Witamy serdecznie na stronie internetowej Oddziału Łódzkiego
Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Mamy nadzieję, że ułatwimy Państwu docieranie do rzetelnej informacji. Tutaj chcemy prezentować wielkość oraz problemy naszego Kościoła, zagadnienia społeczne, cywilizacyjne, publikacje członków Stowarzyszenia, stanowiska w ważnych kwestiach. Nie będziemy konkurować w informacjach bieżących z innymi portalami (niektóre z nich wskazujemy w odnośnikach), natomiast gorąco zapraszamy do lektury wszystkich tekstów - ich aktualność znacznie przekracza czas prezentacji na stronie głównej. Zachęcamy do korzystania z odnośników: "Publikacje" i "Polecane". Mamy nadzieję na stały rozwój strony dzięki aktywnej współpracy użytkowników. Z góry dziękujemy za materiały, uwagi, propozycje.
Prosimy kierować je na adres: lodz@katolickie.media.pl

Publikacje polecane

Skazani na wielkość

„Ten tylko człowiek wart nazwy człowieka, który ma pewne przekonania i potrafi je bez względu na skutki wyznawać czynem” – mówił Józef Piłsudski. I takich właśnie ludzi chcemy uczcić w tym roku w 100. rocznicę czynu niepodległościowego. Wymarszem I Kompanii Kadrowej z krakowskich Oleandrów ku wolności 6 sierpnia 1914 r. rozpoczęły się siedmioletnie walki o niepodległość Polski. Zwieńczone zostały wiktorią nad bolszewikami w 1920 r. i zwycięskim III powstaniem śląskim. Wywalczyły wolną Polskę.

Strzelcy, sokoły, skauci

Wymarsz Pierwszej Kadrowej poprzedzony był powołaniem we Lwowie w czerwcu 1908 r. przez Kazimierza Sosnkowskiego i środowisko niepodległościowo-piłsudczykowskie konspiracyjnego Związku Walki Czynnej. Kilka miesięcy potem powstała powołana przez kręgi narodowo-niepodległościowe tajna Armia Polska. W konsekwencji tych inicjatyw od 1910 r. działalność paramilitarną prowadziły na terenie zaboru austriackiego Związki Strzeleckie, Polskie Drużyny Strzeleckie, Drużyny Bartoszowe, Polowe Drużyny Sokole (w ramach wcześniejszego Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”) i drużyny skautowe.

Od Legionów po Dmowskiego


W tym roku obchodzimy 100. rocznicę rozpoczęcia walki o Polskę w I wojnie światowej przez Legiony Polskie Józefa Piłsudskiego. W następnych latach przypominać będziemy walki formacji polskich na Wschodzie oraz Błękitnej Armii, a także działania Polskiej Organizacji Wojskowej. Później uczcimy wydarzenia z lat 1918–1921: zwycięskie powstanie wielkopolskie, skuteczną obronę Lwowa i Małopolski wschodniej, trzy powstania śląskie i kluczową dla utrzymania niepodległości wojnę polsko-bolszewicką, w której ogniu zdało doskonale egzamin odrodzone Wojsko Polskie. Pamiętamy również o olbrzymim znaczeniu pracy organizacyjnej i politycznej, a przede wszystkim działalności dyplomatycznej Komitetu Narodowego Polskiego w Paryżu z Romanem Dmowskim na czele, a potem także Ignacego Jana Paderewskiego, która przyczyniła się do uznania niepodległej Polski na arenie międzynarodowej.

Społeczny Komitet

Uczestniczyli w tych działaniach nasi rodacy należący do wielu organizacji politycznych i wojskowych, reprezentujący różne kierunki ideowe, których przywódcami byli politycy: Józef Piłsudski, Roman Dmowski, Ignacy Jan Paderewski, Wojciech Korfanty, Wincenty Witos, Ignacy Daszyński, Maurycy Zamoyski, Zdzisław Lubomirski, Walery Sławek, Feliks Młynarski. Wielkie zasługi mieli wówczas dla Polski wojskowi: Kazimierz Sosnkowski, Józef Haller, Tadeusz Jordan-Rozwadowski, Józef Dowbor-Muśnicki, Edward Śmigły-Rydz, Władysław Sikorski, Władysław Belina-Prażmowski, Lucjan Żeligowski, Zofia Zawiszanka czy np. twórca polskiego harcerstwa Andrzej Małkowski. Nie wolno również zapominać o hierarchach i kapłanach Kościoła katolickiego działających na rzecz wolnej Polski, w tym szczególnie wspierających walkę zbrojną, jak: bp Władysław Bandurski, bp Stanisław Adamski, kapelan Legionów Józef Panaś i ksiądz Ignacy Skorupka.

Aby oddać hołd uczestnikom walk o niepodległość i upamiętnić tych wszystkich, którzy złożyli ofiarę życia za wolność ojczyzny, powołano Społeczny Komitet Obchodów 100. rocznicy Czynu Niepodległościowego pod przewodnictwem premiera Jarosława Kaczyńskiego. 10 listopada 2013 r. w Warszawie i 11 listopada w Krakowie została ogłoszona jego deklaracja. Do Komitetu przystąpiło już ponad 600 osób z wielu środowisk z różnych regionów Polski oraz wychodźstwa niepodległościowego. Wszystkich czytelników także zapraszamy w jego szeregi.

Kalendarz obchodów


W tym roku Komitet zorganizuje wiele uroczystości rocznicowych i inicjatyw kulturalno-edukacyjnych, a wśród nich: 22 marca konferencję popularno-naukową w Sejmie RP „Polski Czyn Niepodległościowy 1914–1921”. 12 maja obchody pamięci Marszałka Piłsudskiego w Warszawie w rocznicę jego śmierci, w czerwcu obchody rocznicy powstania Związku Walki Czynnej w Przemyślu połączone z ogólnopolskim zlotem harcerzy i strzelców. W lipcu zaś odbędzie się pielgrzymka obozu niepodległościowego na Jasną Górę.
Komitet będzie również współorganizował 6 sierpnia Marsz Szlakiem I Kompanii Kadrowej z krakowskich Oleandrów i odsłonięcie pomnika Marszałka w Kielcach. Także w sierpniu odbędą się obchody poświęcone pamięci Romana Dmowskiego w rocznicę jego urodzin. Jesienią zaś upamiętnienie kolejnych walk legionowych na czele z wigilijną bitwą pod Łowczówkiem. Ponadto Komitet planuje przeprowadzić różne konkursy dla młodzieży – literacki, śpiewaczy i plastyczny, wydać śpiewniki i płyty z pieśniami patriotycznymi, kalendarze tak jak opublikowany już w Krośnie kalendarz „Krośnieńscy Legioniści”. Nie zabraknie koncertów oraz rekonstrukcji historycznych. Komitet zamierza również wspierać inicjatywy społeczne różnych stowarzyszeń i osób prywatnych dotyczące przypominania bohaterów walk o niepodległość z poszczególnych powiatów i miejscowości.

Służyć Polsce


Wobec ograniczania nauki historii w szkołach, częstego lekceważenia i prób ośmieszania polskiej tradycji narodowej oraz deprecjonowania wysiłku zbrojnego wielu pokoleń naszych przodków niezwykle ważne jest upowszechnianie wiedzy o dumnej przeszłości naszej ojczyzny. Komitet zachęca wszystkich Polaków do aktywnej pracy na rzecz propagowania tradycji niepodległościowych, szczególnie w Roku Czynu Niepodległościowego, w każdym lokalnym środowisku, co złoży się na zbiorową, solidarną pamięć naszej wspólnoty narodowej.

Naszym celem, oprócz kultywowania pamięci o tych, którzy „na stos rzucili swój życia los”, jest także przypomnienie testamentu Komendanta Piłsudskiego, przypisanego mu przez poetę Kazimierza Wierzyńskiego: „Skazuję was na wielkość – bez niej zewsząd zguba”. Przede wszystkim chcemy wskazać, tym, którzy mają wpływ na sprawy Rzeczypospolitej, by, jak mawiał późniejszy Naczelnik Państwa: „służyć Polsce i tylko Polsce

Piotr Babinetz


za:niezalezna.pl/51034-skazani-na-wielkosc


***


Wymarsz ku wolności


Latem 1914 r. spełniała się modlitwa, jaką w „Księgach narodu polskiego i pielgrzymstwa polskiego” zanosił do Boga Adam Mickiewicz. Zbliżała się „wojna powszechna za wolność ludów”. Konflikt między państwami, które w końcu XVIII w. doprowadziły do upadku Rzeczypospolitej, rodził szansę powrotu Polski na mapy świata.

Symbolicznym aktem końca zaborów stało się obalenie słupów granicznych w podkrakowskich Michałowicach przez strzelców I Kompanii Kadrowej. Rankiem 6 sierpnia 1914 r. rozpoczął się ich marsz ku wolności, którego zwieńczeniem stał się po czterech latach 11 listopada 1918 roku.

Hej, strzelcy wraz

Serce ruchu niepodległościowego biło przed I wojną światową w Galicji. Dzięki autonomii, jaką Polacy mogli się cieszyć w zaborze austriackim, Józef Piłsudski i jego współpracownicy tu właśnie szkolili kadrę przyszłej armii. Kraków, Lwów, Stanisławów, Brzeżany i całe Podhale tętniły życiem strzeleckim. Jak słusznie zauważał w 1910 r. minister spraw wewnętrznych Rosji Makarow: „centrum polityczne sprawy polskiej leży obecnie nie w Królestwie, ale w Galicji. W Królestwie wszystko jest spokojne, w Galicji natomiast wszystko wre, tam organizują się półjawnie i jawnie oddziały strzelców pod wodzą Piłsudskiego, któremu lekkomyślnie pozwoliliśmy ujść z więzienia”.

Do organizacji strzeleckich zgłaszali się masowo młodzi studenci, robotnicy, chłopi, aby w szeregach „Strzelca” zdobyć umiejętności niezbędne do prowadzenia przyszłej walki. Ćwiczyli musztrę, strzelectwo, poznawali topografię zaboru rosyjskiego. Mundury kupowali za własne oszczędności, broń – często przestarzałą – dostarczali Austriacy. Dla większości z nich był to pierwszy kontakt z karabinem. Trudno zresztą się dziwić. Przeważali bowiem studenci i absolwenci medycyny, prawa, kierunków technicznych i… malarze.

Nie bez powodu krakowską Akademię Sztuk Pięknych nazwano w II Rzeczypospolitej kuźnią generałów. Sztalugi malarskie zamienili na mundur strzelecki Edward Rydz-Śmigły, Józef Kordian-Zamorski czy Czesław Jarnuszkiewicz. Młodzieży tej brakowało wprawdzie doświadczenia bojowego, a jako pokolenie „urodzonych w niewoli, okutych w powiciu” nie poznali dotychczas, jak smakuje niepodległość, jednak nie brakowało im zapału. Jak stwierdzał obserwujący ich wysiłek Stefan Żeromski, byli przepojeni „niewzruszoną wiarą” w sens walki zbrojnej o wolność. Wierzyli w słowa Piłsudskiego, który przekonywał, że „w kryzysach i w boju zwycięstwo dokonuje się w tajnikach duszy ludzkiej. Szala zwycięstwa rozstrzyga się w sercu, woli, charakterze i umiejętności trwania u człowieka. W kryzysie technika ustępuje miejsca charakterowi”. Gdy wybuchła wojna, ruch strzelecki liczył kilkanaście tysięcy ludzi oddanych bezgranicznie sprawie niepodległości.

Ułani, ułani

Nieopodal krakowskich Błoń miłośnicy kwiatów, krzewów i drzew mogli podziwiać ciekawą ekspozycję otworzonej w 1912 r. Wystawy Architektury i Wnętrz w Otoczeniu Ogrodowym. Do sceny letniego teatrzyku prowadził szpaler pachnących oleandrów. W upalne lato 1914 r. słowo „oleandry” nabrało nowego znaczenia. W miejscu pelargonii, cyprysów, rozmarynów i malw zakwitły „żelazne kwiaty” – chłopcy w szarych mundurach i maciejówkach z polskim orłem, którzy przybywali na tereny powystawowe z różnych zakątków Polski, a także ze środowisk emigracyjnych, wykonując rozkaz mobilizacyjny swego Komendanta.

Wojna wisiała na włosku. Nadchodził czas „ugrania polskiej karty”. W nocy z 2 na 3 sierpnia, gdy pogasły już ogniska strzeleckie na Oleandrach, w stronę granicy z Rosją wyruszył siedmioosobowy patrol dowodzony przez Władysława Belinę-Prażmowskiego. Szli pieszo z rozkazem dokonania rozpoznania w pasie przygranicznym i z nadzieją, że… uda im się pozyskać gdzieś we dworach konie, bo – jak mówili – „marny jest zwiad spieszony”.

Zadanie było niebezpieczne, na miarę bohaterów powieści Sienkiewicza, który kształtował ich pokolenie. Nie bez przyczyny wybierali sobie pseudonimy odnoszące się do bohaterów Trylogii. Jeden z siódemki – Ludwik Skrzyński – wyruszał na zwiad, obrawszy sobie pseudonim „Kmicic”.

Dotarli ponad 50 km w głąb zaboru rosyjskiego. Konie pozyskało tylko pięciu, dwóch nosiło przez pewien czas siodła na plecach. Jak wspominał Kazimierz Sosnkowski: „wykonali znakomicie powierzone zadanie. Patrol spenetrował Słomniki, Miechów i Jędrzejów, ukazując się tu i ówdzie w mundurach i w pełnym uzbrojeniu. Lotem błyskawicy rozeszła się wieść o inwazji ’wielkich sił strzelca’. Drobne oddziały straży granicznej i policji uchodziły pospiesznie na północ. Jeszcze w tydzień później, podczas marszu na Kielce, mogłem na własne oczy oglądać w Jędrzejowie ślady popłochu, a więc akty mobilizacyjne, walające się po podłodze w urzędzie powiatowym”.

Siódemka powróciła szczęśliwie do Krakowa 4 sierpnia. Chyba nikt nie spodziewał się, że patrol Beliny otworzył nową kartę w dziejach polskiej kawalerii i że za sześć lat kawaleria ta, licząca na razie tylko siedmiu ułanów, rozgromi wielką Armię Konną Budionnego pod Komarowem.

To Pierwsza Kadrowa na wojenkę rusza

„Spotkał was ten zaszczyt niezmierny, że pierwsi pójdziecie do Królestwa i przestąpicie granicę rosyjskiego zaboru jako czołowa kolumna wojska polskiego, idącego walczyć za oswobodzenie ojczyzny”. Tych słów Komendanta Piłsudskiego wysłuchało ze wzruszeniem blisko 160 strzelców zebranych na zbiórce w Oleandrach późnym popołudniem 3sierpnia 1914 roku.

Pierwsza Kompania Kadrowa, nazwana popularnie Kadrówką, sformowana została z wyróżniających się członków Związku Strzeleckiego i Polskich Drużyn Strzeleckich. Organizacje te konkurowały dotychczas ze sobą, choć – rzecz jasna – miały ten sam cel działania. Aby zatarły się jakiekolwiek różnice i aby dokonać symbolicznego połączenia obu formacji tworzących Kadrówkę, Piłsudski odpiął ze swej maciejówki orzełka Związku Strzeleckiego i wręczył go dowódcy kompanii Polskich Drużyn Strzeleckich Stanisławowi Burchardt-Bukackiemu, otrzymując od niego w zamian tzw. blachę, czyli owalne oznakowanie noszone na czapkach członków PDS. W ślad za tym gestem wszyscy żołnierze powołani w skład kompanii dokonali między sobą podobnej wymiany. Od tej pory – jak stwierdzał Komendant – „jedynym waszym znakiem jest orzeł biały”.

Było to niezwykle młode wiekiem wojsko. Najmłodszy – Jerzy Morris-Malcolm ps. „Poraj” – przed dwoma tygodniami ukończył zaledwie 14 lat. Ponieważ wyglądał nad wiek dojrzale, podawał w ewidencji strzeleckiej fałszywą datę urodzin, dodając sobie pięć lat życia. Rzecz sprostował dopiero w okresie międzywojennym, gdy służył w baonie wartowniczym w Warszawie i Policji Państwowej.

Nieco starsi byli Adam Buczma i Józef Sujkowski, liczący sobie niespełna 16 lat. Pierwszy z nich służył później jako wachmistrz w Szwadronie Przybocznym Prezydenta RP, drugi po latach został wybitnym profesorem geologii i mineralogii na Uniwersytecie Warszawskim, a w czasie II wojny światowej kierował najpierw Biurem Studiów Kedywu Armii Krajowej, a później Wydziałem Operacyjnym Oddziału VI Sztabu Naczelnego Wodza.

Z kolei najstarszym kadrowiakiem był Ignacy Boerner, przy czym słowo „najstarszy” jest i tak przesadne, jako że liczył sobie 39 wiosen. Ten syn pastora ewangelicko-augsburskiego, wybitny inżynier, miał za sobą już wspaniałą przeszłość niepodległościową. W 1905 r. był prezydentem tzw. Republiki Ostrowieckiej, tworzył struktury Związku Walki Czynnej i „Strzelca”. W latach międzywojennych piastował wiele funkcji w Wojsku Polskim i administracji cywilnej, których ukoronowaniem był urząd Ministra Poczt i Telegrafów sprawowany w kilku gabinetach.

W Oleandrach wszyscy byli równi stopniem. W rozkazie wygłoszonym do strzelców Piłsudski stwierdzał wyraźnie: „Wszyscy jesteście równi wobec ofiar, jakie ponieść macie. Wszyscy jesteście żołnierzami. Nie naznaczam szarż, każę tylko doświadczeńszym wśród was pełnić funkcje dowódców. Szarże uzyskacie w bitwach”.

Nad nami Orzeł Biały


W inny sierpniowy czas tłumy warszawiaków stały na stokach Cytadeli. Wyrokiem sądu rosyjskiego na ustawionej szubienicy kończyli życie członkowie Rządu Narodowego na czele z Romualdem Trauguttem. Aby jeszcze bardziej upokorzyć przywódców powstańczej Polski, rosyjska orkiestra grała tanecznego walca. Na przekór tej hańbie lud stolicy runął na kolana przed Rządem Narodowym i śpiewał ze łzami w oczach suplikacje „Święty Boże, Święty mocny…”.

Dokładnie pół wieku później, 5 sierpnia 1914 r., w Oleandrach trwali w gotowości bojowej spadkobiercy insurekcji 1863 roku. Nazajutrz, jeszcze przed wschodem słońca, ogłoszono alarm. Ulicami uśpionego Krakowa Kadrówka ruszyła na północ – ku granicy z imperium rosyjskim. W Michałowicach przed posterunkiem granicznym dowódca kompanii Tadeusz Kasprzycki zatrzymał strzelców. „Przed nami ziemia od lat w niewoli! Idziemy ją wyzwolić!” – zawołał.

Świadomość dowodzenia pierwszym polskim oddziałem od czasów Powstania Styczniowego potęgowała poczucie ogromnej misji i obowiązku wobec Polski. Kasprzycki nie krył wzruszenia, gdy po śmierci Piłsudskiego spisywał jako minister spraw wojskowych swoje wspomnienia. Nie krył go również wtedy, gdy na kilka lat przed śmiercią powracał do sierpnia 1914 r. w audycjach emitowanych na falach Radia Wolna Europa w latach 60. Na jego rozkaz obalono słupy graniczne rozerwanej przez zaborców Polski i podeptano portret cara wiszący w komorze celnej.

Ruszyli ku Kielcom. Pierwsi od pół wieku żołnierze z polskimi orłami i polską komendą wkroczyli na teren zaboru rosyjskiego. Pierwsi polscy żołnierze w tej wojnie… Towarzyszyła im pieśń, której brzmienie przerwali brutalnie Rosjanie, pacyfikujący Powstanie Styczniowe: „Hej, strzelcy wraz! Nad nami Orzeł Biały…”. Wierzyli, że z tą pieśnią poderwą Naród do kolejnego powstania. Wzmacniał tę wiarę Piłsudski, ogłaszając, że w Warszawie powstał Rząd Narodowy, pod którego przewodnictwem muszą zjednoczyć się wszystkie siły polskie. Była to wprawdzie swego rodzaju polityczna fikcja, ale miała służyć obudzeniu zastraszonego i uśpionego po klęsce ostatniej insurekcji społeczeństwa.

A nasi strzelce zdobyli Kielce


Rosjanie na wieść o maszerujących oddziałach polskich opuszczali swoje posterunki w Słomnikach, Miechowie, Jędrzejowie i Chęcinach. Wraz ze strzelcami wracała Polska. Ustanawiano komisariaty wojsk polskich i usuwano z gmachów publicznych napisy w języku rosyjskim, zastępując je polskimi.

W ślad za Kadrówką nadciągały następne kompanie dowodzone przez Mieczysława Norwid-Neugebauera, Stanisława Zosika-Tessaro, Wacława Scaevolę-Wieczorkiewicza. Siły strzeleckie liczyły już ponad tysiąc sześciuset żołnierzy. W okolicach miejscowości Brzegi strzelcy sforsowali Nidę. W Słowiku pod Kielcami, gdzie zatrzymano się na nocleg, zawiązany został Batalion Kadrowy, którego dowództwo objął Kazimierz Herwin-Piątek. 12 sierpnia Batalion wkroczył do Kielc. Strzelcy zajęli ważne punkty miasta, m.in. dworzec kolejowy i stoczyli walki z Rosjanami na folwarku Czarnów, a także w okolicach Szydłówka i Zagórza. Niestety, nazajutrz wobec okrążenia miasta przez przeważającą liczebnie armię rosyjską musieli opuścić Kielce i przez Karczówkę, Brusznię, Białogon i Słowik wycofać się do Chęcin.

Odwrót był bolesnym doświadczeniem, ale znacznie bardziej bolał brak oczekiwanego wsparcia ze strony społeczeństwa, któremu nieśli wolność. Piłsudski pisał: „że szabla nasza była mała, że nie była godna wielkiego, dwudziestomilionowego narodu – nie nasza w tym wina. Nie stał za nami naród, bojący się spojrzeć olbrzymim wypadkom w oczy”. W pamiętnikach tamtego czasu znalazło się wiele przepełnionych goryczą relacji. Kapelan oddziałów strzeleckich kapucyn o. Kosma Lenczowski opisał, jak na jarmarku w jednej z miejscowości przemówił do tłumów, kończąc swe wystąpienie okrzykiem: „Niech żyje Polska!”. „Jedna tylko staruszka – wspominał – zawołała nieśmiało: ’niech żyje’ i nie dokończyła. Ktoś ją szarpnął za zapaskę i umilkła”. Zbyt silny był lęk przed powrotem Rosjan i represjami, jakie mogły spotkać każdego, kto udzieliłby pomocy polskiemu wojsku. Pamięć o szubienicach wystawionych na rynku kieleckim i tysiącach zesłanych na katorgę budziła ogromny lęk, którego nie było w stanie przełamać niesione przez strzelców umiłowanie wolności.

Ale strach ten topniał z miesiąca na miesiąc. Wkraczających ponownie z końcem sierpnia 1914 r. do Kielc żołnierzy Legionów Polskich nie witały już zamykane okiennice, ale wdzięczność. Historia przyznała im rację. Udowodnili, że są – jak stwierdzał po latach Piłsudski – „spadkobiercami godnymi wielkiej przeszłości polskiej”.

Jan Józef Kasprzyk

Autor jest historykiem, prezesem Związku Piłsudczyków i Komendantem Marszu Szlakiem I Kompanii Kadrowej.

za:www.naszdziennik.pl/wp/87793,wymarsz-ku-wolnosci.html

***

Niepodległość realna

O niepodległość, całość i wolność Ojczyzny naszej, prosimy Cię, Panie” – pisał Adam Mickiewicz w „Księgach narodu polskiego i pielgrzymstwa polskiego” wydanych w Paryżu w 1832 roku. W następnych dziesięcioleciach wiele razy Polacy nadzieje na odzyskanie niepodległej Ojczyzny wiązali z wojną pomiędzy zaborcami. Ale nie było to tylko czekanie. Był również czyn, często związany z ogromnym poświęceniem, ofiarą.

Długo by wymieniać XIX-wieczne powstańcze zrywy, konspiracje, walkę o ojczysty język i modlitwę, szkołę i ojcowiznę. Pozbawiony swej państwowości, skazany na unicestwienie Naród trwał, zachowując pamięć o swej wielowiekowej, dumnej przeszłości przywoływanej w dziełach poetów, pisarzy, malarzy. I nie tylko trwał, ale jeszcze przyciągał ku sobie obcych. Iluż to obcokrajowców w nieistniejącej Polsce znalazło wtedy swą nową ojczyznę, oddając jej swe talenty. Zostawali poetami, uczonymi, lekarzami, nauczycielami, wychowując kolejne pokolenia Polaków.

„Nie uczono nas nienawidzić przeszłości, nie zohydzano dziejów, nie zaszczepiano nienawiści, a uczono kochać Polskę, cały naród, jakim był przedtem…” – wspominał galicyjską szkołę jeden z rówieśników XX wieku Józef Herzog. Wraz z trójką swych braci i „tysiącami im podobnych” chwycił za karabin, gdy zaczęła się „wojna powszechna”. Miał dziewięć lat, gdy do Krakowa w pięćsetną rocznicę zwycięstwa nad Krzyżakami w 1410 roku przybyli Polacy ze wszystkich zaborów, aby odsłonić potężny pomnik Grunwaldzki ufundowany przez słynnego kompozytora i pianistę Ignacego Paderewskiego. Wtedy po raz pierwszy chóry wykonały jedną z najsłynniejszych polskich pieśni – „Rotę” Marii Konopnickiej. W jednym z jej wersów śpiewamy: „Twierdzą nam będzie każdy próg…”. I tego progu zaborcy nigdy nie zdobyli – progu domu rodzinnego – czy był on w ziemiańskim pałacu, czy w szlacheckim dworku, chłopskiej chacie, rzemieślniczej czynszówce w kamienicy, gdzie na ścianach Reytan, Kościuszko i odwieczne Opiekunki, Orędowniczki: Ta z Jasnej Góry i Ta z Ostrej Bramy. I jeszcze kilka książek. Wśród nich Sienkiewicz, Mickiewicz…

A wojna powszechna, o którą wołał wieszcz, z czasem stawała się coraz bardziej realna, i to na tyle, że nim się rozpoczęła, już snuto wizje jej przebiegu. 21 lutego 1914 roku sala Towarzystwa Geograficznego w Paryżu wypełniła się około pięciuset słuchaczami. Wśród nich był również Władysław Mickiewicz, syn autora „Ksiąg pielgrzymstwa…”. Przybyli, aby wysłuchać wykładu organizatora polskiego ruchu strzeleckiego w Galicji Józefa Piłsudskiego. Obecny na spotkaniu rosyjski socjalista Wiktor Czernow zanotował przewidywania przyszłego marszałka Polski: „Rosja będzie pobita przez Austrię i Niemcy, a te z kolei będą pobite przez siły anglo-francuskie (lub anglo-amerykańsko-francuskie). Wschodnia Europa będzie pobita przez Europę środkową, a środkowa z kolei przez zachodnią. To wskazuje Polakom kierunek ich działań, czyli pierwsza faza wojny – jesteśmy z Niemcami przeciw Rosji. Druga, końcowa faza wojny – jesteśmy z Anglią i Francją przeciw Niemcom”.

I nie to jest chyba najważniejsze, że Piłsudskiemu udało się przewidzieć bieg wypadków, ale cel. Była nim Niepodległa Polska i ku niej wkrótce wyruszył ze swymi strzelcami, później legionistami, zalążkiem Wojska Polskiego nieistniejącego od 1831 roku. Polacy mieli być nie tylko statystami dziejów, ale stworzyć własną siłę, która pozwoli wykorzystać międzynarodową koniunkturę.

Gdy Legiony Polskie złożyły już pierwszą daninę krwi, w Warszawie jesienią 1914 roku Roman Dmowski, przywódca ruchu narodowego, antagonista Piłsudskiego, w czasie wieczorów dyskusyjnych dla członków stronnictwa organizowanych w Muzeum Przemysłu i Handlu został zapytany przez młodego człowieka o wizję przyszłej Polski. Przywołał wtedy historię sprzed wojny, gdy Serbia prowadziła negocjacje z monarchią austro-węgierską. I zwykle szybko się one kończyły. Austriacy zamykali granicę przed stadami serbskiej trzody stanowiącej główne źródło serbskiego eksportu. To wystarczało, aby zmusić małe, niezdolne do dłuższego oporu państwo do kapitulacji. I Dmowski wyciągał wnioski: „Otóż, proszę panów, taka mała Polska, ściśnięta między Rosją a Niemcami, nadto jeszcze pozbawiona morza, na pewno by miała jakieś świnie czy coś w tym rodzaju, co by sprawiło, że jej niepodległość rychło okazałaby się fikcją. Naszym zadaniem nie jest tworzenie fikcji. My dążymy przede wszystkim do zjednoczenia narodu między innymi dlatego, że zjednoczonemu, wielkiemu narodowi łatwiej będzie wywalczyć i utrzymać istotną niepodległość”.

Wiele dzieliło Piłsudskiego i Dmowskiego, różnili się swymi koncepcjami, ale w tej kwestii się spotykali. Przed stu laty pragnęli dla Polski realnej, nie fikcyjnej niepodległości, a taką mógł, w tym miejscu Europy – między Rosją a Niemcami – obronić jedynie świadomy swej wielkości Naród, zdolny zbudować na tyle silne państwo, aby to nie inni decydowali o jego niepodległości.

Dr Jarosław Szarek

za:www.naszdziennik.pl/wp/87799,niepodleglosc-realna.html

Copyright © 2017. All Rights Reserved.