Witamy serdecznie na stronie internetowej Oddziału Łódzkiego
Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Mamy nadzieję, że ułatwimy Państwu docieranie do rzetelnej informacji. Tutaj chcemy prezentować wielkość oraz problemy naszego Kościoła, zagadnienia społeczne, cywilizacyjne, publikacje członków Stowarzyszenia, stanowiska w ważnych kwestiach. Nie będziemy konkurować w informacjach bieżących z innymi portalami (niektóre z nich wskazujemy w odnośnikach), natomiast gorąco zapraszamy do lektury wszystkich tekstów - ich aktualność znacznie przekracza czas prezentacji na stronie głównej. Zachęcamy do korzystania z odnośników: "Publikacje" i "Polecane". Mamy nadzieję na stały rozwój strony dzięki aktywnej współpracy użytkowników. Z góry dziękujemy za materiały, uwagi, propozycje.
Prosimy kierować je na adres: lodz@katolickie.media.pl

Polecane

Konfederackie paradoksy i niejednoznaczności

Na potencjalnych, przyśpieszonych wyborach najwięcej może zyskać Konfederacja. Formacja Krzysztofa Bosaka może się stać języczkiem u wagi. I wcale nie jest powiedziane, że konfederatom byłoby bliżej do PiS.

Przy okazji spięć w Zjednoczonej Prawicy wielu polityków i prawicowych komentatorów dość frywolnie zaczęło podchodzić do pomysłu przyśpieszonych wyborów. Dla niektórych trudna do wyobrażenia jest utrata władzy przez obóz patriotyczny. Jak twierdzą „optymiści”, nawet jeśli PiS nie zdobędzie ponad 230 mandatów, to dobierze sobie do koalicji Konfederację. A jeśli formacji Krzysztofa Bosaka i Janusza Korwin-Mikkego nie będzie w smak sojusz z Jarosławem Kaczyńskim, to i tak obecna opozycja nie będzie w stanie stworzyć trwałej większości. Na przeszkodzie ma stać nierozwiązywalny konflikt między Konfederacją a Lewicą. Co do tej drugiej kwestii, to Lewica może zostać zepchnięta pod próg przez ugrupowanie Szymona Hołowni. A wtedy może zostać wyjaśniona też pierwsza kwestia. Konfederatom może być bliżej do sojuszu z Platformą i Hołownią, niż nam się wydaje.

Od zawsze blisko

Bliskość środowiska skupionego wokół Janusza Korwin-Mikkego do prawicy została zakodowana w umysłach prawicowych polityków po aferze lustracyjnej w 1992 r. Korwin-Mikke wydawał się wtedy sojusznikiem Antoniego Macierewicza w walce z pozostałościami wpływów PZPR w strukturach państwa polskiego. Jeśli jednak spojrzymy na drogę kolejnych partii Korwin-Mikkego, to zobaczymy jego bliskość przede wszystkim do środowiska… Platformy Obywatelskiej. Już w 1998 r. UPR wystartowała w wyborach samorządowych wspólnie z Unią Wolności. W 2001 r. UPR startowała do Sejmu razem z Platformą Obywatelską. Z UPR wywodzi się wielu prominentnych działaczy PO, takich jak Sławomir Nitras, Cezary Grabarczyk czy Joanna Mucha. Oczywiście ktoś może powiedzieć, że na Konfederację składa się, oprócz partii KORWiN, także Ruch Narodowy. Jednak Roman Giertych, który przewodził kiedyś polskim narodowcom, dzisiaj kandyduje raz po raz z ramienia PO.

A jeśli ktoś myśli, że sojusz z PO i Szymonem Hołownią będzie nie do przełknięcia dla elektoratu Konfederacji, niech spojrzy na fora internetowe tej formacji. Niechęć nie tylko do programu 500+, lecz także jego beneficjentów, jaka z nich wyziera, rzadko spotykana jest nawet na forach „Gazety Wyborczej” czy „Newsweeka”. Jest bardzo prawdopodobne, że koalicja Bosak-Budka-Hołownia będzie chciała przynajmniej ograniczyć zasięg tego programu.

Zamiast Unii… oś Berlin–Moskwa

Jeśli poglądy gospodarcze Konfederacji mogą zwolenników obozu patriotycznego przyprawiać o ból głowy, to przynajmniej w kwestii polityki zagranicznej ugrupowanie Krzysztofa Bosaka i Janusza Korwin-Mikkego pozornie wydaje się rozsądne. Na tle błagających o interwencję Brukseli w naszym państwie polityków PO konfederaci wydają się wręcz wzorowymi patriotami. Przecież poglądy narodowe, przede wszystkim sprzeciw wobec mieszania się UE w sprawy naszego kraju, jest głównym spoiwem Konfederacji. I w swoim sprzeciwie wobec Unii obecni konfederaci zawsze byli konsekwentni. Problem w tym, gdzie widzą oni alternatywę dla Unii. Zarówno wolnościowcy, jak i narodowcy tworzący Konfederację spoglądają wzorem Romana Dmowskiego w stronę Moskwy. A droga przez Moskwę wiedzie prosto do… Berlina. Tam na konfederatów już czeka Platforma Obywatelska.

Można bardzo łatwo sobie wyobrazić wspólną politykę zagraniczną PO i Konfederacji, prowadzoną w imię minimalizmu politycznego, dla niepoznaki nazywanego realizmem. Osłabieniu z pewnością uległaby współpraca Polski z USA. Już dziś obecne relacje polsko-amerykańskie są obiektem głośnej krytyki zarówno ze strony Platformy, jak i Konfederacji. Można przypuszczać, że rząd Krzysztofa Bosaka i Borysa Budki zrezygnuje z Inicjatywy Trójmorza czy zwiększania amerykańskiej obecności wojskowej w Polsce. A wtedy korki od szampana wystrzelą zarówno w Moskwie, jak i w Berlinie.

Polska młodzież jest inna

Mimo dosyć dobrze widocznej bliskości Konfederacji do Platformy, wielu komentatorów bliższych obozowi patriotycznemu widzi jednak pewną nadzieję w Konfederacji. Ma ona przyciągać do siebie młodzież, która inaczej zostałaby zagospodarowana przez skrajną lewicę. Ta opinia jest częściowo prawdziwa. Owszem, konfederackiej młodzieży bliskie są wartości narodowe czy konserwatywne. Jednak równie ważny, o ile nie ważniejszy, jest dla niej skrajny, wręcz darwinistyczny liberalizm gospodarczy. Jest to zasługa w dużej mierze Janusza Korwin-Mikkego, polityka i publicysty tyleż ekscentrycznego, co niezwykle charyzmatycznego. Korwin-Mikke od 30 lat przyciąga kolejne pokolenia młodzieży swoją krytyką jakiejkolwiek aktywności państwa w gospodarce, jakiejkolwiek pomocy słabszym i wszelkich ograniczeń wolności osobistej.

Za sprawą Janusza Korwin-Mikkego duża część polskiej młodzieży jest inna niż młodzież niemiecka czy amerykańska. O ile młodzi Niemcy czy Amerykanie domagają się większej aktywności państwa, aby pomóc słabszym i czynić świat „lepszym”, wielu młodych Polaków domaga się „państwa minimum”. Ma to swoje dobre i złe strony. O ile polska młodzież w większości nie daje się nabrać na modny ostatnio eko-socjalizm, to wielu pociąga jego przeciwieństwo – skrajny liberalizm gospodarczy. A on nie jest w ich interesie. Można zrozumieć, że rozwiązania liberalne popierają ludzie majętni (czyli raczej wyborcy PO), którzy i tak już mają wystarczające zasoby, aby skutecznie rywalizować na „dzikim rynku”. Ale poparcie dla liberalizmu gospodarczego przez ludzi młodych (czyli wyborców Konfederacji) wydaje się dziwne. Jeśli nie mają oni bogatych rodziców, to brak wsparcia państwa, w postaci chociażby publicznej edukacji czy państwowego transportu, skazuje ich na gorszą pozycję w wyścigu rynkowym.

Jest jeszcze nadzieja

Rosnąca pozycja Konfederacji nie jest raczej dobrą wiadomością dla tych, którzy pragnęliby silnej Polski. Nie da się zbudować silnej Polski na koncepcji „państwa minimum” i na minimalizmie w polityce zagranicznej. Jednak paradoksalnie rosnąca pozycja Konfederacji nie jest też dobrą wiadomością dla jej wyborców. Realizacja jej programu doprowadziłaby tylko do pogłębienia problemów, z którymi boryka się młode pokolenie. Problemów takich jak niskie zarobki, słaba dostępność mieszkań, niestabilne warunki pracy, wysokie bariery awansu. Program totalnej deregulacji rynku pracy, wycofania państwa z gospodarki (w tym z rynku nieruchomości) i balcerowiczowskiego monetaryzmu jeszcze pogłębi problemy polskiej młodzieży. Bez państwowej kontroli warunków pracy i zatrudnienia, wyśmiewani w memach „janusze biznesu” będą mogli już zrobić z młodymi pracownikami, co chcą. A polityka „walki z inflacją” sprawi, że większość młodych Polaków nie dostanie nawet 30-letniego kredytu.

Kwestie gospodarcze są tymi, o których obóz patriotyczny musi mówić, jeśli chce odbić młodzież z rąk Konfederacji. Większość reform dobrej zmiany miała właśnie służyć młodym Polakom. Program 500+, program Mieszkanie+, wzmocnienie szkolnictwa zawodowego, reforma uczelni wyższych, prokredytowa polityka monetarna, podwyżki płacy minimalnej czy ograniczenie śmieciowości umów to działania, które służą przede wszystkim młodym ludziom. W kilku wymienionych obszarach trzeba by było nieco usprawnić działania. Jednak duża część z nich powinna być lepiej reklamowana. Także przez ich beneficjentów. Tak więc, obozie patriotyczny, siadać do myszek i klawiatur i zapełniać internet memami oraz komentarzami o tym, czym różni się obecna Polska od Polski wilczego liberalizmu z mokrych snów Konfederacji i Platformy Obywatelskiej.

Bartosz Bartczak

za:niezalezna.pl
***

Bój to jest ich ostatni – Konfederacja jednym głosem z Kremlem

17 września Sejm dokonał ratyfikacji polsko-amerykańskiej umowy wojskowej z 15 sierpnia br. Posłowie Konfederacji do ostatniej chwili walczyli o powstrzymanie tego aktu. Naraziło ich to na oczywisty i prawdziwy zarzut występowania w interesie Moskwy. Dla Rosji nie ma jednak ważniejszej sprawy w odniesieniu do Polski niż powstrzymanie rozbudowy amerykańskiej obecności wojskowej w naszym kraju. Obecność ta oznacza bowiem trwałe odebranie Moskwie możliwości wiarygodnego szantażu militarnego wobec całej wschodniej flanki NATO, czyli złamanie podstawowego instrumentu polityki rosyjskiej wobec sąsiadów. Opóźnienie ratyfikacji umowy, choćby do wyborów w USA, z nadzieją, że ewentualna nowa administracja amerykańska ją odrzuci, to cel Kremla. Ratyfikowanie jej przez Sejm RP i Senat USA zwiąże prawnie oba państwa. Ważniejszej batalii szybko nie będzie, dlatego z punktu widzenia Kremla warto zużyć wszelkie zasoby, byleby tylko proces ten powstrzymać.

Politycy Konfederacji tak jak w kwestii stosunków polsko-litewskich czy polsko-ukraińskich, w kwestii Krymu czy Donbasu, w sprawie Białorusi czy kiedyś Gruzji, a jeszcze dawniej Czeczenii, czyli jak zawsze, stanęli w tej walce przeciw najżywotniejszym interesom Polski, a w jednym szeregu z Rosją, niczym jurgieltnicy doby Sejmu Wielkiego, którzy „patriotycznie” żądali usunięcia krzesła ambasadora Rosji z sali obrad, byleby tylko dyskutować o meblu, a nie o podatkach na wojsko.

Umowa wojskowa Polska–USA

Na mocy polsko-amerykańskiej umowy wojskowej z 15 sierpnia 2020 r. ma nastąpić zwiększenie amerykańskiej obecności militarnej zgodnie z założeniami deklaracji prezydentów Andrzeja Dudy i Donalda Trumpa z 12 czerwca i 23 września 2019 r. oraz 24 czerwca br. W Poznaniu ma stacjonować wysunięte dowództwo dywizyjne, w Żaganiu-Świętoszowie brygada pancerna (dotąd rotacyjna), w Łasku eskadry bezzałogowych dronów rozpoznawczych Reaper, w Drawsku Pomorskim ma powstać Centrum Szkolenia Bojowego dla sił Polski i USA, we Wrocławiu-Strachowicach – lotnicza baza załadunkowo-rozładunkowa USAF, w Powidzu – brygada lotnictwa wojsk lądowych (obecnie rotacyjna), batalion logistyczny i obiekt sił specjalnych oraz kolejny obiekt takich sił w Lublińcu.

Oprócz tego od października br. będzie też tworzone w Polsce wysunięte dowództwo odtwarzanego V Korpusu US Army z gen. Johnem Kolasheskim na czele. Umowa daje podstawy do wzmacniania w przyszłości amerykańskiej obecności wojskowej w Polsce oraz do zwiększenia liczby prowadzonych w naszym kraju ćwiczeń z udziałem wojsk USA. Rozbudowa infrastruktury niezbędnej do realizacji owej umowy umożliwi ponadto, w razie kryzysu, szybkie zwiększenie wielkości sił amerykańskich w Polsce do ok. 20 tys. żołnierzy.

Kłamstwa Winnickiego – eksterytorialność i jurysdykcja

Poseł Konfederacji Robert Winnicki powiedział: „Bazy, o których (…) mowa, będą miały charakter par excellence eksterytorialny (…) armia amerykańska będzie mogła wpuszczać na teren Rzeczypospolitej Polskiej, właściwie bez żadnej kontroli ze strony państwa polskiego, osoby trzecie”. Stwierdzenie to nie jest prawdą. Nowo powstająca infrastruktura będzie budowana głównie (choć nie wyłącznie) przez Polskę i będzie własnością Polski, a polscy oficerowie i służby będą mieli do niej dostęp.

Winnicki powiedział także: „Jeśli patrzymy na tę umowę, to (…) widzimy w niej szereg zapisów, które (…) wyłączają spod jurysdykcji sądownictwa polskiego żołnierzy amerykańskich przebywających w Polsce. To oznacza, że jeśli popełnią jakiekolwiek przestępstwo na terenie RP, to będą wyłączeni spod jurysdykcji sądownictwa polskiego”.

To stwierdzenie to kłamstwo. W kwestii jurysdykcji umowa z 15 sierpnia 2020 r. jest powtórzeniem ogólnonatowskiej umowy SOFA z 19 czerwca 1951 r. i pierwszej polsko-amerykańskiej umowy SOFA z 2009 r., związanej z budową systemu obrony przeciwrakietowej. Umowy tego typu są ogólnie przyjętym standardem w relacjach między wszystkimi państwami NATO (tzn. na tej samej zasadzie stacjonują np. żołnierze polscy w ramach kontyngentów NATO w Rumunii i na Łotwie). W myśl zapisanych w niej regulacji wyjęcie żołnierzy wojsk sojuszniczych (w tym wypadku US Army) spod jurysdykcji prawnej państwa przyjmującego (w tym wypadku Polski) dotyczy wyłącznie czynów związanych z pełnieniem obowiązków służbowych. Innymi słowy każde przestępstwo lub wykroczenie popełnione przez żołnierza poza służbą, w myśl rzeczonej umowy, podlega pod polską jurysdykcję, o ile strona polska wyrazi taką wolę. Jest to powszechna zasada obowiązująca we wszystkich państwach sojuszniczych NATO. W wypadku omawianej umowy polsko-amerykańskiej z 15 sierpnia br. pozycja Polski została nawet wzmocniona w porównaniu do owej zasady ogólnej poprzez uzgodnienie, że w wypadku spraw objętych jurysdykcją Stanów (tzn. czynów popełnionych na służbie) strona amerykańska będzie zobowiązana do stosowania takich samych zasad wobec polskich poszkodowanych i świadków, jakie obowiązują wobec obywateli USA.

Manipulacje i brednie Brauna

Grzegorz Braun powiedział: „Umowa nie precyzuje ostatecznie ani kosztów, które ponosić ma strona polska, ani też nie precyzuje limitów obecności obcej siły zbrojnej na terytorium RP”. W umowach tego typu nie można sprecyzować kosztów choćby dlatego, że nie pozwala na to wieloletni horyzont czasowy dyslokacji wojsk. Ceny zaopatrzenia dla wojska mają charakter rynkowy i nie wiadomo, jakie będą za rok, dwa czy za dziesięć lat. Umowa nie zawiera więc określenia kwot, ale zakres odpowiedzialności finansowej stron za jej wdrożenie. Koszty, które ma ponosić Polska, szacowane są na ok. 500 mln zł rocznie – czyli ok. 133 mln dol. według obecnego kursu. Mieszczą się w nich zakwaterowanie, wyżywienie, corocznie określane ilości paliwa, wybrane elementy wsparcia w magazynowaniu sprzętu i uzbrojenia oraz w obsłudze wykorzystywanej infrastruktury.

Rozwiązanie to nie odbiega od innych podobnych ustaleń przyjętych w relacjach USA z pozostałymi wiodącymi sojusznikami regionalnymi, do którego to grona właśnie wchodzi Polska. Dla porównania pokrywane przez Koreę Południową koszty stacjonowania w tym kraju ok. 28,5 tys. żołnierzy amerykańskich to ok. 1 mld dol. rocznie plus 10 mld dol. za budowę nowej bazy Camp Humpreys. Wydatki Japonii goszczącej ok. 50 tys. żołnierzy US Army to ok. 1,5–2 mld dol. Wydatki Polski na tym tle nie są wygórowane, a ich część dotyczyć będzie infrastruktury będącej własnością RP. Bazy amerykańskie (jak każde bazy wojskowe w gospodarce rynkowej) generują zatrudnienie, dostarczają zatem miejsc pracy i impulsu rozwojowego gospodarce regionu. To dlatego niemieccy politycy szczebla regionalnego protestowali przeciw wycofywaniu wojsk alianckich z RFN po 1991 r., a kanclerz Helmut Kohl wynegocjował pozostawienie części kontyngentu francuskiego pod hasłem brygady niemiecko-francuskiej – zalążku Eurokorpusu. Z tego samego powodu obawy o skutki ekonomiczne obecnej redukcji wojsk US Army w RFN wyrażają lokalni politycy niemieccy z opuszczanych przez Amerykanów miejscowości.

Uznanie zaś przez Brauna wojsk USA za okupacyjne ma tyle sensu, co uznanie hipotetycznej eskadry brytyjskich okrętów stojących vis-à-vis Szlezwika-Holsztyna za dowód przekształcenia Polski w kolonię Imperium Brytyjskiego.

Korwin-Mikke – ze starym przesłaniem Kremla

Janusz Korwin-Mikke sprzeciwił się umowie „z uwagi na to, że któregoś dnia, jak dojdzie do wojny amerykańsko-rosyjskiej, to nagle polecą jakieś bomby na polską ziemię”. To stara śpiewka Moskwy. Tak straszono Niemców w czasach zimnej wojny, inspirując tamtejszych pacyfistów do słynnych marszów wielkanocnych skierowanych przeciw „agresywnym zbrojeniom amerykańskich imperialistów”. Wojna amerykańsko-rosyjska jakoś nie wybuchła i Niemcy nie stały się jej areną, podobnie zresztą jak żaden inny kraj, w którym stacjonowały wojska amerykańskie. Decyzja o uderzeniu na nie jest bowiem dla każdego państwa na świecie decyzją samobójczą.

Przemysław Żurawski vel Grajewski

za:niezalezna.pl

Copyright © 2017. All Rights Reserved.