Polecane
Jan Gać-Na szlaku do Santiago de Compostela (odc. XXXI)
U GROBU APOSTOŁA
Nie mogłem dostać się do katedry przez Portyk Chwały, jak tego wymaga tradycja, bo paradny portal z Placu Obradoiro otwierają w późniejszych godzinach. Udałem się zatem do wejścia z południowej strony, od Placu Platerias - otwierają je bowiem już o szóstej rano, kiedy jest jeszcze ciemno. Wszedłem do środka.
Ogarnął mnie znajomy półmrok, zaledwie rozświetlony nikłym światłem przy głównym ołtarzu. Cisza wypełniała prastarą nawę. Nie mogłem liczyć na pierwsze wrażenie, jakie kiedyś na zawsze wpisało się w moją pamięć na widok Bazyliki Grobu Pańskiego w Jerozolimie, a to dlatego że w tutejszej katedrze bywałem już wcześniej, i to wielokrotnie. Zszedłem do grobu Apostoła. Uklękliśmy w krypcie razem, Mariola po raz pierwszy w tym miejscu. Co za komfort duchowy móc modlić się w skupieniu, bez presji ze strony oczekujących w kolejce pielgrzymów, których o tak wczesnej porze dnia jeszcze tu nie było. Znajomy widok, niewielki, lśniący srebrem relikwiarz, a w nim kości Apostoła oraz dwóch jego towarzyszy, Atanazja i Teodora. Wykonany z kryształu krzyż w kształcie gwiazdy, zawieszony nad relikwiarzem, rzuca brylantowe błyski.
*****
Co Ty tu robisz, Jakubie? Jak się tu dostałeś, w te odległe zakątki Hiszpanii? Spotykaliśmy się w tylu różnych miejscach! I to wielokrotnie. I w Kafarnaum, gdzie na głos Jezusa: Pójdź za mną, wraz z młodszym bratem, Janem, porzuciłeś sieci i łódkę, a nawet ojca Zebedeusza i matkę Salome. Co za determinacja! I ile odwagi, móc oderwać się od domu rodzicielskiego, od pięknego Jeziora Galilejskiego, gdzie wiedliście w miarę dostatnie życie w rybackiej spółce Szymona Piotra. Ale i jego samego uwiódł ów tajemniczy Nauczyciel z Nazaretu. Było wam lżej pójść za Nim w trójkę, a nawet w czwórkę, bo i Andrzej, rodzony brat Piotra, dołączył do was.
Spotykaliśmy się, Jakubie, na Górze Tabor, i to wiele razy, a później w ogrodzie Getsemani, gdzie też z bratem i z Piotrem, byliście w trójkę świadkami rzeczy niezwykłych, najpierw wizji Jezusa w Jego boskiej postaci, tam, w Galilei, a później Jego modlitwy konania przed aresztowaniem u stóp Góry Oliwnej. Dlaczego was obu Jezus tak wyróżniał, dopuszczając do największych swych tajemnic? Czyżby miał wam powierzyć nadzwyczajną misję do spełnienia? Jaką? Nie miałeś, Jakubie, szczęścia, a może nie byłeś wystarczająco przewidujący, by zadbać o dziejopisa, jakiego miał przy sobie Paweł Apostoł, zabierając w podróż Łukasza Ewangelistę. Nie dopatrzyłeś tego, dlatego nie wiemy, jakie były koleje Twojego życia, a sam o nich nie zechciałeś nam opowiedzieć, bo – inaczej aniżeli Twój brat Jan - nie wystosowałeś do nikogo żadnego listu. Ale nawet i Jan w żadnym z trzech listów nic nie mówi o sobie, bo zajmują go poważniejsze sprawy natury ogólnej, a nie osobiste.
Podobno byłeś gwałtownego charakteru, popędliwy, gorąca głowa, bo chciałeś sprowadzić ogień z nieba na Samarytan, kiedy odmówili Wam noclegu, kiedyście wędrowali z Galilei do Jerozolimy. Dlatego Jezus nazwał Ciebie i Twego brata Synami Gromu - Boanerges. Raz nie spisałeś się, bo tylnymi drzwiami, za plecami pozostałych apostołów, usiłowałeś załatwić sobie bardziej prestiżowe, ważniejsze miejsce w królestwie mesjańskim, zapewne – tak jak wszyscy Wam współcześni - postrzegając je jako jakieś polityczne władztwo pod berłem Jezusa jako wodza. Czy to Ty, jak i Twój brat, razem namówiliście waszą matkę, by wystąpiła w tej sprawie u Mistrza? Może zmyliło Ciebie to, że wyróżniał Cię Jezus i uwierzyłeś w swoją nadzwyczajność, bo znów tylko was trzech zabrał do tego pokoju na piętrze, w Kafarnaum, gdzie Mistrz wskrzesił córkę Jaira. Tak, uwierzyłeś w swoją wyjątkowość. Ale też okazałeś tchórzostwo, gdyż wraz z innymi apostołami salwowałeś się ucieczką w chwili aresztowania Mistrza. To wasza matka, Salome, okazała większą odwagę, bo była na Kalwarii i stała pod krzyżem razem z Maryją i innymi niewiastami. A was nawet nie było przy zdjęciu ciała z krzyża, gdy nic już Wam nie groziło ze strony arcykapłanów. A może to smutek Was tak przytłoczył? Albo wstyd za Getsemani? A może zawiedzione nadzieje, że rozpadła się wizja królestwa mesjańskiego i że żaden z Was nie dostąpi zaszczytu pełnienia ważnych funkcji rządowych?
No tak, pogawędziliśmy sobie, Jakubie. Jest ósma. Wrócę tu jeszcze do Ciebie, gdzieś koło południa, bo teraz muszę iść i pilnować mojej kolejki na wypisanie kompostelki, dokumentu potwierdzającego, żem Ciebie tu odwiedził.
*****
- Co mu naopowiadałeś? – zdziwiła się Mariola – gdy z klęczek wstałem od relikwiarza. Przecież się nie modliłeś. Obserwowałam cię. Coś szeptałeś pod nosem.
- Ach, niż ważnego, takie nasze wspólne sprawy.
- Ze świętymi się tak spoufalasz? Taki grzesznik!
- Właśnie dlatego.
- Pilnuj kolejki – zawyrokowała Mariola - pójdę na śniadanie, później się wymienimy. Wygląda na to, że postoimy tu ze trzy godziny. Takich tłumów się nie spodziewałam. Zajmujemy w kolejce miejsce osiemdziesiąte czwarte, za tym brodaczem z sękatym kijem. Biuro otwierają dopiero o dziewiątej – Mariola zdążyła już zlustrować sytuację.
*****
No dobrze, jestem z powrotem, Jakubie. Otrzymałem już kompostelkę. Oprawię dyplom w ramkę i powieszę na ścianie przy biurku. Chciałbym Cię jeszcze zapytać, jak to było z Tobą w Hiszpanii? Bo nagromadziło się tyle różnych opinii. To, że tu byłeś, nie mam co do tego wątpliwości, stoi za tym najdawniejsza tradycja, a ja tradycji starożytnej przypisuję dużą dozę wiarygodności. Co więcej, podróże z Palestyny nawet na drugi kraniec imperium, chociażby do odległych prowincji hiszpańskich, nie były niczym nadzwyczajnym w państwie rzymskim. Paweł Apostoł swoje przybycie do Rzymu zapowiedział listem, w którym przymierzał się do odwiedzenia i Hiszpanii, ale Apostoł Narodów, jak sam wiesz, nie miał zwyczaju wchodzenia w cudzy zasiew, bo na tym terenie była to Twoja, Jakubie, siejba Ewangelii. Coś Ci tu jednak w Hiszpanii nie wyszło, popadłeś w wątpliwość co do zasadności głoszenia Jezusowej nauki, bo nie chcieli jej tu słuchać. I w tym miejscu popełniłeś błąd, bo wycofanie się z misji hiszpańskiej było oznaką słabości. Czy nie pamiętałeś przypowieści o ziarnie, że jedno pada na skałę, inne między ciernie, jeszcze inne na drogę, ale jest i ziarno, które wydaje plon, bo się zakorzenia w glebie urodzajnej? Może należało dłużej siać, bo jak sam widzisz nawet podłoże w Hiszpanii jest kamieniste i palone słońcem. Tak było wtedy, za Twojego życia, i tak jest obecnie, w moich czasach. Czy sądzisz, że pasywność w świadczeniu o Jezusie może usprawiedliwić brak odzewu ze strony słuchaczy?
Odwiedziłem kilka razy przeogromne sanktuarium w Saragossie, strojne wieżami jak meczet w minarety. Pokazują tam maleńką figurkę Maryi, Matki Jezusa, którą Ty znałeś osobiście. Miała się Tobie ukazać na kolumnie jakiejś rzymskiej świątyni i zapewnić Ciebie, że ten lud krnąbrny w końcu przyjmie wiarę, a Hiszpania cała stanie się chrześcijańską. Czy tak? Popadłeś w zawstydzenie, Jakubie, że sama Maryja musiała wspierać Twoją słabość w wierze, bo nie mogłeś się doczekać spodziewanych owoców swej pracy. No cóż, jesteś przecież Synem Gromu, a więc po naszemu cholerykiem, człowiekiem wielkiej gorliwości, ale słomianego zapału, mogłeś w próbie słabości rzucić to wszystko i powrócić do siebie, do Palestyny. Mam pełne zrozumienie dla takiej postawy, bo i ja, widząc co się dzieje na świecie wokół mnie, mam ochotę wszystko to zignorować i zamknąć się w swoim wewnętrznym azylu. Oddać się, na przykład, wędkowaniu, hodowaniu gołębi pocztowych lub zbieraniu monet. W moich czasach świat też zwariował i wcale nie postąpił w rozwoju etycznym, więcej – popada w coraz głębszą dekadencję. A na polu znaczenia słów – my to nazywamy semantyką – pogubił się do tego stopnia, iż nie wie już, co jest prawdą, a co fałszem, co dobrem, a co złem, co jest normalnością, a co dewiacją. W Twoich czasach pod tym względem było dużo lepiej, bo były to czasy logiczne, w moich zaś czasach logikę odstawiono na bok.
No cóż, nie będę się już użalał. Tak więc wróciłeś z Hiszpanii nie do Galilei, nad Jezioro Tyberiadzkie, gdzie byś zażywał bezpieczeństwa i gdzie wiódłbyś spokojny żywot rybaka, opowiadając sąsiadom, jak wielki i egzotyczny jest świat rzymski, lecz podążyłeś do Jerozolimy, a przecież dobrze wiedziałeś, że to miasto zawsze było niespokojne, a ludzie w nim skorzy do buntów. W samą porę tam przybyłeś, bo właśnie Herod Agryppa podjął prześladowania w gminie tamtejszych judeochrześcijan. I ty stałeś się pierwszą ofiarą tych prześladowań, zapewne dlatego że pełniłeś w gminie jakąś ważną funkcję. Spełniło się to, o co tak zabiegałeś, gdy chodziłeś jeszcze z Mistrzem, prosząc Go, byś mógł z bratem Janem zasiąść po Jego prawej i lewej stronie w królestwie mesjańskim. Kat z rozkazu Heroda ściął Ci głowę i jako pierwszego z apostołów posłał do Jezusowego królestwa, tyle tylko że nie wiem, jakie przypadło Ci tam miejsce. Bo wątpię, abyś na tylu kandydatów mógł stać po prawej lub lewej stronie Jezusa. Chociaż ja wiem? Tyle razy oglądałem wykute fryzy nad portalami wejść do hiszpańskich katedr, nawet tu, na Camino, jak chociażby w Burgos, gdzie wy, apostołowie, zasiadacie sobie na tronach niczym ławnicy w niebiańskim trybunale - jak się domyślam - by sądzić u kresu czasów wszystkie pokolenia ziemi.
Opowiem Ci anegdotę, Jakubie, bo mnie nieźle ubawiła. Kiedyście znaleźli się na Taborze jako świadkowie przemienienia Jezusa, Piotr zaraz chciał tam stawiać trzy namioty, jeden dla Jezusa, drugi dla Mojżesza, a trzeci dla Eliasza. Wtedy Jezus miał się zapytać Piotra: a co z tobą, Piotrze? Mnie, Panie, wystarczy bazylika w Rzymie – miał odpowiedzieć. Przednia powiastka, prawda, Jakubie? Ale i Wam się dostały bazyliki, Tobie tu, w Santiago de Compostela, a Twojemu bratu, Janowi, w Efezie. Tyle tylko że ta w Efezie leży w stanie ruiny, co nie przeszkadzało nam, pątnikom, odprawić pewnego dnia mszę św. na Janowym grobie. Pozostali apostołowie nie mieli tyle szczęścia, co wy obaj, bo pomarli śmiercią męczeńską w miejscach nam nieznanych, więc nie mają swoich bazylik.
Chciałbym jeszcze zadać Ci tyle pytań, jak chociażby to odnoszące się do Twoich kości. Jak to z tymi kośćmi jest? W jakich okolicznościach trafiły z Palestyny do Hiszpanii? Bo spacerując po Jerozolimie wszedłem pewnego dnia do ormiańskiej katedry dedykowanej Twojej pamięci i tamtejsi mnisi pokazali mi kaplicę po lewej stronie nawy, pięknie ozdobioną lampionami, jak to jest u nich na Wschodzie w zwyczaju, twierdząc, że tam właśnie znajduje się Twoja czaszka. A teraz tu, w Hiszpanii, pokazują relikwiarz z Twoimi kośćmi. Jakubie, nie jestem człowiekiem naiwnym, jestem historykiem, więc obowiązuje mnie zasada krytycyzmu wobec źródeł historycznych. Przebadałem sporo opracowań pod kątem możliwości przeniesienia z Palestyny do Hiszpanii Twoich kości, czyli po naszemu relikwii. Oczywiście, w odtworzeniu trasy są pewne luki, ale sama idea ukrycia relikwii przed Arabami w kraju, gdzie kilka stuleci wcześniej trudziłeś się jako głosiciel Ewangelii, wydaje mi się całkowicie prawdopodobna. Tak czy inaczej Twój grób, zidentyfikowany w pierwszych dekadach IX wieku, stał się trzecim pod względem ważności miejscem nawiedzeń przez pobożnych chrześcijan, zaraz po Jerozolimie i Rzymie.
*****
- Mężu, pośpiesz się, jest już późno, musimy się ruszać – przynaglała Mariola. – Chcę jeszcze zobaczyć miasto. Tyle jest tu ciekawych miejsc. Tyle innych kościołów. Muzeum Diecezjalne odłożymy na dzień następny.
- Jeszcze chwilkę, skarbie, nie widzisz, że ze Świętym rozmawiam?
- Widzę, że pielgrzymi wysiłek padł ci na głowę. Pójdę na kawę, znajdziesz mnie na skwerku przed wejściem do biblioteki arcybiskupa Fonseki, tam, gdzie rano.
- Dobrze, znajdę cię! Będę za moment.
*****
No widzisz, Jakubie, jak to z tymi naszymi paniami jest. Ciągły pośpiech i ponaglanie. Ale wróćmy do naszej rozmowy. Bo mam tyle jeszcze zapytań. Jak to było z tym Twoim wcieleniem się w Matamorosa, pogromcę Maurów? W wielu miejscach na Camino, ale i poza szlakiem, widywałem niezliczone obrazy i figury przedstawiające Ciebie na koniu, na białym wierzchowcu szlachetnej maści, jak pędzisz na czele wojsk chrześcijańskich, tratujesz mahometan i prowadzisz rycerstwo do zwycięstwa. Nawet tu, w tej katedrze, jest taka figura, stoi ze trzysta lat za szybą w lewym ramieniu transeptu. Trzymasz nawet miecz uniesiony wysoko nad głową, jakbyś chciał zadać nim cios niewidzialnemu wrogowi. Ale wrogów to my obecnie w Europie nie mamy, bo jak wiesz – a może nie wiesz – obowiązuje u nas nowa ideologia, nazywa się to poprawnością polityczną. Nie będę Ci udowadniał, że jest strasznie głupia, powiem tylko, że w tej głupocie jest niezwykle niebezpieczna, jak to z ideologiami bywa. Otóż, wyobraź sobie, Jakubie, że dzisiaj Europę, w tym Twoją Hiszpanię, zalewają nowe fale muzułmanów. Odgrażają się, że za niedługo zdominują społeczności chrześcijańskie nie tylko liczebnie, bo rodowici Europejczycy wymierają na własne życzenie, ale i religijnie, bo ciż sami Europejczycy odrzucili chrześcijaństwo na rzecz nihilizmu – jak my to uczenie nazywamy - egzystencjalnego. Nowy porządek Europy chce się budować na pustce, czy Ty możesz sobie to wyobrazić? Budować coś na pustce, bez solidnych fundamentów! To Wasz Mistrz mówił o budowaniu na piasku bez wkopania się w skałę. Taka budowla musi się rozsypać. Gdybyś publicznie na forum międzynarodowym wspomniał dziś o chrześcijańskich fundamentach Europy, Jakubie, to by Cię wyśmiano. Za taką postawą stoi albo zła wola, albo całkowita ignorancja. Pokonałem Szlak Francuski, Jakubie, od Pirenejów aż po koniuszek Europy w Finis Terrae, na każdym kroku, każdego jednego dnia, doświadczałem tuzina dowodów, jak bardzo chrześcijaństwo wpisało się w podstawy kultury i cywilizacji europejskiej. A tu taka ignorancja! W epoce rzekomego postępu intelektualnego i władz rozumu!
No dobrze, Jakubie, ponarzekałem sobie trochę, ale mam jeszcze pytanie odnośnie Twojego ukazywania się na niebie w trakcie wielu bitew. Jak z tym było? Bo przecież miałeś się ukazać w bitwie pod Clavijo w 844 roku. Wielu historyków powątpiewa, czy w ogóle taka bitwa miała miejsce, ale nie podzielam ich wątpliwości, bo w mojej opinii o fakcie historycznym nie musi świadczyć wyłącznie pisany dokument. Miałeś się pokazać na niebie także w bitwie pod Las Navas de Tolosa w 1212 roku, wielu naocznych świadków to potwierdziło. A co najbardziej mnie zdumiewa to to, że zabrali Ciebie ze sobą Hiszpanie do Ameryki i przechrzcili Cię tam z Matamorosa, pogromcy Maurów, w Mataindiosa, pogromcę Indian. I Ty tę rolę zaakceptowałeś. No bo jak inaczej ustosunkować się do zdarzenia, jakie miało miejsce w Meksyku, na przedmieściach późniejszego miasta Queretaro, Tobie dedykowanego – Santiago de Queretaro - kiedy przed bitwą Hiszpanów z Indianami miałeś się ukazać na niebie w dzień Twojego święta, 25 lipca 1531 roku? Naocznymi świadkami tego zdarzenia było wielu Hiszpanów i wielu Indian, zarówno jedni jak i drudzy o tym później zaświadczyli, nawet na piśmie. Zresztą do bitwy nie doszło, bo na widok wizji, przerażeni Indianie Otomi i ich sojusznicy, Taraskowie, rozpierzchli się w popłochu. Rozumiem, że nie chciałeś rozlewu krwi, ale jeszcze bardziej chodziło o to, by ten lud pogański przyjął wiarę Chrystusową. I tak się też stało. Zaraz po bitwie indiańscy wodzowie zgłosili się do Hiszpanów z prośbą o chrzest.
No widzisz Jakubie, powiem tak: są historycy, którzy nie przyjmują do wiadomości żadnej nadprzyrodzoności w dziejach ludzkich społeczeństw. Ja do nich nie należę. Muszę się z Tobą już pożegnać, Jakubie, bo przy kawie czeka na mnie moja żona i bardzo się niecierpliwi.