej wersji. Ks. Popiełuszko został uprowadzony 19 października 1984 r. w okolicach miejscowości Górsk przez trzech funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa. Oficjalna wersja głosi, że został przez nich związany za pomocą pętli samoduszącej, ciężko pobity, przewieziony w bagażniku samochodu do Włocławka i tam wrzucony z tamy do wody. Wersję tę od lat podważa prokurator Andrzej Witkowski, którego zdaniem w zbrodni bezpośredni udział brali funkcjonariusze Wojskowej Służby Wewnętrznej.

    „Po 41 latach od zbrodni dokonanej na ks. Jerzym zmienił się stan wiedzy – mówi Milena Kindziuk. – W tym czasie pojawiło się wiele nowych śladów, dokumentów, zeznań świadków. To sprawia, że peerelowska wersja śmierci księdza, zatwierdzona podczas procesu toruńskiego na przełomie lat 1984/1985, przestaje być spójna i domaga się gruntownej weryfikacji. Punktem przełomowym była dla mnie najnowsza publikacja prokuratora Andrzeja Witkowskiego «Bolesne tajemnice ks. Popiełuszki. Śladami prawdy», właśnie wchodząca na rynek (...). Witkowski prowadził w tej sprawie dwa śledztwa: w latach 1990-1991 – jako prokurator w Ministerstwie Sprawiedliwości oraz w latach 2002-2004 – w ramach IPN”.

Jak zaznacza autorka książek o bł. ks. Jerzym, istotne hipotezy sformułował także Piotr Litka w swoich publikacjach oraz filmach dokumentalnych.

„Litka przez lata bronił zresztą ustaleń prokuratora Witkowskiego – zaznacza Kindziuk. – Zapoznałam się też z wieloma nowymi materiałami i relacjami świadków (dotarłam do nowych miejsc i osób). To wszystko sprawiło, że (...) nie mogę dłużej podtrzymywać dotychczasowej utrwalonej wersji wydarzeń”.

Opinia bez daty zgonu

Milena Kindziuk dodaje, że oficjalna data śmierci „nie jest jednoznaczna”, a ks. Jerzy mógł zginąć później.

„Zgodnie z tezą prokuratora Andrzeja Witkowskiego nastąpiło to w południe 25 października 1984 r. Podstawą jego osądu była m.in. ponowna analiza sekcji zwłok księdza dokonana w 2002 r. przez powołanych przez niego trzech niezależnych biegłych – profesorów medycyny sądowej (patronował temu ówczesny prezes IPN prof. Leon Kieres). Jak podkreśla prokurator, z opinii tych medyków wynika, że funkcje życiowe ks. Popiełuszki ustały nie 11 dni przed badaniem sekcyjnym (przeprowadzono je 31 października), ale zaledwie kilka dni wcześniej. Mogło to być 25 października 1984 r.” – tłumaczy dziennikarka.

Co w takim razie z wcześniejszymi opiniami biegłych?

    „Z pewnością nie były pełne. Najbardziej rażące jest, że w opinii z 1984 r. pominięto pytanie o czas śmierci księdza, podczas gdy określenie daty zgonu to elementarne zadanie medycyny sądowej” – zauważa Kindziuk.

Podczas śledztwa IPN prokurator przesłuchiwał jednego z biegłych z 1984 r., dr. Tadeusza Jóźwika. Ten wspominał o „smutnych panach”, którzy pilnowali prosektorium i „prawidłowości opiniowania”.

„Dr Jóźwik miał przyznać w zeznaniach, że sekcyjny «raport był taki, jak kazano» – podkreśla rozmówczyni Gorana Andrijanicia. – Sam Leszek Pękala, jeden z trzech porywaczy ks. Popiełuszki, stwierdził w rozmowie z Leszkiem Szymowskim (w książce «Księżobójcy»): «Księdza zabrali ci wojskowi nyską. Pojechali do Kazunia. Tam go zatłukli po sześciu dniach tortur...». Z akt śledztwa prowadzonego jeszcze przed procesem toruńskim jasno wynika, iż jeden z bunkrów w Kazuniu Polskim pod Warszawą był przygotowywany na to, by przetrzymywać w nim ks. Popiełuszkę już od 10 października 1984 r. Gdy niedawno rozmawiałam z mieszkańcami miejscowości położonych w pobliżu Kazunia, okazało się, że w październiku 1984 r. ludzie widzieli w tej okolicy wojskowe samochody, często nyski, panował tam wzmożony ruch. Co znaczące, jeszcze dziś niektórzy okoliczni mieszkańcy boją się o tym mówić”.

Ludzie z „wojskówki”

„Boję się jedynie tego, że nowe fakty i ślady znów zostaną zadeptane, zakrzyczane – mówi Milena Kindziuk. – Czy znajdą się odważni ludzie, którzy poprą prokuratora Witkowskiego, domagającego się, by wnętrze i bezpośrednie otoczenie bunkrów amunicyjnych w Kazuniu zostały poddane badaniu i identyfikacji śladów nawet sprzed wielu lat za pomocą nowoczesnych technik kryminalistycznych?”

Kindziuk przypomina dowody świadczące o tym, że w porwaniu brali udział nie tylko funkcjonariusze SB.

„Według ustaleń prokuratora Witkowskiego w Górsku, po porwaniu Popiełuszki, 19 października ok. 21.40 poza samochodem, w którym znajdował się ks. Jerzy z kierowcą, i drugim – z porywaczami z Departamentu IV MSW, był też trzeci – z funkcjonariuszami WSW – wyjaśnia dziennikarka. – To oni mieli przejąć duchownego. Świadczy o tym eksperyment z milicyjnym psem tropiącym, którego przywieziono na miejsce uprowadzenia księdza, by go szukać. Pies, słynący z niezawodności, po nawęszeniu fotela samochodu, w którym siedział ks. Popiełuszko, dwa lub trzy razy podjął ten sam trop i za każdym razem zgubił ślad w tym samym punkcie, ok. 200 m dalej, przy bocznej drodze w Górsku. To wskazuje, że ks. Jerzy musiał zostać tam przeprowadzony i wepchnięty do innego auta, a więc nie trafił do bagażnika Fiata 125p – jak głosi peerelowska oficjalna wersja (zresztą w bagażniku nie odnaleziono śladów krwi księdza!). Niestety notatka z eksperymentu z psem tropiącym nie została wzięta pod uwagę podczas procesu toruńskiego. Przesłuchanie przewodnika tego psa zakłóciłoby całą narrację z procesu w Toruniu. Później natomiast przesłuchał go podczas śledztwa prokurator Witkowski. Jak dowodzi, pojawienie się trzeciego samochodu z funkcjonariuszami służb wojskowych oznacza, że po uprowadzeniu księdza porywacze ze służb cywilnych MSW przekazali go innym sprawcom. W opinii Witkowskiego to pokazuje także osobistą rolę gen. Czesława Kiszczaka, który jako były szef wywiadu wojskowego i ówczesny szef Ministerstwa Spraw Wewnętrznych faktycznie kontrolował cały aparat służb specjalnych”.

Zabójstwo ks. Popiełuszki. "Znamy fakty, które do tej pory były niedostępne"

Po 41 latach od zbrodni na ks. Jerzym Popiełuszce pojawiły się nowe tropy: dokumenty, analizy, relacje świadków, materialne przedmioty i miejsca, a także kolejne ekspertyzy – wskazuje dr Milena Kindziuk, wykładowca UKSW. Jak podkreśla, w świetle tych ustaleń tzw. oficjalna wersja zbrodni na duchownym traci spójność i wymaga dziś zasadniczej rewizji. 

 W rozmowie z KAI dr Milena Kindziuk podkreśliła, że punktem zwrotnym w jej zakwestionowaniu tzw. oficjalnej wersji zbrodni na ks. Popiełuszce stała się najnowsza książka prokuratora Andrzeja Witkowskiego "Bolesne tajemnice ks. Popiełuszki. Śladami prawdy".

Prokurator Witkowski prowadził w tej sprawie dwa postępowania: w latach 1990-1991 – z ramienia prokuratury – w Ministerstwie Sprawiedliwości oraz w latach 2002-2004 w strukturach Instytutu Pamięci Narodowej. – I dziś ma chyba największą wiedzę na ten temat, o czym przekonałam się także po przeprowadzeniu z nim serii wywiadów. Dlatego po zapoznaniu się z nowymi materiałami, po 30 latach kwerend, konfrontowania źródeł i badań, które prowadzę nad życiem, działalnością oraz męczeńską śmiercią ks. Jerzego, czuję się w obowiązku już nie powtarzać przyjętej dotąd narracji, choć wiem, że narusza to utrwalony symboliczny porządek pamięci. I nie chodzi tu o "inną interpretację" wydarzeń, lecz o zgodność albo niezgodność faktów. Chodzi o nowy stan badań, który stanowczo podważa opowieści utrwalone w procesie toruńskim – mówiła biograf bł. ks. Popiełuszki. 

Kiedy i gdzie został zamordowany ks. Popiełuszko?

Jak zaznaczyła, ks. Jerzy mógł zginąć nie 19 października, lecz dopiero w południe 25 października 1984 r., po kilku dniach przesłuchań, nacisków i tortur, najprawdopodobniej w bunkrach wojskowych w Kazuniu Polskim. – Bunkry już 10 października 1984 r. zostały przygotowane dla Popiełuszki przez porywaczy: Leszka Pękalę i Waldemara Chmielewskiego. Oni sami o tym otwarcie mówili w czasie śledztwa. Jak ustalił prok. Witkowski, po uprowadzeniu ksiądz miał zostać tam poddany szantażowi na podstawie spreparowanych fałszywek przygotowanych wcześniej przez Grzegorza Piotrowskiego. Jeżeli to by nie pomogło i wciąż by odmawiał podpisania zobowiązania do współpracy, oprawcy mieli zastosować wobec niego tortury fizyczne. To wskazuje też na to, że celem porwania nie było zabicie księdza, ale pozyskanie go do współpracy ze służbami. Gdyby chciano go od razu zabić, uczyniono by to tak, że najprawdopodobniej nikt nigdy nie znalazłby ciała – relacjonowała dr Kindziuk w rozmowie z Anną Rasińską. 

– Byłam w tym bunkrze, wygląda przerażająco. Gdy niedawno, kilkakrotnie, rozmawiałam z mieszkańcami okolicznych miejscowości, potwierdzali, że w październiku 1984 r. widywali w tej okolicy samochody wojskowe, często nyski, i wojskowych którzy czynili jakieś przygotowania, mieli dowozić żywność, panował tam wzmożony ruch. Nie mogłam uwierzyć, że niektórzy do dziś boją się mówić więcej na ten temat, bo "ciężarówki jeżdżą po ulicach i powodują wypadki drogowe". Ludzie pamiętają też, że bunkier w Kazuniu odwiedził kiedyś prymas Polski kard. Józef Glemp, co potwierdzają obecnie osoby towarzyszące wtedy prymasowi – opisała. 

 – W tej chwili materiałów na ten temat jest już bardzo dużo, nie tak, jak było w latach 80. czy nawet 90., kiedy nie istniał jeszcze IPN w obecnym kształcie. Dlatego jesteśmy w innym miejscu, jeśli chodzi o możliwość ujawniania prawdy, znamy fakty, które do tej pory były niedostępne. Z pewnością pojawią się kolejne – stwierdziła wykładowca UKSW.

– Prokurator Witkowski jednoznacznie stwierdza na podstawie prowadzonych przez siebie dwóch śledztw, a także nowych materiałów i relacji świadków, że ksiądz został przejęty przez innych funkcjonariuszy, zapewne ze służb wojskowych. I że to oni przewieźli księdza do Kazunia i uwięzili na dłużej w przygotowanym zawczasu bunkrze, a po upływie sześciu dni zamordowali. (...) Jak twierdzi prok. Andrzej Witkowski, pojawienie się trzeciego samochodu z funkcjonariuszami służb wojskowych oznacza, że cywilni porywacze pełnili rolę "słupów", a po uprowadzeniu przekazali księdza innym sprawcom, co wymusza korektę dotychczasowej kwalifikacji ich udziału – z wykonawców zabójstwa na współuczestników operacji, w której zasadniczą rolę odgrywał aparat wojskowy – przekazała. 

Data śmierci ks. Popiełuszki w świetle nowych ustaleń

Jakie znaczenie mają te ustalenia dla całości sprawy? – Ustalenie innego czasu i miejsca zbrodni niż te przyjęte w wersji toruńskiej przesuwa ciężar całej sprawy: od "prostego" porwania zakończonego po dwóch godzinach zabójstwem na tamie, do wielodniowej operacji specjalnej z udziałem struktur wojskowych. Oznacza to inne sprawstwo wykonawcze – nie tylko trzej porywacze z Departamentu IV, ale także funkcjonariusze służb wojskowych, inny cel uprowadzenia, czyli złamanie księdza, werbunek, wymuszenie na nim zgody na wyjazd do Rzymu, wykorzystanie go jako agenta w otoczeniu Jana Pawła II – oznajmiła dr Kindziuk.

Czy nowe ustalenia i dowody mogą mieć wpływ na proces kanonizacyjny bł. ks. Jerzego Popiełuszki? – W procesie beatyfikacyjnym stwierdzono jego męczeństwo za wiarę. I ono jest niepodważalne. Ksiądz Jerzy jest błogosławionym męczennikiem, który poniósł śmierć za Chrystusa. Może nawet cierpiał o wiele dłużej, niż przyjęto to w tym procesie zakończonym beatyfikacją ks. Jerzego w 2010 r. – skomentowała. 

 – Natomiast w procesie kanonizacyjnym bada się cud za wstawiennictwem błogosławionego. Taki cud jest obecnie badany, postępowanie toczy się na etapie watykańskim. Natomiast nowe dowody i ustalenia pojawiające się wraz z odkrywaniem nowych materiałów i dokumentów mogą prowadzić jedynie do skorygowania dat i opisów w życiorysie ks. Popiełuszki – oceniła.

Czy możliwa jest zatem zmiana daty liturgicznego wspomnienia ks. Popiełuszki? – To już decyzja Kościoła. Jeśli by ustalono ostatecznie inną datę śmierci. Jednak 19 października to był dzień, w którym zaczęła się droga krzyżowa ks. Popiełuszki. Jest to data ustalona już w kalendarzu liturgicznym. Jest też wyryta mocno w naszej pamięci zbiorowej, więc trudno byłoby ją zmieniać. (...) Wspomnienie liturgiczne nie musi być tego dnia, w którym nastąpiła śmierć świętego. Zauważmy np., że Jan Paweł II zmarł 2 kwietnia, a wspomnienie liturgiczne jest 22 października. Podobnie bywa w przypadku innych osób wyniesionych na ołtarze – odparła dr Milena Kindziuk. 

K. Wyszkowski dla Frondy: Śledztwo ws. zabójstwa ks. Popiełuszki blokuje agentura w polskim Kościele

„Niektórym członkom obecnego Kolegium IPN przekazywano informacje, że to Kościół już od lat nalega na to, by tej sprawy nie ruszać i nie drążyć, bo to rzekomo zagrażałoby procesowi beatyfikacyjnemu czy kanonizacyjnemu ks. Popiełuszki. Skądinąd trudno się temu dziwić, skoro po kard. Józefie Glempie trafiali się przecież na urzędzie Prymasa Polski agenci SB, a do prowadzenia procesu beatyfikacyjnego wyznaczono księdza będącego byłym agentem bezpieki. Agentura wewnątrz polskiego Kościoła odegrała niewątpliwie fundamentalną rolę w blokowaniu Polakom dostępu do prawdy o męczeńskiej śmierci ks. Jerzego Popiełuszki” - mówi w wywiadzie dla portalu Fronda.pl legendarny opozycjonista z czasów PRL Krzysztof Wyszkowski.

Fronda.pl: Napisał Pan niedawno w mediach społecznościowych, że tajemnicy męczeńskiej śmierci ks. Jerzego Popiełuszki sprzed ponad 40 lat bronią przed naszym społeczeństwem ówcześni „przywódcy Solidarności, politycy okrągłostołowi, agentura kościelna i historycy przemilczający rozpoznanie podziemia przez SB/KGB pod pretekstem obrony mitu, że Solidarność obaliła komunizm”. Brzmi to dramatycznie i nie daje wielkiej nadziei na to, że poznamy w najbliższej przyszłości pełne okoliczności mordu na tym kapłanie…

Krzysztof Wyszkowski (opozycjonista w czasach PRL, członek Kolegium IPN): Fakt, że zabójstwa księdza Jerzego Popiełuszki dokonali osobiście funkcjonariusze komunistycznej Służby Bezpieczeństwa jest raczej bezsporny i powszechnie znany. Chodzi jednak o poznanie planu, którego porwanie i torturowanie kapłana miało być początkowym elementem oraz celu prowokacji, którą uważam za kalkę prowokacji gliwickiej zorganizowanej dla uzasadnienia niemieckiego ataku na Polskę. Bardzo możliwe, że miała ona stać się podstawą do ostatecznego rozwiązania kwestii Solidarności i zhołdowania polskiego Kościoła. Nadal stoimy jednak wobec pytania, co właściwie mocodawcy zbrodni na ks. Popiełuszce chcieli osiągnąć w wymiarze politycznym i społecznym i trzeba przyznać, że po kilkudziesięciu latach wciąż w tej kwestii nie wiemy zbyt wiele. Wciąż nie znamy bowiem scenariusza tamtych wydarzeń, które miały przecież objąć swym oddziaływaniem całe polskie społeczeństwo i państwo polskie.

Stwierdził Pan na swoim profilu w social mediach, że celem porwania i zamordowania ks. Popiełuszki było „ogłoszenie i „udowodnienie”, że dokonało tego podziemie Solidarności (ekipa Borusewicza) we współpracy ze „zbuntowanymi” funkcjonariuszami SB (Hodysz), jako podejrzanego o współpracę z SB i kradzież pieniędzy Regionu Mazowsze”. Czy istnieją jakiekolwiek źródła lub dowody na potwierdzenie tej hipotezy?

W kwietniu 1984 roku czyli na pół roku przed realizacją porwania ks. Popiełuszki zgłosił się do mnie mój znajomy, współpracujący z Solidarnością i podziemiem. Poprosił mnie o ukrycie w Warszawie ściganego przez esbecję bliskiego współpracownika Bogdana Borusewicza, będącego wtedy szefem podziemia na Pomorzu Gdańskim. Okazał się nim kolega z pracy mojej żony Marian Pałubiński. Według jego relacji SB miała wpaść na jego trop w momencie, gdy przygotowywał się on do zleconego mu przez Borusewicza wykonania w imieniu Solidarności wyroku śmierci na Kubasiewiczu, który jako rzekomy agent bezpieki miał „wsypać” szefa podziemia w Porcie Gdańskim Mariana Świtka. Opisywał mi nóż, którym miał wykonać wyrok przez poderżnięcie gardła w podziemiach kościoła św. Mikołaja w Gdańsku, do czego nie doszło z powodu obiekcji któregoś z wtajemniczonych w akcję dominikanów.

Dopiero 8 lat później funkcjonariusz Urzędu Ochrony Państwa prowadzący badania w pewnej sprawie, zapytał mnie dlaczego przechowałem w latach 80. groźnego  agenta  SB - Mariana Pałubińskiego. Pod wrażeniem tej informacji wsiadłem w pociąg i pojechałem do Gdańska, by przekazać ją Borusewiczowi, który był wówczas wiceprzewodniczącym NSZZ Solidarność. I co niesamowite, pierwszą osobą, którą spotkałem na schodach gdańskiej siedziby Solidarności był właśnie wspomniany Pałubiński, który jak się okazało nadal tam pracował. Drugą niespodzianką była reakcja Borusewicza, który, co było dla mnie zdumiewające, w żaden sposób nie zareagował na rewelację. Po latach dowiedziałem się, że cała dokumentacja dotycząca tego agenta została  zniszczona. Zachował się tylko fragment donosu Pałubińskiego z zupełnie innej sprawy, gdzie informuje, że nawiązał kontakt z ks. Jerzym Popiełuszką.

Czy Pana zdaniem głównym celem uprowadzenia ks. Popiełuszki od początku było jego zabójstwo? Prokurator Andrzej Witkowski, który prowadził wnikliwe śledztwo w sprawie zabójstwa tego kapłana, zdecydowanie skłania się ku przypuszczeniom, że początkowo próbowano zmusić ks. Jerzego brutalnymi, kilkudniowymi torturami do współpracy z bezpieką i dopiero, gdy oprawcy oraz ich mocodawcy zrozumieli, że nie ma szans na złamanie niezłomnego kapłana, zabito go 25 października 1984 roku, a więc aż 6 dni po uprowadzeniu.

Ta hipoteza składa się z wielu elementów. Zamiar torturowania i złamania ks. Popiełuszki to był plan już na 13 października 1984 roku, kiedy to jednak do porwania kapłana nie doszło. Natomiast inscenizowanie pewnego rodzaju amatorskiego, pozornie nieumiejętnego działania oprawców wobec porwanego kapłana miało sugerować sprawstwo ludzi związanych z Solidarnością. Zresztą już po porwaniu, a być może nawet jeszcze przed jego uprowadzeniem, rozpuszczano w podziemiu informacje o rzekomych nadużyciach ks. Popiełuszki, które miały polegać na rzekomym zdefraudowaniu przez niego części środków należących do mazowieckiej Solidarności. Sprawcy porwania zamierzali go „przesłuchiwać” oskarżając o przeznaczanie tych pieniędzy na kobiety.

Dziś wiemy, że SB miała zamontowany podsłuch w warszawskim mieszkaniu ks. Jerzego przy ul. Chłodnej i mogła dzięki temu preparować dowolne materiały, manipulując posiadanymi nagraniami. Wiemy też, że ks. Popiełuszko przyjmował w tym mieszkaniu pewną kobietę znajdującą się w trudnej sytuacji osobistej i mógł jej po prostu pomagać. A SB chciała to wykorzystać, by spreparować potrzebne jej „kompromaty” uderzające w dobre imię kapłana. 

Dla dopełnienia kontekstu warto też przypomnieć, że SB dysponowała materiałami dotyczącymi różnych innych sporów Solidarności z Kościołem o powierzone pieniądze na terenie całej Polski. We Wrocławiu esbecja posunęła się nawet do spalenia samochodu abp. Henryka Gulbinowicza, by powstało wrażenie, że to zemsta Solidarności za odmowę przekazania jej pieniędzy przez arcybiskupa. Podobna sytuacja miała też miejsce w odniesieniu do innych kapłanów np. w Olsztynie czy w Słupsku.

Czy w ramach Kościoła też byli ludzie, którzy blokowali możliwość ujawnienia Polakom prawdy o zabójstwie ks. Popiełuszki?

Trzeba uczciwie przyznać, że ks. Jerzy Popiełuszko aż do swojej męczeńskiej śmierci spotykał się w polskim Kościele zdecydowanie częściej z postawami nieufności i sceptycyzmu aniżeli życzliwości. A poza tym nie wolno zapominać, że był też jednak dość szczelnie otoczony, również w strukturach kościelnych, agentami bezpieki. Wystarczy wymienić tu choćby niezwykle bezwzględnego agenta, jakim był ks. Michał Czajkowski. Potem, w latach 90. pełnił on zresztą rolę gorliwego michnikowskiego propagandysty. A zaprzestał publicznej aktywności dopiero w momencie, gdy ujawniono, że był agentem SB. Do tego czasu było go jednak pełno w mediach III RP. A wielu innych ludzi Kościoła niestety nadal współpracowało z komunistycznymi służbami, nawet po mordzie na ks. Jerzym. 

Trudno chyba przejść do porządku dziennego nad rolą w całej sprawie założyciela ZChN Wiesława Chrzanowskiego, który jako minister sprawiedliwości zablokował na początku lat 90. śledztwo zmierzające do ukazania zleceniodawców zabójstwa ks. Popiełuszki, odbierając je prok. Witkowskiemu.

Przyznam szczerze, że na pewnym etapie sądziłem, że rola Chrzanowskiego w sprawie ks. Popiełuszki wynikała być może z jego naiwności. I mimo, że dowiedziałem się w 1992 roku, że Wiesław Chrzanowski był tajnym agentem SB to jednak z drugiej strony miałem też świadomość faktu, iż ludzi, którzy prowadzili rozmowy o polityce z funkcjonariuszami SB było po naszej opozycyjnej stronie w okresie PRL naprawdę wielu.Takie rozmowy prowadził przecież choćby Jacek Kuroń, Bogdan Lis czy Andrzej Wielowieyski, który dziś zasiada w Radzie Fundacji, której prezes, Ludmiłę Kozłowską ABW objęła kilka lat temu zakazem wjazdu do Polski, uzasadniając to tym, że osoba ta stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa naszego państwa. Warto też przypomnieć, że wielu innych uczestników obrad Okrągłego Stołu uzyskało u Kiszczaka całkowite  wyczyszczenie swojej dokumentacji w esbeckich aktach.  

Natomiast co do Chrzanowskiego to niedawno miałem możliwość zapoznania się z teczką pracy bardzo groźnego agenta o pseudonimie „Emil”. I tam są zawarte naprawdę niesamowite rzeczy dotyczące Wiesława Chrzanowskiego. Mamy tam opis naprawdę okropnych rzeczy, jakie Chrzanowski opowiadał o ks. Popiełuszce podczas swych pobytów choćby we Włoszech i w Watykanie, gdzie przecież spotykał się nawet z papieżem Janem Pawłem II. Z tych dokumentów wynika, że Wiesław Chrzanowski świadomie oczerniał nieżyjącego już przecież ks. Jerzego. I to przekonuje, że Chrzanowski nie był jednak w tej sprawie człowiekiem naiwnym, ale wykazywał się po prostu złą wolą. Ukazuje się z tych materiałów raczej jego obraz jako czynnego agenta wypełniającego bardzo ważną rolę - walczącego z pamięcią o zamordowanym kapłanie a stającego w obronie zbrodniarzy. I dopiero na tle tej wiedzy możemy lepiej zrozumieć, dlaczego Wiesław Chrzanowski jako szef resortu sprawiedliwości zablokował szansę na wyjaśnienie wszystkich okoliczności zamordowania ks. Jerzego Popiełuszki. Ale trzeba też mieć świadomość, że Chrzanowski nie działał samodzielnie, lecz musiał w ówczesnej konstelacji politycznej działać w porozumieniu z prezydentem Lechem Wałęsą przez wiele lat współpracującym przecież z bezpieką jako donosiciel. To zapewniło zamknięcie na tamtym etapie śledztwa w sprawie zabójstwa ks. Popiełuszki oraz bezkarność - jak się później okazało aż do śmierci - Kiszczakowi i Jaruzelskiemu.

Od 2016 roku jest Pan członkiem kolegium IPN. Prok. Witkowski w wywiadzie udzielonym przed kilkoma dniami red. Anicie Gargas powiedział, że gdy była szansa w 2016 roku, aby powrócił on do prowadzenia śledztwa ws. ks. Popiełuszki już w ramach struktur IPN to ówczesny dyrektor Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu nie chciał obecności tego zasłużonego dla sprawy prokuratora jako prowadzącego śledztwo. Czy jako członek kolegium IPN ma Pan wiedzę, co właściwie działo się w ostatnich latach z tym niezmiennie otwartym przecież od 2002 roku śledztwem?

Chciałbym podkreślić, że Kolegium IPN nie ma żadnego wpływu na Instytut Pamięci Narodowej Komisję Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, która jest całkowicie odrębną instytucją. Natomiast przyznam, że zainteresowałem się tym tematem i udało mi się przejrzeć dotyczącą tego dokumentację Rady IPN, przekształconej później w Kolegium IPN. Z zaskoczeniem dowiedziałem się z tej lektury, że wspomniana Rada bardzo krytycznie patrzyła na pracę prok. Andrzeja Witkowskiego i była przychylna decyzji o niepowierzaniu mu kontynuowania śledztwa w sprawie zabójstwa ks. Popiełuszki. Padały tam pod adresem prok. Witkowskiego opinie wręcz dyskwalifikujące czy lekceważące, a argumenty, jakie przedstawiano były zmyślone i zastępcze. 

Natomiast niektórym członkom obecnego Kolegium IPN przekazywano informacje, że to Kościół już od lat nalega na to, by tej sprawy nie ruszać i nie drążyć, bo to rzekomo zagrażałoby procesowi beatyfikacyjnemu ks. Popiełuszki.Skądinąd trudno się temu dziwić, skoro po kard. Józefie Glempie trafiali się przecież na urzędzie Prymasa Polski agenci SB, a do prowadzenia procesu beatyfikacyjnego czy kanonizacyjnego wyznaczono księdza będącego byłym agentem bezpieki. Agentura wewnątrz polskiego Kościoła odegrała niewątpliwie fundamentalną rolę w blokowaniu Polakom dostępu do prawdy o męczeńskiej śmierci ks. Jerzego Popiełuszki.Ukazanie jej bowiem, pokazałoby nie tylko przerażającą skalę penetracji, zarówno polskiego Kościoła, jak i Solidarności przez służby specjalne władz PRL, ale i rzuciłoby wiele światła na to, dlaczego pewni ludzie mimo głębokim związków z tymi służbami nadal mają udział w rządzeniu Polską lub też wpływają na kształt polskiego Kościoła.Zatajając prawdę o okolicznościach śmierci ks. Jerzego ludzie ci walczą po prostu o samych siebie. To dlatego nie doszło w Polsce do dekomunizacji i skala zmian po upadku komunizmu w wymiarze kadr politycznych i ich umocowań jest, mimo ogromu przeobrażeń ekonomicznych, mniejsza niż po odzyskaniu nieodległości w 1918 roku pozostając podobna zaledwie do Pażdziernika’56.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

Dr Pietrzak: Prymas Glemp znał prawdę o śmierci ks. Popiełuszki. Odwiedzał miejsce, w którym go torturowano

Historyk dr Leszek Pietrzak wyraził przekonanie, że Episkopat Polski z ówczesnym prymasem Józefem Glempem na czele, ukrywał prawdę o tragicznej śmierci zamordowanego przez komunistyczne służby ks. Jerzego Popiełuszki, które bezskutecznie usiłowały zwerbować niezłomnego kapłana jako tajnego współpracownika.

Jak opisywał w rozmowie na kanale YouTube Jan Pospieszalski i Zakazane Historie grupa esbeków pod przywództwem Grzegorza Piotrowskiego przekazała uprowadzonego 19 października 1984 roku ks. Jerzego Popiełuszkę „grupie oficerów z Wojskowej Służby Wewnętrznej, a ci zawieźli go do przygotowanego wcześniej a znajdującego się w lesie na terenie jednostki wojskowej bunkra w Kazuniu Polskim”.

„Tam ksiądz był torturowany. Torturowali go do tego stopnia, że doprowadzili do jego śmierci” – powiedział dr Leszek Pietrzak.

Historyk zaznaczył jednak, że celem komunistycznych służb nie była śmierć niezłomnego kapłana, ale próba zwerbowania go do tajnej współpracy.

„Jednak ta grupa trzech sadystów, oficerów wojskowego kontrwywiadu, która go biła, maltretowała i usiłowała za wszelką cenę zwerbować przez kolejne pięć dni – pobiła go za bardzo, doprowadzając do jego śmierci” – mówił historyk.

Jak podkreślił dr Pietrzak –  Episkopat wiedział o rzeczywistej dacie i miejscu śmierci ks. Jerzego.

„Prymas Józef Glemp co roku przyjeżdżał do bunkra w Kazuniu i tam się modlił. Dlaczego to ukrywał przez tyle lat? Dlaczego przez tyle lat pozostawano przy tej fikcji stworzonej przez Kiszczaka w trakcie procesu toruńskiego” – pyta historyk.

„Do tego bunkra w Kazuniu polskim przybywają też od lat ludzie, modlą się, palą świeczki, zostawiają kwiaty. Jest przekonanie, nawet wśród miejscowej ludności, że to rzeczywiste miejsce męczeństwa księdza Jerzego” – skonstatował dr Leszek Pietrzak.

za:opoka.org.pl

Copyright © 2017. All Rights Reserved.