Polecane
Jan Gać -Tysiąc lat Królestwa Polskiego -V
Przodkowie pierwszego króla Polski
Nie będziemy zagłębiać się w zawiłości genealogii Bolesława Chrobrego podanej w wersji Galla Anonima. Skupmy się na jego rodzicach, księciu Mieszku I i na księżnej Dąbrówce, chyba bardziej poprawnie nazywanej u nas Dobrawą w nawiązaniu do jej czeskiego pochodzenia. W tym miejscu interesuje nas sprawa Bolesława, ich pierworodnego syna zrodzonego już w chrześcijańskim związku małżeńskim.
Wypada mocno podkreślić wiodącą rolę tej dzielnej kobiety w procesie nawracania na nową wiarę swego małżonka, ale też i jego dworzan, jego najbliższych, wszak za jej przyczyną chrześcijaństwo dotarło drogą oficjalną do Polski z Czech. Chociażby jeden aspekt potwierdzający ów kierunek wpływów idących z Pragi: lingwiści dawno już zauważyli, że większość słów dotyczących szeroko pojętych spraw kościelnych w języku polskim została zaczerpnięta z języka czeskiego.
I w tym również zasługa Dobrawy, bo w jej orszaku znajdowali się duchowni.
Zapewne jeden z nich, nieznany z imienia, udzielał jej małżonkowi sakramentu chrztu, inni, też anonimowi, wprowadzali go w tajniki wiary chrześcijańskiej.
I z ich grona wyszedł pierwszy biskup misyjny na Polskę, Jordan, chociaż niekoniecznie jego ojczyzną musiały być Czechy.
Niektórzy badacze wskazują kraje zachodnie, skąd mógł pochodzić ów domniemany mnich benedyktyński.
Dobrawa przybyła na Mieszkowy dwór w roku 965, kiedy jej mąż był jeszcze poganinem.
W krajach chrześcijańskich bywało tak, że chrzest władcy-poganina poprzedzał zawarcie związku małżeńskiego.
Tak było wieki później w przypadku Jadwigi i Jagiełły, tak postępowano na wielu innych dworach, w różnym czasie.
Jak chrześcijanka mogła dzielić małżeńskie łoże z poganinem?
I to oficjalnie, nie powodując zgorszenia? W tamtych czasach było to niemożliwe.
Przypuszczalnie czeska księżna, córka Bolesława I Srogiego, Przemyślida, po przybyciu do Poznania nie zamieszkała z mężem pod jednym dachem. Mogło to nastąpić po chrzcie męża, wtedy dopiero małżeństwo zostało skonsumowane, a owocem tego związku był syn urodzony 967 roku, ochrzczony pod imieniem jego dziadka ze strony matki, Bolesław.
W tym przejściowym okresie Dobrawa, kobieta zbliżająca się do trzydziestki, co w tamtych czasach uchodziło za mocno zaawansowany wiek, niemało musiała się napracować nad swoim oblubieńcem, by odwieść go od pogaństwa i przywieść do prawdziwej wiary.
By wybić mu z głowy owe na boku trzymane kobiety, jako „że wedle swego zwyczaju siedem żon zażywał”, by posłużyć się słowami Galla Anonima.
A skoro już padło imię naszego pierwszego kronikarza, posłuchajmy, co on sam ma nam do powiedzenia w tej sprawie. Kiedy „pani owa przybyła do Polski z wielkim orszakiem dostojników świeckich i duchownych, ale nie pierwej podzieliła z nim łoże małżeńskie, aż powoli a pilnie zaznajamiając się z obyczajem chrześcijańskim i prawami kościelnymi, wyrzekł się błędów pogaństwa i przeszedł na łono matki-Kościoła”.
W roli misjonarki męża widzi Dobrawę biskup merseburski Thietmar, podkreślając jej heroizm w wysiłkach doprowadzenia Mieszka do wiary katolickiej. Oto jego słowa: „widząc swego małżonka pogrążonego w wielorakich błędach pogaństwa, zastanawiała się usilnie nad tym, w jaki sposób mogła by go pozyskać dla swojej wiary. Starała się go zjednać na wszelkie sposoby”.
Szukając dla siebie chrześcijańskiej małżonki zwrócił się Mieszko I w tej strawie do księcia czeskiego, Bolesława I Srogiego. Czy miał inny wybór? Być może. Wiele na ten temat pisali nasi mediewiści. Niemniej związanie się Polski z Czechami poprzez kontrakt małżeński wydaje się rozsądną opcją, dogłębnie przemyślaną.
Mieszko musiał posiadać trzeźwe rozeznanie w arkanach ówczesnej polityki. Zapewne przewidywał, że alians z Niemcami, silnym i ambitnym sąsiadem, tym bardziej że król Otto I w roku 962 uzyskał od papieża koronę cesarską, może w niedalekiej przyszłości skończyć się utratą niezależności z takim wysiłkiem budowanego państwa.
Nie mógł paktować ze Słowianami z rejonu dolnej Odry, z Wieletami, Wolinianami i innymi, tamtejsze plemiona głęboko okopały się w swym pogaństwie, co więcej, słynęły z bitności, agresywności i napadów na sąsiadów.
Ruś też nie wchodziła w rachubę.
Węgrzy dopiero się stabilizowali.
Pomimo zadanej im klęski w roku 955 nad rzeką Lech przez wojska niemieckie i czeskie kontyngenty, ciągle wzbudzali trwogę i przerażenie na skutek nieukrywanej dzikości i dopuszczania się nieopisanych okrucieństw podczas napadów na okoliczne kraje.
Pozostawały tylko Czechy, kraj już chrześcijański, jakkolwiek nie do końca ustabilizowany, w miarę silny, bo z powodzeniem dawał sobie radę z napierającymi na nich Niemcami.
Można było przymknąć oko na to, co się podówczas w Czechach działo.
A tam aż się kotłowało.
Bolesław I w walce o książęcy tron kazał zabić swego starszego brata, Wacława, przez co zapracował sobie na przydomek Srogi, a nawet Okrutny.
Na drodze do jednoczenia księstwa usuwał lokalnych książąt, nie przebierając w środkach miażdżył zbrojnie ich opór.
Kiedy umierał w roku 972, spośród licznych książęcych rodów pewną niezależność utrzymali jedynie Sławnikowice, skąd wywodził się Wojciech, przyszły misjonarz Prusów, pozostali przepadli. A ze Sławnikowicami rozprawił się jego syn, Bolesław II Pobożny, wcale nie taki znów pobożny, skoro z jego inspiracji doszło do pogromu Sławnikowickiej rodziny.
Gród na Libicach został zdobyty w roku 995, ktokolwiek w nim przebywał, padł od miecza.
Z życiem uszło tylko trzech braci, którzy akurat przebywali gdzieś w terenie, poza domem, Sobiesław, biskup Wojciech i najmłodszy jego brat, Radzim, u nas znany jako Radzim Gaudenty.
Należy zrozumieć ówczesne mechanizmy w procesie konsolidowania księstwa w jeden zwarty organizm państwowy.
Usuwanie lokalnych władców, stawiających opór na tej drodze, należało do powszechnej praktyki w tamtych czasach.
Na plus należy zapisać Bolesławowi I Srogiemu, teściowi Mieszka I, zakładanie książęcych grodów i wznoszenie kościołów.
Zamordowany Wacław został wpisany w poczet świętych. Również jego babka, która go wychowywała w dzieciństwie, dostąpiła kultu ołtarzy jako święta Ludmiła, też okrutnie zamordowana w 921 roku.
Śmiercią naturalną zeszła z tego świata w roku 994 Mlada Maria, córka Bolesława I Srogiego, czyli siostra naszej Dobrawy.
Jako benedyktynka założyła pierwszy klasztor tego zgromadzenia w Pradze.
Podczas pobytu w Rzymie wyjednała u papieża zgodę na erygowanie pierwszego biskupstwa w Czechach.
O tym wszystkim Mieszko doskonale wiedział, zresztą sam też usuwał ze swej drogi różnych plemiennych władców wcale nie zachwyconych budową przezeń scentralizowanego państwa. Cóż, pomimo wszystko warto było zaryzykować sojusz z Czechami.
Co w ogóle skłoniło Mieszka I do przyjęcia chrztu?
Mógł przecież pozostać władcą pogańskim, kłaniającym się co okazalszym dębom i wystruganym w pniach drzew bałwanom.
Ale czy taki władca w ówczesnej Europie mógł cokolwiek znaczyć?
Różni mediewiści różne wypowiadają na ten temat opinie.
Owszem, okoliczności są na ogół znane i można je ująć w kilku zdaniach, bo na tyle pozwalają dostępne źródła, a jest ich naprawdę niewiele.
Wcześniejsza historiografia widziała zagrożenie ze strony Niemiec, które tylko czyhały na te ludy, które ciągle jeszcze trwały w pogaństwie.
Rzekomo Mieszko miał schronić się pod płaszczem papieża z obawy przed Niemcami.
Przy pogłębionych studiach wiadomo dziś, że Niemcy w latach 60. X wieku nie stanowiły większego zagrożenia dla kraju Polan.
Podobnie było z Kościołem w Niemczech.
Wprawdzie biskupstwo w Magdeburgu rościło sobie prawa do podejmowania misji w krajach pogańskich na wschód od Łaby i Odry. Niemniej w kronikach i innych źródłach tego czasu nie ma śladu o istnieniu tego rodzaju pretensji w odniesieniu do kształtującego się państwa Polan.
Mieszko chrzcił się w 966 roku.
Metropolia magdeburska została erygowana w 968 roku, czyli dwa lata później, jak zatem magdeburski metropolita mógł wnosić prawa do plemiennego terytorium Mieszkowego państwa?
Pierwszy biskup w Polsce, Jordan, został mianowany również w 968 roku, ale podlegał bezpośrednio pod papieża, a nie pod biskupa magdeburskiego.
Tak zatem Mieszko I nie uciekał pod opiekę Stolicy Świętej z obawy przed dominacją biskupów niemieckich.
Owszem, takie pretensje zaistniały później, ale nie przybrały one realnego zagrożenia.
Kościół w Polsce od samego początku związał się z Rzymem, na szczęście nie z Niemcami.
Nie wchodząc w zawiłości tematu, podkreślmy, że Mieszko I świadomie przyjął chrzest.
A to znaczy, że na temat chrześcijaństwa musiał wcześniej już sporo wiedzieć. Być może jacyś obcy misjonarze docierali już do kraju Polan. Może w tych kontaktach z misjonarzami należałoby upatrywać podjęcia przezeń tak brzemiennej w skutkach decyzji. Problem w tym, że nie mamy żadnego śladu w źródłach pisanych o istnieniu rzekomych kontaktów. Niemniej wcale to nie znaczy, że takowych nie było, skoro nie zostały zauważone w źródłach pisanych. Byłoby czymś niepojętym, gdyby terytorium plemion polskich zostało pominięte przez misjonarzy, wszak wiadomo, że na wszystkie strony rozchodzili się owi bezimienni siewcy Ewangelii rodem z Irlandii, z Anglii, z Bawarii, z Czech, a nawet z południa Polski.
Przecież jakieś elementy chrześcijaństwa były znane na obszarze Małopolski w okresie trwania państwa Wielkomorawskiego. Mówimy o IX stuleciu!
Owszem, było to chrześcijaństwo wywodzące się od misjonarzy Cyryla i Metodego rodem z Tesalonik, którzy dla ułatwienia przyjmowania wiary chrześcijańskiej przez lud wprowadzili do liturgii mową słowiańską, co Rzym rozsądnie zatwierdził.
Ażeby uświadomić sobie, czym w X wieku był dla Polski chrzest Mieszka I, warto na tę sprawę spojrzeć w szerszym kontekście europejskim.
I tak książę kijowski, Włodzimierz, przyjął chrzest z Konstantynopola, przez co Ruś, a po niej i Rosja, weszły nieodwołalnie w krąg cywilizacji bizantyńskiej.
Wyobraźmy sobie taki oto scenariusz: na dwór Mieszka I przybywają misjonarze właśnie znad Bosforu, z Konstantynopola, i zanurzają naszego władcę w rzece, nie w baptysterium, lecz właśnie w rzece, w naszym przypadku byłaby to zapewne Warta. Tak bowiem chrzczono w rycie wschodnim, nawiązując tym sposobem do wejścia Jezusa do Jordanu.
Za swym panem tę samą wiarę, liturgię, naukę i zwyczaje przyjmują i jego poddani, najpierw rodzina, dworzanie, wojowie, a potem i pozostali.
Czy możemy sobie wyobrazić konsekwencje podobnego aktu wyboru wyznania nie z Rzymu, lecz z Konstantynopola?
Polska należałaby do świata prawosławnego kultury bizantyńskiej, czyli greckiej, a nie rzymskiej, łacińskiej. Polskę wchłonęłaby zapewne Rosja, może nawet już w XVII wieku, jeśli nie wcześniej.
Przyjąwszy wiarę ortodoksyjną, przyjęlibyśmy wraz z liturgią wpierw język grecki w miejsce łaciny, a potem możliwe że i rosyjski, bo Rosja po upadku Konstantynopola w 1453 roku przypisała sobie ideę Trzeciego Rzymu i próbowała opanować i wziąć pod swoje berło wszystkie kraje słowiańskie wschodniego obrządku. Jeśli jej się do końca to nie powiodło, jak w przypadku Ukrainy, to dlatego że poczynania Rosji blokowała katolicka z wyznania i łacińska z kultury Rzeczpospolita.
Trudno przeniknąć meandry historii.
Niemniej chrzest Mieszka I i małżeństwo z czeską Dobrawą, przecież już uformowaną chrześcijanką, nie było tylko aktem religijnym, ale bardzo ważnym aktem politycznym i kulturowym.
Poprzez chrzest w rycie rzymskim weszliśmy na stałe w krąg łacińskiej kultury i zachodniej cywilizacji europejskiej.
Dla Polski nie było już odwrotu.
Raz wszczepieni w zachodnią europejskość nie tylko czerpaliśmy z niej żywotne soki – okrzesanie, zachowania, wiarę, kulturę, piśmiennictwo łacińskie, architekturę, sztukę, muzykę, higienę – ale tę europejskość na swój sposób współtworzyliśmy.
Razem z innymi krajami Europy zachodniej wznosiliśmy gmach wspólnoty ducha i kultury - Universitas Christiana.
Urodzony w chrześcijańskim związku małżeńskim, od dzieciństwa wychowywany w kręgu dworskiej kultury rzymskiej i łacińskiej, młody Bolesław dorastał na prężnego, ambitnego i samodzielnego władcę, któremu ojciec pozostawił obowiązek scalenia państwa i zabezpieczenia jego granic.
(27.XI.2025)