Witamy serdecznie na stronie internetowej Oddziału Łódzkiego
Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Mamy nadzieję, że ułatwimy Państwu docieranie do rzetelnej informacji. Tutaj chcemy prezentować wielkość oraz problemy naszego Kościoła, zagadnienia społeczne, cywilizacyjne, publikacje członków Stowarzyszenia, stanowiska w ważnych kwestiach. Nie będziemy konkurować w informacjach bieżących z innymi portalami (niektóre z nich wskazujemy w odnośnikach), natomiast gorąco zapraszamy do lektury wszystkich tekstów - ich aktualność znacznie przekracza czas prezentacji na stronie głównej. Zachęcamy do korzystania z odnośników: "Publikacje" i "Polecane". Mamy nadzieję na stały rozwój strony dzięki aktywnej współpracy użytkowników. Z góry dziękujemy za materiały, uwagi, propozycje.
Prosimy kierować je na adres: lodz@katolickie.media.pl

Sebastian Reńca - 10 najważniejszych książek o Powstaniu Warszawskim

Jak zrozumieć Powstanie Warszawskie – decyzję o jego rozpoczęciu, 63 dni walki, doświadczenie ludności cywilnej i spory, które trwają do dziś? Wybraliśmy 10 książek pokazujących Powstanie z różnych perspektyw: uczestników walk, cywilów, historyków, reporterów oraz krytyków decyzji z 1944 roku. To subiektywna lista Sebastiana Reńcy, ale każda z tych pozycji pozwala zobaczyć inny fragment historii walczącej Warszawy.

Literatura dotycząca Powstania Warszawskiego jest ogromna, składają się na nią wspomnienia jego uczestników, liczne opracowania oraz źródła. W tych dniach warto przypomnieć te – w moim prywatnym rankingu - najważniejsze książki traktujące o Powstaniu ‘44.

Poniższą listę można traktować jak ściągę, z której warto skorzystać w tych dniach, by przekonać się, co działo się w stolicy ponad osiem dekad temu. By dowiedzieć się, o co i jakie spory toczą się wokół powstania i kim byli ludzie po jednej i drugiej stronie barykad.

I. Tomasz Szarota, "Okupowanej Warszawy dzień powszedni"

Kiedy czyta się wspomnienia powstańców, z reguły „pięknych dwudziestoletnich”, którzy wchodzili w dorosłość w momencie, kiedy Polska, odrodzona dwie dekady wcześniej, właśnie traciła niepodległość, powtarzają się zdania o tym, że nienawiść przeciwko szwabskiemu okupantowi była tak duża, iż powstanie musiało w końcu wybuchnąć w stolicy.

Aby zrozumieć, co działo się w umysłach młodych żołnierzy polskiego podziemia warto sięgnąć po książkę niedawno zmarłego prof. Tomasza Szaroty Okupowanej Warszawy dzień powszedni. A dzień ten był niemal przez całą okupację straszny, począwszy od września 1939 r., gdy stolica dzielnie się broniła, gdy na jej mieszkańców spadały bomby – największy nalot przeżyli Warszawiacy 25 września, gdy na miasto przez 11 godzin spadło ponad 600 ton bomb zabijając kilka tysięcy osób. Prof. Szarota pisał we wstępie do swej pracy, że Warszawa była nie tylko centralnym ośrodkiem walki z Niemcami. 

    "Stanowiła także jedno z miejsc martyrologii Polaków i Żydów. Tu, nad Wisłą – w katowni gestapo na Szucha, w celach Pawiaka, za murami dzielnicy żydowskiej i na terenie KL Warschau, a także po prostu na ulicach Warszawy, gdzie mordowano ludzi podczas publicznych egzekucji – dokonywał się jeden z aktów popełnionej przez niemiecki faszyzm zbrodni"

Z każdym następnym dniem:

    "W sercach ludzkich gromadzi się nienawiść zimna, nieubłagana, straszna – pisała podziemna prasa"

II. Jan Nowak-Jeziorański, "Kurier z Warszawy"

Jana Nowaka Jeziorańskiego nie lubię gdyż był on niemal osobistym wrogiem jednego z najważniejszych dla mnie psiarzy czyli Józefa Mackiewicza. Jednak każdy, kto interesuje się polską historią oraz Powstaniem Warszawskim powinien znać jego wspomnienia zatytułowane "Kurier z Warszawy". To Nowak Jeziorański, który przedostał się do Londynu miał wrócić do okupowanej Polski, by złożyć raport przed oficerami Komendy Głównej AK. Stało się to w sobotę 29 lipca. 

Legendarny kurier mówił oficerom, w tym gen. Tadeuszowi Borowi Komorowskiemu, że zachodni alianci nie pojawią się w Polsce gdy Niemcy już zostaną pokonani:

    "Wybijam bardzo mocno fakt, że zony okupacyjne Anglosasów i Rosjan zostały już postanowione i wytyczone bez względu na to, gdzie będzie przebiegać linia frontu w chwili upadku III Rzeszy. (…) Anglicy i Amerykanie odmówili wysłania do Polski nawet misji obserwatorów wojskowych"

III. Władysław Bartoszewski, "Dni walczącej stolicy. Kronika Powstania Warszawskiego"

Powstanie Warszawskie miało trwać kilka dni, a trwało dni 63. Każdy z tych dni, od 1 sierpnia do 2 października 1944 r. opisał Władysław Bartoszewski w pracy "Dni walczącej stolicy. Kronika Powstania Warszawskiego". To istne kompendium wiedzy o naszej irredencie. Jak wyglądał pierwszy dzień powstania? Bartoszewski pisał:

    "Ostatecznie uznać można było pierwsze działania powstańcze w Warszawie za uwieńczone tylko częściowym powodzeniem. Starty oddziałów własnych wyniosły 1 sierpnia ponad 2000 ludzi, straty nieprzyjaciela – według oceny niemieckiej dość poważne – co najmniej 500 żołnierzy zabitych lub rannych i kilkuset jeńców"

Ja wyglądał dzień ostatni?

    "Przez cały dzień 2 października ludność cywilna opuszczała po trochu, choć niechętnie, miasto. W godzinach rannych i przedpołudniowych dość słaby. W ciągu dnia jednak rozchodzi się wiadomość o trwaniu rozmów w sprawie zaprzestania walki przez oddziały AK w Warszawie i to wywiera wpływ na podejmowanie trudnych decyzji o wyjściu z miasta w nieznane"

IV. Tadeusz Klimaszewski, "Verbrennungskommando Warschau"

W 1959 r. ukazała się niewielka książeczka zatytułowana "Verbrennungskommando Warschau". Jej autor Tadeusz Klimaszewski pierwsze dni powstania pełne euforii tak wspominał:

    "W oswobodzonej dzielnicy narodowe flagi łopotały w bramach domów, ludzie z napięciem czytali odezwy i dodatki nadzwyczajne już nie podziemnej prasy"

Tydzień później gdy hitlerowscy zbrodniarze pacyfikowali Wolę, czyli mordowali tysiące Warszawiaków, Klimaszewski został zatrzymany przez Niemców. Wcieli go do „Verbrennungskommando” czyli oddziału złożonego z takich jeńców jak on, którzy pod szwabskim nadzorem palili ofiary masowych egzekucji oraz ciała poległych powstańców.

    "Ruszyliśmy więc połączeni dwójkami w kierunku najbliższych zwłok, ale zmasakrowane ciała, całe oślizłe od krwi, budziły odrazę. Ktoś wyciągnął z kupy porozrzucanych rzeczy kawałki płótna czy bielizny owijając sobie nimi ręce. Szybko zrobiliśmy to samo. Tak zabezpieczeni schylaliśmy się po zwłoki. Krótka wędrówka na brzeg wyrwy i rozbujane ciała leciały w dół staczając się po spiętrzonym stosie zwłok"

Do 23 sierpnia Klimaszewski widział sceny, które są porażające. Udało mu się uciec na stronę opanowaną przez powstańców i tam dołączył do batalionu „Czata 49”. Po upadku Starówki przeszedł kanałami do Śródmieścia. Przeżył. Wyszedł z miasta z cywilami. Niemcy wywieźli go na roboty.

V. Piotr Gursztyn, "Rzeź Woli. Zbrodnia nierozliczona"

    "Przy wszystkich mijanych domach wzdłuż ulicy Górczewskiej leżały zwłoki pozabijanych ludzi. Przy wyjściu z każdego domu, były to przeważnie domy parterowe, z jednej stronie sieni leżeli zabici mężczyźni, z drugiej zaś zabite kobiety i dzieci. Przy jednym z domów widziałem leżącą zabitą niewiastę, trzymającą w ostatnim uścisku na ręku martwe niemowlę"

Jest to jedna z wielu relacji, które można przeczytać w opracowaniu Piotra Gursztyna "Rzeź Woli. Zbrodnia nierozliczona". Niemcy – jak to mówili – „tylko wykonywali rozkaz” Himmlera, który brzmiał:

    "Każdego mieszkańca należy zabić (w tym również kobiety i dzieci), nie wolno brać żadnych jeńców. Warszawa musi być zrównana z ziemią…"

Więc mordowali i niszczyli. Już 5 sierpnia SS-Gruppenführer Heinz Reinefarth raportował, że ma „więcej zatrzymanych niż amunicji”, więc nie ma jak rozstrzelać Warszawiaków. Na pytanie o straty „nieprzyjaciela” Reinefarth odpowiedział, że „razem z rozstrzelanymi to 10 tys. ludzi”. Książka Gursztyna powinna zostać przetłumaczona na język niemiecki, by mieszkańcy Berlina, Drezna, Wiednia i innych miast Niemiec oraz Austrii dowiedzieli się, co ich przodkowie robili w Warszawie w roku 1944, a robili rzeczy straszne. Robili to, co dziś nazywamy ludobójstwem.

VI. Miron Białoszewski, "Pamiętnik z Powstania Warszawskiego"

Wbrew tytułowi, Miron Białoszewski nie pisał "Pamiętnika z Powstania Warszawskiego" na bieżąco. Gdy usiadł do jego pisania, minęło 23 lata od 1944 r.

Białoszewski nie walczył z Niemcami z bronią w ręku. On, jak tysiące innych cywilów walczył o życie w stolicy, która z każdym kolejnym dniem powstania coraz bardziej przemieniała się w gruzowisko i cmentarzysko. Jego Pamiętnik to jeden chaos, przez który nie da się szybko przebrnąć, ale być może tak zapamiętał Białoszewski tamte sierpniowe i wrześniowe dni – jako chaos? To trudna książka, którą jednym zdaniem można streścić, że chodziło o to, by przetrwać, w kolejnych piwnicach, w kanałach, by zdobyć wodę i cokolwiek do jedzenia, by zasnąć i się obudzić, bo bomby i pociski wciąż spadały na miasto, przysypując tysiące cywilów.

    "Szliśmy po potwornych zwaliskach. To wysoko. To nisko. Tu było pusto. I Swen zaczął nagle płakać. Na cały głos. Na całą ulicę. To mnie do reszty rozłożyło. I tak zresztą ryczałem. Tyle, że może ciszej" – pisał Białoszewski.

Zapisał też wspomnienia o cywilach kajających powstańców:

    "Jakieś baby wymyślały jakimś przypadkowym powstańcom. O to, co oni w ogóle narobili…"

i o powstańcach, młodych ludziach, którzy pragnęli bliskości drugiego człowieka:

    "W tym smrodzie pamiętam leżących pokotem po nocnej akcji powstańców w łączniczkami i sanitariuszkami pod jednymi kocami. Niektóre kobiciny [tak w oryginale – sr] troszeczkę się gorszyły…"

VII. Piotr Zychowicz, "Obłęd ’44"

Książka Piotra Zychowicza "Obłęd ’44" wywołała lawinę komentarzy i polemik. Z autorem można się tylko zgadzać lub nie, ale jego książkę należy znać. Zychowicz jest totalnym przeciwnikiem decyzji o powstaniu, które doprowadziło do zagłady miasta oraz jego mieszkańców i żołnierzy, którzy w większości stanęli do walki z okupantem nie mając żadnej broni.

"Obłęd ’44" to nie tylko akt oskarżenia przeciwko tym, którzy wydali rozkaz powstania (którego skutkiem była zagłada polskiej elity i najważniejszego polskiego ośrodka kulturalno-politycznego), ale również wobec tych, którzy walcząc z jednym okupantem – III Rzeszą, współpracowali z drugim – Związkiem Sowieckim. Jak pisze sam autor, jego książka:

    "…jest przede wszystkim próbą odpowiedzi na pytanie, jak to było możliwe. Dlaczego Polacy, tak niezłomni wobec jednego okupanta, byli tak ugodowi wobec drugiego. Dlaczego do jednego okupanta strzelali, a przed drugim się płaszczyli"
 
VIII. Zbigniew S. Siemaszko, "Dziewięć spojrzeń na Powstanie Warszawskie"

Po przeczytaniu książki Zychowicza, warto sięgnąć po pracę świetnego historyka Zbigniewa S. Siemaszki "Dziewięć spojrzeń na Powstanie Warszawskie". Autor opisywał różne aspekty powstania w stolicy okupowanej Rzeczypospolitej. Zychowicz niemal powiela w swej książce niektóre tezy Siemaszki, jak ta:

    "Z punktu widzenia ZSRS Powstanie Warszawskie było zjawiskiem pożądanym (…). Było ono pożądane nie tylko ze względów na wiązanie i zużywanie sił niemieckich, lecz także ze względu na zużywanie sił polskich, które w przeciwnym wypadku zwróciłyby się przeciwko sowietyzacji po zajęciu Warszawy"

Siemaszko przytacza też m.in. słowa gen. Władysława Andersa skierowane do gen. Stanisława Kopańskiego z 3 sierpnia 1944 r.:

    "Osobiście uważam decyzję dowódcy Armii Krajowej za nieszczęście"
 
IX. Anna Borkiewicz-Celińska, "Batalion „Zośka”"

Legendarny batalion Armii Krajowej „Zośka” doczekał się wielu wspomnień i opracowań, ale najlepsze z nich jest autorstwa Anny Borkiewicz-Celińskiej. Jej "Batalion „Zośka”", to praca monumentalna, a w jednej trzeciej poświęcona szlakowi powstańczemu batalionu, który został odznaczony Krzyżem Srebrnym Orderu Wojennego Virtuti Militari. 

Autorka pisała o bohaterach swej książki:

    "W walkach, w których brała udział „Zośka”, żołnierz batalionu sprawdził się, wykazując znakomitą sprawność bojową, odwagę i hart ducha. W wielu wypadkach umiał zdobyć się na zaciętą determinację, co uwidaczniało się wówczas, gdy ginęła już wszelka nadzieja nie tylko na skuteczność działań, ale w ogóle na jakikolwiek ich sens"

 
X. Krzysztof Kąkolewski, "Co u pana słychać?"

Ostatnia książka, to zbiór rozmów reportażysty Krzysztofa Kąkolewskiego z niemieckimi zbrodniarzami wojennymi "Co u pana słychać?". Wśród rozmówców Kąkolewskiego był m.in. wspomniany już Heinz Reinefarth, który nigdy nie odpowiedział za to, co robił w Warszawie w 1944 r. Reportażysta spotkał się z katem naszej stolicy na wyspie Sylt. Rozmowa z nim uświadamia czytelnikowi, że tacy ludzie jak Reinefarth nigdy nie mieli sobie nic do zarzucenia, ponieważ tylko wykonywali rozkazy. W trakcie rozmowy były esesman, a teraz szanowany obywatel zaczyna tokować o płonącej Warszawie:

    "Pewnej nocy, kiedy szliśmy ulicami, usłyszałem, że w ruinach ktoś gra na fortepianie, i to znakomicie. Poszedłem w tamtym kierunku. W domu całkowicie odkrytym, odsłoniętym z muru jedyne, co ocalało, to był fortepian. Przy nim siedział niemiecki pułkownik i grał. Wysłałem adiutanta po skrzypce, które zawsze woziłem ze sobą i zagraliśmy razem"

Grali pośród ruin i dziesiątków tysięcy trupów, a wiatr unosił w powietrzu nie tylko muzykę, ale również prochy tych, których paliło „Verbrennungskommando”.

Sebastian Reńca 

za:tysol.pl

Copyright © 2017. All Rights Reserved.