Witamy serdecznie na stronie internetowej Oddziału Łódzkiego
Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Mamy nadzieję, że ułatwimy Państwu docieranie do rzetelnej informacji. Tutaj chcemy prezentować wielkość oraz problemy naszego Kościoła, zagadnienia społeczne, cywilizacyjne, publikacje członków Stowarzyszenia, stanowiska w ważnych kwestiach. Nie będziemy konkurować w informacjach bieżących z innymi portalami (niektóre z nich wskazujemy w odnośnikach), natomiast gorąco zapraszamy do lektury wszystkich tekstów - ich aktualność znacznie przekracza czas prezentacji na stronie głównej. Zachęcamy do korzystania z odnośników: "Publikacje" i "Polecane". Mamy nadzieję na stały rozwój strony dzięki aktywnej współpracy użytkowników. Z góry dziękujemy za materiały, uwagi, propozycje.
Prosimy kierować je na adres: lodz@katolickie.media.pl

Antykomunizm selektywny. Katarzyna Gójska o politycznej schizofrenii posła Mateckiego

Jak w głowie Mateckiego sklejają się strzeliste hołdy pod adresem Żołnierzy Wyklętych (także tych z kresową tożsamością) ze współpracą z człowiekiem, który służył Moskwie za komuny i potem działał w jej najlepiej pojętym interesie?

W Sejmie działa zespół parlamentarny, który z założenia ma wspierać Polaków na Kresach. Przewodzi mu poseł Zapałowski (z Konfederacji, który zapadł mi w pamięć opowieściami, że napaść rosyjska na Donbas i Krym to w zasadzie wojna wewnętrzna, a Polska nie powinna wypowiadać się na temat zaboru ukraińskich ziem). W prezydium tego gremium zasiada Samborski, korespondent komunistycznych mediów w Moskwie z czasów m.in stanu wojennego, ale też student sowieckiego uniwersytetu – oczywiście działacz PSL, a także poseł z partii Brauna, który najwyraźniej nie widzi nic złego we współdziałaniu z ideologiem polityki resetu z Rosją Tuska i Sikorskiego czy oskarżanym o współpracę z Kremlem Piskorskim. Tak się złożyło, że w tym gronie znalazł się również poseł PiS Dariusz Matecki. Co tchnęło w tego parlamentarzystę z Zachodniopomorskiego zainteresowanie losem naszych Rodaków? Tego nie wiem. Mam nadzieję, iż jest ono szczere. Wiem natomiast, po rozmowach z nim, iż nie ma bladego pojęcia ani o ich sytuacji, ani o ich historii. Ale problem ignorancji pozostawiam na boku. Najciekawsze jest bowiem to, jak Matecki, kresowy neofita, chce troszczyć się o polskość Kresów we współpracy z zielonym komunistą, latami mieszkającym z Moskwie, który przez ostatnie dekady nie robił nic poza niszczeniem pozycji naszych Rodaków na terenach dawnych Kresów Rzeczypospolitej. Jak w głowie Mateckiego sklejają się strzeliste hołdy pod adresem Żołnierzy Wyklętych (także tych z kresową tożsamością) ze współpracą z człowiekiem, który służył Moskwie za komuny i potem działał w jej najlepiej pojętym interesie? Kiedy jest szczery: gdy broni pamięci antykomunistycznego podziemia czy wtedy, gdy zasiada z komunistą – dobrowolnie! – w jednym zespole parlamentarnym?

Powiem zupełnie szczerze – nie potrafię zaakceptować tej schizofrenii, która jest tak naprawdę jednym z filarów postkomunizmu. W przypadku Mateckiego to dotyczy jakiejś aktywności sejmowej, ale przecież III RP jest przeżarta tym zjawiskiem: akceptowanie ludzi służb komunistycznych, komunistycznych dyplomatów, komunistycznych agentów, wtedy gdy się wydaje, iż oni są „nasi” albo prawie „nasi”, albo – jeszcze gorzej – przedstawianie ich jako fachowców czy element ciągłości państwa. Nie ma żadnego wytłumaczenia dla zasiadania w jakimkolwiek zespole z ludźmi z sowieckim rodowodem i nie ma żadnego wytłumaczenia dla kontaktów z ludźmi, którzy współpracują z ruską agenturą. Kilka dni temu o działalności posła Mateckiego w kresowym zespole parlamentarnym i jego prezydialnym towarzystwie przypomnieli mi Polacy ze Lwowa, w których imieniu pan poseł postanowił zażądać od Donalda Tuska organizacji Marszu Niepodległości w ich rodzinnym mieście, mieście Semper Fidelis. Poczuli się potraktowani przedmiotowo – w czasach sowieckich, z narażeniem bezpieczeństwa własnego i najbliższych, a także już w niepodległej Ukrainie czcili Dzień Niepodległości w wielu miejscach tak ważnych dla naszego państwa, jak choćby Cmentarz Orląt Lwowskich. Nikt im tego nie nakazywał, nikt ich nie pouczał, w jaki sposób mają celebrować odrodzenie Ojczyzny. Wiedzieli. Nie potrzebują zatem paternalistycznych akcji tego czy innego posła, który nie pyta, nie wykazuje zainteresowania, tylko wiedziony pragnieniem bycia na fali, wypowiada się w ich imieniu, bo chyba nie jest aż tak naiwny, by wierzyć, że Tusk zorganizuje coś dla Polaków we Lwowie. 

Katarzyna Gójska

za:niezalezna.pl

Copyright © 2017. All Rights Reserved.