Witamy serdecznie na stronie internetowej Oddziału Łódzkiego
Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Mamy nadzieję, że ułatwimy Państwu docieranie do rzetelnej informacji. Tutaj chcemy prezentować wielkość oraz problemy naszego Kościoła, zagadnienia społeczne, cywilizacyjne, publikacje członków Stowarzyszenia, stanowiska w ważnych kwestiach. Nie będziemy konkurować w informacjach bieżących z innymi portalami (niektóre z nich wskazujemy w odnośnikach), natomiast gorąco zapraszamy do lektury wszystkich tekstów - ich aktualność znacznie przekracza czas prezentacji na stronie głównej. Zachęcamy do korzystania z odnośników: "Publikacje" i "Polecane". Mamy nadzieję na stały rozwój strony dzięki aktywnej współpracy użytkowników. Z góry dziękujemy za materiały, uwagi, propozycje.
Prosimy kierować je na adres: lodz@katolickie.media.pl

Publikacje członków OŁ KSD

Krzysztof Nagrodzki-Dawnych wspomnień czar..

List-„Niedziela na Głównym”-wywołał przypływ wspomnień. Jeszcze odleglejszych. Widać taki czas…
…Albo już czas… J
Co by nie było, faktem jest, iż nastał jakiś ich wiosenny dopływ…

W nim i nadbużańskie szlaki – wolne drożyny, bezkresne łęgi (i między innymi i dlatego jest i tak bliska pieśń „Chwalcie łąki umajone”), i rzeczka, i rzeka graniczna, i laski i piaski, i… swoboda…dziecięca swoboda, nieskrępowana miejskimi znakami zakazów i nakazów…

No, może trochę przesadziłem-jakieś jednak były.
Wszak Rodzice, mimo ufności w nasze talenty samodzielnego przetrwania w „przestrzeni odkrytej”, nie mogli zostawić nas tak całkiem samopas.

Zatem pouczenia a i cięgi z rzadka się zdarzały, co było przyjmowane, jako nieuchronny i naturalny element wpisany w ryzyko samodzielnego buszowania. Wolnego buszowania w przestrzeni odkrytej. I kolejnych przestrzeniach-odkrywanych…

- W tym z zupełnie niewinnymi a uroczymi wieczornymi spotkaniami z miłą Rózią K. nad zamgloną Hanką (Tak! Rzeczka przepływająca koło miejscowości Hanna nazywa się Hanka i wpada do Bugu. Niby maleństwo, ale kiedy przychodziły wiosenne roztopy i jakieś tam zatory, rozlewała się szeroko, szeroko po łąkach, a my wtedy w drewnianych krypkach – hen po wodach szerokich J )…

Koledzy mieli dodatkowe obowiązki związane z gospodarstwami rodziców, ja-jako syn „inteligencji pracującej” (bez niedomówień- bezpartyjnej J ) miałem z tego powodu drobne kompleksy-bo ani konia, ani orki, ani krowy do pasania… (A pardon-krowę mieliśmy i nawet raz udało mi się wyprosić zgodę na poprowadzenie CAŁEGO gminnego stada na wspólną łąkę. To było coś! )

I kolędowanie z własnoręcznie zrobioną gwiazdą po ośnieżonych przestrzeniach (wtedy były mrozy, śniegi i zaspy, że ho! a nie obecne zimy-niezimy…).

Oraz uniki przed konkurencyjną grupą-również z Gwiazdą samodzielnie konstruowaną-z gromadką też spragnioną nocnej zimowej przygody, pochwał i łupów-czyli drobnych groszy czy przysmaków ze świątecznych stołów…
To ci było!

I mój kochany Tata, który nie mógł zrozumieć owego zewu-kusząc swoistą „łapówką” w zamian, iż znacznie ważniejsza była przygoda, buszowanie pod gwiaździstym niebem, pośród pól, łąk, lasków. I z finalnym okrzykiem pod oświetlonych lampami naftowymi (wówczas) chat: „Panie Gospodarzu! Można zakolędować?!?”

I Wielkanocne roraty w drewnianym kościółku z Przeszłością*, i pokolorowane pisanki, które musiały zostać wypróbowane, co do ich mocy w „bezpośrednim starciu” na stuki… Przegraną oczywiście zabierał zwycięzca.

I pierwsza komunia z rąk śp. ks. kanonika Jana Breczki...

Pamiętasz dobry Kolego z Przeszłości? Przyjacielu z nadbużańskiej osady!

Niech się w pamięci iskrą tli
Aby mogła nam oświetlać
Piękne pejzaże
Dawnych dni

A kiedy się–daj Boże–spotkamy, to…
Albo i więcej! :-)

* A tu zabytkowy kościół-właśnie w Hannie:

http://andrzej-banach.eu/szlaki-turystczne/roztocze/kosciol-w-hannie/

za: http://krzysztofnagrodzki.pl

Copyright © 2017. All Rights Reserved.