Były szef niemieckiego kontrwywiadu popiera Romanowskiego i mówi o hitlerowskich korzeniach Niemiec
Zaskakująca wypowiedź zza Odry odbiła się szerokim echem w polskiej debacie publicznej. Hans-Georg Maaßen, były minister spraw wewnętrznych Niemiec i wieloletni szef Federalnego Urzędu Ochrony Konstytucji, publicznie przyznał, że zgadza się z oceną sytuacji w Polsce, przedstawioną przez Marcina Romanowskiego. Co więcej – zrobił to w tonie fundamentalnie ostrzejszym niż ten, który dotąd pojawiał się w niemieckiej przestrzeni publicznej.
Romanowski, występując na antenie Telewizja Republika, mówił o potrzebie zjednoczenia Polaków wobec procesów zachodzących w państwie od ponad dwóch lat. W jego ocenie obecna władza realizuje interesy zewnętrzne kosztem suwerenności kraju.
– „Nie waham się użyć słowa rząd kolaboracyjny” – podkreślał były wiceminister sprawiedliwości, wskazując na podporządkowanie polityczne Unii Europejskiej oraz dominującą rolę Berlina w unijnych decyzjach.
Na te słowa zareagował Maaßen we wpisie na serwisie X.
Były szef niemieckiego kontrwywiadu napisał wprost, że zgadza się z Romanowskim i jego diagnozą mechanizmów władzy w Brukseli i Berlinie.
Poszedł jednak dalej, sugerując, że w europejskich elitach politycznych wciąż obecne są postawy, które – jego zdaniem – nawiązują do dawnych, imperialnych ambicji narzucania woli innym państwom za pośrednictwem struktur unijnych.
– „Ich rodzice i dziadkowie ponieśli w tym porażkę i poniosą ją ponownie” – dodał.
Wypowiedź Maaßena wywołała gwałtowne reakcje w Niemczech. Część komentatorów uznała ją za skandaliczną i przekraczającą granice debaty politycznej, inni zwrócili uwagę, że to kolejny sygnał narastającego konfliktu wokół kompetencji instytucji unijnych oraz relacji centrum–państwa narodowe. Warto przypomnieć, że sam Maaßen od lat pozostaje postacią kontrowersyjną w niemieckiej polityce i po odejściu z urzędu wielokrotnie krytykował kierunek integracji europejskiej.
Sprawa ma także wymiar szerszy. Głos byłego szefa służb specjalnych wpisuje się w rosnącą w Europie debatę o granicach władzy Brukseli, suwerenności państw członkowskich oraz o tym, czy Unia Europejska coraz częściej sięga po instrumenty politycznego nacisku zamiast konsensusu. To dyskusja, która – jak pokazuje przykład Polski – coraz rzadziej pozostaje jedynie akademicka.
za:www.fronda.pl