Witamy serdecznie na stronie internetowej Oddziału Łódzkiego
Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Mamy nadzieję, że ułatwimy Państwu docieranie do rzetelnej informacji. Tutaj chcemy prezentować wielkość oraz problemy naszego Kościoła, zagadnienia społeczne, cywilizacyjne, publikacje członków Stowarzyszenia, stanowiska w ważnych kwestiach. Nie będziemy konkurować w informacjach bieżących z innymi portalami (niektóre z nich wskazujemy w odnośnikach), natomiast gorąco zapraszamy do lektury wszystkich tekstów - ich aktualność znacznie przekracza czas prezentacji na stronie głównej. Zachęcamy do korzystania z odnośników: "Publikacje" i "Polecane". Mamy nadzieję na stały rozwój strony dzięki aktywnej współpracy użytkowników. Z góry dziękujemy za materiały, uwagi, propozycje.
Prosimy kierować je na adres: lodz@katolickie.media.pl

Publikacje polecane

Europa zasłonięta burką

Według amerykańskiego Instytutu Polityki Migracyjnej, w 2050 r. muzułmanie będą już stanowili 20 proc. całej populacji Starego Kontynentu. Skąd bierze się siła islamu w Europie? Dlaczego multikulturalizm poniósł klęskę?

Mesut Özil urodził się w niemieckim Gelsenkirchen, chodził do niemieckiej szkoły, zaczynał piłkarską karierę na niemieckich boiskach, dziś gra w narodowej drużynie Niemiec. Jego dziadek był jednak Turkiem, ojciec także; Özil rozmawia z rodzicami po turecku i z przyjemnością jeździ na wakacje na turecką riwierę.

Nieufność wobec obcych

Ten znakomity piłkarz przez kilka sezonów grał w Realu Madryt, jednym z najlepszych klubów na świecie. Mieszkał w Hiszpanii, chodził do hiszpańskich restauracji, z dziennikarzami gawędził po hiszpańsku. „Moje życie jest w dużej mierze związane z Hiszpanią. Spędziłem tutaj w sumie więcej czasu niż w Turcji” – mówił Özil w 2012 r. w rozmowie z „Frankfurter Allgemeine Zeitung”. „Czy jestem zatem niemiecko-tureckim Hiszpanem? A może hiszpańsko-niemieckim Turkiem? Dlaczego wciąż myślimy wyłącznie w kategoriach granic? Chcę być w życiu oceniany jako piłkarz, a futbol jest przecież tak bardzo kosmopolityczny. Rodzinne korzenie nie mają tutaj żadnego znaczenia”.

Kim zatem jest Mesut Özil? Niemcem, Turkiem, a może Anglikiem, skoro od niedawna gra w londyńskim Arsenalu? Czy po prostu obywatelem świata, jak sam chciałby być opisywany? A może rzeczywiście granice, paszporty i godła na piłkarskich koszulkach są nieistotne? Przed oficjalnymi spotkaniami Özil nigdy nie śpiewa niemieckiego hymnu, mimo że kilku jego towarzyszy dumnie zdziera sobie gardła. W tym samym czasie skupiony piłkarz modli się o sukces swojego zespołu, recytu-jąc w myślach wersety Koranu...

Özil nie jest jedynym muzułmaninem mieszkającym w Europie, który ma problemy z własną tożsamością. Obrażany na forach internetowych przez skinheadów, wygwizdywany w Stambule, a z drugiej strony chwalony przez trenerów i znawców futbolu. Özil żyje w ciągłym napięciu, ciężko pracuje, ale jest też sowicie za swoją pracę wynagradzany. Wielu jego współwyznawców zapewne chciałoby osiągnąć podobny sukces zawodowy i finansowy, zamiast pobierać zasiłek dla bezrobotnych albo przyłączać się do zbrojnych gangów, panoszących się na przedmieściach francuskich, belgijskich czy holenderskich miast.

Özil jest chlubnym wyjątkiem i mógłby być dla wielu europejskich muzułmanów wzorcem: jako człowiek, któremu udało się zdobyć silną pozycję wśród autochtonów, zazwyczaj nieufnych wobec obcych, a szczególnie nieufnych w stosunku do wyznawców Mahometa.

Lewicowy dogmat

Rdzenni Europejczycy boją się islamu i jego wyznawców. Widzą w nich agresywnych maczystów, którzy najchętniej wprowadziliby na całym Starym Kontynencie prawo koraniczne, by móc bez przeszkód kultywować swoje budzące odrazę obyczaje. Morderstwa honorowe, burki, kara śmierci za apostazję, prześladowania homoseksualistów – to wszystko nie przystaje wszak do zasad obowiązujących w UE.

To rzecz jasna obraz mocno przerysowany, lecz lęk przed najbardziej radykalną odmianą islamu, która miałaby zalać Europę, nie wziął się znikąd. Mieszkańcy Madrytu doskonale pamiętają zamachy Al-Kaidy z marca 2004 r. Mieszkańcy Londynu mają nadal przed oczami wagony metra zniszczone w wyniku eksplozji w lipcu 2005 r.

Politolog Pierre-André Taguieff z francuskiego Narodowego Centrum Badań Naukowych zauważa w swojej książce „Judeophobie des Modernes”: „Większość muzułmanów, którzy osiedlili się w Europie, chce tutaj pozostać, a z drugiej strony wykazuje zdumiewającą wrogość w stosunku do cywilizacji Zachodu i jednocześnie empatię wobec środowisk głoszących dżihad. To w tych krajach, które przyjęły multikulturalizm jako zasadę współżycia społecznego, w których narzucono bezwzględny szacunek dla odmiennej tożsamości, wspólnoty muzułmańskie są najbardziej przychylne ideologicznej linii islamskich radykałów”. Narzucony przez lewicę dogmat multikulturalizmu nie pozwalał na otwartą dyskusję o roli muzułmańskiej mniejszości w nowoczesnym społeczeństwie, o potrzebie integracji, o zagrożeniach związanych z różnicami cywilizacyjnymi. Każda próba podniesienia tych kwestii była piętnowana przez lewicowych polityków i liberalne media, a autorów niewygodnych pytań spychano na margines życia publicznego jako osobników „o skrajnie prawicowych ciągotkach”.

Coraz więcej muzułmanów

W tym samym czasie wielu muzułmanów korzystało z klimatu politycznej poprawności, domagając się dla siebie coraz więcej przywilejów. Wszystkich zaś tych, którzy mieli czelność powątpiewać w ich dobre intencje, z miejsca oskarżano o „rasizm”. Muzułmanom odpowiadał także społeczno-ekonomiczny system, który w ostatnich kilku dekadach zakorzenił się w Europie, nazywany w skrócie „państwem dobrobytu”. Kiedy owo państwo zaczęło de facto finansować błogie życie imi-grantów, nie oczekując niczego w zamian, musiało wreszcie dojść do wybuchu niezadowolenia tubylców. Albowiem ta dolce vita była opłacana z ich podatków. Nic dziwnego, że nawet politycy uważani dotąd za umiarkowanych i ważących słowa zaostrzali swoją retorykę. „Naszym problemem nie są cudzoziemcy, lecz ich nadmiar” – mówił w czerwcu 1991 r. Jacques Chirac, wtedy jeszcze mer Paryża. „Być może nawet nie ma ich dzisiaj więcej niż przed wojną, lecz to nie tacy sami cudzoziemcy. A to zasadnicza różnica. Hiszpanie, Polacy czy Portugalczycy, którzy tutaj pracują, stwarzają mniej problemów niż muzułmanie czy Czarni. Wyobraźcie sobie francuskiego robotnika, który mieszka w mrówkowcu razem z żoną, oboje pracują i zarabiają jakieś 15 tys. franków, a tuż obok żyje sobie ojciec rodziny, z czterema żonami, dwudziestką dzieciaków i dostaje 5 tys. franków zasiłku, bo oczywiście nie pracuje… Jeśli dodacie do tego hałas i smród, nic dziwnego, że ten francuski robotnik się wścieka. Zaznaczam: w tym, co powiedziałem, nie ma nic rasistowskiego”.

Według amerykańskiego Instytutu Polityki Migracyjnej, w 2050 r. muzułmanie będą już stanowili 20 proc. całej populacji Starego Kontynentu. Demograficzne zmiany oznaczać będą wstrząs kulturowy porównywalny chyba tylko z upadkiem cesarstwa rzymskiego. Muzułmańskie tradycje, przyzwyczajenia, podejście do prawa i stosunek do kobiet są całkowicie niekompatybilne ze standardami europejskimi. Wystarczy rzucić okiem na wnioski z badania przeprowadzonego w 2006 r. wśród młodych muzułmanów (w wieku 18–24 lat) żyjących w Wielkiej Brytanii. 40 proc. z nich chciałoby wprowadzenia szariatu przynajmniej w kilku regionach kraju; 36 proc. opowiedziało się za karą śmierci w wypadku apostazji. Zaledwie 17 proc. stwierdziło, że muzułmanie i niemuzułmanie mogą współżyć pokojowo w jednym środowisku. Blisko jedna trzecia jest przekonana, że wszyscy muzułmanie mają obowiązek współuczestniczyć w dziele zniszczenia „dekadenckiego i niemoralnego” Zachodu.

Przez wiele lat obyczajowe różnice nie były aż tak jaskrawe. Niemniej wraz ze wzrostem liczby muzułmańskiej ludności w Europie nie tylko stały się bardziej widoczne, lecz także zaczęły uwierać obie strony, aż wreszcie doprowadziły do otwartego konfliktu.


Marek Magierowski

za:niezalezna.pl/48327-europa-zaslonieta-burka

Copyright © 2017. All Rights Reserved.