Polecane
Ks.prof.Paweł Bortkiewicz TChr-Zaraza i samotność
Pozwolę sobie rozpocząć od dłuższego cytatu ze znakomitej książki Jean Delumeau „Strach w kulturze Zachodu”: „W okresie epidemii najbliżsi odsuwają się, lekarze nie dotykają zakażonych, albo możliwie jak najmniej, albo tylko za pomocą pałeczki; chirurdzy operują wyłącznie w rękawiczkach; pielęgniarze stawiają choremu w zasięgu jego ręki pożywienie, medykamenty i opatrunki. Wszyscy, którzy
zbliżają się do zadżumionych, skrapiają się octem, perfumują swoje ubrania, w razie potrzeby zakładają maski; przebywając w pobliżu starają się unikać przełykania śliny i oddychania ustami. Książa z odległości udzielają rozgrzeszenia, a komunię rozdają za pomocą srebrnej szufelki umocowanej do pałeczki, której długość przekracza czasem metr. Tak więc stosunki ludzkie są całkowicie przewrócone do góry nogami: w chwili, kiedy potrzeba bliskości innych ludzi staje się najbardziej imperatywna — i kiedy zwykle ci inni zajmowali się tobą — opuszczają cię. Czas dżumy to czas przymusowej samotności” (s. 111).
Kiedy czytam tę monografię i jej rozdział poświęcony plagom zarazy w Europie minionych wieków, trudno nie odnaleźć wielu analogii. W gruncie rzeczy chyba wszystkie mechanizmy, które zostały uruchomione w człowieku minionych wieków, wróciły na naszych oczach. Przeżyliśmy we współczesnej Italii czy Francji podobną nonszalancję, jak ta która miała miejsce w Paryżu podczas cholery w 1832 r. Przeżyliśmy i przeżywamy postawy strachu, tchórzostwa i niekwestionowanego bohaterstwa. Zdumiewają nas opisy miast poddanych kwarantannie w minionych wiekach. Pisze Delumeau: „teraz miasto, oblężone przez chorobę, zamknięte kwarantanną, a jeśli to potrzebne, otoczone przez wojsko, staje w obliczu codziennej trwogi zmuszone jest do stylu życia nie mającego nic wspólnego z tym, do jakiego było przyzwyczajone. Unicestwione zostały swojskie ramy”.
Wracam jednak to przywołanego już wspólnego mianownika tego, co było i tego, co jest: czas epidemii to czas przymusowej samotności. To zarazem, w naszej współczesności czas przetworzenia tej samotności na wartość. Z jednej strony można z tą samotnością – zwłaszcza innych walczyć. Tutaj objawia się ogromna rola działań charytatywnych, ogromna rola odruchu serca, sąsiedzkiej pomocy. Czas epidemii to czas przymusowej samotności. Można jej zaradzać, tam, gdzie jest to potrzebne. Mamy też wyjątkową szansę odkrycia wartości wspólnoty. Także tej wspólnoty Kościoła. Część z nas tęskni za tą wspólnotą. Może dla wielu jest to zjawisko nowe, bo bycie we wspólnocie tak już spowszedniało. A tutaj okazuje się dobrem reglamentowanym. I to mocno. Dobrem pożądanym.
Z drugiej strony można własną samotność potraktować jak wartość. Bo w tej przestrzeni braku bliskości człowieka jest Ten, który jest bliżej nas, niż my sami siebie jesteśmy. Mamy niepowtarzalną szansę odkryć to, doświadczyć tego. W sytuacji ograniczenia komunii, możemy wchodzić w komunię ze Słowem i poprzez Słowo. Choćby poprzez codzienną lekturę całego Pisma świętego. Tak, całego.