Witamy serdecznie na stronie internetowej Oddziału Łódzkiego
Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Mamy nadzieję, że ułatwimy Państwu docieranie do rzetelnej informacji. Tutaj chcemy prezentować wielkość oraz problemy naszego Kościoła, zagadnienia społeczne, cywilizacyjne, publikacje członków Stowarzyszenia, stanowiska w ważnych kwestiach. Nie będziemy konkurować w informacjach bieżących z innymi portalami (niektóre z nich wskazujemy w odnośnikach), natomiast gorąco zapraszamy do lektury wszystkich tekstów - ich aktualność znacznie przekracza czas prezentacji na stronie głównej. Zachęcamy do korzystania z odnośników: "Publikacje" i "Polecane". Mamy nadzieję na stały rozwój strony dzięki aktywnej współpracy użytkowników. Z góry dziękujemy za materiały, uwagi, propozycje.
Prosimy kierować je na adres: lodz@katolickie.media.pl

Publikacje polecane

Przed Warszawą było Wilno

Wbrew radosnej symbolice lata – związanej z dojrzewaniem zbóż i innych darów polskich pól – zdarzały się w naszej historii lata okrutne, znaczone śmiercią. Takie było zwłaszcza lato roku 1944, przedostatniego roku najkrwawszej z wojen.

Gdy mówi się o roku 1944, wyobraźnia podsuwa od razu gorący sierpień i męczeńskie obrazy walczącej Warszawy. Jednak Powstanie Warszawskie nie wzięło się z niczego, nie było „lekkomyślną decyzją nieodpowiedzialnych polityków i dowódców AK”, jak głosiły sztandarowe hasła sowieckiej propagandy wojennej, z lubością powtarzane do dziś przez różnych mędrców, którzy w swoim zapale posuwają się tak daleko, że decyzję o wybuchu Powstania nazywają „zbrodniczą”! Pewnie nie wiedzą, że są tylko echem. Tak samo nazywali ją Sowieci, którzy najpierw za pośrednictwem moskiewskiej stacji radiowej podżegali do Powstania, a potem tłumaczyli swą bezczynność na prawym brzegu Wisły decyzją dowództwa AK o rozpoczęciu Powstania. Zbrodnicza była sowiecka bezczynność – ostatni, niepisany akt współpracy Stalina z Hitlerem przeciwko niepodległej Polsce – a nie walka Polaków z Niemcami.

Operacja „Ostra Brama”

Najważniejszym wydarzeniem operacji „Burza” na Kresach było Powstanie Wileńskie przeciwko Niem- com i zdobycie Wilna przez Armię Krajową. Operacja „Ostra Brama” rozpoczęła się w czwartek, 6 lipca 1944 roku.

Już pierwsze dni lata 1944 r. przyniosły mieszkańcom Wilna dalekie odgłosy dział. Sowiecka ofensywa zbliżała się do miasta słynącego w całej Polsce z wizerunku „Panny Świętej, co w Ostrej świeci Bramie”. Trudno było inaczej nazwać planowaną operację wyzwolenia miasta. Wilniucy przeżyli od wybuchu wojny aż cztery różne okupacje: sowiecką od 18 września 1939 r., litewską od jesieni tego roku, ponownie sowiecką po „dobrowolnym” wcieleniu republik nadbałtyckich do Związku Sowieckiego i niemiecką od czerwca 1941 roku. Podczas żadnej z tych okupacji nie udało się naszym wrogom rozbić polskiej partyzantki, z tego faktu wilniucy czerpali nadzieję na powrót Wileńszczyzny i Nowogródczyzny do Polski. Armia Krajowa na tych terenach osiągnęła imponujące rozmiary. W okresie mobilizacji latem 1944 r. pod bronią stanęło 13 tysięcy leśnych żołnierzy!

Dowództwo wileńskiej i nowogródzkiej AK nie było na tyle naiwne, by wyobrażać sobie, że Sowieci nadchodzą wyzwalać Polaków. Postanowiło ich uprzedzić i wyzwolić Wilno od Niemców jeszcze przed nadejściem frontu, by jak najszybciej zainstalować w mieście polskie władze.

W nocy z 6 na 7 lipca 1944 r. rozpoczęła się operacja „Ostra Brama”, nazywana dziś także Powstaniem Wileńskim. Komendant Okręgu Wileńskiego AK ppłk Aleksander Krzyżanowski „Wilk”, dowodzący całością operacji, postanowił przeprowadzić atak siłami, jakie w tym momencie posiadał. Nie wszystkie oddziały zdążyły bowiem na punkty koncentracji. Natarcie rozpoczęło się 7 lipca o godz. 2.00 nad ranem. Brygady wileńskie i bataliony nowogródzkie szły do ataku przy wstającym słońcu. Blisko 6 tys. partyzantów zaatakowało twierdzę bronioną przez 17 tys. żołnierzy nieprzyjaciela wspartych przez czołgi, artylerię i lotnictwo.

Trafili na umocnienia i ostrzał z broni maszynowej, na ogień artylerii i naloty. Przeciw Niemcom szły tyraliery żołnierzy uzbrojonych w zdobyczną broń ręczną, z niewielkim zapasem amunicji. Różnica w uzbrojeniu była widoczna. Ostrzał z broni maszynowej przeciw determinacji i odwadze graniczącej z szaleństwem. Każdy polski żołnierz wiedział, dlaczego walczy i ryzykuje życie. 3. Brygada AK por. Gracjana Fróga „Szczerbca” (po wojnie zamordowany przez komunistów), mimo silnego oporu wroga, włamała się w głąb jego pozycji, zajmując wschodnie przedmieścia miasta. Innym oddziałom to się nie udało. Polscy partyzanci wycofywali się spod Wilna z dużymi stratami, ale gotowi do dalszej walki.

Nie był to koniec walki AK. Teraz walczyły oddziały Garnizonu Konspiracyjnego Miasta Wilna, które dotarły do miasta spóźnione. Opanowały prawobrzeżną część Wilna i współdziałając z jednostkami sowieckimi, walczyły w części lewobrzeżnej. W pamięci partyzantów zapisała się przeprawa przez Wilię i walka o bunkier dowodzenia na ulicy Subocz.

Rankiem 13 lipca pchor. Jerzy Jensz „Krepdeszyn” i kpr. Artur Rychter „Zan”, żołnierze osłony dowództwa dzielnicy „D” Garnizonu Miasta Wilna, zatknęli na wieży Giedymina na Górze Zamkowej polską flagę państwową. Widoczna z miasta, została po południu zdjęta przez Sowietów i zastąpiona flagą bolszewicką. To był akt symboliczny, bolesny dla wszystkich wileńskich Polaków.

Plan częściowo się powiódł. Mimo ogromnej przewagi ogniowej Niemców Polacy zajęli część miasta. W ramach operacji „Ostra Brama” zginęło ponad 500 oficerów i żołnierzy AK z Wileńszczyzny i Nowogródczyzny.

Zbir Czerniachowski

Sowieci z typową dla siebie azjatycką obłudą traktowali początkowo Polaków jak sojuszników. Na zdjęciach z tego czasu widzimy nawet wspólne sowiecko-polskie patrole na ulicach miasta. A potem nadciągnęły dywizje NKWD i rozpoczęło się polowanie na polskich partyzantów, zakończone śmiercią wielu z nich lub wywózką do Kaługi. W Miednikach Królewskich Sowieci utworzyli obóz przejściowy, przez który przeszło około 6-7 tysięcy Polaków, oficerów i żołnierzy AK. Wielu z nich zmarło potem na Wschodzie, w sowieckich obozach.

Partyzanci wycofali się do pobliskiej Puszczy Rudnickiej. Byli tam atakowani i tropieni, także z użyciem lotnictwa. Tak zakończyła się wileńska „Ostra Brama”.

Sowieckim dowódcą operacji wileńskiej był gen. Iwan Czerniachowski, o którym w tym roku zrobiło się w Polsce głośno. Ten dwukrotny „gieroj Sowietskogo Sojuza” zapisał się haniebnie w pamięci Polaków. To on, wspólnie z generałem NKWD Iwanem Sierowem, zaaranżował spotkanie z dowódcami AK – rzekomo w sprawie współpracy i organizacji polskiej dywizji. Podpułkownik Aleksander Krzyżanowski „Wilk”, komendant Okręgu Wileńskiego AK, oraz mjr Teodor Cetys „Sław” zostali aresztowani i wywiezieni do Kaługi. Podobnie potraktowano innych dowódców wileńskiej i nowogródzkiej AK zaproszonych na spotkanie we wsi Bogusze pod Wilnem.

Czerniachowski – jako dowódca 3. Frontu Białoruskiego – wsławił się okrucieństwem wobec ludności cywilnej z Prus i brakiem szacunku dla życia podkomendnych, których traktował jak bydło, a czasem po prostu wyciągał pistolet i ich zabijał. 18 lutego 1945 r. zabił dowódcę kolumny czołgów sowieckich, która pod Pieniężnem (powiat Braniewo) zatarasowała drogę jego „trofiejnemu” oplowi. Gdy już ominął czołgi, z jednego z nich wystrzelono pocisk i gieroj nie doczekał trzeciego tytułu… Po wojnie okoliczności śmierci ukrywano, zrobiono Czerniachowskiemu kłamliwą legendę: zginął bohatersko w boju z Niemcami. Jego pomnik w Pieniężnie to wielki skandal i upokorzenie dla ostatnich żyjących żołnierzy Polskiego Państwa Podziemnego.

Piotr Szubarczyk


za:www.naszdziennik.pl/mysl/84370,przed-warszawa-bylo-wilno.html

Copyright © 2017. All Rights Reserved.