Witamy serdecznie na stronie internetowej Oddziału Łódzkiego
Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Mamy nadzieję, że ułatwimy Państwu docieranie do rzetelnej informacji. Tutaj chcemy prezentować wielkość oraz problemy naszego Kościoła, zagadnienia społeczne, cywilizacyjne, publikacje członków Stowarzyszenia, stanowiska w ważnych kwestiach. Nie będziemy konkurować w informacjach bieżących z innymi portalami (niektóre z nich wskazujemy w odnośnikach), natomiast gorąco zapraszamy do lektury wszystkich tekstów - ich aktualność znacznie przekracza czas prezentacji na stronie głównej. Zachęcamy do korzystania z odnośników: "Publikacje" i "Polecane". Mamy nadzieję na stały rozwój strony dzięki aktywnej współpracy użytkowników. Z góry dziękujemy za materiały, uwagi, propozycje.
Prosimy kierować je na adres: lodz@katolickie.media.pl

Polecane

Prof. Wacław Leszczyński: Gdyby nie Powstanie Warszawskie, to większość mieszkańców stolicy poszłaby na Sybir

Miał 8 lat, gdy trwało Powstanie Warszawskie, jego Mama była kurierką w AK, ojciec żołnierzem armii Andersa. Gdy dziś wspomina tamten czas i snuje refleksje związane z Powstaniem oraz z niemiecką okupacją, to na pewno wie, co mówi: Wacław Leszczyński, dziś profesor, wybitny uczony, specjalista od żywności, ale też utalentowany felietonista i zaangażowany patriota. Prezentujemy jego spojrzenie na Powstanie Warszawskie.

Z okazji rocznicy Powstania Warszawskiego trwa w mediach dyskusja na jego temat. Krytykuje się je, że było bez szans i że spowodowało zniszczenie miasta i wymordowanie 200 tysięcy jego mieszkańców. Przywołuje się krytyczne opinie Naczelnego Wodza, gen. Kazimierza Sosnkowskiego. Potępia się dowództwo Armii Krajowej za rozkaz rozpoczęcia Powstania.

Powstanie Warszawskie, wobec niepisanego porozumienia Niemców i Rosjan, nie miało szans na zwycięstwo militarne (choć są ewidentne dowody, że osłabiło całą niemiecka obronę na wschodzie i pomogło sowieckiej ofensywie). Szans jednak nie miał również protest dzieci we Wrześni w 1901 r. Nie miały ich też Powstania Śląskie, ani obrona Warszawy w 1920 r., nie miała „Solidarność”. Nie miało ich też Powstanie Węgierskie w 1956 r. i obrona Wielkiej Brytanii w 1940 r. (gdyby nie Churchill…). Premier rządu polskiego na uchodźstwie, Stanisław Mikołajczyk popierał wybuch Powstania licząc, że wobec niego łatwiej negocjować mu będzie w Moskwie, gdzie się wybierał. Gen. Kazimierz Sosnkowski był przeciwny powstaniu przeciw Niemcom, bo znał stanowisko aliantów wobec sprawy polskiej. Ale i on w Instrukcji z 18 października 1943 r. napisał: „Rozpaczliwe są akty w życiu narodów niekiedy nieuniknione, ze względu na zbiorowe uczucie społeczeństwa, na symbolikę polityczną tych aktów i ich znaczenie moralne dla potomności”.

Emigracyjne władze znały sytuację międzynarodową, ale nie do końca znały nastroje Polaków. Kto wtedy nie był w Warszawie, niech nie zabiera głosu, bo nie ma o tym pojęcia!! W lipcu przez Warszawę i okolice wycofywały się w nieładzie masy niemieckiego wojska z frontu. Wraz z nim uciekali przed Rosjanami osadnicy niemieccy, konnymi furmankami z dziećmi, z bydłem. Widok ich, wystraszonych, pokornych oraz uciekającego wojska podnosił ducha w społeczeństwie, i tak w czasie okupacji bardzo silnego. Warszawiacy chcieli pomsty za niemieckie zbrodnie, za Wawer, Palmiry, Pawiak, Szucha, za Getto, za egzekucje uliczne. Warszawa przypominała beczkę prochu, wystarczyła iskra, by wybuchła. Zza Wisły dochodził huk artylerii, Rosjanie byli blisko Warszawy. 29 lipca 1944 r. „Radio Moskwa”, a 30 lipca „Radiostacja im. Kościuszki” (nadająca z Moskwy) nawoływały: „Wojska radzieckie nacierają gwałtownie i zbliżają się do  Pragi… Niemcy wyparci z Pragi będą usiłowali bronić się w Warszawie. Zechcą zniszczyć wszystko… Ludu Warszawy! Do broni! Uderzcie na Niemców!... Milion ludności Warszawy niech stanie się milionem żołnierzy, którzy wypędzą niemieckich najeźdźców i zdobędą wolność”. Na rozkaz Moskwy, powstanie rozpoczęłaby Gwardia Ludowa, przy pełnym zaskoczeniu AK.

Tak więc, gdyby nie rozkaz dowództwa AK, powstanie i tak by wybuchło – z takim samym skutkiem. Bo zarówno w planach Niemców, jak i sowietów było dokumentne zniszczenie Warszawy, stolicy Polski. Rosjanie celowo wstrzymali natarcie, żeby to Niemcy zrujnowali Warszawę. Nie pozwolili na terenach zajętych przez siebie na lądowanie alianckich samolotów niosących pomoc Powstaniu. Bo Warszawa po zajęciu przez Rosjan, miała być stolicą 17-ej republiki radzieckiej, z wymienioną ludnością na lojalną komunistom i ze zburzoną „burżuazyjną” zabudową. I to się stało. Warszawa pod rządami komunistów była miastem zamkniętym dla dawnych jej mieszkańców i wycofywano wydane wcześniej zgody na odbudowę spalonych kamienic, w tym zabytkowych, które wyburzono po 1946 r.

Gdyby jednak powstania nie było, to większość mieszkańców Warszawy poszłaby na Sybir tak, jak ludność terenów wschodnich II RP w latach 1939-41, a żołnierzy Armii Krajowej „stojącej z bronią u nogi”, „współpracującej z Gestapo” oraz „faszystowską” inteligencję wymordowano by w jakichś nowych Katyniach. To zostało zresztą w części dokonane w latach 1945-56 przez agentów Stalina z UB. A opinia światowa byłaby na to tak samo obojętna, jak w przypadku sowieckiej okupacji Kresów Wschodnich. Czas trwania Powstania i jego nagłośnienie na świecie zmusiły Rosję do rezygnacji z wcześniejszych planów i do utworzenia pseudo samodzielnego państwa, nazwanego potem PRL-em. Wstrzymanie ofensywy sowieckiej na dwa miesiące, przez jakie trwało Powstanie, umożliwiło aliantom zajęcie znacznej części Niemiec, co uchroniło je od zajęcia w całości przez Rosjan. Takie są niedoceniane wciąż skutki Powstania Warszawskiego.

Zawzięcie krytykuje Powstanie i atakuje jego pamięć opozycja, zwłaszcza pogrobowcy „komuny”. Swe stanowisko wyraziła ona w czasie „Marszu Powstania” obscenicznym zachowaniem swego zwolennika na Krakowskim Przedmieściu i hasłami „precz z faszystami” tak, jak Powstańców nazywali agenci Kremla w czasach PRL. Politycy opozycji i prezydent Warszawy, zamiast potępić te haniebne incydenty w czasie obchodów Powstania, zapowiadają „walkę z faszyzmem” (tzn. z patriotyzmem). Może to wreszcie otworzy oczy tym normalnym ludziom, którzy wciąż  popierają opozycję?

Wacław Leszczyński

za:bialykruk.pl

***

Ryszard Czarnecki: Moralny wymiar walki AK

4 czerwca upłynęła 77. rocznica niemieckich pacyfikacji wsi w Świętokrzyskim (wieś Krajno Pierwsze) i Małopolsce (wieś Nasiechowice w powiecie Miechów). Były one jednymi z  bardzo wielu dokonanymi przez Niemców w latach 1939-45. Składając hołd ludziom, którzy zginęli tylko za to, że byli Polakami chcę dziś pokazać może nieco zapomniany moralny wymiar  polskiego oporu podczas II wojny światowej.

Nasi historycy, omawiając dzieje Polski podczas II wojny światowej, skupiają się na walce zbrojnej, życiu politycznym (podziemnym i emigracyjnym), koncepcjach ideowo-ustrojowych polskich elit w kontekście myślenia o powojennej państwowości czy wreszcie eksterminacji Narodu. Tymczasem niesłusznie na dalszy plan schodzi moralny wymiar narodowego oporu, jego uwarunkowania etyczne, mające istotny wpływ i na formy walki i jej kształt.

„Strach to synonim niewolnictwa”

Tu analizując polską prasę podziemną z lat 1939-1944 widać, że to właśnie szeroko rozumiany moralny wymiar walki określał postawy naszego narodu wobec obu najeźdźców.

Składały się na nie:
1. Zwalczanie negatywnych zjawisk społecznych, generowanych przez wojnę
2. Ukazywanie metod i technik używanych przez okupantów dla duchowego złamania Polaków oraz proponowanie środków samoobrony.
3.  Projekcja prospołecznych, pozytywnych zachowań jednostek i środowisk.
4. Ukazywanie moralnych i etycznych wartości oporu, indywidualnego i zbiorowego.
5. Znaczenie solidarności: rodzinnej, sąsiedzkiej, środowiskowej i narodowej, przeciwdziałanie atomizacji społecznej.
6. Propagowanie ideałów bohaterskich oraz wzorców postaw i cech charakteru, które kształtowały wolę oporu.
7. Promowanie opieki nad grupami narażonymi na negatywne skutki wojny, na przykład – nad młodzieżą.
8. Kreowanie nowoczesnego patriotyzmu głęboko zakorzenionego w chrześcijańskiej  tradycji.
9. Promowanie wartości chrześcijańskich (katolickich) w życiu społecznym Polski pod okupacją, a  w przyszłości Polski Niepodległej.

Pozwolę sobie ilustrować rozważania cytatami z  prasy konspiracyjnej, głównie z „Biuletynu Informacyjnego”  ZWZ-AK.

„Strach to synonim niewolnictwa, a my musimy być w Sobie wolni. O siłę wewnętrznej wolności musi każdy prawy Polak dziś z samym sobą stoczyć bój” – pisała „bibuła”. Władze Polskiego Państwa Podziemnego wiedziały, że nieprzygotowanie społeczeństwa do takiej skali terroru niemieckiego – a było to zjawisko niespotykane w historii nowożytnych wojen – groziło po polskiej stronie paraliżem moralnym, ekonomicznym i politycznym. Stąd apelowano: „jedynie ludzie odważni, ludzie  z mózgiem i sercem, poczuciem godności osobistej i narodowej odbudują Polskę nową, lepszą, szczęśliwszą” . AK-owska prasa przedstawiała strach jako narodowego wroga: „Lęk i strach są celowo potęgowane (…). Tej celowej akcji wroga musimy przeciwstawić celową akcję polską. Akcję potęgowania spokoju”.  Eksponowano rolę pracy nad sobą: „Trzeba (…) starać się o zdobycie postawy bohaterskiej (…) Tak zwany człowiek odważny boi się zwykle tak samo, jak każdy śmiertelnik, ale opanowuje swój strach, nie ujawnia go”.  Podkreślano, że heroizm całego narodu jest sumą postaw indywidualnych: „Każdy wyrobiony Polak i Polka winni być w swoim bliższym i dalszym otoczeniu uosobieniem opanowania wewnętrznego i równowagi nerwów”.    

„Polak nie może bać się niczego i nikogo prócz trwogi Boga”

Charakterystyczne jest to, że w takim myśleniu odpowiedzialność za kraj ponoszą nie tylko elity , wojsko czy rząd RP na Uchodźstwie, ale po prostu wszyscy Polacy: „walcząca dziś armia polska – to my. Front walki biegnie naszymi miasteczkami i wsiami, przepoławia nasze ulice i domy. Na froncie muszą być straty. Ale kto padnie – ten pada w walce, ten męką własną dźwiga w niewoli ojczyznę”.

Walka z wrogiem ma wymiar moralny właśnie, jawi się jako element ustawicznej pracy nad sobą: „Charakter wyrabia się w walce. W codziennej gotowości krzepnie wola, rodzi się zamiłowanie do wysiłku i spokój  pozwalający żyć w niebezpieczeństwie”.

Podziemne władze apelowały o opór cywilny, a ten musiał być następstwem odrzucenia strachu: „miedzy okrutną rzeczywistością i dniem jutrzejszym nie może nam zabraknąć jednego – odwagi. Może już niedaleko chwila, gdy od nas samych zależeć będzie los Polski. Chwila ta nie może zastać nas zastraszonych i złamanych. Wśród okropności, w których żyjemy, Polak nie może się bać niczego i nikogo prócz trwogi Boga”.       

Naród to wspólnota

Okupacja niemiecka oznaczała nędzę, a często  głód – w  związku z tym wzywano do samoorganizowania się i wzajemnej pomocy, sformułowano „Wytyczne walki o chleb”. Tak, jak później komuniści antagonizowali różne warstwy społeczne oraz wieś i miasto, tak samo wcześniej czynił niemiecki najeźdźca. Podziemna prasa wyjaśniała: „Okupant (…) w  jednakowym stopniu gnębi wieś i miasto, a gadzinowa prasa z całą perfidią (…) podjudza miasto na paskarzy – chłopów”. Najważniejszy jest solidaryzm narodowy: „obowiązkiem wszystkich rozumnych Polaków we wsiach i miastach jest stałe i uporczywe informowanie o prawdziwym stanie rzeczy celem przeciwdziałania rozbijaniu społeczeństwa”. Doprawdy, najpierw niemieccy, a potem sowieccy okupanci imali się tej samej metody: dzielenia Polaków, i skłócania ich na zasadzie ‘divide et impera’.

Lektura apeli Kierownictwa Walki Cywilnej oraz AK wskazuje, że odwoływały się one do zasady solidarności narodowej. Tak było w przypadku akcji walki z głodem, przeciwdziałania konfliktowi „wieś- miasto”, akcji pomocy dla ponad stu tysięcy Polaków  wysiedlonych w latach 1942-1943 z Zamojszczyzny. Ale także zachowania wobec codziennych niemieckich łapanek, które obok strat ludzkich, wywoływały także, może paradoksalnie, ogromny wzrost poczucia wspólnoty narodowej, jakiś poryw najszlachetniejszej wzajemnej samopomocy”.

Solidaryzm narodowy ważniejszy był od walki klas. Prasa podziemna zamieściła „Wezwanie do pracodawców”. Apelowano w nim do omijania niemieckich przepisów w celu polepszenia sytuacji materialnej pracowników, ale też przestrzegano przed bogaceniem się kosztem robotnika: „Każdy pracodawca obowiązany jest dbać o interesy pracownika, jak o swoje własne”. Bo  pracodawca-Polak stał się „jedynym czynnikiem polskim, który w dzisiejszych warunkach może w pewnym stopniu zmniejszyć nędzę mas robotniczych”. Reasumując: walka klas – nie, solidarność narodowa – tak. „Biuletyn Informacyjny AK”  apelował, aby nie czekać z ważnymi sprawami do zakończenia wojny: „Nie można, nie trzeba, nie wolno odkładać życia na po wojnie! Ani życia osobistego, ani społecznego”.

Być może wszystkie te apele, wyzwania i artykuły najlepiej wyrażał tytuł jednego z nich: „Wyrzeczenie się polskości jest zdradą”.

za:www.tysol.pl

Copyright © 2017. All Rights Reserved.