Polecane
Wieczna chwała zwyciężonym!
Kolejne, już 76. obchody rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego przez znakomitą większość Polaków zostały przeżyte w głębokim skupieniu oraz zrozumieniu dla wielkości powstańczego dzieła i jego fundamentalnego znaczenia dla przyszłych losów naszego kraju.
Jednak jak co roku pojawiły się też głosy tzw. realistów, którzy
starają się podważyć sens heroicznego zrywu walczącej stolicy. Uzasadniają oni swoje stanowisko według schematu wytyczonego już przez komunistów: żołnierze to bohaterowie, ale dowódcy, a zwłaszcza sama decyzja o podjęciu walki o wolność, stanowią samo zło, obłęd czy wręcz zbrodnię. Pomijając oczywistą obelgę wobec żyjących herosów powstania, którym wmawia się, że uczestniczyli w czymś niemądrym, koryfeusze mikrorealizmu mówią nam tym samym, że bohaterami starożytnych Termopil nie byli wcale bohaterscy Spartanie, którzy wszakże przegrali i wyginęli co do jednego, lecz Persowie. Nic bardziej mylnego! Obrońcy Termopil żyją w pamięci rodzaju ludzkiego od tysięcy lat, a o perskim imperium pamiętamy wyłącznie dzięki bohaterstwu garstki Spartan. Gloria victis!
Adrian Stankowski
za:niezalezna.pl
***
Powstanie Warszawskie. Ksiądz Wyszyński znalazł kartkę z dwoma słowami
Rozmowa DoRzeczy.pl z historykiem Piotrem Dmitrowiczem, dyrektorem Muzeum Jana Pawła II i Prymasa Wyszyńskiego.
Damian Cygan: Co papież Jan Paweł II mówił o Powstaniu Warszawskim?
Piotr Dmitrowicz: Myślę, że fundamentalne dla nas wszystkich są słowa, które padły 2 czerwca 1979 roku na ówczesnym Placu Zwycięstwa. Jan Paweł II dokonał wtedy głębokiej analizy polskiej historii, mówiąc, że nie sposób zrozumieć tego miasta, Warszawy, osamotniej w walce, bez Chrystusa na Krakowskim Przedmieściu. Sądzę, że to jest niejako kwintesencja myślenia papieża o Polsce i naszej historii.
A kard. Stefan Wyszyński? Pewnie nie wszyscy wiedzą, że jako młody ksiądz asystował przy operacjach rannych uczestników Powstania Warszawskiego.
W sierpniu 1944 roku prymas Wyszyński był kapelanem AK okręgu wojskowego Żoliborz-Kampinos. Pełnił tę funkcję w Laskach pod Warszawą. To było dla niego przeżycie na całe lata. Na jego rękach umierali młodzi chłopcy. On ich pocieszał w tej ostatniej drodze, pomagał w szpitalu polowym. Widział ogromne cierpienie ludzi. Potem całe życie nosił w sobie pamięć o tym powstaniu. W latach PRL-u, kiedy próbowano szargać pamięć powstańców, kard. Wyszyński zawsze przy okazji rocznicy 1 sierpnia przypomniał o tamtym zrywie. Z jednej strony oddawał hołd bohaterom, z drugiej, jako prymas i jako człowiek kierujący Kościołem w Polsce, zawsze starał się robić wszystko, żeby do rozlewu krwi nie dochodziło – czy to przy okazji masakry na Wybrzeżu w grudniu 1970 roku, czy w trakcie późniejszych dramatycznych wydarzeń. Wyszyński pamiętał, jak wielką ofiarę złożyła Warszawa w sierpniu 1944 roku. Jest też taka historia, która chyba dobrze oddaje przeżycia prymasa dotyczące tamtych wydarzeń. Mianowicie pod koniec powstania, kiedy spacerował w Laskach i patrzył na Warszawę, niszczoną już wtedy systematycznie przez Niemców, spadła mu pod nogi nadpalona kartka z dwoma słowami: "Będziesz miłował". On te słowa uznał za motto życiowe swojej drogi. Po śmierci kard. Wyszyńskiego żołnierze batalionu Parasol przekazali mu jeden z orderów Virtuti Militari, który właśnie eksponujemy w naszym muzeum na specjalnej wystawie.
Mam wrażenie, że od kilku lat 1 sierpnia jest jedną z najważniejszych, o ile nie najważniejszą rocznicą w roku. Pamięta o niej dużo ludzi młodych, którzy Powstanie Warszawskie znają tylko z książek, filmów i przekazów internetowych. Czy dokonała się zmiana pokoleniowa?
Fenomen Powstania Warszawskiego jest ogólnopolski i to jest niesamowite. Z badań przeprowadzonych w ostatnich latach wynika, że 1 sierpnia to jedna z najbardziej znanych Polakom dat. Co więcej, nie przechodzą wobec tej daty obojętnie, ponieważ w tym dniu w wielu polskich miastach coś się dzieje. O godz. 17:00 ludzie przystają na chwilę, wyją syreny. To buduje pewną wspólnotę. Każdy, kto choć raz był w Warszawie w godzinę "W", zatrzymał się na ulicy i przez minutę trwał w bezruchu, wie, że to niezwykle silne i mocne przeżycie pokazujące, że możemy być razem. Że pamięć potrafi nas łączyć.
Co robić, żeby taką atmosferę utrzymać jak najdłużej?
W ostatnich latach zwłaszcza historia najnowsza zaczyna wśród młodych ludzi bardzo mocno kiełkować. Moim zdaniem to wynika z wielu zaniedbań popełnionych wcześniej, kiedy o historii mówiono najczęściej w sposób sztampowy. Oczywiście nie mam nic przeciwko takim wydarzeniom jak składanie kwiatów itp., bo tego typu uroczystości wpisują się w pewien element pokazywania, że państwo pamięta o ważnych rocznicach. Natomiast jeśli towarzyszą temu różnego rodzaju akcje, takie jak choćby oddawanie krwi 1 sierpnia, że powstają murale, organizowane są biegi – to wszystko pokazuje, jak powinniśmy myśleć o historii. Ona powinna być wokół nas, a nie tylko taką podręcznikową pamięcią od rocznicy do rocznicy.
Powstanie Warszawskie wybuchło 76 lat temu. Świadków tamtych wydarzeń jest z każdym rokiem coraz mniej. Czy nie jesteśmy winni powstańcom czegoś więcej, niż tylko wdzięczność hołd i pamięć? Nie wystarczy krzyknąć raz w roku: "Chwała bohaterom!". Potrzebne są czyny.
Absolutnie tak i tutaj są dwie drogi. Pierwsza to działania instytucji państwa oraz pomoc powstańcom, także finansowa. Druga – wsparcie ze strony młodych ludzi. Było czymś niesamowitym, kiedy w czasie pierwszej fali pandemii to właśnie często młodzież dostarczała powstańcom leki i żywność. Byli i pamiętali o nich. Jeśli ci starsi ludzie, niekiedy po latach więzienia, zapomniani i żyjący często na marginesie, mogą się teraz otaczać młodymi ludźmi, którzy ich słuchają, rozmawiają z nimi, to jest to coś nie do przecenienia. I nie chodzi tylko o powstańców warszawskich, ale w ogóle o wszystkich, którzy przeżyli II wojnę światową. Oni faktycznie odchodzą i za chwilę nie będzie już takich świadków historii, więc rozmowy z nimi, w tym nagrywanie wspomnień, to jest sprawa fundamentalna.
za:dorzeczy.pl