Witamy serdecznie na stronie internetowej Oddziału Łódzkiego
Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Mamy nadzieję, że ułatwimy Państwu docieranie do rzetelnej informacji. Tutaj chcemy prezentować wielkość oraz problemy naszego Kościoła, zagadnienia społeczne, cywilizacyjne, publikacje członków Stowarzyszenia, stanowiska w ważnych kwestiach. Nie będziemy konkurować w informacjach bieżących z innymi portalami (niektóre z nich wskazujemy w odnośnikach), natomiast gorąco zapraszamy do lektury wszystkich tekstów - ich aktualność znacznie przekracza czas prezentacji na stronie głównej. Zachęcamy do korzystania z odnośników: "Publikacje" i "Polecane". Mamy nadzieję na stały rozwój strony dzięki aktywnej współpracy użytkowników. Z góry dziękujemy za materiały, uwagi, propozycje.
Prosimy kierować je na adres: lodz@katolickie.media.pl

Polecane

Wszystko, co Polskę stanowi… Święty Jan Paweł II

Przesłanie i nauka Jana Pawła II o naszej historii i kulturze, wykładnia takich pojęć jak ojczyzna, naród, wspólnota czy patriotyzm, powinny dla nas stanowić szczególnie dziś, fundament jego wielkiego dziedzictwa.

Kiedy w październiku 1978 roku kardynał Karol Wojtyła wyruszał na drugie, niespodziewane konklawe, po zaledwie 33 dniach pontyfikatu Jana Pawła I, miał ze sobą jak zwykle, dwie mocno już sfatygowane walizki: w jednej znalazły się książki, a w drugiej rzeczy osobiste – opowiadał ksiądz Stanisław Dziwisz sekretarz i kapelan ówczesnego arcybiskupa metropolity krakowskiego. Już po wyborze Karola Wojtyły na papieża, z Watykanu wyruszył ogromny tir, który po dotarciu do Krakowa miał zabrać dobytek nowo wybranego Ojca Świętego. Po dotarciu na miejsce – wspominał po latach ksiądz Mieczysław Maliński – okazało się, że samochód będzie wracał praktycznie pusty, do wielkiego auta zapakowano bowiem tylko trochę książek i buty. Ot, i cały majątek krakowskiego kardynała.

Żeby zobaczyć Jana Pawła II, trzeba zobaczyć Kraków

Ale można powiedzieć, że w tych dwóch zniszczonych walizkach, które wziął na konklawe Karol Wojtyła było o wiele więcej – cały bagaż nauki i osobistych przeżyć. Doświadczeń. Papież „z dalekiego kraju”, zabrał do Rzymu, wszystko to, co najważniejsze i najpiękniejsze w polskiej historii, kulturze i tradycji. Wszystko, to co go ukształtowało jako kapłana. Osobiste doświadczenia II wojny światowej i dwóch totalitaryzmów, niemieckiego oraz sowieckiego, pozwoliło mu zrozumieć czym jest zło i to „zło dobrem zwyciężać”. O tej spuściźnie pięknie opowiadał kardynał Franciszek Macharski, który podkreślał: „Żeby zobaczyć Jana Pawła II, trzeba zobaczyć Kraków. Zabrał ze sobą do Rzymu wszystko, z czego wyrósł. Kraków jest posagiem, który ze sobą przyniósł. Jest ziarnem, którym się stale żywił i którym, jak widać, nie przestał się żywić także w Watykanie”. O Wawelu i znajdującej się tam katedrze Jan Paweł II mówił: „W jakiś sposób Wawel zawiera całe dzieje Polski. Przeżyłem tragiczny czas, kiedy hitlerowcy osadzili tam swego gubernatora Franka i nad zamkiem powiewał sztandar ze swastyką. To było dla mnie szczególne bolesne przeżycie”. O tym doświadczeniu zła papież mówił wielokrotnie. W książce „Pamięć i tożsamość” tak to scharakteryzował: „Czego możemy się nauczyć z tych lat zdominowanych przez >>ideologie zła<< i walkę z nimi? Myślę, że musimy się nauczyć przede wszystkim sięgania do korzeni. Tylko wtedy zło wyrządzone przez faszyzm i komunizm, może nas w jakimś sensie ubogacić, może nas poprowadzić do dobra, a to niewątpliwie program chrześcijański”.

Przesłanie i nauka Jana Pawła II o naszej historii i kulturze, wykładnia takich pojęć jak ojczyzna, naród, wspólnota czy patriotyzm, powinny dla nas stanowić – szczególnie dziś – fundament jego wielkiego dziedzictwa.


Kiedy w październiku 1978 roku kardynał Karol Wojtyła wyruszał na drugie, niespodziewane konklawe, po zaledwie 33 dniach pontyfikatu Jana Pawła I, miał ze sobą, jak zwykle, dwie mocno już sfatygowane walizki: w jednej znalazły się książki, a w drugiej rzeczy osobiste – opowiadał ksiądz Stanisław Dziwisz, sekretarz i kapelan ówczesnego arcybiskupa metropolity krakowskiego. – Już po wyborze Karola Wojtyły na papieża wyruszył z Watykanu ogromny tir, który po dotarciu do Krakowa miał zabrać dobytek nowo wybranego Ojca Świętego. Po dotarciu na miejsce – wspominał po latach ksiądz Mieczysław Maliński – okazało się, że samochód będzie wracał praktycznie pusty, do wielkiego auta zapakowano bowiem tylko trochę książek i buty. Ot, i cały majątek krakowskiego kardynała.
Żeby zobaczyć Jana Pawła II, trzeba zobaczyć Kraków

Ale można powiedzieć, że w tych dwóch zniszczonych walizkach, które wziął na konklawe Karol Wojtyła, było o wiele więcej – cały bagaż nauki i osobistych przeżyć. Doświadczeń. Papież „z dalekiego kraju”, zabrał do Rzymu wszystko to, co najważniejsze i najpiękniejsze w polskiej historii, kulturze i tradycji. Wszystko to, co go ukształtowało jako kapłana. Osobiste doświadczenia II wojny światowej i dwóch totalitaryzmów, niemieckiego oraz sowieckiego, pozwoliło mu zrozumieć, czym jest zło, i to „zło dobrem zwyciężać”. O tej spuściźnie pięknie opowiadał kardynał Franciszek Macharski, który podkreślał: „Żeby zobaczyć Jana Pawła II, trzeba zobaczyć Kraków. Zabrał ze sobą do Rzymu wszystko, z czego wyrósł. Kraków jest posagiem, który ze sobą przyniósł. Jest ziarnem, którym się stale żywił i którym, jak widać, nie przestał się żywić także w Watykanie”. O Wawelu i znajdującej się tam katedrze Jan Paweł II mówił: „W jakiś sposób Wawel zawiera całe dzieje Polski. Przeżyłem tragiczny czas, kiedy hitlerowcy osadzili tam swego gubernatora Franka i nad zamkiem powiewał sztandar ze swastyką. To było dla mnie szczególne bolesne przeżycie”. O tym doświadczeniu zła papież mówił wielokrotnie. W książce „Pamięć i tożsamość” tak to scharakteryzował:
„Czego możemy się nauczyć z tych lat zdominowanych przez »ideologie zła« i walkę z nimi? Myślę, że musimy się nauczyć przede wszystkim sięgania do korzeni. Tylko wtedy zło wyrządzone przez faszyzm i komunizm może nas w jakimś sensie ubogacić, może nas poprowadzić do dobra, a to niewątpliwie program chrześcijański”.
Papież kultury i praw człowieka

W pierwszych latach swojego pontyfikatu Jan Paweł II wygłosił kilka przemówień, które stały się fundamentem jego posługi. Za każdym razem odwoływał się przy tym do swoich osobistych doświadczeń i do historii Polski. 2 października 1979 roku Jan Paweł II przemawiał na 34. sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Była to dogłębna analiza współczesnego świata i drążących go kryzysów. Odnosząc się do podziałów zarówno tych ekonomicznych, jak i politycznych, papież wskazał na prawa człowieka i jego godność jako fundament. Mówiąc to przypominał, że pochodzi z kraju, na którego żywym organizmie Niemcy zbudowali Auschwitz. Obok tego papież piętnował komunizm, choć nie użył tego słowa wprost. Amerykański ambasador przy ONZ tak to skomentował: „Mogę zaświadczyć na podstawie moich obserwacji, że delegaci z Europy Wschodniej i Związku Sowieckiego dobrze wiedzieli, o czym mówi papież, i po raz pierwszy na tej sali byli przestraszeni, a nie znudzeni”. Jeszcze dobitniej przemawiał Jan Paweł II podczas wystąpienia na forum UNESCO 2 czerwca 1980 roku. W tekście zatytułowanym „Przyszłość człowieka zależy od kultury” można było usłyszeć:

„Jestem synem narodu, który przetrwał najstraszliwsze doświadczenia dziejów, który wielokrotnie był przez sąsiadów skazywany na śmierć – a on pozostał przy życiu i pozostał sobą. Zachował własną tożsamość i zachował pośród rozbiorów i okupacji własną suwerenność jako naród – nie w oparciu o jakiekolwiek inne środki fizycznej potęgi, ale tylko w oparciu o własną kulturę, która okazała się w tym wypadku potęgą większą od tamtych potęg. I dlatego też to, co tutaj mówię na temat praw narodu u podstaw kultury i jej przyszłości, nie jest echem żadnego »nacjonalizmu«, ale pozostaje trwałym elementem ludzkiego doświadczenia i humanistycznych perspektyw człowieka”.
Przesłanie wciąż aktualne

W setną rocznicę urodzin Karola Wojtyły warto przypomnieć, jak jego „polskie doświadczenie” wpłynęło na całość jego pontyfikatu. To było 27 lat, które nie tylko „odnowiło oblicze tej ziemi”, ale również zmieniło obliczę Europy i świata, wlewając w miliony ludzkich serc nadzieję i odwagę, że można zmieniać nasz glob na lepszy. Pamiętajmy, że za tym trochę już dziś wyświechtanym określeniem „Papież Polak”, kryje się wszystko to, co Karol Wojtyła czynił jako Jan Paweł II. „Wszystko, co Polskę stanowi” – wołał nasz papież donośnym głosem, a echo głośników zwielokrotniało te słowa na warszawskim placu Zwycięstwa 2 czerwca 1979 roku. I zwracając się do kardynała Stefana Wyszyńskiego pytał dalej: „Skąd przychodzą te słowa? Księże Prymasie, tak głosi Akt milenijny, złożony przez ciebie i Episkopat Polski na Jasnej Górze: »wszystko, co Polskę stanowi«. To wszystko w rękach Bogarodzicy – pod krzyżem na Kalwarii i w wieczerniku Zielonych Świąt. To wszystko: dzieje Ojczyzny, tworzone przez każdego Jej syna i każdą córkę od tysiąca lat – i w tym pokoleniu, i w przyszłych – choćby to był człowiek bezimienny i nieznany, tak jak ten żołnierz, przy którego grobie stoimy... To wszystko: i dzieje ludów, które żyły wraz z nami i wśród nas, jak choćby ci, których setki tysięcy zginęły w murach warszawskiego getta”. Można powiedzieć, że cała I pielgrzymka Jana Pawła II do Polski to wielka lekcja historii i przypomnienie tego, jak ważna była i jest nasza chrześcijańska tradycja i wspólnota, którą tworzymy. We wszystkich miejscach, które odwiedził wtedy papież, czy był to Kraków, Częstochowa czy Gniezno, padały odwołania do naszej historii, począwszy od Mieszka I, przez świętego Stanisława, po naszego świętego męczennika Maksymiliana Kolbego.
Ludzie przestali się bać, to już było zwycięstwo!

Ale dzieje Polski i Europy Środkowo-Wschodniej Jan Paweł II wpisywał też w szerszy kontekst. Tak było na przykład w Gnieźnie, gdzie podczas homilii wygłoszonej na Wzgórzu Lecha papież mówił między innymi: „Czyż Chrystus tego nie chce, czy Duch Święty tego nie rozrządza, ażeby ten papież Polak, papież Słowianin, właśnie teraz odsłonił duchową jedność chrześcijańskiej Europy, na którą składają się dwie wielkie tradycje: Zachodu i Wschodu? My, Polacy, którzy braliśmy przez całe tysiąclecie udział w tradycji Zachodu, podobnie jak nasi bracia Litwini, szanowaliśmy zawsze przez nasze tysiąclecie tradycje chrześcijańskiego Wschodu. Nasze ziemie były gościnne dla tych tradycji, sięgających swych początków w Nowym Rzymie – w Konstantynopolu”. To nawiązanie do podziału Europy, do żelaznej kurtyny, do Jałty nie mogło nie zakiełkować kruszeniem się systemu komunistycznego. Mówił to papież z komunistycznego kraju do ludzi z podobnym doświadczeniem. Wśród słuchających byli Słowacy, Czesi i Litwini, którzy wbrew granicom i kordonom chcieli usłyszeć papieża. Już w momencie wyboru Wojtyły na stolicę apostolską dla ludzi Europy Środkowo-Wschodniej pojawił się promyk nadziei. Vaclav Havel, opozycjonista i późniejszy prezydent Czechosłowacji i Republiki Czeskiej, wspominał: „Kiedy usłyszeliśmy tę wiadomość, zaczęliśmy wiwatować i krzyczeć z radości do późnego wieczora. Instynktownie czuliśmy, że jest to olbrzymie wsparcie dla wszystkich ludzi kochających wolność, a żyjących w świecie komunistycznym”. Z kolei Vytautas Landsbergis, litewski dysydent i formalnie pierwszy przywódca niepodległej Litwy, podkreślał:

„Pamiętam jego inauguracyjne wystąpienie na placu św. Piotra. Oczywiście nie było mnie tam, ale to było przekazywane przez media – jak zwrócił się do wierzących: »Nie bójcie się!«. To słowa Chrystusa. Ale potem można było się domyślić, jak to wyszło paradoksalnie. Bo tak jak rozumiem, Chrystus mówił: Nie bójcie się, że was jest mało! Pokonacie świat! A gdy Jan Paweł II zwrócił się z tymi słowami, chyba miał na myśli ludzi uciemiężonych przez komunizm, którzy byli przyzwyczajeni do życia w bojaźni, że są śledzeni, mogą zostać ukarani nie wiadomo za co. […] Ale gdy ludzie przestali się bać, to już było zwycięstwo. Już była wolność. Jeszcze nie polityczna, ale już duchowa. I to było decydujące. Bo najpierw stajesz się człowiekiem wolnym w duchu, a potem cały naród dokonuje restytucji państwowości”.
Jak (za)pamiętamy Jana Pawła II?

Nie ma go już z nami od 15 lat. 2 kwietnia 2005 roku godzina 21.37 – to data symbol dla kilku pokoleń Polaków i jedno z najważniejszych doświadczeń wspólnotowych dla tych wszystkich, którzy świadomie przeżywali te wiosenne dni. Dramatyczne i pełne cierpienia „odchodzenie do domu Pana”, wspólne modlitwy, ostatnie nieme błogosławieństwo z watykańskiego okna i wreszcie pogrzeb, wiatr zamykający Pismo Święte. Nie ma go już z nami. Koniec. Co po sobie pozostawił? Jak go zapamiętamy?

Co z jego pontyfikatu było najważniejsze? Czy jest w ogóle możliwe, aby ten przebogaty dwudziestosiedmioletni okres zamknąć w jakimś prostym podsumowaniu? Te pytania zadajemy sobie od lat. Wracają one też dzisiaj i to z o wiele większą mocą. Przecież w ciągu tych 15 lat od śmierci Jana Pawła II w dorosłe życie wkroczyło i wkracza tysiące młodych Polaków, którzy nie mają prawa go pamiętać i dla których, tak naprawdę, to odległa historia. I tu pojawia się kolejne pytanie, bo przecież w tym roku obchodzimy też setną rocznicę urodzin Karola Wojtyły. Jak ten „burzliwy dwudziesty wiek” ukształtował późniejszego papieża? Na ile jego osobiste doświadczenia wpłynęły na pontyfikat? Nie zapominając więc o tym, że Jan Paweł II był przez blisko trzy dziesięciolecia głową Kościoła powszechnego, warto pamiętać i przypominać, jak mocno ten pontyfikat wyrastał z polskich doświadczeń księdza, biskupa i wreszcie kardynała Karola Wojtyły. Pamięć o historii, jej rozumienie i szacunek dla niej stanowiły niezwykle ważny element papieskiego nauczania. W czasie VII pielgrzymki do Polski, 13 czerwca 1999 roku w Radzyminie na Cmentarzu Ofiar Wojny 1920 roku, 79-letni Jan Paweł II, drżącym już mocno głosem, wypowiedział słowa, które być może jak żadne inne definiują jego korzenie i tego, z czego wyrastał: „Chociaż na tym miejscu najbardziej wymowne jest milczenie, to przecież czasem potrzebne jest także słowo. I to słowo chcę tu pozostawić. Wiecie, że urodziłem się w roku 1920, w maju, w tym czasie, kiedy bolszewicy szli na Warszawę. I dlatego noszę w sobie od urodzenia wielki dług w stosunku do tych, którzy wówczas podjęli walkę z najeźdźcą i zwyciężyli, płacąc za to swoim życiem. Tutaj, na tym cmentarzu, spoczywają ich doczesne szczątki. Przybywam tu z wielką wdzięcznością, jak gdyby spłacając dług za to, co od nich otrzymałem”.

W setną rocznicę urodzin Karola Wojtyły, ale też sto lat po zwycięskiej Bitwie Warszawskiej, pokonaniu bolszewików i obronieniu niepodległości, warto zapamiętać jeszcze jedno przesłanie Jana Pawła II:

„Jeżeli wolność przestaje być związana z prawdą, a uzależnia prawdę od siebie, tworzy logiczne przesłanki, które mają szkodliwe konsekwencje moralne. Ich rozmiary są czasami nieobliczalne. W tym wypadku nadużycie wolności wywołuje reakcję, która przyjmuje postać takiego czy innego systemu totalitarnego. Jest to jedna z form zniszczenia wolności, której skutków doświadczyliśmy w wieku XX i nie tylko”.


Piotr Dmitrowicz

za:niezalezna.pl


***

Dorota Kania wspomina Jana Pawła II: Polska potrzebuje dziś ludzi sumienia


Jan Paweł II był w moim życiu niemal od zawsze – został papieżem, gdy byłam nastolatką, i towarzyszył mi przez całe dorosłe życie. Był naszym papieżem, biskupem z Krakowa, z Franciszkańskiej 3.

Co do dziś zostało z jego nauczania, z jego tak bogatego pontyfikatu? Najkrócej można to podsumować: pokolenie JP2, ruchy świeckie w Kościele i upadek komunizmu.

Pierwsze lata

Byłam obecna na mszach św. podczas pielgrzymek Ojca Świętego do ojczyzny zwłaszcza w miastach na południu Polski. Z mojego rodzinnego Tarnowa do Krakowa jest rzut beretem – pojechaliśmy z przyjaciółmi posłuchać naszego papieża. Byłam w tłumie młodych ludzi na krakowskich Błoniach, w czasie drugiej pielgrzymki papieża do ojczyzny, w 1983 r. Później poszliśmy pod okno na Franciszkańskiej, obok kurii biskupiej, gdzie krzyczeliśmy do kard. Franciszka Macharskiego: „Kardynale, puść papieża”. I Jan Paweł II pokazywał się, rozmawiał z tłumem młodych, a na koniec mówił: „Idźcie spać”. I błogosławił.

Nie zwracaliśmy uwagi na zomowców i milicjantów – dla mnie i dla moich przyjaciół najważniejsze było to, że papież żyje. Bo zaledwie dwa lata wcześniej Ali A?ca (a dziś wiadomo, że za tureckim zamachowcem stali ludzie Moskwy) strzelał do Jana Pawła II na pl. św. Piotra – cudem uratowała go Matka Boża, której zawierzył całe swoje życie.

13 maja 1981 r. wrył się w naszą (moją i moich szkolnych przyjaciół) pamięć – byłam wtedy na wycieczce szkolnej w Sandomierzu. Rozbawieni i roześmiani wracaliśmy z naręczami wpół rozkwitłego bzu do autokaru. Nagle zobaczyliśmy płaczącego kierowcę – dla mnie to był szok: dorosły mężczyzna i płacze jak dziecko. Nie był w stanie nic powiedzieć. Podkręcił głośnik radia i wtedy usłyszeliśmy komunikat, że w Rzymie był zamach, że Jan Paweł II jest w stanie krytycznym. I wtedy wszyscy zaczęliśmy się modlić – patrzyliśmy na siebie przez łzy i prosiliśmy Boga o uratowanie naszego papieża. Nie dopuszczaliśmy myśli, że może umrzeć, że nas zostawi.

Papież przeżył i nadal pielgrzymował po świecie. Choć z miłością, mówił odważnie, bezkompromisowo, napominał, także w swoich homiliach.

Duchowy drogowskaz

Do najmocniejszych jego kazań – moim zdaniem – należy to wygłoszone w Skoczowie, podczas najkrótszej, jednodniowej pielgrzymki do Polski (w 1995 r.). Mówił wtedy, że „Polska potrzebuje dziś ludzi sumienia”. Wygłosił je tuż po kanonizacji św. Jana Sarkandra, męczennika ze Śląska, z naciskiem odnosząc się do sumienia i do obecności Krzyża.

„Wbrew pozorom praw sumienia trzeba bronić także dzisiaj. Pod hasłami tolerancji, w życiu publicznym i w środkach masowego przekazu szerzy się nieraz wielka, może coraz większa nietolerancja. Odczuwają to boleśnie ludzie wierzący. Zauważa się tendencję do spychania ich na margines życia społecznego, ośmiesza się i wyszydza to, co dla nich stanowi nieraz największą świętość. Te formy powracającej dyskryminacji budzą niepokój i muszą dawać wiele do myślenia. [...] Na drogach ludzkich sumień, nieraz tak trudnych i tak bardzo powikłanych, Bóg postawił wielki drogowskaz, który życiu ludzkiemu nadaje kierunek i ostateczny sens. Jest nim Krzyż Pana naszego Jezusa Chrystusa. […] Na tym wielkim wirażu ojczystej historii, kiedy decyduje się przyszły kształt Rzeczypospolitej, papież – wasz rodak – nie przestaje was prosić, abyście to dziedzictwo Chrystusowego Krzyża na nowo z wiarą i miłością przyjęli. Abyście Krzyż Chrystusa na nowo, w sposób wolny i dojrzały wybrali, tak jak wybrał go kiedyś św. Jan Sarkander i tylu innych świętych i męczenników. Abyście podjęli odpowiedzialność za obecność Krzyża w życiu każdego i każdej z was, w życiu waszych rodzin i w życiu tej wielkiej wspólnoty, jaką jest Polska. Brońcie go!” – apelował Jan Paweł II.

Jak bardzo te słowa są nadal aktualne! Wystarczy przyjrzeć się niektórym portalom internetowym, stacjom telewizyjnym i radiowym, gazetom sprzyjającym totalnej opozycji, by przekonać się o dyskryminacji ludzi wierzących, dyskryminacji Krzyża. Co rusz słyszy się o planach całkowitego zmarginalizowania Kościoła, który głosząc Ewangelię, jest oskarżany o… uprawianie polityki.

Osoby, które walczą o prawo do życia każdego dziecka, nazywa się ciemnogrodem, podobnie jak nauczanie Jana Pawła II – m.in. jego słowa z 1997 r., gdy w Kaliszu mówił, że „cywilizacja, która odrzuca bezbronnych, zasługuje na miano barbarzyńskiej. Choćby nawet miała wielkie osiągnięcia gospodarcze, techniczne, artystyczne oraz naukowe”. A także jego encykliki, w tym „Evangelium Vitae” (1995), w której nazwał aborcję odrażającą zbrodnią.

Pamięć

Wielkość Jana Pawła II przez pewien czas chciano pacyfikować poprzez infantylizację, uczynić z niego wielbiciela wadowickich kremówek. Jednak za jego pielgrzymowaniem kryło się nowe oblicze pontyfikatu – docieranie z nauką Chrystusa do najdalszych zakątków Ziemi, do ludzi, którzy wcześniej tkwili w zamknięciu swoich myśli i osamotnieniu.

„Nie lękajcie się. Otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi” – zdanie z homilii inaugurującej pontyfikat Jana Pawła II z 22 października 1978 r. najlepiej oddaje jego podejście do każdego człowieka: kluczem do sukcesu – czyli zbawienia – jest otwarcie się na Chrystusa. Takie właśnie podejście wpisywało się w jego hasło biskupie „Totus Tuus” (Cały Twój), które wcielał przez całe swoje życie.

Jan Paweł II budził szacunek i był kochany. Gdy odchodził na naszych oczach, świat się zatrzymał. A po jego śmierci możni tego świata i zwyczajni ludzie pojechali do Rzymu, by towarzyszyć w ostatniej drodze Wielkiego Papieża.

W Polsce pojawiło się ogromne poczucie wspólnoty – wspólnoty zbudowanej na pamięci naszego papieża. Nie spodobało się to tym, którzy woleli Polskę skłóconą, skonfliktowaną, niespójną. Próby rozbicia tej wspólnoty trwały latami, ale nigdy się to do końca nie udało – Polacy zyskali swojego orędownika w niebie.

Dzisiaj, w 100-lecie urodzin Jana Pawła II, widać, jak wielu środowiskom przeszkadza jego nauka, jak bardzo chcieliby zdeprecjonować świętego papieża. Mam jednak złą wiadomość – to się nie uda. Przecież już komunistyczna bezpieka ponad 40 lat usiłowała znaleźć cokolwiek na Karola Wojtyłę i go skompromitować, ale jej się to nie udało. Na świętość nie ma mocnych.

za:niezalezna.pl

***

Światowe media upamiętniają 100. rocznicę urodzin Jana Pawła II

Światowe media upamiętniają setną rocznicę urodzin św. Jana Pawła II. Z tej okazji opublikują teksty poświęcone Papieżowi Polakowi. Wszystko w ramach akcji „Opowiadamy Polskę światu – w stulecie urodzin Jana Pawła II”, którą organizuje Instytut Nowych Mediów.

O życiu Karola Wojtyły będzie można przeczytać m.in. w mediach niemieckich, francuskich, włoskich czy brytyjskich.

Eryk Mistewicz, prezes Instytutu Nowych Mediów, podkreślił, że obowiązkiem Polaków jest upamiętnianie pontyfikatu św. Jana Pawła II.

    – Media na całym świecie – od Meksyku po Japonię, ale także we Francji, Niemczech, w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, na Ukrainie czy w Czechach. W czasie wielkiego weekendu będą publikacje najwybitniejszych autorów świata, również niesamowicie istotnych Polaków opowiadających o Janie Pawle II. To jest obowiązek nas wszystkich, aby gromadzić, upamiętniać, przekazywać również na inne kontynenty, do innych krajów świadectwo życia, dokonań wielkiego Polaka. To jest bardzo ważna rocznica – zaznaczył Eryk Mistewicz.

Teksty, jakie zagraniczne media opublikują o Janie Pawle II, trafią na stronę www.stuleciejp2.pl. Część z nich jest już dostępna. Akcję wspiera m.in. PKN Orlen.


za:www.radiomaryja.pl

***

Jana Pawła II nie można sprowadzać tylko do kremówek

Musimy zadać sobie fundamentalne pytanie, co chcemy wyciągnąć z życia papieża i jego nauczania – podkreśla w rozmowie z DoRzeczy.pl historyk Piotr Dmitrowicz, wicedyrektor Muzeum Jana Pawła II i Prymasa Wyszyńskiego.

 Damian Cygan: Zbliża się 100. rocznica urodzin Jana Pawła II. Jego pontyfikat miał wielki wpływ na najnowszą historię Polski i Europy. Co z tego wpływu zostało?

Piotr Dmitrowicz: To jest fundamentalne pytanie. W ostatnich dniach obserwuję, jak media, zarówno te prywatne, jak i publiczne przypominają, że obchodzimy 100. rocznicę urodzin papieża. W większości ten przekaz jest powierzchowny. Skupia się na sloganach i hasłach typu: "Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi, tej ziemi". To jest w ogóle szerszy problem, jeśli chodzi o świętowanie jakichkolwiek rocznic, bo na co dzień te wszystkie najważniejsze rzeczy nam umykają. Jako jedna z osób kierujących Muzeum Jana Pawła II i Prymasa Wyszyńskiego staram się pokazywać Karola Wojtyłę młodemu pokoleniu. Proszę zauważyć, że Jan Paweł II zmarł 15 lat temu. Dziś w dorosłe życie wchodzi pokolenie, które już nie pamięta papieża. Do tych ludzi slogany i cukierkowate obrazki nie trafiają.

To jak opowiadać młodzieży o Janie Pawle II?

Musimy wniknąć głębiej w nauczanie papieża i to nie tylko w sprawach wiary. Fundamentalne kwestie, do których Jan Paweł II się odwoływał, to prawa człowieka, godność człowieka czy pojęcie wolności. Zapominamy, jak papież pięknie mówił o polskiej historii, odwołując się do niej zarówno będąc w kraju, jak i w Watykanie. Przypominał, że urodził się w 1920 roku i to temu pokoleniu zawdzięcza czasy, w których mógł żyć, bo oni obronili niepodległość. Głęboko sięgał do polskiej tradycji XIX-wiecznej literatury i przypominał o tych, którzy walczyli w powstaniu warszawskim. Dzisiaj te wszystkie sprawy są dla młodych ludzi niekiedy trudne, nudne czy wręcz źle przedstawiane. Dlatego trzeba o tym mówić. Nie można sprowadzać papieża tylko do kremówek i pięknych gestów. One oczywiście są bardzo ważne, ale nie możemy odbijać się od ściany do ściany i albo uderzać w bardzo wysokie tony, często niezrozumiałe dla młodych ludzi, albo sprowadzać papieża do jakiejś popkultury. Musimy zadać sobie fundamentalne pytanie, co chcemy wyciągnąć z życia Jana Pawła II i tego, co mówił.

Niektórzy uważają, że Jan Paweł II był już święty za życia. Podziela pan taką opinię?

Na to pytanie mogą odpowiedzieć ci, którzy widzieli na co dzień, jak papież funkcjonuje i co mówi. Ostatnio w Radiu Wnet prowadziłem audycję zatytułowaną "Urodziłem się w roku 1920". I kiedy rozmawia się ze zwykłymi ludźmi, to oni niezwykle emocjonalnie wspominają swoje spotkania z papieżem. To jest coś niebywałego. Czasem miałem wrażenie, jakby opowiadali o spotkaniu z Janem Pawłem II w cztery oczy, a tak naprawdę wtedy stali gdzieś w tłumie. Myślę, że to pokazuje wielkość i świętość Karola Wojtyły. Kiedyś Wanda Półtawska zapytała papieża, jak to jest, kiedy mówi się do milionów ludzi. Jan Paweł II odpowiedział: "ja nie mówię do milionów. Zawsze staram się mówić do człowieka, do pojedynczej osoby". Moim zdaniem to też pokazuje fenomen papieża Polaka.

Jakie słowa Jana Pawła II najbardziej zapadły panu w pamięć?

Tak naprawdę ciągle go odkrywam, ponieważ zawodowo funkcjonuję w tym temacie. Za każdym razem, kiedy czytam homilie czy wystąpienia Jana Pawła II, nagle znajduje coś niesamowitego. Tak było ostatnio, kiedy natknąłem się na przemówienie papieża przy Bramie Brandenburskiej w obecności Helmuta Kohla. Jan Paweł II przypomniał wtedy o upadku muru berlińskiego, ale mówił też o tak oczywistych rzeczach jak, czym jest wolność i jak z niej korzystać. Słowa papieża są taką skarbnicą wiedzy, że nie chciałbym tego sprowadzać do jednego przesłania, które wywarło na mnie szczególne wrażenie. Natomiast idąc trochę w poprzek tego, co się dzieje, chcę powiedzieć, że wszyscy Polacy kochali Jana Pawła II do przełomu w 1989 roku. A później, co się stało? Pojawiły się pretensje do papieża, że mówi o Dekalogu, że przypomina o rzeczach fundamentalnych dla chrześcijan, takich jak miłość, wiara, tolerancja. Porażające jest wysłuchanie homilii wygłoszonej w 1991 roku w Kielcach, gdzie Jan Paweł II prawie krzyczał, mówiąc: "to jest moja matka, ta ziemia! To jest moja matka, ta Ojczyzna! To są moi bracia i siostry!". Kiedyś papież użył takiego mocnego określenia, że jak przyjeżdża do Polski to czuje się trochę jak persona non grata, bo mówi coś niewygodnego. W latach 80. jego słowa dawały większości Polaków otuchę i siłę. Wtedy wszyscy mówili: "tak, to jest dla nas ważne". Potem bywało już bardzo różnie i o tym też musimy pamiętać. Nie chcę już przypominać, jak papieżowi wypominano, że zapragnął odpocząć gdzieś w górach i kto za to zapłaci. Na pewno nie możemy budować lukrowanego obrazka Jana Pawła II i mówić tylko o tym, że był cudowny i wspaniały i że wszyscy go kochali. Był wspaniały, ale my jako społeczeństwo bardzo różnie do niego podchodziliśmy, a szczególnie do słów, które wygłaszał.

Czy Muzeum Jana Pawła II i Prymasa Wyszyńskiego przygotowało coś specjalnego na inaugurację 100. urodzin papieża?

Muzeum funkcjonuje już od ubiegłej niedzieli, oczywiście z zachowaniem wszelkich obostrzeń związanych z epidemią koronawirusa. Zwiedzanie jest tylko indywidualne. Wszystkich serdecznie zapraszam. W muzeum wykonujemy pracę organiczną. Budujemy programy dla młodych ludzi, lekcje i warsztaty. Wspólnie ze Szkołą Polską w Rzymie stworzyliśmy wirtualną pielgrzymkę, którą można zobaczyć na naszej stronie internetowej. Produkujemy też kreskówkę dla dzieci, opowiadającą historię życia Karola Wojtyły. Kilka odcinków jest już gotowych, planujemy ich około 100. Natomiast w poniedziałek w obecności ambasadora Niemiec Rolfa Nikela, wiceministra kultury Jarosława Sellina i kard. Kazimierza Nycza odsłonimy przed naszym muzeum fragment muru berlińskiego, ale z taką narracją, żeby przypomnieć, że to, co się wydarzyło w 1989 roku było zasługą Jana Pawła II i Polaków. Że była pierwsza pielgrzymka papieża do Polski, potem Solidarność, a z niej narodził się opór, który doprowadził do 1989 roku. Dopiero później na całą Europę ruszyła "Jesień ludów". Chcemy też odczarować mit o tym, że mur berliński upadł dzięki Niemcom czy innym narodom. Nie, to jest fundamentalna zasługa Jana Pawła II i prezydenta USA Ronalda Reagana. To jest zasługa Polaków i Solidarności.

za:dorzeczy.pl


***

Prof. Żaryn: Pontyfikat Karola Wojtyły to droga do niepodległości Polski

– Pontyfikat Karola Wojtyły to droga do niepodległości Polski. To co mamy teraz to zasługa papieża. To on dodał skrzydeł narodowi polskiemu. Dzięki niemu została pokonana hydra komunizmu niszcząca nas bardziej niż III Rzesza. Niezależnie od tego, czy ktoś jest wierzący czy nie, powinien szanować postać Ojca Świętego. Był niezwykły – mówi portalowi DoRzeczy.pl historyk prof. Jan Żaryn.

 18 maja 1920 roku w Wadowicach przyszedł na świat Karol Wojtyła. Jan Paweł II był nie tylko papieżem, ale także człowiekiem, który dał się zapamiętać jako osoba niezwykle otwarta i pełna empatii. Jak pan wspomina Ojca Świętego?

Jeżeli miałbym powiedzieć, jakie mam wspomnienia, jeśli chodzi o Ojca Świętego, to muszę przytoczyć moje osobiste.

Spotkał pan kiedyś Karola Wojtyłę?

Tak. Należę do pokolenia JP2. W związku z tym, mam swoje indywidualne relacje z Karolem Wojtyłą. Zacznę może od tego, że Jan Paweł II był niezwykłą postacią. Karol Wojtyła potrafił zjednywać sobie ludzi. Wielokrotnie miałem kontakt z Karolem Wojtyłą. Pierwszy raz, gdy papież przybył do Polski na swoją pierwszą pielgrzymkę. Wówczas odbywałem służbę liturgiczną. Dlatego mogłem jeździć z papieżem w charakterze wspomagającego organizację kolejnych etapów pielgrzymowania w kraju. To było dla mnie ogromne przeżycie. Miesiąc po wyjeździe papieża z kraju był okresem rozważań. Brakowało mi kontaktu z Ojcem Świętym.

Co zrobił pan z tą tęsknotą?

Proszę sobie wyobrazić, że wybrałem się samotnie autostopem do Włoch, aby spotkać Karola Wojtyłę. Nie wiedziałem, że jadąc do Włoch robię to nielegalnie. Przebywałem tam 10 dni.

Nikt nie sprawdzał pana tożsamości podczas podróży, w charakterze pasażera, w których kierowcami byli Włosi?

Nie. Zapewne myślano, że jestem Włochem.

Co wydarzyło się dalej, gdy pan dojechał?

Szczęśliwie dojechałem do Rzymu, gdzie przebywało już wielu pielgrzymów. Dotarłem na audiencję papieża. Pamiętam, że wokół mnie było mnóstwo ludzi. Panowała wspaniała atmosfera. Nie czułem się sam. Mimo, że byłem sam.

Ile miał pan wówczas lat?

Z tego, co pamiętam, to 20.

Gdzie pan wówczas nocował?

Nocowałem na polu campingowym, za które zapłacił papież. Było to dla mnie szokiem. Wyjeżdżając z Polski nie myślałem o tym, co wydarzy się, gdy dojadę do Włoch. Jednak ludzie, których spotkałem na swojej drodze okazali mi niesamowitą życzliwość. Pamiętam nawet rozmowę z pewnym Niemcem, który zaprosił mnie na śniadanie. Podczas dyskusji kolega z Niemiec opowiadał o jedności naszych krajów. O potrzebie zacieśniania przyjaźni. Wspominał, że nie powinniśmy dłużej żyć II wojną światową. Mówił, że ma wielu kolegów, którzy pochodzą z Polski. Nauczył się nawet paru słów: „psia krew”, które przy mnie wymawiał.

Czy w późniejszych latach także uczestniczył pan w papieskich pielgrzymkach?

Tak. Wspólnie z rodziną byliśmy na pielgrzymce papieża w 1983 roku i 1987 roku. W 1990 roku także byłem obecny z najbliższymi na pielgrzymce w Skoczowie. Pamiętam jak z trójką dzieci szedłem wraz z żoną przez niesamowite błoto po to, aby usłyszeć papieża. Jednak najważniejsze spotkanie z papieżem odbyło się w 1995 roku w Castel Gandolfo.

Dlaczego właśnie wtedy?

Dlatego, bo papież spotkał się wtedy tylko z nami. Mieliśmy 10 minut na rozmowę z Karolem Wojtyłą. Wspólnie z żoną i moimi dziećmi mogliśmy doświadczyć rozmowy z Janem Pawłem II. Mówiłem wtedy wiele rzeczy, które nie miały sensu. Potok słów. Papież mnie wysłuchał, wskazał na dzieci i powiedział, abym skupił się na nich. To mi pokazało, że są w życiu ważniejsze sprawy, które na pozór są bardziej przyziemne. Jednak to one są priorytetem. W tym przypadku rodzina. Zapamiętałem do po dziś dzień.

Jak ocenia pan pontyfikat papieża Polaka?

Pontyfikat Karola Wojtyły to droga do niepodległości Polski. To, co mamy teraz, to zasługa papieża. To on dodał skrzydła narodowi polskiemu. Dzięki niemu została pokonana hydra komunizmu niszcząca nas bardziej niż III Rzesza. Niezależnie od tego, czy ktoś jest wierzący, czy nie. Powinniśmy szanować postać Ojca Świętego. Był niezwykły.

za:www.dorzeczy.pl

***

List Prezydentów Polski i Litwy: "Święty Jan Paweł II zawsze wspiera nasze narody..."


Prezydent RP Andrzej Duda oraz Prezydent Litwy Gitanas Nauseda skierowali do obywateli swoich krajów wspólny list z okazji przypadającej jutro setnej rocznicy urodzin Jana Pawła II. List publikujemy w całości.

    Szanowni Państwo!

    Drodzy Rodacy!
     

    Osiemnastego maja 1920 roku w Wadowicach przyszedł na świat Karol Wojtyła – późniejszy Święty papież -  Jan Paweł II. Filozof i porywający mówca. Robotnik i duszpasterz inteligencji. Poeta i mąż stanu. Obrońca fundamentalnych wartości moralnych i chrześcijańskiej tożsamości Europy. Zwierzchnik Kościoła katolickiego, który odważnie i twórczo wdrażał reformy Soboru Watykańskiego II. Niestrudzony pontifex – budowniczy mostów w świecie trapionym podziałami i konfliktami. Był jedną z najważniejszych postaci XX wieku. Jego nauczanie oraz osobiste świadectwo życia wciąż poruszają serca i umysły milionów ludzi na całym świecie. Sejm i Senat Rzeczypospolitej Polskiej oraz Sejm Republiki Litewskiej ogłosiły rok 2020 rokiem Jana Pawła II. Rządy i społeczeństwa Polski i Litwy przygotowały wiele wydarzeń dla uczczenia tej rocznicy.
     

    My, Polacy i Litwini, przywiązujemy do postaci św. Jana Pawła II ogromne znaczenie. Jest dla nas symbolem, świadkiem historii, ale także uznajemy w nim współtwórcę wolności naszego  regionu. Jego pierwsza podróż apostolska do Polski, wraz ze dźwięcznymi słowami „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze tej ziemi”, miała wpływ nie tylko na Polskę, ale i  na litewskie dążenie do wolności. Rozpoczęła proces, który doprowadził do upadku komunizmu i odzyskania niepodległości.
     

    Jeszcze jako biskup krakowski Karol Wojtyła żywo interesował się biegiem wydarzeń na Litwie, czytał wychodzącą wówczas w podziemiu w ZSRR „Kronikę Kościoła Katolickiego na Litwie”. Później papież Jan Paweł II mianował biskupem pomocniczym Kowna, a następnie arcybiskupem metropolitą kowieńskim, odważnego inicjatora i redaktora „Kroniki”,  o. Sigitasa Tamkevičiusa SJ.
     

    Podróż apostolska Jana Pawła II we wrześniu 1993 r., pierwsza w dziejach Litwy wizyta Papieża, stała się dla odbudowującej swoją niepodległość Litwy wielkim moralnym i dyplomatycznym wsparciem. Papież modlił się na Cmentarzu Antokolskim przy mogiłach nowych litewskich bohaterów – ofiar sowieckiej agresji ze stycznia 1991 roku. Odwiedził wszystkie najważniejsze miejsca – źródła duchowej siły Litwinów.
     

    Sformułował też wówczas tezy programu do budowania dobrosąsiedzkiej przyszłości dla Polaków i Litwinów, dwóch chrześcijańskich narodów tak sobie bliskich, połączonych więzami sąsiedztwa, przyjaźni i braterstwa. Pamiętamy te słowa św. Jana Pawła II wypowiedziane wówczas w Wilnie: „Polacy i Litwini są powołani do współpracy i przede wszystkim do słuchania siebie nawzajem, aby dzięki temu wzrastała w nich jedna wiara, ta sama nadzieja i wszystko jednocząca miłość”.
     

    Świętując wspólnie w Polsce i na Litwie 100. rocznicę urodzin Jana Pawła II, świętego Papieża z Polski, chcemy w duchu kultury solidarności, czerpiąc z jego dziedzictwa, nadal podejmować starania, aby kształtować przyszłość naszych państw i narodów w Europie w duchu chrześcijańskiej antropologii św. Jana Pawła II.  
     

    Jesteśmy głęboko przekonani, że Święty Jan Paweł II zawsze wspiera nasze narody, a w tych dniach pandemii, gdyby mógł, powtórzyłby nam swe wezwanie z 22 października 1978 roku „Nie lękajcie się”

- napisali politycy.


za:www.tysol.pl

***

Węgry: odsłonięto pomnik św. Jana Pawła II w bazylice św. Stefana w Budapeszcie

 Pomnik św. Jana Pawła II został odsłonięty w poniedziałek w bazylice św. Stefana w Budapeszcie podczas mszy dziękczynnej za pontyfikat papieża Polaka. Potem odprawiono także mszę w intencji dziękczynnej za św. Jana Pawła II w Kościele Polskim.

Biskup pomocniczy archidiecezji ostrzyhomsko-budapeszteńskiej i proboszcz bazyliki św. Stefana Gyoergy Snell pobłogosławił pomnik JPII podczas mszy koncelebrowanej wspólnie z proboszczem polskiej parafii personalnej w Budapeszcie ks. Krzysztofem Grzelakiem. Msza była transmitowana na żywo w internecie.

Wykonany z brązu pomnik naturalnych rozmiarów został zaprojektowany przez węgierskich artystów, braci Laszlo i Norberta Kotormanów. Stanął wewnątrz bazyliki zaraz przy wejściu. Jan Paweł II jest na nim przedstawiony z obiema dłońmi uniesionymi w geście błogosławieństwa.

Pomnik jest osobistym darem Snella. Kiedy go rano odsłonięto, bazylika była jeszcze sprzątana i odkażana przed otwarciem po przerwie spowodowanej pandemią koronawirusa. Poniedziałek jest pierwszym dniem, kiedy w archidiecezji ostrzyhomsko-budapeszteńskiej można już publicznie odprawiać msze.

Wierni – zarówno Polacy, jak i Węgrzy - byli już natomiast obecni podczas późniejszej mszy w Kościele Polskim, koncelebrowanej przez ks. Grzelaka. Mszę odprawiono po polsku, ale było czytanie po węgiersku.

W Kościele Polskim znajdują się od 2015 r. relikwie krwi św. Jana Pawła II. Ks. Grzelak prosząc o wstawiennictwo polskiego papieża udzielił nimi błogosławieństwa. „To dla nas ważne, bo to nas wspiera w naszych prośbach i dziękczynnych modłach do Jana Pawła II, daje poczucie bliskości i wyraża wagę tego miejsca” – powiedziała PAP członkini zarządu Stowarzyszenia Katolików Polskich na Węgrzech pw. św. Wojciecha Katarzyna Takacsne Kalińska.

Dodała, że polscy wierni na Węgrzech odbierają jako „dobry znak” fakt, że właśnie 100. rocznica urodzin św. Jana Pawła II jest dniem, kiedy w Budapeszcie można odprawiać po raz pierwszy po przerwie liturgie publiczne. „Nikt nawet nie marzył, że właśnie od tego dnia będzie można nie tylko duchowo łączyć się w Eucharystii i uczestniczyć wspólnie w ważnych dla nas wydarzeniach religijnych” – powiedziała.

Msza w Kościele Polskim odprawiona została w ramach akcji „100x100 – sto Mszy św. na setną rocznicę urodzin Karola Wojtyły“.

za:telewizjarepublika.pl

***

Wzruszające świadectwo fotografika papieskiego Adama Bujaka w 100-lecie urodzin św. Jana Pawła II. „Totus Tuus” to album jak pomnik i drogowskaz

Wiele zaplanowanych spotkań i imprez przygotowanych na 100-lecie urodzin św. Jana zostało niestety odwołanych, ale na szczęście powstały inne inicjatywy upamiętniające jubileusz Największego z Polaków. Na czele wysuwa się pośród nich monumentalny album fotografika papieskiego Adama Bujaka i ks. prof. Jana Machniaka pt. „Totus Tuus” z wydawnictwa Biały Kruk. „Jest to niezwykła książka, albowiem skupia się na szczególnym aspekcie duchowości papieża. Tytuł jest oczywiście wzięty z zawołania biskupiego i papieskiego św. Jana Pawła II i oznacza „cały Twój”. Chodzi o to, aby doskonale naśladować Maryję i całkowicie należeć do Boga,” tłumaczy ks. prof. Machniak, autor tekstu do książki „Totus Tuus”.

I rzeczywiście to Jej tak młody kapłan, jak i sędziwy Papież zawierzył siebie samego, Ojczyznę oraz cały świat. Podkreślał zawsze, że nabożeństwo do Matki Bożej jest nie tylko wyrazem miłości do Niej, ale przede wszystkim drogą do Chrystusa. Jan Paweł II zawierzał stopniowo Maryi także cały Kościół. Aktów zawierzenia narodów dokonywał w każdym kraju, do którego pielgrzymował, a w Fatimie zawierzył Maryi całą ludzkość. Był przekonany, że Pani Fatimskiej zawdzięcza swe ocalenie z zamachu. O roli Maryi w życiu Karola Wojtyły i ogóle w dziejach polskiego narodu opowiada w obszernym wprowadzeniu do albumu ks. prof. Jan Machniak, który miał zaszczyt i radość bezpośrednio współpracować ze św. Janem Pawłem II. Z kolei wybitny artysta Adam Bujak, który fotografował Karola Wojtyłę – Jana Pawła II przez 40 lat!, ukazuje w tym albumie zarówno niezwykły kult Matki Bożej, jak i związki polskiego Papieża z pobożnością Maryjną. Autor pięknymi obrazami objaśnia sens dewizy Totus Tuus.

„Całe moje dorosłe życie byłem związany z św. Janem Pawłem II i przez ten czas obserwowałem i przeżywałem ten wyjątkowy kontakt Ojca Świętego z Matką Bożą,” tłumaczy Adam Bujak. „Byłem z Nim w Kalwarii Zebrzydowskiej, na Jasnej Górze, w Fatimie, w Lourdes czy w Guadalupe i stałem się świadkiem tej niesamowitej czci, którą papież oddawał Matce Przenajświętszej. On naprawdę był cały Jej i warto to podkreślić w 100-lecie urodzin papieża, bo nie byłoby św. Jana Pawła II bez jego najgłębszej pobożności maryjnej. Dlatego z jednej strony ten album jest pomnikiem dla Ojca Świętego, ale z drugiej strony jest to książka niezwykle aktualna, jest drogowskazem tego, jak dzisiaj żyć. Obecnie cały świat przeżywa przecież tragedię i dzieje się to w czasie, kiedy wielu ludzi zapomniało o Bogu i dobrych wartościach. Jestem przekonany, że to, czego teraz doświadczamy, jest wielkim znakiem Niebios i nie stało się jakoś nagle. Potrzebna jest nam refleksja, musimy się zastanowić nad życiem, nad rodziną, nad Bogiem i nad Matką Bożą, która przecież jest orędowniczką wielkiego Dobra.”

Papież Polak nawiedził na swej pielgrzymiej drodze bardzo wiele sanktuariów, jednak najbliższe więzy łączyły go z Jasną Górą, siedzibą Królowej Polski, oraz z Kalwarią Zebrzydowską. To również zostało podkreślone w książce „Totus Tuus”. Piękno zdjęć oddaje urok Maryjnych wizerunków rozsianych po całym świecie, szczególnie po naszej Ojczyźnie. Wzruszająca podniosłość Maryjnej pobożności, która była siłą Jana Pawła II, była też i nadal pozostaje siłą polskiego narodu.

Więcej o książce na: https://bialykruk.pl

***
Abp Jędraszewski: Wadowice stały się prawdziwym odbiciem Nazaretu

- Bez Chrystusa nie możemy zrozumieć św. Jana Pawła II Wielkiego. Nie możemy zrozumieć go bez Wadowic, które stały się przedziwnym odbiciem Nazaretu. Nie możemy zrozumieć go bez jego rodziców, Karola i Emilii, dzisiaj już Sług Bożych. Nie możemy zrozumieć jego wrażliwości na każdego człowieka bez tego chrześcijańskiego humanizmu, jakim promieniował jego dom. Nie możemy zrozumieć jego apostolskiego żaru, z jakim głosił on Chrystusa na wszystkich areopagach świata - mówił metropolita krakowski abp Marek Jędraszewski podczas Mszy św. odprawionej w bazylice Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny w Wadowicach z okazji 100-lecia urodzin św. Jana Pawła II.

Zanim, jako papież, przemierzył cały świat, przez prawie 18 lat, czerpał życiodajne soki z rodzinnej ziemi i mentalnie nigdy się z niej nie wyprowadził. To właśnie tu, w Wadowicach, tkwią korzenie jego osobowości, zainteresowań i zdolności. Tu jest jego rodzinny dom i środowisko, które go ukształtowało – mówił na początku Mszy św. proboszcz parafii Ofiarowania NMP w Wadowicach wspominając 100. rocznicę urodzin św. Jana Pawła II. Ks. Stanisław Jaśkowiec zwrócił uwagę, że nie byłoby Karola Wojtyły – św. Jana Pawła II Wielkiego, gdyby nie rodzice – Karol i Emilia, których proces beatyfikacyjny rozpoczął się niedawno. Przyszły papież z domu rodzinnego wyniósł szlachetne wartości, to ojciec uczył go patriotyzmu.

W homilii abp Marek Jędraszewski przypomniał, że ziemskie życie Karola Wojtyły zostało określone przez trzy miasta: Wadowice, Kraków i Rzym. Św. Jan Paweł II podczas pierwszej pielgrzymki do Polski wspominał swoje rodzinne miasto. – Wiadomo, jak wiele dla rozwoju ludzkiej osobowości i charakteru znaczą pierwsze lata życia, lata dziecięce, a potem młodzieńcze. Te właśnie lata łączą się dla mnie nierozerwalnie z Wadowicami – mówił. W 1979 roku papież opowiadał o swej wielkiej miłości i tęsknocie do Krakowa. Do Rzymu przybył świadomy polskiego dziedzictwa. 22 października 1978 r. powiedział na Placu Świętego Piotra, że jest synem Polski lecz od dziś staje się także rzymianinem.

– Te trzy miasta – Wadowice, Kraków i Rzym – w życiu Karola Wojtyły łączy jedna osoba: Jezus Chrystus. W Niego został on wszczepiony w wadowickim kościele poprzez sakrament Chrztu udzielony mu 20 czerwca 1920 roku. O Nim z duszpasterską troską i miłością nauczał jako arcybiskup metropolita krakowski. Jego z wielką mocą głosił na wszystkich areopagach świata jako Jego Wikariusz, a zarazem następca św. Piotra Apostoła – wskazał abp Marek Jędraszewski. Stwierdził, że początki życia każdego człowieka określają jego przyszłość, dlatego by zrozumieć św. Jana Pawła II, należy sięgnąć do jego korzeni.

Papież Paweł VI podczas pielgrzymki do Ziemi Świętej mówił, ze Nazaret jest szkołą Ewangelii, gdzie można rozważać głębokie i tajemne znaczenie objawienie się Syna Bożego. – Przy zachowaniu koniecznych i właściwych proporcji zachodzących między Wadowicami a Nazaretem, spróbujmy zatem pojąć życie Karola Wojtyły poprzez tę niezwykłą szkołę, jaką jest jego rodzinne miasto – powiedział arcybiskup.

Paweł VI mówił, że Nazaret uczy czym jest rodzina, jej wspólnota miłości i wskazuje jak ważne jest rodzinne wychowanie. Przybywając do Wadowic w 1999 roku Jan Paweł II wspominał swój rodzinny dom i wyrażał wdzięczność Bogu za dar życia, ciepło rodzinne, miłość i bezpieczeństwo. Papież był świadomy co przeżyła Emilia Wojtyła, która po urodzeniu córeczki Olgi była świadkiem jej śmierci. Wiedział zapewne, że zanim matka go urodziła, nakłaniano ją do aborcji. Jego matka umarła w 1929 r., a brat Edmund w 1932 r. Mimo wszystko w sercu Jana Pawła II ten dom pozostał jako gniazdo pełne rodzinnego ciepła. Łączył się on nierozerwalnie z kościołem, który znajdował się obok. Podczas wizyty w Wadowicach Ojciec Święty mówił o tej świątyni z ogromnym szacunkiem i dziękował Bogu za wszystkie łaski, których w niej dostąpił.

Papież Paweł VI wskazał, że Nazaret to szkoła wewnętrznego skupienia, otwarcia się na Boga. Pierwszym nauczycielem Bożej prawdy dla młodego Karola był jego ojciec, który pozostał dla niego zawsze autorytetem duchowym. Św. Jan Paweł II wspominał, że gdy jako ministrant nie wyróżniał się gorliwością, ojciec kazał mu się modlić do Ducha Świętego. Papież mówił także, że przykład ojca był dla niego pierwszym domowym seminarium.

Trzecim pouczeniem Nazaretu według Pawła VI jest lekcja dotycząca ludzkiej pracy i jej godności. Dla młodego Karola Wojtyły wzorem pracowitości i szacunku do pracy był także jego ojciec, którego przełożeni wielokrotnie chwalili. Świadkowie wspominają, że Karol Wojtyła senior jak ewangeliczna Marta wykonywał wszystkie domowe zajęcia, poświęcając się synowi. – Rodzina, modlitwa i praca – taka właśnie jest lekcja Nazaretu, gdy spojrzymy na to miasto przez ciche życie Świętej Rodziny: Jezusa, Maryi i Józefa. Taka też jest lekcja Wadowic, gdy będziemy patrzeć na to podbeskidzkie miasto przez pryzmat życia ich najbardziej znakomitych obywateli: Karola Józefa Wojtyły – św. Jana Pawła Wielkiego, jego starszego brata Edmunda i ich rodziców, dziś Sługi Boże, Karola i Emilię – powiedział abp Marek Jędraszewski.

Stwierdził, że między Świętą Rodziną a rodziną Wojtyłów zachodzi pewne podobieństwo. Emilia Wojtyła była wpatrzona szczególnie w Matkę Bożą. Maryja zgodziła się na wolę Bożą, wyrzekając „Fiat”. Podobnie heroiczną decyzję podjęła Emilia Wojtyła, która mimo zagrożenia zdecydowała się urodzić Karola i pokochała go jeszcze zanim wzięła w swe matczyne objęcia. Ojciec Karola Wojtyły wpatrywał się w św. Józefa, który jest nazywany „żywicielem Syna Bożego” i „troskliwym obrońcą Chrystusa”. Św. Józef przekazał Chrystusowi to co najcenniejsze dla dobrego życia: zawód cieśli i znajomość Bożego Prawa. Taką rolę wobec Edmunda i Karola przyjął ich ojciec, który był odpowiedzialny za domowy byt i stał się ich pierwszym wychowawcą w wierze i pobożności.

Dzięki wzorowi wiary swych rodziców, młody Karol Wojtyła wzrastał w łasce u Boga i ludzi. Pielgrzymki do Kalwarii budowały w nim pobożność Maryjną, szczególny kształt przybrała ona, gdy w wadowickim klasztorze na Górce przyjął karmelitański szkaplerz, z którym nie rozstawał się do końca życia. Do tego klasztoru przybywał z ojcem, by modlić się do św. Józefa. – Od pierwszych modlitw, jakich małego Lolka uczyła jego matka, od Pierwszej Komunii świętej, którą przyjął w wieku dziewięciu lat, zaprawiał się w pięknej, choć trudnej miłości do Chrystusa, polegającej na przestrzeganiu Jego przykazań. Dzięki temu wzrastał w mądrości, która niekiedy zaskakiwała innych i wprawiała ich w zdumienie – powiedział arcybiskup.

Jan Paweł II dzięki łasce Ducha Świętego odkrył, że bez odniesienia do Chrystusa żaden człowiek nie może zrozumieć kim jest, jakie jest jego powołanie, godność i przeznaczenie. – Bez Chrystusa nie możemy także zrozumieć samego św. Jana Pawła II Wielkiego. Nie możemy zrozumieć go bez Wadowic, które stały się przedziwnym odbiciem Nazaretu. Nie możemy zrozumieć go bez jego rodziców, Karola i Emilii, dzisiaj już Sług Bożych. Nie możemy zrozumieć jego wrażliwości na każdego człowieka bez tego chrześcijańskiego humanizmu, jakim promieniował jego dom. Nie możemy zrozumieć jego apostolskiego żaru, z jakim głosił on Chrystusa na wszystkich areopagach świata – powiedział metropolita i przypomniał jak papież w Wielki Piątek przed śmiercią przytulał się do krzyża Jezusa. – Dzisiaj, dziękując Bogu za to, że nas wszystkich zechciał nim obdarzyć i dziękując Wadowicom, które nam go dały, modlimy się pełni ufności: Święty Janie Pawle II Wielki, módl się za nami! Słudzy Boży Emilio i Karolu, jego Czcigodni Rodzice, przyczyniajcie się za nami! – zakończył arcybiskup.

za:www.fronda.pl

***

Piękne słowa arcybiskupa Jędraszewskiego o Janie Pawle II

– Nie ma grupy turystów, która nie zatrzymywałaby się w Krakowie pod oknem na ul. Franciszkańskiej 3. To miejsce, które przyciągało ludzi, by spotkać się z papieżem nieurzędowo, jako z kimś ciepłym, kto prowadzi

–  Jan Paweł II pozostawił po sobie ślady materialne i duchowe, które przenikając się, tworzą jedną całość - zaznaczył abp Marek Jędraszewski.

– Nie ma grupy turystów, która nie zatrzymywałaby się w Krakowie pod oknem na ul. Franciszkańskiej 3. To miejsce, które przyciągało ludzi, by spotkać się z papieżem nieurzędowo, jako z kimś ciepłym, kto prowadzi dialog i, który potrafi wlać w nich entuzjazm - podkreślił.

– Jan Paweł II był humanistą z wykształcenia i wrażliwości. Od początku swojego pontyfikatu, wołał, by otwierać drzwi Chrystusowi - chodziło o drzwi systemów politycznych, ekonomicznych, społecznych - kontynuował metropolita.

– Po 1945 roku i nastaniu Żelaznej Kurtyny, zapomniano, że na wschodzie też jest Europa. Jan Paweł II protestował przeciwko takiemu rozumieniu, bo my, w Europie środkowej i wschodniej, bardziej dbaliśmy o prawdziwego ducha kontynentu - powiedział.

za:telewizjarepublika.pl

***

Setna rocznica urodzin św. Jana Pawła II. Kard. Dziwisz: Dzieło jego życia przynosi nadzieję w czasie pandemii

– Dzieło jego życia przynosi nam dzisiaj, w trudnym dla wszystkich okresie pandemii, pocieszenie i promień nadziei. Papież, któremu przyszło żyć w trudnych czasach, nigdy nie stracił przekonania o wielkości i godności człowieka, nigdy nie porzucił nadziei. Dziś modli się za nami – podkreślił w telewizyjnym orędziu z okazji setnej rocznicy urodzin św. Jana Pawła II jego sekretarz kard. Stanisław Dziwisz.

 – Mija sto lat od dnia narodzin naszego wielkiego Rodaka Karola Wojtyły – św. Jana Pawła II. Miałem przywilej żyć i pracować u boku tego niezwykłego człowieka przez kilkadziesiąt lat. Byłem świadkiem jego codziennej modlitwy i służby, jego niezliczonych spotkań i podróży, jego twórczej pracy, refleksji i myśli utrwalonej w wielu dziełach, wystąpieniach i dokumentach Kościoła. Towarzyszyłem mu również w chwilach odejścia z tego świata do wieczności, a razem z wami byłem świadkiem, jak piętnaście lat temu żegnał go dosłownie cały świat, składając mu hołd i dziękując za to, co wniósł w życie ludzi i narodów. Okupił to również cierpieniem, stając się ofiarą zamachu ze strony tych sił, którym krzyżował plany – powiedział kard. Dziwisz.

Jak podkreślał, polski papież cieszył się niezwykłym autorytetem, a jego słowa miały realny wpływ na kształt świata. – Jego słowa o Bogu i człowieku doprowadziły do głębokich zmian społecznych i politycznych w naszej części Europy i w innych częściach świata. Nie jest przesadą zaliczenie Jana Pawła II do grona ojców naszej polskiej wolności i suwerenności – wskazał metropolita krakowski senior.

Kard. Dziwisz przypominał też, że to z ducha Ewangelii Jezusa zrodziła się dzisiejsza cywilizacja europejska. – Ten duch tworzy kod genetyczny naszej kultury. Nie bójmy się szeroko otworzyć dla niego drzwi naszych rodzin i środowisk, naszej narodowej wspólnoty! „Nie bójcie się!” Jan Paweł II chciałby, aby każdy człowiek usłyszał te słowa Zmartwychwstałego Pana; zwłaszcza dzisiaj, gdy wokół jest tyle cierpienia i niepokoju spowodowanych przez pandemię koronawirusa – podkreślił.

Sekretarz św. Jana Pawła II wskazał, że papież zachęcał, aby nigdy nie rezygnować ze starań o kształtowanie ludzkiej wspólnoty. – Wspólnoty bogatej różnorodnością, szanującej historyczne korzenie tożsamości i wspólnoty pogodzonej miłością szczerą, przebaczającą i ofiarną. Nie dajmy się pokonać partykularyzmom, egoizmowi! Szukajmy zgody w duchu ludzkiej i braterskiej solidarności. Stać nas na to, o czym papież był przekonany. Dzieło jego życia przynosi nam dzisiaj, w trudnym dla wszystkich okresie pandemii, pocieszenie i promień nadziei. Mogę was zapewnić, że cechą wyróżniająca św. Jana Pawła II była jego niezachwiana wiara w Boga i towarzyszące jej zaufanie człowiekowi, odkupionemu przez Chrystusa. Papież, któremu przyszło żyć w trudnych czasach, nigdy nie stracił przekonania o wielkości i godności człowieka, nigdy nie porzucił nadziei – powiedział kard. Dziwisz.

za:www.dorzeczy.pl

***

Abp Jędraszewski w 100. rocznicę urodzin Jana Pawła II: Prośmy o siłę wznoszenia polskiej ziemi ku Bogu

- Od początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku Jan Paweł II dostrzegał wzrastającą falę zagrożeń skierowanych przeciwko instytucjom małżeństwa i rodziny – i to o charakterze globalnym - mówił podczas mszy świętej w Sanktuarium św. Jana Pawła II w Krakowie metropolita krakowski abp Marek Jędraszewski. Eucharystię odprawiono w 100. rocznicę urodzin Karola Wojtyły.


Publikujemy pełną treść homilii abp. Marka Jędraszewskiego:

Gdy sprawujemy dzisiaj tę Przenajświętszą Ofiarę, właśnie teraz: między godziną siedemnastą a osiemnastą, dokładnie 100 lat temu, 18 maja 1920 roku, w Wadowicach, w domu przy ul. Kościelnej, przychodził na świat Karol Józef Wojtyła.

O tej samej porze, 58 lat później, w Kaplicy Sykstyńskiej na Watykanie wybrano kardynała Karola Wojtyłę na papieża. Ostatnia notatka w Księdze czynności biskupich Metropolity Krakowskiego, uczyniona jego własną ręką, brzmi bowiem: „Około godz. 17.15 – Jan Paweł II”.

O tej też porze, niemal dokładnie 3 lata później, 13 maja 1981 roku, o godz. 17.19, na Placu św. Piotra Mehmet Ali Agca skierował w stronę Papieża śmiercionośne kule. Jan Paweł II przeżył zamach na swoje życie w sposób prawdziwie cudowny.

Dla nas, ludzi wierzących w Bożą Opatrzność, nie jest to zwykła zbieżność zdarzeń i losowych przypadków. Jest to rzeczywistość, która „daje nam [wiele] do myślenia” o naszych najnowszych dziejach, a przede wszystkim o nim – największym i najbardziej znakomitym z rodu Polaków. Karol Józef Wojtyła – św. Jan Paweł II Wielki. Człowiek niezwykle głęboko zanurzony w czas i w historię, a równocześnie przedziwnie dotykający wieczności i wielkich Bożych spraw.

Pierwsze spotkanie tych dwóch rzeczywistości przeżywał już w latach dziecięcych i młodzieńczych. Patrząc z okna swego wadowickiego domu, Karol Wojtyła widział słoneczny zegar, znajdujący się na ścianie parafialnego kościoła, po drugiej stronie wąskiej ulicy. Na zegarze widnieje napis: „Czas ucieka, wieczność czeka”.

Ten napis mówił mu wtedy przede wszystkim o przemijaniu. Przypominał bolesne odejścia najbliższych mu osób – najpierw matki Emilii, a następnie ukochanego brata Edmunda. Ten napis mówił także o przepaści istniejącej między dwoma porządkami – między czasem a wiecznością. O przepaści, która może być pokonana jedynie przez modlitwę i przez nadzieję. To właśnie wyraził w napisanym w 1939 roku wierszu, który zadedykował swojej matce.

Bieg dalszych wydarzeń sprawił, że owo przecinanie się ludzkiego czasu z wiecznością nabrało dla niego jeszcze bardziej głębokich wymiarów. Dał temu wyraz w napisanym w 1974 roku poemacie Myśląc Ojczyzna…, w którym możemy znaleźć również klucz do zrozumienia jego przyszłości – choć on tej przyszłości nie mógł jeszcze znać.

Pisał: „Słaby jest lud, jeśli godzi się ze swoją klęską”. Tej klęski polskiego ludu doświadczył we wrześniu 1939 roku: po agresji wojsk niemieckich, która nastąpiła 1. września, najpierw uciekając wraz z ojcem na wschód, a po wtargnięciu wojsko sowieckich, 17. września, wracając do Krakowa. Klęską dla tego ludu były również ustalenia konferencji jałtańskiej w 1945 roku i jej konsekwencje w postaci ateistycznego i materialistycznego systemu sowieckiego, który zapanował w Polsce i w innych krajach Środkowo-Wschodniej Europy. Całym sercem czuł się cząstką tego ludu – ale cząstką szczególną: tą, która nie „godzi się ze swoją klęską”. W obliczu eksterminacji polskiej inteligencji w czasie drugiej wojny światowej, dokonywanej przez obydwa totalitarne systemy: brunatny i czerwony, uważał, że za wszelką cenę, dla dobra Ojczyzny, trzeba tworzyć nowe pokolenie tych, którzy staną się jej intelektem, sumieniem i sercem. Stąd jego ciągłe zainteresowanie literaturą, twórczość poetycka, czynny udział w Teatrze Rapsodycznym Mieczysława Kotlarczyka. Jednak po śmierci ojca w 1941 roku zrozumiał, że największą moc ducha osiąga człowiek wtedy, gdy złączy się z mocą samego Chrystusa w sakramencie kapłaństwa. Wstępując w 1942 roku do tajnego Seminarium Duchownego w Krakowie w pełni świadomie szedł „uczestniczyć w Eucharystii światów”, by jej mocą schodzić ku ziemi właśnie po to, aby ją „poszerzyć (…) we wszystkich ludziach”.

Odtąd jego postawa przyjęła postać czuwania. Nie godził się z klęską, więc nie zapominał, „że został posłany, by czuwać, aż przyjdzie jego godzina” – a wszystko dlatego, że „czuwanie jest słowem Pana i słowem Ludu”. Ta jego godzina wybiła 16 października 1978 roku o 17.15. Odtąd jego czuwanie, będące czuwaniem Piotra naszych czasów i trwające prawie 27 lat, przybrało kształt słowa o Panu kierowanego do Ludu – do Kościoła, do Polski, do całego świata. Czynił to z wielką mocą i odwagą – i do odwagi też wzywał innych. „Nie bójcie się! Otwórzcie, otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi!” – brzmiało jego potężne wołanie na Placu św. Piotra w dniu 22 października 1978 roku, powtarzane następnie na wszystkich areopagach świata. Było to wołanie człowieka, który miał pełną świadomość powierzonej mu przez Boga misji. „Czyż Chrystus tego nie chce, czy Duch Święty tego nie rozrządza, ażeby ten papież-Polak, papież-Słowianin, właśnie teraz odsłonił duchową jedność chrześcijańskiej Europy, na którą składają się dwie wielkie tradycje: Zachodu i Wschodu?” – wołał z gnieźnieńskiego Wzgórza Lecha 3 czerwca 1979 roku, w uroczystość Zesłania Ducha Świętego.

Wielcy tego świata za wszelką cenę chcieli położyć kres temu wielkiemu wołaniu. Dlatego doszło do zamachu na jego życie w dniu 13 maja 1981 roku. A wtedy okazało się, że Maryja, której się całkowicie oddał, wyrażając to między innymi poprzez literę „M”, wypisaną na jego biskupim, a następnie papieskim herbie, stała się jego Tarczą, która go swym matczynym płaszczem potężnie osłania i broni. „Czyjaś ręka strzelała, ale inna Ręka prowadziła kulę” – powiedział później.

W sposób decydujący przyczynił się do upadku „imperium zła”. Jego „moc wiary okazała się siłą – pisał o nim kilka dni temu papież-emeryt Benedykt XVI – która na koniec w roku 1989 wytrąciła z równowagi sowiecki system siły i umożliwiła nowy początek. Nie ulega wątpliwości, że wiara papieża stanowiła istotny element w przełamaniu sił. I z pewnością także tutaj widoczna jest owa wielkość, która ujawniła się w przypadku Leona I i Grzegorza I”. Michaił Gorbaczow, wspominając swoje spotkanie z Ojcem Świętym z grudnia 1989 roku, pod koniec „Jesieni narodów” naszej części Europy, stwierdził: „Jan Paweł II jest człowiekiem, który przyczynił się do uszlachetniania naszych czasów, do zakorzenienia w nich zasad takich, jak dobro, sprawiedliwość i solidarność. I to nie zostanie zapomniane”.

Jednakże upadek komunistycznego „imperium zła” bynajmniej nie położył kresu odwiecznych zmagań dobra ze złem. Wynika to zresztą z przesłania zwartego w Apokalipsie św. Jana Apostoła. Od początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku Jan Paweł II dostrzegał wzrastającą falę zagrożeń skierowanych przeciwko instytucjom małżeństwa i rodziny – i to o charakterze globalnym. Broniąc rodziny jako podstawowej struktury społecznej, już w 1994 roku ofiarowywał Bogu nie tylko swoją tytaniczną pracę i żarliwą modlitwę, ale także coraz bardziej przenikające go cierpienie – zgodnie z nauką św. Pawła Apostoła, łącząc je z cierpieniami Chrystusa „dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół” (por. Kol 1, 24). W swojej ostatniej książce Pamięć i tożsamość pisał wprost o nowej „ideologii zła”, która „w pewnym sensie [jest jeszcze] głębsza i bardziej ukryta, usiłująca wykorzystać nawet prawa człowieka przeciwko człowiekowi oraz przeciwko rodzinie” (s. 20).

Jednakże odchodząc, pozostawił nam nadzieję: to ostatecznie Boża Opatrzność wyznacza miarę złu. Kiedyś ono upadnie. Najważniejsze, by zwyciężało w nas dobro, zakorzenione w Bożej Dobroci. Najbardziej istotne jest to, aby zło dobrem zwyciężać (por. Rz 12, 21). Na tym polega tajemnica paschalna – tajemnica zwycięstwa Chrystusa nad złem, grzechem, śmiercią i szatanem – której uczestnikami staliśmy się od chwili Chrztu. Z tego wynika nowy, eschatologiczny sens ludzkich zmagań o dobro, o którym pisał w poemacie Myśląc Ojczyzna…: „Ucząc się nowej nadziei, idziemy poprzez ten czas ku ziemi nowej”. W imię tej nowej nadziei wyznawał: „wznosimy ciebie, ziemio dawna, jak owoc miłości pokoleń” – jako owoc tej miłości, która „przerosła nienawiść” i która w imię Chrystusa ciągle tę nienawiść przerasta.

O tę siłę wznoszenia naszej polskiej ziemi ku Bogu, o nieustanne wzrastanie w nas miłości, która przerasta nienawiść, o niezłomność w zwyciężaniu zła dobrem prośmy teraz gorąco Najlepszego Ojca za przyczyną św. Jana Pawła Wielkiego. Amen.

za:niezalezna.pl

***

Ostatnie (niewygłoszone!) przesłanie św. Jana Pawła II


Najdrożsi bracia i siostry, także dziś rozbrzmiewa radosne Alleluja!

Dzisiejszy fragment Ewangelii św. Jana przypomina, jak Zmartwychwstały, wieczorem tamtego dnia, ukazał się Apostołom i pokazał im swoje ręce i bok - znaki męki niezatarte również po zmartwychwstaniu. Te chwalebne rany, które osiem dni później pozwolił dotknąć niewiernemu Tomaszowi, objawiają Boże Miłosierdzie, które tak umiłowało świat, że dało swojego Syna Jednorodzonego. Ta tajemnica miłości Boga znajduje się w centrum dzisiejszej liturgii niedzieli in Albis, poświęconej kultowi Miłosierdzia Bożego.


Ludzkości,

która zdaje się być

zagubiona i zdominowana

przez siły zła,

egoizmu i strachu,

Zmartwychwstały Pan

ofiaruje miłość,

która przebacza, jedna

i otwiera ducha na nadzieję.

Ta miłość

przemienia serca

i ofiaruje pokój.

Jak konieczne

jest światu

zrozumienie

i przyjęcie

Bożego Miłosierdzia.

Panie, który poprzez swoją śmierć i zmartwychwstanie objawiasz miłość Ojca, wierzymy w Ciebie i z ufnością powtarzamy dziś: Jezu ufam Tobie, miej miłosierdzie dla nas i całego świata. Liturgiczna uroczystość Zwiastowania Pańskiego, którą obchodzić będziemy jutro, zachęca nas do kontemplacji oczyma Maryi niezmierzonej tajemnicy tej miłości miłosiernej, która wypływa z Serca Jezusowego. Wspomożeni przez Nią, możemy wgłębić się w prawdziwy sens radości paschalnej, która opiera się na tej pewności: Ten, którego Dziewica nosiła w swoim łonie, który cierpiał i umarł dla nas, naprawdę zmartwychwstał. Alleluja.

Przygotowane na modlitwę Regina Coeli 3 kwietnia 2005 roku

za:www.fronda.pl

***

"Wymagajcie od siebie, nawet jeśli nikt od was nie wymaga"
- Wymagamy?...

- Wołaliśmy-pamiętasz? "Zostań z nami!"
- Został! Jest!
kn

Polecamy też:

https://jp2.tvp.pl./

https://jp2online.pl/intro.html

Copyright © 2017. All Rights Reserved.