Witamy serdecznie na stronie internetowej Oddziału Łódzkiego
Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Mamy nadzieję, że ułatwimy Państwu docieranie do rzetelnej informacji. Tutaj chcemy prezentować wielkość oraz problemy naszego Kościoła, zagadnienia społeczne, cywilizacyjne, publikacje członków Stowarzyszenia, stanowiska w ważnych kwestiach. Nie będziemy konkurować w informacjach bieżących z innymi portalami (niektóre z nich wskazujemy w odnośnikach), natomiast gorąco zapraszamy do lektury wszystkich tekstów - ich aktualność znacznie przekracza czas prezentacji na stronie głównej. Zachęcamy do korzystania z odnośników: "Publikacje" i "Polecane". Mamy nadzieję na stały rozwój strony dzięki aktywnej współpracy użytkowników. Z góry dziękujemy za materiały, uwagi, propozycje.
Prosimy kierować je na adres: lodz@katolickie.media.pl

Sąd na usługach

Wyrok Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie przeszedł niemal niezauważony. Szkoda, bo powinien wywołać alarm. To nie tylko stanięcie sądu po stronie lobby LGBT (proszę ode mnie nie wymagać, żebym dodawał kolejne literki, jakie się tam w ostatnich latach pojawiły), ale znacznie więcej: to zamach na wolność słowa i prawo do trwania przy własnych poglądach.

Przypomnę: do rzeszowskiego liceum chodził chłopiec, który zapragnął być dziewczynką. Pod czyim wpływem, kto nad tym pracował (a niemal zawsze ktoś nad taką osobą pracuje; wiemy to ze skandalicznych przypadków w USA) – tego nie wiadomo. Dość, że chłopiec rozpoczął tranzycję, czyli działania na rzecz fizycznej zmiany płci. Polega to m.in. na braniu wyniszczających substancji hormonalnych. Dopiero rozpoczynając te starania, a z prawnego i zapewne również fizjologicznego punktu widzenia wciąż będąc mężczyzną, zaczął domagać się od nauczycieli i szkoły, aby traktować go i nazywać jak dziewczynę. Szkoła i nauczyciele odmawiali, słusznie argumentując, że nie ma do tego powodów, dopóki rzecz nie zostanie formalnie potwierdzona.

Proszę się postawić w sytuacji nauczycieli, którzy mają przed sobą znanego sobie ucznia, a ten zaczyna od nich żądać, żeby traktować go jak uczennicę. Przed nauczycielem otwarty jest dziennik, w nim uczeń figuruje jako chłopak, ale ma być nazywany żeńskim imieniem. Po czym ocenę należy wpisać przy imieniu męskim. Dlaczego ktokolwiek miałby w tej farsie brać udział?

Sprawy „tęczowe” obsiedli różnego rodzaju aktywiści, również ci w togach. Tak było i w tym wypadku. Nie przypuszczam raczej, aby to chłopak czynnie poszukiwał drogi prawnej. Zakładam hipotetycznie, że inspiratorem jego działań było wspominane w tym kontekście przez media Stowarzyszenie Tęczówka, jedna z organizacji zaangażowanych w sprawy LGBT. Z nim powiązany jest radca prawny Damian Ruhm, który w imieniu chłopaka wytoczył szkole sprawę o naruszenie dóbr osobistych. W pierwszej instancji przegrana była całkowita. W drugiej zapadł absolutnie kuriozalny wyrok.

Sąd Apelacyjny stwierdził, że nie ma przepisu zakazującego używania „preferowanego imienia” (taka kategoria w obiegu prawnym nie istnieje) zgodnego z widzimisię danej osoby, nawet gdy wciąż brak zmian metrykalnych. Cóż, nie ma także przepisu, który by takie zachowanie nakazywał, zatem sąd musiał tu wykonać fikołek, polegający na wywiedzeniu takiego obowiązku z konstytucyjnej ochrony godności, czyli art. 30. Konstytucji. Innymi słowy SA w Rzeszowie stwierdził, że czyjeś wyobrażenie na własny temat – np. wyobrażenie mężczyzny, że jest kobietą – jest elementem jego godności, któremu należy się prawna ochrona, a więc wszyscy muszą się do tych wyobrażeń dostosować.

Sąd nie wziął natomiast pod uwagę dwóch kwestii. Po pierwsze – że odmowa nazywania chłopca żeńskim imieniem miała podparcie w materialnej prawdzie: miano do czynienia z mężczyzną. Po drugie – sąd stwierdził, że spełnienie żądań ucznia nie stanowiłoby dla nikogo uszczerbku. I tu się całkowicie mylił, jako że właśnie kwestia „tożsamości płciowej” jest jednym z najbardziej zaognionych dzisiaj sporów ideowych. Odmowa ulegania czyimś uroszczeniom co do własnej rzekomej płci innej niż biologiczna to realizacja art. 31. ustawy zasadniczej – „nikogo nie wolno zmuszać do czynienia tego, czego prawo mu nie nakazuje” – oraz przede wszystkim art. 54.: „Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów (…)”. Nawet gdyby uznać – do czego nie ma podstaw, ale zróbmy roboczo takie założenie – że mamy tutaj konflikt dwóch konstytucyjnych wartości: prawa do poszanowania godności oraz prawa do wyrażania własnych poglądów – to z pewnością nie sąd powszechny jest od tego, żeby tak fundamentalne zagadnienie rozstrzygać. A już na pewno nie tak jednostronnie.

Łukasz Warzecha

za:idziemy.pl

Copyright © 2017. All Rights Reserved.