Polecane
Tęcza za 700 tysięcy
700 tys. złotych. Tyle ma kosztować nowa tęcza na warszawskim placu Zbawiciela.
Stara, zdemontowana w 2015 r., projektu Julity Wójcik, miała w sobie pewną dwuznaczność.
Jej autorka twierdziła, że instalacja jest znakiem porozumienia i przymierza. Pojawiały się nawet próby nawiązywania do Pisma Świętego, choć i tak dla wszystkich było jasne, o co chodzi.
Na znakomitym zdjęciu sytuację podsumował lata temu późniejszy prezydencki fotograf Jakub Szymczuk, wtedy jeszcze w „Gościu Niedzielnym”.
Jego słynna fotografia (zrobiona telefonem komórkowym) z Bożego Ciała, 4 czerwca 2014 r., to kadr ikoniczny.
Na pierwszym planie bywalcy „Zbawixa” siedzą zajęci sobą przy kawiarnianych stolikach, na drugim planie kroczy procesja z Najświętszym Sakramentem pod baldachimem. Nad wszystkim góruje tęcza Julity Wójcik.
To zdjęcie stało się symbolem dwóch równoległych Polsk: tradycyjnej, konserwatywnej, opartej na wartościach – oraz wykorzenionej, obojętnej na własne fundamenty, pogrążonej w bezmyślnej teraźniejszości.
Oczywiście interpretacji było wiele.
Dawna tęcza była kilkakrotnie podpalana.
Za każdym razem jej odbudowa kosztowała ok. 50 tys. zł.
Ostatnia przed demontażem – już blisko 200 tys. zł.
Ale to i tak nic w porównaniu z kosztem nowej wersji.
Tym razem nie ma już żadnej dwuznaczności: nowa tęcza ma symbolizować ideologię LGBT.
Za planem jej odbudowania stoi Stowarzyszenie „Homokomando”, które na swojej stronie przedstawia się tak: „Bronimy praw osób LGBT+, praw kobiet, praw wszystkich mniejszości. Wchodzimy z tęczą tam, gdzie jej brakuje”.
Znajdziemy tam również reklamę projektu „Postawmy na Placu Zbawiciela Nową Tęczę. Niezniszczalną. Trwałą. Nasz projekt to instalacja z sześciu metalowych łuków, malowanych w kolorach tęczy – czerwonym, pomarańczowym, żółtym, zielonym, niebieskim i fioletowym.
Jest jasnym symbolem, że Warszawa jest dla wszystkich.
Znakiem, który zawsze będzie przypominał osobom LGBT+, że mają prawo dumnie być sobą”.
Przypominam, że prawdziwa tęcza ma siedem barw; tęczę sześciokolorową przyjęły za swój symbol środowiska homoseksualne.
Jak organizacji udało się osiągnąć sukces?
Skorzystała z instrumentu budżetu obywatelskiego, po kilku próbach wygrywając w końcu głosowanie.
I to najlepszy dowód, że budżet obywatelski w obecnej postaci jest parodią samego siebie i powinien zostać zlikwidowany albo gruntownie zmieniony.
Podstawą dla budżetów obywatelskich jest art. 5a Ustawy o samorządzie gminnym, który mówi: „Szczególną formą konsultacji społecznych jest budżet obywatelski. W ramach budżetu obywatelskiego mieszkańcy w bezpośrednim głosowaniu decydują corocznie o części wydatków budżetu gminy. Zadania wybrane w ramach budżetu obywatelskiego zostają uwzględnione w uchwale budżetowej gminy”.
W miastach na prawach powiatu budżet obywatelski jest obowiązkowy.
Jak to działa w praktyce?
Budżetem obywatelskim interesuje się garstka mieszkańców, za to bardzo interesują się nim różnej maści aktywiści, którzy za jego pomocą realizują najdziwaczniejsze fanaberie.
Zwykle zbędne, a bywa, że uciążliwe dla mieszkańców, i prezentowane pod mylącymi nazwami, by uśpić czujność niewtajemniczonych głosujących.
Na przykład zwężenie ważnej ulicy na warszawskim Ursynowie i wytyczenie na niej pasa dla rowerów przedstawiano kiedyś jako „uspokojenie ruchu”.
Problem w tym, że głosować można tylko za, nie da się głosować przeciw. Aktywiści zbierają kolegów, uprawnionych do oddawania głosów, i tak wygrywają duże pieniądze.
Mieszkańcy, aby powstrzymać nonsensowne projekty, mogą jedynie głosować na którąś z alternatyw.
Ile jeszcze sfinansujemy tęcz, poidełek dla psów, ławeczek z pozytywką czy domków dla kotów (wszystko to autentyki), nim ustawodawca położy kres finansowaniu tych zabaw publicznymi pieniędzmi?
Łukasz Warzecha
za:idziemy.pl
***
Żal.
Żal zwiedzionych ale i zwodzących.
Za wszystko przyjdzie swoisty "rachunek"...
Wieczny...
To żadna "teoria"- to odwieczna, funkcjonująca, PRAKTYKA!
Żal.
Wszak wszyscy mamy dusze.
Nieśmiertelne.
No i dobrze, że nie jestem już warszawiakiem...
kn