Z takimi przyjaciółmi, po co nam wrogowie? Niemcy nie chcieli upadku ZSRS, blokowali rozszerzenie NATO. Tajne akta dyplomacji
Niemcy w ostatnim czasie lubią przedstawiać się jako wielcy przyjaciele Ukrainy i Europy Wschodniej. Ich podejście do upadku ZSRR, niepodległości jego kolonii i wschodniej ekspansji NATO każe jednak wątpić w szczerość ich intencji.
Niemieckie Ministerstwo Spraw Zagranicznych publikuje co roku kolejną porcję swoich dokumentów – listów, depesz dyplomatycznych, notatek z oficjalnych spotkań itp. Zwykle budzi to zainteresowanie jedynie historyków. W 2022 roku było jednak inaczej.
Opublikowane wtedy dokumenty pochodziły bowiem z 1991 roku. Rzuciły nowe światło na to, jak czołowi architekci ówczesnej „Ostpolitik” - kanclerz Helmut Kohl (CDU) i wicekanclerz i minister spraw zagranicznych w jego rządzie Hans-Dietrich Genscher (FDP) – podchodzili do epokowych wydarzeń, które miały miejsce w tym roku.
Niemcy nie chciały upadku ZSRS
1991 rok był bez wątpienia jednym z najważniejszych lat w historii ludzkości. Trwająca od 1945 roku zimna wojna zakończyła się zdecydowanym zwycięstwem Zachodu, a ZSRS, jedno z najbardziej zbrodniczych państw w historii, było pogrążone w głębokim kryzysie, z którego, jak się na szczęście okazało, nie było już wyjścia. I chociaż na ostateczny upadek Sowietów przyszło poczekać do 26 grudnia, od początku roku było już pewne, że to już koniec.
Opublikowane w 2022 roku dokumenty dowodzą, że Niemców wcale to nie cieszyło. Kohl uważał, że to katastrofa, a każdy, kto tego chce, to kretyn. Aby do tego nie dopuścić, aktywnie działał przeciwko niepodległości sowieckich kolonii, dla niepoznaki zwanych „republikami”.
Niech zrezygnują z niepodległości
Wśród nich były państwa bałtyckie – Litwa, Łotwa i Estonia. Sowieci dokonali ich aneksji na początku lat 40. i, jak wszędzie gdzie się pojawili, dokonali tam masowych zbrodni i wprowadzili swój reżym. Nic więc dziwnego, że te państwa nie mogły się doczekać odzyskania niepodległości.
Kohl – który sam skorzystał z okazji i błyskawicznie rozpoczął proces zjednoczenia Niemiec – uważał, że są one na złej ścieżce, o czym powiedział w 1991 roku ówczesnemu prezydentowi Francji Francois Mitterandowi.
Mimo że władze RFN nigdy oficjalnie nie uznały ich aneksji, polityk był przekonany, że powinny poczekać co najmniej dekadę, zanim ogłoszą niepodległość, a gdy to już się stanie, powinny mieć neutralny status tak jak Finlandia – zmuszona do tego traktatem po przegranej wojnie z ZSRR – i nie być częścią NATO czy Wspólnoty Europejskiej.
Ukraina w ZSRS na zawsze
Jeszcze bardziej haniebne poglądy Kohl miał na niepodległość Ukrainy, gdzie wywołana sztucznie przez rosyjskich komunistów klęska głodu zabiła, według niektórych szacunków, od 3 do 12 milionów Ukraińców. Zdaniem Kohla to państwo powinno nadal być częścią ZSRS, gdyż jego odejście spowoduje upadek Sowietów.
Gdy stało się jasne, że jest to nieuniknione, kanclerz przekonywał, że niepodległa Ukraina i powinna stworzyć konfederację z Rosją i innymi byłymi republikami, co utrzymałoby ją w orbicie wpływów Moskwy.
Kohl deklarował nawet w rozmowie z Borysem Jelcynem, że wpłynie na ukraińskie przywództwo, by je przekonać do tego pomysłu. Zrezygnował z tego pomysłu dopiero, gdy w referendum ponad 92% Ukraińców opowiedziało się za niepodległością – Niemcy ostatecznie okazały się pierwszym państwem Wspólnoty Europejskiej, które ją oficjalnie uznało.
Ręce precz od NATO
W 1991 roku przestał istnieć także Układ Warszawski. Formalnie był on paktem obronnym, sowiecką odpowiedzią na NATO. W praktyce podporządkowywał jednak Kremlowi armie państw członkowskich i był kolejnym narzędziem kontroli Europy Wschodniej. Państwa, które spędziły wiele dekad pod sowieckim butem, bardzo chciały dołączyć do NATO – i z tych dokumentów wynika, że niemiecki szef dyplomacji Hans-Dietrich Genscher aktywnie działał, by im to uniemożliwić.
Ówczesny ambasador Niemiec w Rosji alarmował na początku 1991 roku, że NATO-wskie ambicje państw Układu Warszawskiego wywołały na Kremlu poczucie zagrożenia, obawy o izolację i frustrację z powodu niewdzięczności niegdyś bratnich narodów <sic!>. Genscher uważał, że nie powinno się pogarszać tego uczucia. Deklarował, że ekspansja NATO na wschód nie jest w interesie Niemiec. Twierdził także, że te państwa mają prawo dołączyć do Sojuszu – ale Niemcy powinny się skupić na tym, by nie skorzystały z tego prawa.
Za słowami szły niestety czyny. W 1990 roku rozpoczęły się negocjacje Dwa plus Cztery, w których wzięły udział NRD, RFN i cztery państwa, które okupowały Niemcy po wojnie: Rosja, USA, Wielka Brytania i Francja. Dotyczyły potencjalnego zjednoczenia Niemiec.
W ich trakcie Genscher powiedział Rosjanom, że Niemcy chcą zostać w NATO po zjednoczeniu, a w zamian za zgodę na to obiecał im, że NATO nie rozszerzy się na wschód. Warto dodać, że te rzekome obietnice – które nigdy nie znalazły się w oficjalnych traktatach – stały się dla Putina jednym z usprawiedliwień agresji na Ukrainę.
Genscher uważał, że aby w pewnym stopniu zaspokoić te ambicje, trzeba dla nich znaleźć alternatywę dla NATO, która będzie bardziej akceptowalna dla Sowietów. Taką alternatywą została Rada Współpracy Paktu Północnoatlantyckiego. Niemcy w poufnych rozmowach z rządami państw byłego Układu Warszawskiego zachęcały je, by te ograniczyły się do bycia jej członkami i przestały się starać o pełne członkostwo w NATO.
Co więcej, chciały także, żeby NATO wydało formalne oświadczenie, że nie przyjmie żadnych państw na wschód od Berlina. Dopiero gdy podczas wizyty w Waszyngtonie Amerykanie powiedzieli Genscherowi, że takiej ekspansji nie da się wykluczyć, zrezygnowali z tego planu.
Strach i interesy
Niemcami, jak zawsze w takich chwilach, powodowały dwie główne motywacje: strach i fascynacja Rosją. Kohl i Genscher bali się, że upadek ZSRS spowoduje upadek Michaiła Gorbaczowa, który nb. blisko przyjaźnił się z kanclerzem Niemiec, a władzę przejmie ktoś gorszy od niego. Poniekąd ten scenariusz zaczął się sprawdzać, chociaż pucz Janajewa (sierpień 1991 r.) ostatecznie okazał się nieudany.
Niemcy bali się także, że odzyskanie wolności wywoła w Europie Środkowej i Wschodniej falę nacjonalizmów, która spowoduje nowe konflikty, jak np. wojnę między Polską i Litwą – co, jak wiemy, okazało się bzdurą. Niemcy liczyły jednak także na nowe otwarcie w stosunkach z Rosją i, w domyśle, lukratywne interesy z Kremlem. I były w tym celu gotowe na poświęcenie suwerenności i bezpieczeństwa swoich sąsiadów.
Na szczęście Niemcom nie udało się wtedy zrealizować swoich planów. Dziś po ZSRR pozostało tylko ponure wspomnienie, a większość byłych państw, które były pod sowieckim butem, dziś jest członkami NATO i UE. Można oczywiście powiedzieć, że nie powinno się oceniać ówczesnych przywódców Niemiec, bo nie wiedzieli wtedy tego, co my wiemy teraz. Ale biorąc pod uwagę, jak wyglądała ich Ostpolitik w XXI wieku, także po aneksji przez Rosję Krymu czy w pierwszych dniach wojny na Ukrainie – czy możemy być pewni, że historia się nie powtórzy, gdy tylko będzie miała okazję?
za:wpolsce24.tv