Szpital w Łodzi ukarany za odmowę zabicia Felka
Narodowy Fundusz Zdrowia nałożył karę na szpital kliniczny w Łodzi. To tam matka Felka próbowała pozbyć się poczętego dziecka w dziewiątym miesiącu ciąży. Chłopiec zginął później w Oleśnicy po wstrzyknięciu mu w serce chlorku potasu przez Gizelę Jagielską.
Łódzki szpital jest przynajmniej piątą placówką ukaraną przez NFZ za nieprzeprowadzenie tzw. aborcji. Wysokość kary nałożonej na łódzki szpital nie została jeszcze ujawniona.
– O ostatecznej karze dla szpitala będziemy mogli poinformować po zakończeniu ewentualnej procedury odwoławczej – powiedział Paweł Florek, rzecznik NFZ.
NFZ nałożył karę w związku z głośną sprawą chłopca, którego społeczeństwo nazwało Felkiem. Badania prenatalne wykazały, że nienarodzony maluch prawdopodobnie cierpiał na wrodzoną łamliwość kości.
Lekarze z Centralnego Szpitala Klinicznego Uniwersytetu Medycznego w Łodzi ocenili, że z tą chorobą może żyć, ale poród powinien się odbyć przez cesarskie cięcie. Matka Felka domagała się jednak zabicia dziecka i w tym celu przedstawiała zaświadczenie o własnych zaburzeniach psychicznych. Ostatecznie z pomocą środowisk proaborcyjnych trafiła do Oleśnicy, gdzie ginekolog Gizela Jagielska przeprowadziła tzw. aborcję, wstrzykując 36-tygodniowemu dziecku chlorek potasu w serce.
NFZ uznał, że placówka „naruszyła prawo do informacji, godności i intymności pacjentki”. Ponadto miało dojść do uzależnienia udzielenia świadczenia w postaci tzw. aborcji od dostarczenia zaświadczenia, które już było w dyspozycji szpitala. Chodzi o zaświadczenie od psychiatry.
– Lekarze z Centralnego Szpitala Klinicznego w Łodzi, na czele z prof. Piotrem Sieroszewskim, nie uchylali się od udzielenia pomocy – podkreśla mec. Katarzyna Gęsiak z Ordo Iuris.
– Pacjentce oferowano zakończenie ciąży poprzez cesarskie cięcie, co pozwoliłoby na udzielenie choremu chłopcu specjalistycznej pomocy medycznej zaraz po urodzeniu. Prof. Sieroszewski jednoznacznie argumentował, że płód – mimo zdiagnozowanej wrodzonej łamliwości kości – był zdolny do życia poza organizmem matki. W tej sytuacji wykonanie aborcji byłoby celowym zabiciem dziecka potencjalnie zdolnego do życia – dodała.
Jak podkreśla mec. Gęsiak, złamaniem prawa było to, co stało się w Oleśnicy.
9-miesięczny Felek został zabity z rąk Gizeli Jagielskiej poprzez zastrzyk z chlorku potasu prosto w serce. W przypadku dziecka zdolnego do samodzielnego przeżycia, takie działanie nie powinno być kwalifikowane jako pomocnictwo w tzw. aborcji, lecz jako zabójstwo, które podlega znacznie surowszej odpowiedzialności karnej.
Proceder nakładania wysokich kar na szpitale chroniące nienarodzone dzieci zapoczątkowała była minister zdrowia Izabela Leszczyna. Sankcja może wynieść do 2 proc. wartości kontraktu z NFZ.
Kary od 100 tys. zł do 350 tys. zł (po odwołaniach – początkowo niektóre przekraczały pół miliona zł) nałożono na placówki z Łodzi, Pabianic, Lubartowa i Wrocławia.
Poprzednia minister wspólnie z byłym ministrem sprawiedliwości Adamem Bodnarem zabroniła też weryfikacji zaświadczeń od psychiatry mających posłużyć za podstawę zabicia nienarodzonego dziecka.
Prokuratura badała sprawę śmierci Felka, ale umorzyła ją w grudniu 2025 roku.
za:www.radiomaryja.pl