Na miejscu zbrodni wołyńskiej odsłonięto krzyż ku czci dowódcy UPA
Na Wołyniu odbyła się w niedzielę uroczystość odsłonięcia krzyża poświęconego Petrowi Gudzowatemu, ps. Oczeretenko, jednemu z dowódców Ukraińskiej Powstańczej Armii. Wydarzenie miało miejsce w Botyniu, gdzie doszło do zbrodni na Polakach w czasie rzezi wołyńskiej. W 1943 roku ukraińscy nacjonaliści zamordowali tam Polaków, którzy zostali uprowadzeni z innych miejscowości.
W niedzielę w miejscowości Botyń na Wołyniu odsłonięto pamiątkowy krzyż ku czci Petra Gudzowatego, znanego pod pseudonimem Oczeretenko. Był on jednym z dowódców Ukraińskiej Powstańczej Armii.
Ukraińskie media przedstawiały go jako „legendarną postać” oraz „legendarnego dowódcę”. Uroczystość odbyła się jednak w miejscu szczególnie ważnym dla polskiej pamięci historycznej – na Wołyniu, gdzie w czasie II wojny światowej doszło do masowych zbrodni na ludności polskiej.
Petro Gudzowaty był związany z Organizacją Ukraińskich Nacjonalistów od początku lat 30. XX wieku. W czasie wojny służył w batalionie „Nachtigall” oraz 201. batalionie Schutzmannschaft – formacjach współpracujących z III Rzeszą. Później został jednym z dowódców UPA. Organizacja ta jest odpowiedzialna za zbrodnie na Polakach na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej.
Według szacunków historyków ofiarami tych działań padło od około 100 do 120 tysięcy Polaków.
W wydarzeniu uczestniczyli przedstawiciele lokalnych władz, duchowieństwo, historycy, weterani wojny z Rosją oraz młodzież. Obecni byli również płastuni – członkowie ukraińskiej organizacji skautowej działającej także w Polsce.
Uroczystość ponownie wywołała dyskusję dotyczącą sposobu upamiętniania postaci związanych z UPA oraz wpływu takich decyzji na relacje polsko-ukraińskie.
Szokujące słowa abpa Szewczuka. A polscy biskupi dalej milczą
„Odwołanie się do bohaterskiej historii ukraińskiej walki narodowowyzwoleńczej przeciwko sowieckiej dominacji nie ma absolutnie żadnego antypolskiego wydźwięku, ponieważ dzisiaj Ukraina jest w stanie wojny o niepodległość z Rosją” – przekonuje arcybiskup większy kijowsko-halicki Światosław Szewczuk, mówiąc o gloryfikacji zbrodniarzy mordujących polskie dzieci, kobiety i starców. Głosu polskich biskupów w tej sprawie wciąż nie słychać.
Abp Szewczuk udzielił wywiadu Katolickiej Agencji Informacyjnej, w którym odniósł się do sporu wokół nadania przez prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego imienia „Bohaterów UPA” jednej z ukraińskich jednostek wojskowych.
- „Politycy wymyślają różnego rodzaju problemy, a my, przywódcy kościelni, musimy na to reagować. Myślę, że sytuacja nie jest aż tak beznadziejna. Mamy wiele pozytywnych rzeczy, o których chciałbym powiedzieć” - stwierdził.
- „Dzisiaj, jeśli chodzi o Ukrainę, która jest w stanie wojny, historyczna pamięć o stosunkach ukraińsko-polskich, samo wspomnienie wydarzeń z udziałem UPA, nie ma w żadnym wypadku charakteru antypolskiego. Może to być dla Polski trudne do zrozumienia. Odwołanie się do bohaterskiej historii ukraińskiej walki narodowowyzwoleńczej przeciwko sowieckiej dominacji nie ma absolutnie żadnego antypolskiego wydźwięku. Dlaczego? Ponieważ dzisiaj Ukraina jest w stanie wojny o niepodległość z Rosją. Nasi politycy, nasz prezydent podejmują wiele decyzji nie uwzględniając opinii innych, w tym przypadku Polski. Dlaczego? Bo dziś dla nas Polska jest przyjacielem i partnerem. Przez myśl nikomu nie przechodzi, że możemy dziś zrobić coś, co mogłoby urazić Polaków. Ale niestety tak jest. Powiedziałbym, że pewien militarno-polityczny kontekst prowadzi niestety do nieporozumień” - dodał.
Przypomnijmy – bohaterowie, o których mówi abp Szewczuk, to sprawcy ludobójstwa Polaków na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. Tymczasem dla ukraińskiego hierarchy problemem nie jest ich gloryfikacja, a… polski egoizm.
- „Z drugiej strony, widzimy, że w Europie, nawet w Polsce, pojawiają się problemy z odradzaniem się egoizmów narodowych. Bardzo często nasi sąsiedzi reagują na pewne wydarzenia na Ukrainie przez pryzmat egoizmów narodowych i to bardzo utrudnia wzajemne wysłuchanie i zrozumienie. Tego typu nieporozumienia, jak z nadaniem nazwy, mają miejsce przede wszystkim na poziomie politycznym. Kiedy mówimy o innych poziomach komunikacji, nie są one naznaczone takimi nieporozumieniami” - przekonywał.
Co na to polscy biskupi? Ich stanowiska ws. napięć wywołanych decyzją ukraińskiego prezydenta wciąż brakuje.
Ważny gest wicemarszałka Senatu. Michał Kamiński odsyła Ukrainie ordery i pisze ostry list
Decyzja prezydenta Karola Nawrockiego o odebraniu Orderu Orła Białego prezydentowi Wołodymyrowi Zełeńskiemu wywołała prawdziwe trzęsienie ziemi w relacjach polsko-ukraińskich. Wicemarszałek Senatu Michał Kamiński, znany od lat jako jeden z najzagorzalszych rzeczników Kijowa w Warszawie, zdecydował się na drastyczny krok. Polityk oficjalnie zwraca Ukrainie dwa wysokie odznaczenia państwowe.
Jak poinformował portal 300polityka.pl, wicemarszałek Senatu skierował w tej sprawie oficjalny list do ambasadora Ukrainy w Polsce. Decyzja ta stanowi bezpośrednią reakcję na najnowszą eskalację kryzysu dyplomatycznego, wywołaną serią działań i oświadczeń prezydenta Wołodymyra Zełenskiego oraz czołowych ukraińskich polityków, w tym zrzeczeniem się polskich odznaczeń (m.in. Orderu Orła Białego przez Leonida Kuczmę) oraz zapowiedzią zwrotu Krzyża Kawalerskiego przez ambasadora Wasyla Bodnara.
„Z głębokim żalem, ale i z przekonaniem”
Wicemarszałek Senatu otrzymał ukraińskie ordery (w tym m.in. Order Zasługi) za wieloletnie zaangażowanie na rzecz integracji europejskiej Ukrainy oraz autorstwo przełomowego, pierwszego w historii Parlamentu Europejskiego raportu rekomendującego członkostwo tego kraju w Unii Europejskiej.
Przez dekady uchodził za architekta zbliżenia obu narodów. W liście, którego treść cytuje serwis 300POLITYKA, wicemarszałek Senatu pisze wprost:
W związku z działaniami i wypowiedziami prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego, które spotkały się z poparciem wszystkich byłych prezydentów Ukrainy oraz zdecydowanej większości ukraińskiej klasy politycznej, podjąłem decyzję o zwrocie dwóch odznaczeń państwowych Ukrainy (...). Decyzję tę podejmuję z głębokim żalem, ale również z przekonaniem, że prawdziwe partnerstwo między narodami może być budowane wyłącznie na fundamencie prawdy, szacunku dla ofiar oraz wzajemnej uczciwości”.
Brak rozliczenia zbrodni wołyńskiej główną osią sporu
Kamiński niezwykle surowo ocenił politykę historyczną współczesnego Kijowa, wskazując na brak wzajemności i szacunku dla polskiej wrażliwości. Podkreślił, że Polska udzieliła walczącej Ukrainie bezprecedensowego wsparcia militarnego, finansowego i politycznego, co jednak nie spotkało się z należytą odpowiedzią w sferze fundamentalnej dla Polaków – prawdy o rzezi wołyńskiej.
Polityk Trzeciej Drogi wskazał na niedopuszczalną gloryfikację formacji odpowiedzialnych za czystki etniczne:
Tym większe jest moje zdumienie i rozczarowanie faktem, że po latach tak ogromnego wsparcia ze strony Polski i całej Europy Ukraina nadal nie zdobyła się na jednoznaczne potępienie sprawców zbrodni wołyńskiej oraz masowych mordów (...). Jeżeli bohaterami narodowymi czynione są osoby odpowiedzialne za masowe zbrodnie na ludności cywilnej, Polska ma nie tylko prawo, ale i obowiązek reagować”.
Sygnał jest o tyle przełomowy, iż wicemarszałek Senatu jest - jak wiadomo - związany z opozycją, która dotychczas mocno dystansowała się wobec decyzji prezydenta.
Gest Kamińskiego oznacza to, że w polskiej polityce wobec Kijowa pękła dotychczasowa bariera,odzwierciedla głębokie, ponadpartyjne rozczarowanie postawą ukraińskich władz, które zamiast dialogu historycznego wybrały drogę konfrontacji dyplomatycznej i symbolicznego odsyłania polskich odznaczeń.
Jeżeli Ukraina nie zmieni swojej polityki historycznej ws. UPA, to nie ma czego szukać w Unii Europejskiej
Pozytywnym efektem działań prezydenta Nawrockiego jest to, że cały świat dowiaduje się o zbrodni wołyńskiej. Ludzie polityki zadają pytania. Na przykład prezydent Macron, który faktycznie mógł nie wiedzieć, bo zdajemy sobie sprawę, że nie każdy zna doskonale historię każdego europejskiego kraju, zadał pytanie swoim doradcom, historykom, przyszli i mu powiedzieli, i on już wie, a także inne głowy państw, dziennikarze, politycy z różnych społeczeństw. Cała Europa dowiaduje się o tej historii. Jeżeli Ukraina nie zmieni w tym zakresie swojej polityki historycznej, to nie ma czego szukać w Unii Europejskiej – mówił Piotr Uściński, poseł Prawa i Sprawiedliwości, w poniedziałkowym programie „Polski punkt widzenia” na antenie TV Trwam.
– Prezydent Zełenski sam rozpętał burzę, a teraz próbuje zrzucić odpowiedzialność na kogoś innego (…). On miał pełną świadomość tego, że wywoła burzę w relacjach polsko-ukraińskich. Oczywiście w Polsce Donald Tusk zawsze zrobi wszystko, żeby zaszkodzić, żeby osłabić wizerunek pana prezydenta Nawrockiego, ale chyba w Polsce nie ma żadnej siły politycznej, która by patrzyła na Wołyń, na UPA inaczej niż prezydent Nawrocki. Wszyscy Polacy mamy pełną świadomość tego, że na Wołyniu została dokonana zbrodnia, wielka zbrodnia, około 100 tysięcy Polaków zginęło. I teraz ważne jest, żeby ta informacja trafiła do zwykłych Ukraińców, bo ona nie trafia. Zwykły Ukrainiec nie zdaje sobie z tego sprawy, a niestety to są kraje postsowieckie i tam cały czas taka jest mentalność, że władza nie chce ujawnić prawdy, nie chce, żeby Ukraińcy się tej prawdy dowiedzieli. Ale to, co robi prezydent Nawrocki spowodowało, że Ukraińcy, którzy są w Polsce, przebywają w Polsce, dowiadują się tej prawdy, nie mają jak z tym polemizować. To jest po prostu prawda, z którą nie da się polemizować – zaznaczył Piotr Uściński.
Poseł PiS uważa, że decyzje i wypowiedzi Wołodymyra Zełenskiego mają przykryć to, co dzieje się na ukraińskich szczeblach władzy.
– Wydaje mi się, że przyczyną mogą być afery korupcyjne, jakie są na Ukrainie. W środowisku związanym z prezydentem Zełenskim coraz więcej osób jest zamieszanych w korupcję, a urzędy antykorupcyjne wykrywają kolejne afery. I tutaj chyba prezydent Zełenski uznał, że lepiej wywołać konflikt zewnętrzny z Polską, między naszymi narodami, podgrzewać te emocje i odwrócić uwagę opinii od swoich problemów i jego ekipy. Bo w sytuacji, kiedy Ukraina prowadzi działania wojenne, giną ukraińscy żołnierze, w tym czasie dowiadują się o korupcji, o tym, że pomoc dostarczana z zachodu jest rozkradana. Myślę, że jest to bardzo negatywnie odbierane na Ukrainie – wyjaśnił polityk.
Piotr Uściński zaznaczył, że pomimo obecnego sporu Polsce nadal zależy na tym, żeby Ukraina wygrała wojnę z Rosją.
– Na pewno z naszego punktu widzenia ważne jest, żeby Ukraina nie przegrała wojny z Rosją, żebyśmy nie mieli u polskich granic żołnierzy rosyjskich czy ukraińskich wcielonych do rosyjskiej armii pod wodzą Putina. To jest w naszym interesie narodowym – dodał.
Polityk zwrócił uwagę, że decyzja prezydenta Karola Nawrockiego o odebraniu orderu prezydentowi Ukrainy odbiła się szerokim echem na arenie międzynarodowej.
– Pozytywnym efektem działań prezydenta Nawrockiego jest to, że cały świat dowiaduje się o zbrodni wołyńskiej. Ludzie polityki zadają pytania. Na przykład prezydent Macron, który faktycznie mógł nie wiedzieć, bo zdajemy sobie sprawę, że nie każdy zna doskonale historię każdego europejskiego kraju, zadał pytanie swoim doradcom, historykom, przyszli i mu powiedzieli, i on już wie, a także inne głowy państw, dziennikarze, politycy z różnych społeczeństw. Cała Europa dowiaduje się o tej historii. Jeżeli Ukraina nie zmieni w tym zakresie swojej polityki historycznej, to nie ma czego szukać w Unii Europejskiej – podkreślił poseł PiS.
Ukraina: Byli prezydenci Kuczma, Juszczenko i Poroszenko zrzekli się Orderu Orła Białego
Były prezydent Ukrainy Leonid Kuczma zrzekł się przyznanego mu w 1997 roku Orderu Orła Białego. Jego następca Wiktor Juszczenko, a także poprzednik prezydenta Wołodymyra Zełenskiego Petro Poroszenko również podjęli decyzję o zrzeczeniu się najwyższego polskiego odznaczenia.
„W związku z decyzją prezydenta Polski Karola Nawrockiego o pozbawieniu prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego Orderu Orła Białego podjąłem decyzję o zrzeczeniu się tego odznaczenia, którym miałem zaszczyt zostać uhonorowany w 1997 roku” – podała rzeczniczka Fundacji Prezydenckiej Leonida Kuczmy „Ukraina” Darka Olifer oświadczenie Kuczmy na Facebooku.
Były prezydent Ukrainy podkreślił, że przez cały okres swojej prezydentury budowanie przyjaznych relacji z Polską uważał za jeden z najważniejszych priorytetów.
„Wspólnie z moim kolegą Aleksandrem Kwaśniewskim dokładaliśmy wszelkich starań, aby to osiągnąć. Szczególną uwagę poświęcaliśmy rozwiązaniu problemów historycznych w relacjach między naszymi narodami, czego efektem było nasze wspólne oświadczenie z 2003 roku o pojednaniu. »Wybaczamy i prosimy o wybaczenie« – tę zasadę wypracowaliśmy wspólnie z prezydentem Kwaśniewskim przy duchowym wsparciu wielkiego Polaka, papieża Jana Pawła II. Przez dziesięciolecia zasada ta się sprawdzała. Prawdziwa przyjaźń Ukrainy i Polski stała się rzeczywistością” – powiedział.
Kuczma stwierdził, że nie ma innego wyjścia, jak zrzec się wysokiego polskiego odznaczenia.
„Ukraina nie podjęła walki z Rosją, która uzasadniała swoją inwazję roszczeniami historycznymi, po to, aby dziś inne państwa dyktowały nam naszą historię i decydowały, kogo mamy czcić” – oświadczył.
Były prezydent podkreślił, że oba narody muszą pamiętać o historii, jednak przeszłość nie może być ważniejsza od przyszłości.
„Palący, ostry, ale fantomowy ból dawnej tragedii nie powinien oślepiać nas na tyle, byśmy nie dostrzegali realnego, obecnego zagrożenia ze strony imperialnej siły na Wschodzie – siły, która już wcześniej pozbawiała państwowości oba nasze narody i nie kryje zamiarów, by spróbować zrobić to ponownie” - wyjaśnił Kuczma.
„Trzeci prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko podjął decyzję o zrzeczeniu się polskiego Orderu Orła Białego w geście sprzeciwu wobec prób ponownego rozpatrywania decyzji o odznaczeniu prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego” - napisała na Facebooku Iryna Wannykowa, rzeczniczka prasowa Juszczenki za jego prezydentury.
Według Juszczenki to odznaczenie zostało wręczone nie tylko konkretnej osobie, ale przede wszystkim stało się ono symbolem szacunku dla narodu ukraińskiego, który płaci niezwykle wysoką cenę za swoją wolność, niepodległość i prawo do życia we własnym państwie.
„Właśnie dlatego wszelkie próby podważania tej decyzji wykraczają dziś daleko poza ocenę jednego polityka. Nieuchronnie dotykają one milionów Ukraińców, którzy codziennie bronią swojego kraju na froncie, pracują na rzecz zwycięstwa na zapleczu i tracą w tej wojnie swoich najbliższych” - wyjaśniono w oświadczeniu.
Lider partii Europejska Solidarność Petro Poroszenko również oświadczył, że zrzeka się Orderu Orła Białego i uważa za błędną decyzję prezydenta Polski o pozbawieniu tego orderu urzędującego prezydenta Ukrainy.
„Podjąłem decyzję o zrzeczeniu się Orderu Orła Białego. Dwa tygodnie temu obiecałem (...), że zrobię ten krok, jeśli nie uda nam się przekonać prezydenta Nawrockiego, aby nie podejmował błędnej decyzji. Niestety, nie udało się” – napisano w oświadczeniu na Facebooku.
Poroszenko zaznaczył, że uważa decyzję prezydenta Nawrockiego za błędną i niesprawiedliwą wobec narodu ukraińskiego. „Nie bez powodu pogratulował mu już (były prezydent Rosji Dmitrij) Miedwiediew. Kreml zawsze przyklaskuje wszystkiemu, co osłabia jedność Ukrainy z Polską” – dodał polityk.
Banderyzm zamiast Europy. Zełenski odwróci Ukrainę od ideałów Euromajdanu?
Smutek, rozczarowanie, frustracja – to uczucia, które w związku z postawą władz Ukrainy wobec naszego państwa podziela dziś wielu Polaków. Jeśli wdzięczność to za dużo, oczekiwaliśmy przynajmniej szacunku. Tymczasem po tym, jak Polska mobilizowała świat do wsparcia opierającej się rosyjskiej agresji Ukrainy, a Polacy otwierali drzwi swoich domów na uciekających przed wojną Ukraińców, teraz wygląda na to, że Kijów chce zwyczajnie znaleźć pretekst, by odsunąć Warszawę na drugi plan i móc swobodnie realizować interesy z Berlinem.
Prezydent Karol Nawrocki zrobił wszystko, co pozostawało w jego gestii, aby stanowczo zaprotestować przeciwko gloryfikacji banderyzmu przez ukraińskie władze. Odebranie Wołodymyrowi Zełenskiemu polskiego odznaczenia było najsilniejszym narzędziem znajdującym się w rękach głowy państwa. Z pewnością więcej narzędzi mają rządzący, ale nie wydaje się, by byli chętni po nie sięgać. Gest prezydenta ma jednak ogromne znaczenie. Świat usłyszał, że Polska nie będzie godzić się na poniewieranie pamięci o swoich ofiarach. To głośne non possumus stało się czytelnym sygnałem, że kiedy idzie o godność własnego narodu, Polacy miejsca na kompromisy nie widzą. Pamięć o ofiarach Wołynia nie podlega politycznemu targowi, bo są wartości ważniejsze od chwilowych korzyści geopolitycznych.
Naturalny sprzeciw budzi w człowieku przywoływana przez wielu komentatorów zasada, zgodnie z którą moralność należy pozostawić w sferze życia osobistego, bo w polityce międzynarodowej liczą się wyłącznie interesy i dla rozważań moralnych miejsca nie ma. Wygląda na to, że to zasada, którą dobrze przyswoił sobie prezydent Ukrainy. Kiedy Rosja rozpoczęła pełnoskalową inwazję na Ukrainę, to Polska stanęła przy napadniętym sąsiedzie. Nie tylko pierwsi ruszyliśmy z pomocą, ale też mobilizowaliśmy państwa Zachodu, które stawiały raczej na przeczekanie, nie widząc potencjału w oporze wobec putinowskiej agresji. Gdy stojący wówczas na czele rządu Mateusz Morawiecki objeżdżał europejskie stolice, w Polsce odbywało się „pospolite ruszenie”, w ramach którego miliony Polaków angażowały się w organizację pomocy dla Ukrainy i pomocy przybywającym do Polski uchodźcom. Teraz jednak Wołodymyr Zełenski widzi interesy swojego kraju gdzie indziej. Ważniejszym od Polski partnerem stali się Niemcy.
Obrażenie Polaków pod pretekstem suwerennej realizacji polityki historycznej swojego państwa jawi się jako idealny sposób na naturalne zepchnięcie Warszawy na drugi plan i zrobienie miejsca dla Berlina w przeddzień rozpoczęcia poważnych rozmów o inwestycjach planowanych po zakończeniu wojny. Możliwość odwrócenia przy tym uwagi od skandali korupcyjnych i wzmocnienia gasnącego w kraju poparcia sprawia, że ruch Zełenskiego naprawdę zdaje się być świetnym posunięciem. Czy jednak w dłuższej perspektywie rzeczywiście przyniesie korzyść Ukrainie? Tu można mieć wątpliwości.
Dziwi narracja lewicowo-liberalnych mediów, nie tylko polskich, grzmiących o „nacjonalistycznym” prezydencie Polski, który chcąc zyskać poparcie „polskich nacjonalistów”, wystawił na szwank polsko-ukraińskie relacje. Narracja, po którą – co jest szczególnie bezczelne – sięgnął sam Zełenski. Te relacje oczywiście zostały wystawione na szwank, ale przez władze Ukrainy. I to one odwołują się do najgorszej możliwej formy nacjonalizmu. Zbyt często w całej dyskusji zapomina się, że istotą problemu jest nazwanie jednostki wojskowej imieniem nacjonalistycznej, zbrodniczej organizacji. Ukraińska Powstańcza Armia, czyli zbrojne ramię Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, opierała się na skrajnie rasistowskiej ideologii, której celem było dążenie do czystości etnicznej. Ta ideologia motywowała członków UPA do mordowania Polaków i Żydów.
Napaść Rosji na Ukrainę poprzedził Euromajdan, w ramach którego Ukraińcy wyrazili wolę stania się częścią wspólnoty europejskiej. W tej wspólnocie nie ma jednak miejsca na taki nacjonalizm. Nie można być częścią Unii Europejskiej, odwołując się do totalitaryzmów, w tym do banderyzmu. Chcąc budować przyszłość Ukrainy na odwołaniu do UPA, obóz ukraińskiego prezydenta przekreśla przyszłość Ukrainy w Unii Europejskiej. Nawet jeśli dziś liberalne media europejskie przymykają oko na tego typu gesty, stawianie za wzór najgorszej formy nacjonalizmu nie doprowadzi Ukrainy do miejsca, w którym chciałaby się ona znaleźć.
Antypolskim gestem Zełenski uderza też w półtora miliona Ukraińców przebywających w Polsce. To oni są narażeni na to, że jako pierwsi odczują reperkusje tego konfliktu. Tutaj pojawia się przestrzeń, w której skutki głupiej polityki ukraińskiego przywódcy może ograniczyć każdy z nas. Po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji Polacy napisali piękną kartę swojej historii. Teraz nie możemy dopuścić, by działania Zełenskiego położyły się na niej cieniem. Na Ukrainie wciąż trwa wojna, a przebywający w naszym kraju Ukraińcy są gośćmi, których przyjmujemy nie dla politycznych korzyści. Nawet jeśli czasem bywają to goście trudni, zasługują na naszą życzliwość i szacunek. Nic też nie zmienia się co do zagrożenia ze strony putinowskiej Rosji, które odsuwamy od naszych granic, wspierając walkę Ukrainy. Dlatego z tego wsparcia nie wolno nam rezygnować. Nawet jeśli dziś czujemy po prostu złość.
Kwestia oceny UPA od lat pozostaje jednym z najbardziej drażliwych tematów w relacjach między Polską a Ukrainą.
Dla części ukraińskiej opinii publicznej członkowie tej organizacji są przedstawiani jako walczący o niepodległość. W Polsce pamięć o UPA związana jest przede wszystkim ze zbrodniami popełnionymi na polskiej ludności cywilnej.
Odsłonięcie krzyża ku czci jednego z dowódców tej formacji ponownie stało się przedmiotem krytyki i sporu o sposób przedstawiania wspólnej, trudnej historii.
za:www.fronda.pl