Polecane
Ks.prof. Paweł Bortkiewicz TChr-Prymat ładu moralnego
W chwili, gdy piszę te słowa nie znane są wyniki głosowania w Sejmie. Nie wiem nawet dokładnie, w jakim czasie owo głosowanie nad odrzuceniem decyzji większości senackiej się odbędzie.
Piszę jednak te słowa w czasie, w którym staje przed nami w sposób naturalny postać św. Stanisława, Biskupa i Męczennika.
Konflikt między Biskupem a królem Bolesławem Śmiałym nie jest do końca wyjaśniony w sposób jednoznaczny. Sam Król - w średniowiecznej tradycji pomazaniec Boży nie był jednoznacznie wrogi Bogu czy Kościołowi. Trzeba przypomnieć, że w toczącym się w owym czasie konflikcie o inwestyturę opowiedział się za papieżem (choć decydująca mogła być tutaj nie kwestia wiary, ale realistyczna kalkulacja polityczna). Bolesław doprowadził także w 1075 roku do końca wielkie dzieło odnowy gnieźnieńskiej metropolii kościelnej. Zresztą znowu, nie było to działanie do cna bezinteresowne, bowiem utorowało mu drogę do koronacji królewskiej w 1076 roku. Jednak ten król doprowadził do straszliwego dramatu, który polegał na tym, iż „pomazaniec podniósł rękę na pomazańca”. Król podniósł rękę na Biskupa.
Co było źródłem konfliktu? Historycy nie są w tej kwestii zgodni. Opinie są bardzo rozbieżne - od hipotezy o obłędzie króla, po bardzo lansowaną przed laty tezę o zdradzie dokonanej przez Biskupa. Nazwanie św. Stanisława „zdrajcą” w pewien sposób stawia go w bardzo ciekawym gronie. Tym pojęciem etykietkowano bardzo często jakikolwiek sprzeciw wobec władcy.W roku
1076 stronnicy cesarza Henryka IV okrzyknęli „zdrajcą” i „buntownikiem” papieża Grzegorza VII. Z kolei, w roku 1170 wasale króla Anglii Henryka II wdarli się do katedry w Canterbury i wrzeszcząc „Śmierć zdrajcy!” zarąbali przy ołtarzu prymasa Anglii, arcybiskupa św. Tomasza Becketa. A podczas schizmy Henryka VIII, parlament angielski uchwalił prawo, na mocy którego każdy, kto nie uznawał nowej pozycji króla jako głowy Kościoła anglikańskiego, winien był „zdrady stanu”. Wreszcie, po egzekucji św. Tomasza More’a w 1535 roku kat uniósł jego odrąbaną głowę widzom: „Oto jest głowa zdrajcy!”
Główną „winą” Biskupa było zapewne to, że bronił on z przekonaniem tezy o prymacie moralności nad prawem. Ale właśnie ta obrona sprawiła, że stał się wielkim patronem cywilizacji łacińskiej w Polsce. Zostawił nam przekonanie, że ład moralny powinien mieć prymat nad każdym innym ładem. To przekonanie stanowiło poprzez wieki najcenniejsze obramowanie naszej kultury duchowej.
Przekonanie to było niesione przez wieki przez całą linię dziedziców św. Stanisława, od ks. Pawła Włodkowica, przez ks. Piotra Skargę, poprzez duchowych przywódców niepodległości, aż po postacie wielkich prymasów XX wieku - kard. Augusta Hlonda i kard. Stefana Wyszyńskiego. Ale przecież trzeba w tym pochodzie pokoleń dostrzec i postać bł. ks. Jerzego Popiełuszko i kapelanów „Solidarności”.
Prymat ładu moralnego nad nawet prawem, a cóż dopiero interesem partyjnym, chęcią własnej kariery. Nie sądzę jednak, że ci, któ®zy destabilizują ład w Polsce będą o św. Stanisławie myśleć.