Witamy serdecznie na stronie internetowej Oddziału Łódzkiego
Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Mamy nadzieję, że ułatwimy Państwu docieranie do rzetelnej informacji. Tutaj chcemy prezentować wielkość oraz problemy naszego Kościoła, zagadnienia społeczne, cywilizacyjne, publikacje członków Stowarzyszenia, stanowiska w ważnych kwestiach. Nie będziemy konkurować w informacjach bieżących z innymi portalami (niektóre z nich wskazujemy w odnośnikach), natomiast gorąco zapraszamy do lektury wszystkich tekstów - ich aktualność znacznie przekracza czas prezentacji na stronie głównej. Zachęcamy do korzystania z odnośników: "Publikacje" i "Polecane". Mamy nadzieję na stały rozwój strony dzięki aktywnej współpracy użytkowników. Z góry dziękujemy za materiały, uwagi, propozycje.
Prosimy kierować je na adres: lodz@katolickie.media.pl

Polecane

Dziwna jest ta Europa

Nie miałem wielkich złudzeń co do tegorocznego Konkursu Piosenki Eurowizji, bo odkąd osiemnaście lat temu wygrał w nim fiński zespół Lordi, którego członkowie przebrali się za monstra, impreza rozpoczęła zjazd po równi pochyłej.
Z roku na rok coraz mniej liczą się w niej piosenki (tych dobrych jest tu jak na lekarstwo), a coraz bardziej przebieranki i choreografia.

Im dziwniej, tym lepiej: największe szanse na zwycięstwo mają, jak się zdaje, wykonawcy o trudnej do zidentyfikowania płci, a także ci bardziej wyuzdani i ekstrawaganccy. Uczestnicy prześcigają się więc w tym, kto pokaże więcej w powyższych kategoriach.

Muszę jednak przyznać, że to, co zobaczyłem i usłyszałem w tym roku, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Z niedowierzaniem patrzyłem na to, co pojawiało się na ekranie: hiszpańskich tancerzy w stringach, reprezentanta Finlandii, który biegał po scenie bez spodni, w cielistej bieliźnie, czy jawnie satanistyczną symbolikę występu irlandzkiej wokalistki. A to bynajmniej nie jest pełna lista dziwactw odgrywanych przy wtórze muzycznej tandety. Ci, którzy mieli coś do zaprezentowania w dziedzinie muzyki rozrywkowej i po prostu zaśpiewali piosenkę (np. Łotwa, Ukraina czy Francja), stanowili zdecydowaną mniejszość. Wybuczano i wygwizdano wokalistkę z Izraela, tylko ze względu na jej narodowość, choć akurat ona utwór miała nie najgorszy. Zwyciężył natomiast Nemo ze Szwajcarii – jak podają źródła, „artysta niebinarny, który w swojej muzyce porusza takie tematy jak tożsamość płciowa, zdrowie psychiczne i szukanie swojego miejsca na tym świecie”. Czyli wszystko w eurowizyjnej normie.

Obserwując ten żenujący spektakl, zastanawiałem się, na ile odzwierciedla on prawdę o naszym kontynencie. Bo jeśli jest to rzeczywisty obraz tendencji występujących w europejskich społeczeństwach, to znaczy, że nasza cywilizacja chyli się ku upadkowi. Przy okazji takich imprez myślenie o Europie jako o wspólnym domu staje się coraz trudniejsze. Chyba że chodzi o dom wariatów.

Szymon Babuchowski

za:www.gosc.pl

Copyright © 2017. All Rights Reserved.