Górny o sytuacji na Węgrzech: „Maskirowka” Magyara i brukselski szantaż
Najbliższe tygodnie przyniosą odpowiedź na pytanie, jak nowy premier Peter Magyar zachowa się wobec nacisków Brukseli w kwestiach przyjęcia waluty euro oraz akcesji Ukrainy do Unii Europejskiej. Lider partii TISZA obiecywał wyborcom kontynuację linii Viktora Orbana, jednak może ulec szantażowi finansowemu
– uważa Grzegorz Górny, pisarz i publicysta uważnie obserwujący sytuację Węgier.
W pierwszej kolejności gość Radia Wnet zwrócił uwagę na zapowiedzi dotyczące rozliczeń z ekipą Viktora Orbana. Nowy premier mówił wręcz o „obaleniu reżimu”, którego środowisko określał jako „mafię”.
Chociaż od dość dawna zanosiło się na zmianę władzy i wyraźną porażkę Fidesz, to jednak skala sukcesu partii TISZA była zaskoczeniem. Ugrupowanie to zyskało bowiem większość konstytucyjną pozwalającą zmienić fundamenty ustrojowe państwa.
- Magyar już nawet powiedział, że marionetki poprzedniej ekipy powinny ustąpić. Mianem marionetek określił zarówno prezydenta Węgier, jak i szefa tamtejszego Trybunału Konstytucyjnego czy prokuratora generalnego. Więc widać, że on chce rzeczywiście odsunąć od urzędów wszystkich, których nominacje miały miejsce za czasów Fideszu – zwrócił uwagę Grzegorz Górny. – W przypadku niektórych z tych osób będzie to niemożliwe drogą konstytucyjną, na przykład jeżeli chodzi o prezydenta czy szefa banku centralnego. Chyba, że Magyar będzie tak praktykował to prawo, jak sam je rozumie, czyli zastosuje metody „demokracji walczącej” – zaznaczył.
Publicysta przypomniał manewr zastosowany przez obecnego premiera w miesiącach poprzedzających decydujące głosowanie. Jak się wyraził, kampania wyborcza w jego wykonaniu była swego rodzaju „maskirowką”. Magyar przejął część haseł Fideszu i starał się kreować na przedstawiciela centroprawicy.
Na przykład zapowiadał, że w przypadku sukcesu, ministrem edukacji mianuje konkretną osobę cieszącą się szacunkiem i poparciem wyborców konserwatywnych – przewodniczącą Związku Szkół Cysterskich. Przeciwko jej kandydaturze występowały zaciekle środowiska LGBT. Po wyborach natomiast Magyar powołał na wspomniane stanowisko „tęczową” aktywistkę.
- Działo się to ewidentnie pod presją Unii Europejskiej. Pamiętajmy, że Bruksela blokuje 17 miliardów euro funduszy należnych Węgrom, które w tej chwili borykają się z problemem zadłużenia. Dług publiczny wynosi 125 miliardów euro i te pieniądze są po prostu Budapesztowi potrzebne. Dlatego Magyar widać, że będzie szedł na duże ustępstwa wobec Brukseli, żeby te fundusze odzyskać. Ostatnio ujawnił swój program, w którym zakłada wprowadzenie do 2030 roku Węgier do strefy euro – mówił Grzegorz Górny.
Co prawda Viktor Orban zdołał dołączyć do Konstytucji zapis gwarantujący forintowi status waluty narodowej, to jednak w świetle nowego układu politycznego ustawa zasadnicza może być z łatwością zmieniona.
Inne rozbieżności względem deklaracji przedwyborczych mogą dotyczyć akceptacji przez Węgry paktu migracyjnego oraz zgody na dołączenie Ukrainy do Unii Europejskiej. Obietnice były zbieżne z tym, co Węgry deklarowały dotychczas, a więc ze zdecydowanym sprzeciwem w obydwu sprawach. Tymczasem już w trakcie pierwszych powyborczych rozmów z przedstawicielami UE padły w stronę Budapesztu żądania ustępstw.
- No i to będzie teraz taki najbliższy test dla Magyara. On się spodziewał, że jego zwycięstwo automatycznie odblokuje te zamrożone fundusze. Tymczasem może się okazać, że Bruksela nie zechce mu dawać takiego kredytu zaufania i w ciemno tych pieniędzy wydawać, tylko będzie domagać się realizacji tak zwanych 27 kamieni milowych – ocenił publicysta.
– Myślę, że w najbliższych tygodniach czeka nas takie powiedzenie „sprawdzam” i zobaczymy jak wtedy się rząd Petera Magyara zachowa. Myślę, że raczej pójdzie na ustępstwa wobec Brukseli – tym bardziej, że w czasie kampanii wyborczej bardzo dużo poobiecywali: że zmniejszą się podatki, zwiększą zaś świadczenia socjalne. Pytanie, skąd mieliby to wszystko sfinansować i ten zastrzyk pieniędzy unijnych jest bardzo Węgrom teraz potrzebny – podkreślił Grzegorz Górny.
Peter Magyar przyjedzie do Polski. To będzie jego pierwsza zagraniczna wizyta
– Premier Węgier Peter Magyar pojedzie do Warszawy w przyszłym tygodniu – powiedziała w poniedziałek w parlamencie przyszła węgierska minister spraw zagranicznych Anita Orban.
Magyar już w kampanii wyborczej zapowiadał, że w pierwszą podróż zagraniczną w charakterze szefa rządu uda się do Warszawy. Następnie pojedzie do Wiednia i Brukseli. Plan podróży do Polski potwierdził w przemówieniu wygłoszonym w noc powyborczą oraz w kolejnych publicznych wystąpieniach. Celem wizyty - jak podkreślał - jest odbudowa „tysiącletniej przyjaźni polsko-węgierskiej”.
Przyszła szefowa węgierskiej dyplomacji zapowiadała w wywiadzie dla telewizji RTL, że będzie towarzyszyć premierowi w tych podróżach.
Orban podkreśliła podczas wysłuchania przed komisją parlamentarną ds. zagranicznych, że kierowana przez nią dyplomacja Węgier będzie przywiązywać „specjalną wagę” do odbudowy relacji z Polską, które - w jej ocenie - są kluczowe dla poprawy współpracy w ramach Grupy Wyszehradzkiej. W tym kontekście zapowiedziała też „zbudowanie stosunków z Czechami i Słowacją na nowych fundamentach”.
- Węgierska polityka zagraniczna nie będzie kierowana interesami partyjnymi ani interesami państwa trzeciego, lecz interesami suwerennych Węgier – zapewniła Orban.
Dodała, że celem nowego rządu Węgier będzie rozwiązanie kwestii spornych w relacjach z partnerami, przy jednoczesnym konsekwentnym i przewidywalnym reprezentowaniu interesów Budapesztu.
- Celem jest wzmocnienie roli Węgier jako przewidywalnego, wiarygodnego i współpracującego partnera poprzez położenie dużego nacisku na współpracę, a jednocześnie stanowcze i konstruktywne bronienie interesów kraju – podkreśliła przyszła szefowa węgierskiej dyplomacji. Anita Orban oceniła, że rząd Viktora Orbana używał prawa weta w UE zbyt często, „rozwijając swój polityczny teatr”.
Rząd kontynuuje starania ściągnięcia Zbigniewa Ziobry do Polski
Jeszcze dziś rząd może wystąpić o ekstradycję Zbigniewa Ziobry. Były minister sprawiedliwości opuścił Węgry. Dalej przebywa jednak zagranicą, bo – jak przekonuje – nie może liczyć w Polsce na sprawiedliwy proces.
Zbigniew Ziobro potwierdza, że przebywa w Stanach Zjednoczonych. Wcześniej były minister sprawiedliwości przebywał na Węgrzech, gdzie udzielono mu azylu. Prokuratura, siłą przejęta przez obecny rząd, zapowiada, że wykorzysta wszystkie możliwe środki, by ściągnąć polityka do kraju. Zarzuty, jakie mu stawia, dotyczą Funduszu Sprawiedliwości. Minister Waldemar Żurek zapowiada, że jeszcze dziś wystąpi o ekstradycję swojego poprzednika. Może w tej sprawie liczyć na wsparcie resortu spraw zagranicznych.
„Zwrócimy się do USA i Węgier z pytaniem o podstawy prawne, które umożliwiły Zbigniewowi Ziobrze opuszczenie terytorium Węgier i wjazd do Stanów Zjednoczonych, mimo braku ważnych dokumentów” – informuje minister Waldemar Żurek na portalu X.
Szef Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, Marcin Kierwiński, przekonuje, że rząd podjął działania, które miały uniemożliwić Zbigniewowi Ziobrze opuszczenie Węgier.
„Paszporty zostały anulowane” – wyjaśnia minister Marcin Kierwiński.
W wywiadzie, jakiego Zbigniew Ziobro udzielił, będąc już w Stanach Zjednoczonych, pytany o to, jak udało mu się tam znaleźć, mówił o zagubionym polskim rządzie i zagubionym Waldemarze Żurku.
– To są powszechnie znane procedury związane z przyznaniem obywatelowi prawa do azylu. Wówczas korzysta też ze stosowanych dokumentów, które pozwalają poruszać się po całym świecie. Taki dokumenty cały czas posiadałem i z niego skutecznie skorzystałem – wyjaśnił Zbigniew Ziobro.
Senator Grzegorz Schetyna z Koalicji Obywatelskiej wierzy, że rządowi uda się ściągnąć Zbigniewa Ziobrę do Polski.
– On nie ucieknie przed polskim wymiarem sprawiedliwości. Stanie przed prokuratorem, będzie w sądzie. To kwestia czasu, kiedy się tutaj pojawi – przekonuje senator Grzegorz Schetyna.
Poseł Marcin Horała z Prawa i Sprawiedliwości uważa, że wymiar sprawiedliwości działa dziś pod dyktando obozu władzy.
– Na uczciwy proces polityk opozycji w Polsce nie może liczyć – mówi poseł Marcin Horała.
Argumentów na rzecz tej tezy dostarcza prezydencki doradca Błażej Poboży.
– Minister sprawiedliwości i wielu polityków Koalicji Obywatelskiej, jeszcze zanim sprawa Zbigniewa Ziobry trafiła przed wymiar sprawiedliwości, już dawno w tej sprawie wydali polityczny wyrok – wskazuje Błażej Poboży.
Według doniesień portalu wPolityce.pl w Stanach Zjednoczonych przebywa także poseł Marcin Romanowski, który wcześniej – podobnie jak Zbigniew Ziobro – otrzymał azyl na Węgrzech.
za:pch24.pl