Witamy serdecznie na stronie internetowej Oddziału Łódzkiego
Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Mamy nadzieję, że ułatwimy Państwu docieranie do rzetelnej informacji. Tutaj chcemy prezentować wielkość oraz problemy naszego Kościoła, zagadnienia społeczne, cywilizacyjne, publikacje członków Stowarzyszenia, stanowiska w ważnych kwestiach. Nie będziemy konkurować w informacjach bieżących z innymi portalami (niektóre z nich wskazujemy w odnośnikach), natomiast gorąco zapraszamy do lektury wszystkich tekstów - ich aktualność znacznie przekracza czas prezentacji na stronie głównej. Zachęcamy do korzystania z odnośników: "Publikacje" i "Polecane". Mamy nadzieję na stały rozwój strony dzięki aktywnej współpracy użytkowników. Z góry dziękujemy za materiały, uwagi, propozycje.
Prosimy kierować je na adres: lodz@katolickie.media.pl

Polecane

Klimatystyczne hieny wyszły na żer

Wskutek powodzi ludzie stracili dobytek, domy, biznesy.
W jakimś stopniu odbieram to osobiście, bo choć mieszkam na terenie bezpiecznym, to wiele z zalanych miejscowości znam, byłem tam, w niektórych kilkakrotnie, a Dolny Śląsk to jeden z moich ulubionych regionów Polski.

Tym bardziej brzydzi mnie, gdy ktoś, korzystając z takiego budzącego emocje, często tragicznego zdarzenia,
usiłuje wcisnąć odbiorcom własny, demagogiczny przekaz.
A już zwłaszcza odrażające jest, gdy ten przekaz ma służyć napędzeniu niechęci wobec kogoś,
kogo do danej sytuacji się podłącza całkowicie bezzasadnie.

Owszem, czasami zbyt łatwo przychodzi nam potępiać innych za krytykę wyrażaną w takiej podbramkowej sytuacji.
W tej chwili mamy z takim dylematem do czynienia.
Jak zachować roztropny umiar w ocenianiu politycznych decyzji, podejmowanych w tak trudnym czasie?

Powódź ma przecież także wymiar polityczny.
Dobrze jest, póki trwa zagrożenie, przystopować z krytyką drugiej strony politycznego sporu,
zwłaszcza krytyką automatyczną, schematyczną i nieopartą na twardych faktach czy danych
– a taką na ogół słyszmy w programach publicystycznych ze strony polityków pod swoim adresem.
Zresztą nie wiem, czy słowo „krytyka” jest tu na miejscu. To raczej prymitywne pyskówki.

Tymczasem w wielu przypadkach do przeanalizowania sytuacji konieczna jest bardzo konkretna i pogłębiona wiedza.
Z drugiej jednak strony nie można udawać, że za stan zabezpieczeń czy budowę i utrzymanie zbiorników retencyjnych
nikt nie ponosi politycznej odpowiedzialności.
Już teraz pojawiają się zasadne pytania, które – bez ferowania sądów i rzucania oskarżeń – trzeba jednak zadawać.
Na przykład: czy zbiorniki retencyjne były odpowiednio przygotowane na odbiór spiętrzonej wody, a jeżeli nie, to dlaczego?

Jest jednak kategoria ludzi, którzy weszli przy okazji powodzi na szczyt odrażającej demagogii: to klimatystyczni naganiacze.
Nietrudno było zresztą przewidzieć, że się uruchomią ze swoim stałym przekazem:
iż mamy do czynienia z bezpośrednim skutkiem zmian klimatycznych, a te z kolei są rezultatem działalności człowieka.
Niektórzy natomiast posunęli swoją populistyczną narrację jeszcze dalej, rzucając wprost oskarżenia wobec komentatorów
zwalczających klimatystyczną histerię jako rzekomo współwinnych sytuacji.
To zabieg, trzeba powiedzieć, skrajnie odstręczający: budować na kłamstwie oraz emocji związanej z ludzkim nieszczęściem
i śmiercią bezzasadną wrogość wobec swoich oponentów.

Kłamstwo i manipulacja polegają tutaj na twierdzeniu, że mamy do czynienia ze zjawiskiem absolutnie wyjątkowym i unikatowym, a więc powiązanym w ten sposób z działalnością człowieka.
To nieprawda – niestety, w katastrofalnej powodzi nie ma niczego wyjątkowego.
Takie zjawiska przydarzają się z pewną regularnością od wieków.
Przy czym trzeba pamiętać, że dokładnie opisywane są dopiero od mniej więcej połowy XIX w.,
ponieważ wówczas skonstruowano nowoczesne instrumenty pomiarowe (również od tego dopiero czasu możliwe są miarodajne i szczegółowe pomiary temperatury).
Znaczenie ma także to, że dopiero od XIX w. pojawiła się prasa we współczesnym wydaniu, a im dalej będziemy sięgać w przeszłość, tym opisy robią się bardziej fragmentaryczne, zaś wiele zjawisk – których ślady geolodzy czy archeolodzy odnajdują – w ogóle nie zostało odnotowanych, jako że przydarzały się w miejscach, gdzie wówczas nikt nie mieszkał.
Dzisiaj zaś są to regiony gęsto zaludnione.

Jeśli sięgniemy w przeszłość Polski, zobaczymy, że wielkie powodzie nawiedzały nasz kraj w latach 1997, 1979, 1947, 1934.
O wielu z czasów bardzo dawnych pisali kronikarze, w tym Jan Długosz, który nawet sam był świadkiem powodzi,
jaka miała miejsce pięć lat przed jego śmiercią, w roku 1475.
Wcześniejsze daty to choćby lata 1221, 1270 czy 1316 – wówczas była to powódź o zasięgu europejskim.
W 1813 r. powódź nawiedziła tereny podobne co teraz – i prawdopodobnie także została wywołana przez niż genueński
– torpedując śląską kampanię wojsk Napoleona.
Przykładów jest mnóstwo, a regularność takich zjawisk ma w sobie coś przerażającego.  

W tym roku ukazał się raport dr Ralpha B. Alexandra, fizyka wywodzącego się z Uniwersytetu w Oksfordzie,
autora książek Global Warming False Alarm („Fałszywy alarm globalnego ocieplenia” – 2010)
oraz Science Under Attack: The Age of Unreason („Atak na naukę: wiek braku rozumu” – 2018).
Autor pokazuje w nim, że ekstremalne zjawiska pogodowe w sześciu kategoriach – upały, powodzie, pożary, huragany, susze i tornada – występowały w przeszłości regularnie i z nawet większą intensywnością niż obecnie,
a zatem przypisywanie ich zmianom klimatu powodowanym rzekomo przez człowieka jest fałszem.

Pisząc o powodziach, dr Alexander przytacza między innymi przykład tragicznej powodzi wskutek wylewu rzeki Jangcy w Chinach w roku 1931. Zalane zostało 180 tys. km kw., skutki odczuł 53 mln ludzi, 800 tys. pozostało bez dachu nad głową,
a utonęły 422 tys. Jangcy wylała ponownie zaledwie cztery lata później – zginęło 145 tys. ludzi.
W wyniku kolejnej powodzi w 1954 r. życie straciło 30 tys. osób.

Autor przypomina także powodzie w Pakistanie, jako że argumentem klimatystów były tragiczne wydarzenia w tym kraju
sprzed dwóch lat.
Tymczasem w roku 1976 deszcz monsunowy (opad wyniósł blisko 600 mm) spowodował powódź,
która zabiła 425 osób, a jej skutki odczuło 1,7 mln ludzi.
Opad z 2022 r. miał 375 mm.
Wcześniejsza wielka powódź w Pakistanie miała miejsce zaledwie trzy lata wcześniej, w 1973 r. i dotknęła 4,8 mln ludzi,
a zabiła prawie pół tysiąca.

Jakkolwiek emocje w momencie takim jak ten bywają potężne, tym bardziej nie można ulec demagogom,
którzy chcą się pożywić na tych właśnie emocjach i cudzym nieszczęściu.

Łukasz Warzecha

za:pch24.pl


***

Klasyka aktywizmu zweryfikowana

Nasze państwo stanęło na głowie.
Nie twierdzę, że dopiero po 15 października.
Faktycznie działo się to już wcześniej.
I nie jest to bynajmniej winą tylko polityków – chociaż ich najbardziej – ale również obywateli.

Powódź to zjawisko nagłe, ale nie jest zaskoczeniem.
One się po prostu zdarzają i nie są niczym nadzwyczajnym.
Człowiek myślący powinien o tym pamiętać.
Władza zaś musi to wiedzieć.
Dlatego też powinny działać plany zagospodarowania przestrzennego z czytelną strategią na wypadek zalania,
niezależnie od głosu obywateli i różnych aktywistów.
Bo ci ostatni przekonywali, że powodzi nie będzie, gdyż grożą nam susze.
Budowanie suchych zbiorników to absurd – wrzeszczeli.
Wspierała ich w tym posłanka KO Monika Wielichowska.
No i co teraz?
Natychmiast przestawiono wajchę.
Wprawdzie wnioskowaliśmy o zarzucanie inwestycji, ale przecież nie musieliście nas słuchać i mogliście zrobić na odwrót.
Wypinali pierś do orderów, gdy wstrzymywali budowę, ale kiedy za to trzeba brać odpowiedzialność,
to odpierają zarzuty, że nie oni.
To klasyka aktywizmu.
Tak samo będą gadać podczas pożarów, które powstaną, gdy już wprowadzą wymarzoną przez siebie gospodarkę leśną.
Też będą pytać: po co nas słuchaliście?
I krzyczeć: to wasza wina!

Jacek Liziniewicz

za:niezalezna.pl


***

Rząd PiS chciał budować więcej zbiorników. Zalewska przypomina: W każdej wsi wisiały banery z protestem

„W każdej wsi, na każdym płocie, wisiały banery z protestem przeciwko zbiornikom i polderom”
– przypomniała europoseł Anna Zalewska, wracając do roku 2019, kiedy rząd PiS planował wybudować osiem zbiorników
w Kotlina Kłodzkiej.
Z uwagi na ogromne protesty inspirowane przez ówczesną opozycję, ostatecznie ograniczono się do budowy czterech zbiorników.

Obóz władzy nawet trwające powodzie wykorzystuje do walki politycznej i próbuje obarczać odpowiedzialnością za nie
rząd Zjednoczonej Prawicy.
W mediach społecznościowych pojawił się hasztag „Potop Zalewskiej”.
 Pod adresem europoseł PiS Anny Zalewskiej padają oskarżenia o zablokowanie budowy zbiorników retencyjnych w Kotlinie Kłodzkiej.

Odnosząc się do tych oskarżeń w wywiadzie dla portalu DoRzeczy.pl, europoseł Zalewska podkreśliła,
że to „odwracanie uwagi od nieudolnego zarządzania powodzią przez Donalda Tuska”.
Przyznała, że z przerażeniem słuchała, jak szef rządu w ostatni piątek uspokajał we Wrocławiu, że „nie ma powodu do paniki”.
W jej ocenie premier „zabrał 48 godzina na przygotowania, ściągnięcie wojska, na działania OSP”.

- „Wróćmy jednak do zarzutów.
W roku 2019 obecna wicemarszałek Sejmu Monika Wielichowska rozpętała piekło w Kotlinie Kłodzkiej.
W każdej wsi, na każdym płocie, wisiały banery z protestem przeciwko zbiornikom i polderom.
W każdym samorządzie podejmowano uchwały jako protest oraz absolutnie niepotrzebne inwestycje.
Dodatkowo zarząd powiatu kłodzkiego, ze starostą Maciejem Awiżeniem, który w tej chwili jest wojewodą,
prowadzili awanturę z ekologami i różnymi lobbystami.
Mało tego, była nawet petycja do Parlamentu Europejskiego, gdzie protestowano przeciwko inwestycjom przeciwpowodziowym” - przypomniała eurodeputowana.

- „Wrzuciłam w tej sprawie na X informacje na ten temat.
Jeszcze w 2021 roku stowarzyszenie Nie dla zbiorników na ziemi kłodzkiej twierdziło, że to autorytaryzm i rząd chce im odebrać prawa obywatelskie.
O politykach PiS pisali lista hańby.
Nawoływali, żeby na nas nie głosować i wypisali osiem gwiazdek.
Protestowali, a teraz obwiniają innych za to, co się stało” - dodała.

Podkreśliła, że w rządzie odbyły się wówczas rozmowy, w ramach których ustalono,
iż „w warunkach protestów, braku zgody samorządu, nie jesteśmy w stanie podejmować racjonalnych decyzji”.

- „Wybudowaliśmy zbiorniki, które zdały w tej chwili egzamin, żeby ludziom udowodnić, że potrzebne są kolejne. I przyszła powódź” - wskazała.

za:www.fronda.pl


***

Fogiel: Państwo polskie abdykowało

Poseł PiS Radosław Fogiel odniósł się do postawy premiera Donalda Tuska,
który o pomoc w niesieniu doraźnej pomocy powodzianom zwrócił się do Jerzego Owsiaka.

„Państwo polskie abdykowało.
Premier przekazuje dowodzenie Owsiakowi i ogłasza zbiórkę (!) na zniszczone szpitale
- dysponując budżetem państwa w wysokości 866 miliardów” – ocenił Fogiel w mediach społecznościowych.

„Skontaktowaliśmy się z Jerzym Owsiakiem jako specjalistą od szybkiej i dobrej pomocy dla ludzi”
– oświadczył wcześniej premier Tusk, mówiąc że WOŚP przeznaczy na doraźną pomoc powodzianom 40 mln zł.

za:www.fronda.pl

Copyright © 2017. All Rights Reserved.