Witamy serdecznie na stronie internetowej Oddziału Łódzkiego
Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Mamy nadzieję, że ułatwimy Państwu docieranie do rzetelnej informacji. Tutaj chcemy prezentować wielkość oraz problemy naszego Kościoła, zagadnienia społeczne, cywilizacyjne, publikacje członków Stowarzyszenia, stanowiska w ważnych kwestiach. Nie będziemy konkurować w informacjach bieżących z innymi portalami (niektóre z nich wskazujemy w odnośnikach), natomiast gorąco zapraszamy do lektury wszystkich tekstów - ich aktualność znacznie przekracza czas prezentacji na stronie głównej. Zachęcamy do korzystania z odnośników: "Publikacje" i "Polecane". Mamy nadzieję na stały rozwój strony dzięki aktywnej współpracy użytkowników. Z góry dziękujemy za materiały, uwagi, propozycje.
Prosimy kierować je na adres: lodz@katolickie.media.pl

Publikacje członków OŁ KSD

JAN GAĆ - PO ZMARTWYCHWSTANIU

Jerozolima była w szoku. Działy się rzeczy przedziwne.

W żywej pamięci stały przerażające obrazy sprzed trzech dni, kiedy w pełni dnia, „od godziny szóstej mrok ogarnął całą ziemię aż do godziny dziewiątej” (Mt 27,45), czyli do trzeciej po południu. Była to godzina śmierci Jezusa na krzyżu. Co więcej, „ziemia zadrżała i skały zaczęły pękać”. Zauważono, że w świątyni „zasłona przybytku rozdarła się na dwoje, z góry na dół”, co uznano za zdarzenie niewytłumaczalne. Jak to możliwe, żeby ciężka, wysoka na 20 metrów kotara z tkaniny babilońskiej, grubo haftowana wełną i białym płótnem, oddzielająca miejsce Święte od Świętego Świętych, mogła sama z siebie tak się rozdzielić? Powiadano, że to zły znak. Czy to nie zapowiedź nieszczęść mających spaść na to święte miejsce? – zastanawiali się katastrofiści. Albo że jakieś nowe ma nastąpić w miejsce starego? Przerażenie ogarnęło ludzi, kiedy wykuwane w skałach poza murami Jerozolimy „groby się otworzyły i wiele ciał świętych, którzy umarli, powstało. I wyszedłszy z grobów (…), weszli do Miasta Świętego i ukazali się wielu” (Mt 27,51-53).

W czasie świętowania Paschy, kiedy w rodzinach spożywano zabitego i upieczonego w gorzkich ziołach baranka, o niczym innym nie rozprawiano, jak tylko o tym, co się wydarzyło na Wzgórzu Czaszki za miejską bramą Jerozolimy, w miejscu przeklętym przez pobożny lud żydowski, w miejscu nieczystym od zalegających tam śmieci i splamionym publicznymi egzekucjami. Żaden oczyszczony na Paschę Żyd nie odważyłby się nawet tam zbliżyć.

W gronie arcykapłanów zgromadzonych na świętowanie nastrój musiał być podniosły. Po wielu nieudanych próbach udało się wreszcie ująć, aresztować, osądzić i skazać na śmierć niebezpiecznego agitatora. I dokonać tego rękoma Rzymian, którzy nieświadomie i naiwnie pozwolili się uwikłać w żydowski spisek. Dostojny, poważany, urzędujący arcykapłan Józef Kajfasz wiedział, co mówi: „lepiej jest dla was, gdy jeden człowiek umrze za lud, niż miałby zginąć cały naród” (J 11,50) w przypadku, gdyby zwiedziona ludność przystąpiła do powstania przeciwko Rzymianom, wznieconego przez podającego się za Mesjasza szaleńca, niejakiego Jezusa z Nazaretu. I nie trzeba było wyłożyć znaczniejszych sum na przeprowadzenie aresztowania wichrzyciela. Jeden z Jego najbliższych uczniów, Judasz Iskariota, sam zgłosił się do arcykapłanów: „Co chcecie mi dać, a ja wam Go wydam” (Mt 26,15). Dla sprawy wystarczyło wydobyć ze skarbca świątynnego trzydzieści srebrnych sykli tyryjskich. Jakże niewiele!

Triumfalny nastrój arcykapłanów panujący w świątecznym dniu paschalnym został zakłócony wstrząsającą wiadomością, jaka z samego rana po święcie Paschy dotarła do ich uszu. Od grobu zabitego wichrzyciela powrócili do Jerozolimy przerażeni strażnicy świątynni z wieścią, że w grobie nie ma ciała. A przecież całą noc czuwali przy zapieczętowanej grobowej grocie zgodnie z tym, jak im rozkazał dowódca straży świątynnej i na co przyzwolił

Piłat, doprowadzony do furii przez absurdalne żądania arcykapłanów: „Panie, przypomnieliśmy sobie, że ów oszust powiedział jeszcze za życia – po trzech dniach powstanę” (Mt 27,63). Ażeby uniemożliwić złodziejom wejście do środka, przezornie zatoczyli przed grotą ciężki kamień.

Na podstawie zeznań wiarygodnych świadków Mateusz Ewangelista po latach tak rzecz ustalił: „A oto powstało wielkie trzęsienie ziemi. Albowiem anioł Pański zstąpił z nieba, podszedł, odsunął kamień i usiadł na nim. Postać jego była jak błyskawica, a szaty jego białe jak śnieg. Ze strachu przed nim zadrżeli strażnicy i podrętwieli jak umarli” (Mt 28,1-4).

Cóż było robić? Sprawa była poważna. Niewypełnienie rozkazu przez straż świątynną to przestępstwo zagrożone egzekucją. W takich okolicznościach nie czas było zajmować się rzeczami drugorzędnymi. Należało przystąpić do sprawy najpilniejszej. Jak ukryć to, co zaszło? Arcykapłan naprędce zwołał żydowską starszyznę i po wspólnej naradzie zarządzono, by zamknąć usta strażnikom pieniędzmi i groźbą postawienia ich pod sąd za niedopełnienie obowiązków żołnierskich. Otrzymali też instrukcje: „Rozpowiadajcie tak: Jego uczniowie przyszli w nocy i wykradli go, gdyśmy spali. A gdyby to doszło do uszu namiestnika (Piłata), my z nim pomówimy i wybawimy was z kłopotu. Ci więc wzięli pieniądze i uczynili, jak ich pouczono”. W komentarzu Mateusz dodał od siebie: „I tak rozniosła się ta pogłoska między Żydami i trwa aż do dnia dzisiejszego” (Mt 28,15). Czyli do czasu, kiedy Mateusz spisywał ten tekst.

A Mateusz redagował swoją wersję Ewangelii krótko po zdobyciu i zniszczeniu Jerozolimy przez Tytusa w 70 roku, kiedy to nieszczęście stało się ostatnim aktem żydowskiego powstania przeciwko Rzymowi, wznieconego w 66 roku przez grupę zelotów. Ubiegało zatem czterdzieści lat od śmierci Jezusa. A Żydzi niezmiennie utrzymywali zmanipulowaną wersję w odniesieniu do Jego zmartwychwstania. Kłamstwo o wykradzeniu zwłok stało się fundamentem założycielskim judaizmu rabinicznego, jaki wykuwał się w środowisku żydowskich rabinów ewakuujących się ze zniszczonej Jerozolimy i wyludnionej wojną Judei, by się osiedlać w spokojniejszej Galilei.

Był to też czas, kiedy ostatecznie i nieodwołalnie rozeszły się drogi Żydów stojących murem przy literalnym i drobiazgowym przestrzeganiu przepisów Prawa mojżeszowego, tęskno oczekujących przyjścia Mesjasza. I Żydów interpretujących Prawo mojżeszowe w kontekście wypełnienia się biblijnych proroctw w odniesieniu do osoby Jezusa Chrystusa jako zapowiedzianego Mesjasza, który już przyszedł, a którego właśnie zamordowano.

Ci drudzy, zwani przejściowo judeochrześcijanami, przyjęli pełną nazwę chrześcijan po włączeniu do swego grona także pogan, głównie Greków, a po nich wszystkich innych. Nastąpił proces rozrywania krępujących pęt mojżeszowego Prawa, szczelnie zamkniętego przed obcymi i otwierania się na zewnątrz zgodnie z Jezusowym testamentem „idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu (Mk 16,15). To wychodzenie na zewnątrz rozpoczęło się bardzo wcześnie. Zaledwie kilka lat po śmierci Jezusa, kiedy w Jerozolimie i w całej Judei nastąpiło wielkie prześladowanie Jego zwolenników, zapoczątkowane śmiercią Szczepana przez ukamienowanie, które miało miejsce około roku 36. To wtedy pierwsza fala Jezusowych zwolenników rozproszyła się po okolicznych krajach.

Nawet w gronie apostołów i uczniów Jezusa istniało przekonanie, że Nauczyciel z Nazaretu niejako wyłuskał spośród ludu wybranego tę niewielką garstkę swoich zwolenników, ażby pozostali Mu wierni. Tylko po co? Wręcz spektakularne pouczenie apostoła Piotra o tym, że zwolennicy Dobrej Nowiny nie mogą stanowić kolejnej sekty w łonie judaizmu, nauki przeznaczonej wyłącznie dla siebie, lecz mają być początkiem uniwersalnego Kościoła, dokonało się w Cezarei Nadmorskiej – w nowym, ambitnym, pięknym mieście rzymskim o wielonarodowej populacji pogańskiej, w domu niejakiego Korneliusza, rzymskiego oficera.

Autor Dziejów Apostolskich, Łukasz, w kilku słowach podsumował sens pouczenia, jakie wówczas otrzymał Piotr w domu poganina, wypełnionego zaproszonymi gośćmi przez gospodarza. Po dłuższej mowie apostoła, którego osią był wykład o posłannictwie i odkupieńczej śmierci Jezusa, na zgromadzonych pogan zstąpił Duch Święty, zapewne w postaci ognistych płomyków, jakich doświadczyli apostołowie w Wieczerniku kilka lat wcześniej. „I zdumieli się wierni pochodzenia żydowskiego, którzy przybyli z Piotrem (z nieodległego miasta Jafy), że dar Ducha Świętego został wylany także na pogan” (Dz 10,45). I zgromadzonych w domu Korneliusza nakazał Piotr ochrzcić. „Któż może odmówić chrztu tym, którzy otrzymali Ducha Świętego tak samo jak my”? (Dz 10,47).

Zdarzenie to, na opisanie którego Łukasz potrzebował aż dwóch rozdziałów (Dz 10-11) stanowiło bardzo istotny wektor, w jakim kierunku ma podążać wspólnota rodzącego się Kościoła. W końcu zaczęto uświadamiać sobie sens Jezusowych pouczeń, wielokrotnie sugerowanych apostołom i uczniom podczas ich wspólnych galilejskich wędrówek! Rodził się nowy świat. Założony na fundamentach dotąd ludzkości nieznanych.

JAN GAĆ

Copyright © 2017. All Rights Reserved.