Publikacje polecane
Święto, które nas uskrzydla

Warto zauważyć, że o ile rocznica odzyskania przez Polaków państwa po zaborach i I wojnie światowej jest chętnie obchodzona, o tyle trudno doszukać się takiego entuzjazmu wobec daty zakończenia hekatomby II wojny światowej. Upadek III Rzeszy nie przywodzi takiej radości… Polacy dobrze więc rozumieją, że wtedy jedną okupację zastąpiła inna. Podobnie i próby wylansowania w ostatnim czasie święta Okrągłego Stołu spaliły na panewce. Nasze społeczeństwo odróżnia zatem wolność przedwojenną od układu okrągłostołowego, który stworzył III RP i chyba wciąż czeka na decydujący przełom.
Aby świadomie docenić listopadowe święto, musimy wrócić myślą jeszcze do XVIII w., gdy równocześnie z utratą przez nas państwowości dojrzewały idee, wyrażane najlepiej przez Johanna Herdera. Przy akompaniamencie przekupionych francuskich publicystów, opłacanych przez Katarzynę II – zwaną przez nich Semiramidą Północy, rozbierano Rzeczpospolitą. Równocześnie jednak coraz częściej uznawano, że ważniejsze od woli panujących dynastii są prawa samostanowienia narodów, na które składają się ludzie tej samej mowy, historii, tradycji, wiary itp. A skoro to narody są suwerenami, to i państwa powinny do nich należeć, aby być najlepszymi narzędziami do rozwoju tychże narodów.
Naród bez państwa
Wystarczy rzut oka na ówczesną mapę Europy, by zrozumieć, jak wielkie czekały ją w konsekwencji przyjęcia tych nowych idei zmiany. Notabene te zmiany wciąż postępują – nadal żyjemy w epoce herderowskiej, czego przejawem jest powstawanie kolejnych państw narodowych. W XIX wieku stare reżimy z powodzeniem oddalały jeszcze widmo rozpadu wielonarodowych monarchii, ale I wojna światowa zadziałała jak katalizator – przyspieszyła tłumione od dawna procesy, cesarzy przegnano z tronów, a na mapie Europy pojawiło się wiele nowych państw. System wersalski kierował się wszak zasadniczo właśnie kryterium Herdera.
Niestety, gdy różne narody, dysponujące państwami, szykowały się w XIX wieku na ten moment (np. poprzez strategie germanizacji czy rusyfikacji), Polacy nie tylko nie posiadali narzędzi państwowych, ale byli w dodatku podzieleni pomiędzy trzy mocarstwa. W oczywisty sposób utrudniało to budowanie narodu. Polscy artyści, działacze i powstańcy robili to jednak z takim poświęceniem, że polskość okazywała się o wiele bardziej atrakcyjna niż inna przynależność narodowa, i w konsekwencji okazali się paradoksalnie skuteczniejsi. Dowodem niech będzie podziw dla Polaków w miejscach zesłania oraz liczne konwersje na polskość pod zaborami, szczególnie w Galicji. Siłę patriotyzmu naszych przodków udało się pokonać dopiero poprzez ludobójstwo…
Drugie ważne zjawisko XIX w. to dominacja Europy nad resztą świata, wyrażająca się np. poprzez kolonializm. I choć jest dzisiaj na Zachodzie w modzie bić się zań w piersi, wówczas przynosił on imperiom kolonialnym znaczne korzyści. Polaków w tym wyścigu nie było. Mogli co najwyżej służyć obcym imperiom…
Z czego nas okradziono
Dominujący w społecznej świadomości przekaz ukazuje XIX w. jako epokę, w której najważniejsze w naszej historii było to, że z tęsknoty za wolnością i państwowością wybuchały powstania, które przynosiły więcej strat niż zysków. Ten przekaz ukazuje nas jednak zewnętrznemu światu jako społeczeństwo nierealistyczne i łatwe do manipulowania. Jeżeli nie chcemy ograniczyć się do tej wizji, tworzonej może nawet umyślnie, powinniśmy powszechniej niż dotychczas docenić także realny rozwój gospodarki, handlu i innych dziedzin budujących państwo. Z nadzieją, że lepiej zrozumiemy otaczającą nas rzeczywistość, musimy pokazywać konkretne straty, jakie przyniosły nam z tego punktu widzenia rządy zaborców. Ilu młodych Polaków ginęło w obcych mundurach w wojnach o poszerzanie imperiów cesarzy lub cara? Ile podatków odprowadzanych z ziem polskich posłużyło do upiększania stolic i krajów zaborców? Ile lasów wycięto i surowców wywieziono z naszych ziem, stosując gospodarkę rabunkową? Ilu obcych urzędników i wojskowych upasło się, urzędując na polskich ziemiach w XIX w.? To kilka z licznych pytań, które czekają na wyjaśnienie w procesie społecznej edukacji historycznej, by mieć pełną świadomość polityki rabunkowej tamtych, ale i obecnych czasów.
Cud niepodległości
Gdy nadeszła wreszcie z dawna wyczekiwana przez Polaków wojna światowa, wobec zgodnego eksploatowania i wynaradawiania przez zaborców ich konflikt stwarzał najlepsze warunki do wybicia się na niepodległość. I stał się cud, bo wszyscy zaborcy przegrali – najpierw Rosja, osłabiona rewolucją bolszewicką, a następnie państwa centralne, które skapitulowały w listopadzie 1918 r. przed zachodnimi aliantami. Powstała próżnia polityczna, w której Polacy mogli odbudować swoje państwo. (Że też II wojna światowa nie skończyła się podobnie…)
I tu nastąpił chyba drugi cud: ówcześni politycy potrafili przedłożyć dobro ojczyzny ponad wszelkie partykularyzmy. Czy to składając władzę na ręce Józefa Piłsudskiego, czy zgodnie współpracując przez trudny czas walk o granice i negocjacji dyplomatycznych. Dość wspomnieć, że Piłsudski powierzył funkcję premiera endekowi Ignacemu Janowi Paderewskiemu, a gdy Piłsudski dowodził armią w 1920 r. przeciw bolszewikom, premierem był ludowiec Wincenty Witos.
Nie sposób pominąć też w tych rozważaniach wojny z bolszewicką Rosją, gdy wróg pobudzał Armię Czerwoną rozkazami, że „po trupie Polski wiedzie droga do wszechświatowego komunizmu”. Skoro tego właśnie chcieli bolszewicy, to znaczy, że zwycięstwo 1920 r. nie było tylko warunkiem sine qua non ocalenia młodej suwerenności. Było również obroną Europy. Polska – przy mizernej pomocy zewnętrznej i wykorzystywaniu naszego wysiłku na wschodzie do uszczuplania naszych innych granic – ocaliła cywilizację europejską przed komunizmem, który miał zamiar połączyć się ze swoimi agenturami dalej na Zachodzie. Idea przedmurza chrześcijaństwa okazała się zatem żywa po dwustu latach od wiktorii wiedeńskiej…
11 listopada – święto, które nas uskrzydla i zobowiązuje do wielkości, którą buduje się zarówno w dniach chwały, jak i chroniąc co się da w czasach najcięższych…
Piotr Boroń
za:www. niezalezna.pl/72792-swieto-ktore-nas-uskrzydla