Kolejna rozprawa ws. Funduszu Sprawiedliwości. Szokujące zeznania
Przed sądem odbyła się kolejna rozprawa dotycząca Funduszu Sprawiedliwości. Na ławie oskarżonych zasiadło pięć osób. Sensacyjne zeznania w sprawie Tomasza Mraza złożyła Urszula Dubejko.
Urszula Dubejko to była dyrektor Departamentu Funduszu Sprawiedliwości w resorcie sprawiedliwości.
Rozprawa w sprawie Funduszu Sprawiedliwości. Zaskakujące zeznania
Składając zeznania przed sądem, ujawniła fakty dotyczące Tomasza Mraza – głównego świadka w całej sprawie.
Pracująca z nim urzędniczka opowiedziała przed sądem ścieżkę kariery Tomasza M. Znała go od początku jego pracy, ponieważ była jedną z osób, które wykładały w Krajowej Szkole Administracji Publicznej i Instytucie Wymiaru Sprawiedliwości.
– Pan Tomasz Mraz dał się poznać jako osoba bardzo zaangażowana w kreację swojej kariery zawodowej. (...) Mogłam zaobserwować profil motywacyjny Tomasza Mraza i wyrobić sobie opinię na ten temat. Już wtedy uważałam, że priorytetem Tomasza jest robienie kariery – powiedziała przed sądem.
Tomasz M. robił wszystko, żeby zostać dyrektorem. Łącznie z tym, że aby mieć bezpośredni dostęp do ministra Romanowskiego, zapisał się do wspólnoty religijnej, w której on był - powiedziała przed sądem Urszula Dubejko składając wyjaśnienia w toczącej się sprawie Funduszu Sprawiedliwości.
Pracująca z nim urzędniczka opowiedziała przed sądem ścieżkę kariery Tomasza M. Znała go od początku jego pracy, ponieważ była jedną z osób, które wykładały w Krajowej Szkole Administracji Publicznej i Instytucie Wymiaru Sprawiedliwości.
W ramach kursu Pracownia Liderów Prawa Dubejko prowadziła jako urzędnik KPRM zajęcia ze struktury służby cywilnej. - Już wtedy Tomasz M. dał się poznać jako osoba bardzo zaangażowana w kreację swojej kariery zawodowej, chętna do podejmowania wyzwań i pokazania się z jak najlepszej strony - mówiła.
W KSAP Dubejko była przewodniczącą komisji naukowo-dydaktycznej, która oceniała studentów i słuchaczy. - Mogłam zaobserwować profil motywacyjny Tomasz M. i wyrobić sobie opinię na jego temat. Już wtedy uważałam, że jego priorytetem jest zrobienie kariery i posługuje się w tym celu postawą dostosowawczą. Inaczej mówiąc - jest koniunkturalistą i stara się w jak największym stopniu wkupić w łaski osób, które ocenia, że mogą mieć pozytywny wpływ na rozwój jego kariery - opisała Dubejko.
Zablokowała szybki awans
Przyznała, że podczas stażu w departamencie Funduszu Sprawiedliwości starał się zasłużyć w jej oczach, "jak również w oczach ministra Romanowskiego, z którym miał bezpośredni kontakt". Po zakończonym okresie M. złożył ofertę właśnie to ich departamentu.
- Minister Romanowski chciał, żeby Tomasz M. został zastępcą dyrektora departamentu FS. Ja wtedy pełniłam funkcję dyrektora. Nie zgodziłam się na to i powiedziałam ministrowi, że M. nie jest dojrzały do roli i pełnienia funkcji zarządczej zarówno jeśli chodzi o zadania, jak i o zarządzanie ludźmi. Postawiłam sprawę na ostrzu noża mówiąc, że nie wyobrażam sobie współpracy z Tomasze M. na poziomie zastępcy dyrektora. Natomiast mogę sobie wyobrazić jego prace na niższym stanowisku, bo wiem, że realizował swoje zadania z zaangażowaniem podczas stażu. Tak też się stało. M. otrzymał stanowisko urzędnicze naczelnika wydziału organizacji i promocji z dwoma podległymi mu osobami - wyjaśniła była urzędniczka departamentu.
Oceniła, że „pan Tomasz posługuje się postawą dostosowawczą”.
– Inaczej mówiąc: jest koniunkturalistą. Stara się w jak największym stopniu wkupić w łaski osób, które ocenia, że mogą mieć pozytywny wpływ na rozwój jego kariery. Zrobił wszystko, żeby zostać dyrektorem. Łącznie z tym, że żeby mieć bezpośredni dostęp do ministra Romanowskiego, zapisał się do wspólnoty religijnej, w której był minister Romanowski. I dzięki temu wpływowi starał się deprecjonować m.in. moje działania w zespole – stwierdziła.
Dodała, że z relacji Marcina Romanowskiego i innych osób wie, że M. miał do niej pretensje, o to, że "zablokowała jego karierę i że nie został od razu zastępcą dyrektora". Co więcej, miał on się usilnie starać o zastąpienie jej na dyrektorskim stanowisku. - Robił wszystko, żeby nim (dyrektorem-red.) zostać. Łącznie z tym, że aby mieć bezpośredni dostęp do ministra, zapisał się do wspólnoty religijnej, w której on był - przyznała Dubejko.
Podkreśliła, że działa M. skłoniły ją do zmiany pracy. Gdy tylko o tym poinformowała swoich współpracowników, "Tomasz bardzo zabiegał, abym rekomendowała go na stanowisko, które opuszczam". Mimo jej negatywnej rekomendacji minister Romanowski zdecydował się na mianowanie M. dyrektorem Departamentu Funduszu Sprawiedliwości.
Jak wyjaśniła Dubejko, Tomasz M. nie zrezygnował dobrowolnie ze swojego stanowiska, a został o to poproszony przez swoich przełożonych w związku z utratą zaufania. - Wówczas zostałam poproszona o powrót na stanowisko dyrektora przez ministra Romanowskiego, co M. postrzegał jako szczególny cios mu zadany - dodała.
Podczas składania wyjaśnień omówiła szczegółowo kwestię oceny oferty Fundacji Profeto. Przytoczyła sprzeczne ze sobą fragmenty zeznań Tomasza M. podczas przesłuchania przez ABW i jego częste zmiany zdania, co do faktów i zarzutów przez niego formułowanych.
Podczas przerwy w rozprawie Urszula Dubejko udzieliła wywiadu Telewizji Republika.
– Nie mogłam powiedzieć tego wcześniej i nie chciałam mimo, iż druga strona grała znaczonymi kartami, publikowali różne „wycieki”. Teraz przed sądem mogę wyjaśnić, jak było naprawdę. Mogę pokazać niekonsekwencję pewnych depozycji pana Tomasza M. Mogę pokazać nieprawdziwość pewnych stwierdzeń w akcie oskarżenia, które zawarła prokuratura. Mogę też pokazać taki paradoks, że jeśli nam prokuratura zarzuca jakieś nieprawidłowości w konkursach, gdzie komisja konkursowa miała jedynie rolę doradczą, bo dysponent dysponował środkami. Z drugiej strony ma miejsce taka sytuacja, że nie jest zakończony konkurs na Sieć pomocy pokrzywdzonym Przestępstw – powiedziała była pracownica Ministerstwa Sprawiedliwości.
Przypomniała, iż "dysponent Funduszu, pan minister Żurek podpisuje z wybranymi podmiotami umowy, to jest zaprzeczeniem prac komisji - nie ma protokołu zbiorczego z konkursu, nie ma wyłonionych wszystkich zwycięzców, a nagle dysponent podpisał z wybranymi podmiotami umowy".
Pytanie brzmi: jeśli prawdziwa jest wersja prokuratury i te konkursy mają kluczowe znaczenie, to dlaczego nie postawiła zarzutów panu ministrowi Żurkowi za przekroczenie uprawnień i podpisanie takich umów? Jeśli prawdziwa jest nasza wersja, że komisja pełni funkcję doradczą, to co my w takim razie robimy na ławie oskarżonych? Co robią na ławie oskarżonych ci urzędnicy, którzy są razem z nami oskarżeni? – oznajmiła.
Wskazała także, że obecnie urzędnicy resortu sprawiedliwości "boją się podejmować decyzje".
Dlaczego została wyłoniona firma zewnętrzna? Dlatego, że pracownicy boją się oceniać te oferty. Wiedzą, że jak by ich nie ocenili, może się to dla nich źle skończyć. Pragnę zwrócić uwagę na osoby, które nie chcą być eksponowane publicznie. To nasi koledzy z departamentu, którzy mieli tego pecha, że oceniali tą ofertę. Tylko za to, że ją oceniali, zgodnie ze swoimi najlepszymi umiejętnościami, siedzą na ławie oskarżonych, ich życie jest zniszczone, mają pozajmowane mienie. W tej chwili panuje pat urzędniczy w Ministerstwie Sprawiedliwości – mówiła.
Według prokuratury była dyrektor Departamentu Funduszu Sprawiedliwości oraz Karolina K., była naczelnik jednego z wydziałów tego departamentu, odpowiadają za przyznanie tych środków. Według prokuratury miały działać wspólnie i w porozumieniu z ks. Olszewskim. Poza nimi oskarżony jest ks. Michał Olszewski, któremu prokuratura zarzuciła także m.in. pranie brudnych pieniędzy.
Dubejko o kulisach audytu ws. Lux Veritatis. Rudzińska-Bluszcz odrzuciła dużo tańszą ofertę
Podczas dzisiejszych wyjaśnień składanych przed sądem, Urszula Dubejko wskazała na audyt dotyczący oferty Lux Veritatis w konkursie w ramach Funduszu Sprawiedliwości. - Po wpłynięciu kilkunastu ofert, z których najtańsza opiewała na 18 tys. złotych, nadzorująca Departament FS wiceminister Zuzanna Rudzińska-Bluszcz nakazała unieważnienie tego zapytania ofertowego i zawarcie umowy właśnie z firmą Barbara Ciemała Audit for you. Wartość tego zamówienia opiewa na kwotę 142 950,60 PLN - powiedziała Dubejko. Dodała, że szefowa firmy audytowej w przeszłości współpracowała m.in. z Ewą Kopacz.
Wskazała, że zarzuca się jej m.in. przekroczenie uprawnień w zakresie oceny oferty Fundacji Lux Veritatis, "w taki sposób, że nie dokonałam następczej kontroli formalnej oferty i nie skorzystałam z uprawnienia, polegającego na możliwości podmiotu składającego ofertę".
- Kluczowy dla tej sprawy błąd merytoryczny prokuratury w tej sprawie, dotyczy nieskorzystania z mojego uprawnienia. Sięgając do przepisów rozporządzenia i zapoznając się z tym przepisem, prokuratura powinna zauważyć, że ten przepis nie dotyczy ani dysponenta, ani dyrektora departamentu, ani zastępcy dyrektora departamentu, tylko komisji konkursowej, zatem to członkowie komisji konkursowej, w szczególności przewodniczący mogą korzystać z tego uprawnienia. Oczywiście w praktyce sygnalizują dyrektorowi czy zastępcy dyrektora, że jest potrzeba uzyskania dodatkowych wyjaśnień. Zresztą dyrektor często podpisuje się na piśmie przewodnim, niemniej to uprawnienie do niego nie należy - odparła Dubejko.
Zaznaczyła, że prokuratura błędnie określiła interes prywatny.
"Podobnie, jak w przypadku pomocy pokrzywdzonym, tak i w przypadku przeciwdziałania przyczynom przestępczości źródło finansowania jest inne niż pomoc postpenitencjarna. Osoby ubiegające się o pomoc postpenitencjarną nie byłyby w stanie dostać nic ze środków przeznaczonych dla ofiar przestępstw. Prokuratura nie skorzystała z własnych biegłych, tylko powoływała się na ekspertyzy realizowane na rzecz Departamentu Funduszu Sprawiedliwości. Mam na myśli raport audytowy formy Audit for you, która sporządziła materiał krytykujący ofertę Lux Veritatis. Mam dużo zastrzeżeń natury merytorycznej do tego materiału, ale dam tylko jeden przykład . Audytorzy wskazują, że został naruszony przepis ustawy o finansach publicznych dot. celowości i oszczędności środków w ten sposób, że - jak piszą - należało maksymalizować efekty przy minimalizacji nakładów. Przeczy to podstawowemu prawu ekonomii, które mówi o tym, że można przy założonym celu minimalizować koszty, albo przy określonych kosztach maksymalizować cel. Nie można zrobić tych dwóch rzeczy jednocześnie. Jako wieloletni nauczyciel akademicki ekonomii za takie stwierdzenie na pierwszym roku studiów stawiam dwóję. To tyle jeśli chodzi o jakość tego materiału - wskazała Urszula Dubejko.
Dodała, że w części aktu oskarżenia przepisano ustalenia raportu, czasem dosłownie. Dubejko dodał, że prześledziła powstanie raportu w oparciu o BIP MS.
- Znalazłam ogłoszenie, które wskazywało na chęć dysponenta zawarcia takiej umowy na audyt poszczególnych ofert. Ogłoszenie to było opublikowane na początku stycznia 2024, kiedy nadzór nad departamentem przejęła Zuzanna Rudzińska - Bluszcz. Następnie, po wpłynięciu kilkunastu ofert, z których najtańsza opiewała na 18 tys. złotych, pani minister nakazała unieważnienie tego zapytania ofertowego i zawarcie umowy właśnie z firmą Barbara Ciemała Audit for you. Wartość tego zamówienia opiewa na kwotę 142 950,60 PLN. Potem, zapoznając się z tym raportem, który jest w aktach sprawy zauważyłam, że to dotyczy 6 podmiotów. Nie znam wszystkich tych podmiotów, bo nie jest to wskazane w materiale, ale liczba ta pokrywa się z liczbą podmiotów, którym bez żadnej decyzji administracyjnej ani żadnej innej sformalizowanego trybu wstrzymano środki po zmianie kierownictwa i nadzoru Departament FS. To oczywiście jest istotne dla sprawy i konkursu nr 10, w którym Fundacja Lux Veritatis miała przyznane środki na realizację projektu w zakresie przeciwdziałania przestępczości dotyczącej chrystianofobii i naruszania praw chrześcijan. Wstrzymanie tych środków dla fundacji LV, jak wspomniałam, nie było przeprowadzone zgodnie z przepisami ustawy o finansach publicznych. Nie było ani decyzji, ani postanowienia. Nie było wypowiedzenia umowy, która już została zawarta, a jedynie komunikaty, najpierw na platformie X, napisany przez Rudzińską-Bluszcz, a następnie na stronie MS - podkreśliła urzędniczka.
Dubejko zaznaczyła, że Barbara Ciemała, szefowa firmy Audit for you, w latach 2014-2015 współpracowała z byłą premier Ewą Kopacz na stanowisku dyrektorskim w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, a także jest znajomą Anity Noskowskiej-Piątkowskiej, obecnej szefowej służby cywilnej. Urzędniczka raz jeszcze zadała w tym kontekście pytanie o obiektywność raportu.
Mocne słowa obrońców Dubejko. Zarzuty o kłamstwa i stronniczość sądu
Obrona Urszuli Dubejko ostro zakwestionowała dziś w sądzie wiarygodność zeznań świadka koronnego Tomasza M., wskazując na liczne nieścisłości i „fizyczną niemożliwość” opisywanych przez niego wydarzeń. Mecenasi nie szczędzili też krytyki pod adresem składu orzekającego.
Urszula Dubejko, zakwestionowała dziś w sądzie narrację prezentowaną wcześniej przez pełniącego rolę świadka koronnego Tomasza M. Odnieśli się do tego także obrońcy byłej urzędniczki Ministerstwa Sprawiedliwości.
Kłamstwa w zeznaniach
Padły zeznania bardzo korzystne dla naszego klienta. Myśmy wiedzieli od początku, że Tomasz M. mówi nieprawdę
- zauważył mecenas Michał Skwarzyński. "Po prostu z punktu widzenia faktograficznego, jego historia jest niemożliwa fizycznie do realizacji" - dodał.
Po latach wymyślając tę historię, nie sprawdził po prostu kalendarza. Nie sprawdził tego, że w tym czasie ministerstwo było tak po prostu zamknięte. Wobec powyższego nikt na niego w Ministerstwie nie mógł wpływać na niego w sprawie "Profeto"
- precyzował adwokat.
Stronniczość sądu
Skwarzyński wezwał też świadka, by wyjaśnił swoje zeznania wobec powyższych niejasności. Wspólnie z mecenasem Krzysztofem Wąsowskim krytycznie odnieśli się też do zachowania sądu.
Bardzo nam się nie podoba cały czas postawa sędziego przewodniczącego składu orzekającego, który wtrąca się do wypowiedzi
- powiedział Wąsowski zwracając uwagę, że oskarżonej utrudniano składanie wyjaśnień, do czego Dubejko ma prawo.
To jest kolejny kamyczek do tego, że sąd nie respektuje prawa do obrony. Sąd jest po prostu stronniczy, będziemy na to zwracać uwagę - zauważył mecenas Wąsowski.
Fundacja Profeto a "podwójne standardy"
Podczas wystąpień przed sądem mec. Michał Skwarzyński podkreślił, że zarzuty sformułowane wobec Fundacji Profeto oraz sposobu dysponowania środkami z Funduszu Sprawiedliwości nie wytrzymują konfrontacji z rzeczywistością. Adwokat zwrócił uwagę na rażącą niekonsekwencję w ocenie działań podejmowanych przez różne podmioty.
– Mówiliśmy także o Fundacji Akogo i Klinice Budzik, które były zbudowane dokładnie w tym samym czasie, co Fundacja Profeto i dokładnie na tych samych zasadach. Natomiast w ich przypadku nikt im zarzutów nie stawia – zauważył dr Skwarzyński, wskazując, że takie podejście sugeruje motywacje polityczne, a nie merytoryczne.
Mechanizmy konkursowe bez zmian
Obrona podniosła również argument dotyczący ciągłości procedur w Ministerstwie Sprawiedliwości. Mecenas wskazał, że obecne kierownictwo resortu, pod wodzą Adama Bodnara, korzystało z tych samych regulaminów i zasad przyznawania środków, które obowiązywały w czasie, gdy o granty ubiegała się Fundacja Profeto.
Dodatkowo adwokat przywołał przykład Waldemara Żurka, który w lutym br. miał rozdysponować środki w ramach otwartego konkursu jeszcze przed jego formalnym zamknięciem. W tym kontekście zarzuty wobec oskarżonych o rzekome nieprawidłowości przy rozstrzyganiu konkursu wydają się – zdaniem obrony – bezzasadne.
Kluczowe zeznania urzędniczek
Niezwykle istotnym elementem rozprawy były wyjaśnienia pań Urszuli i Karoliny. Jako osoby posiadające największą wiedzę merytoryczną na temat przyznawanych grantów, wykazały one matematyczną bezzasadność oskarżeń prokuratury.
Z analizy przedstawionej przez urzędniczki wynika jasno:
Nawet gdyby przyjąć optykę prokuratury i odjąć Fundacji Profeto punkty za doświadczenie, podmiot ten nadal dysponowałby znaczną przewagą nad pozostałymi oferentami.
Fundacja Profeto wygrałaby konkurs w sposób uczciwy i bezdyskusyjny, niezależnie od kwestionowanych przez śledczych detali punktacji.
Sprawa ks. Michała Olszewskiego i urzędniczek MS nadal budzi wielkie emocje i pytania o standardy państwa prawa w kontekście działań wobec osób duchownych i pracowników administracji publicznej.
Ks. Michał Olszewski nie uczestniczył we wtorkowej rozprawie. Sąd na ostatnim posiedzeniu zwolnił go z uczestnictwa z powodów zdrowotnych.
za:dorzeczy.pl