Polecane
Monachium jako punkt zwrotny. Co zwiastuje przemówienie kanclerza Friedricha Merza.
Wystąpienie kanclerza Niemiec Friedricha Merza podczas tegorocznej Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa może okazać się czymś więcej niż tylko deklaracją polityczną.
W połączeniu z komentarzami dyplomatycznymi i napiętą atmosferą wokół relacji transatlantyckich, przemówienie to może sygnalizować głębszą zmianę w europejskim myśleniu o bezpieczeństwie, suwerenności i globalnej roli kontynentu.
To koniec „komfortowej” epoki relacji transatlantyckich.
Relacja amerykańsko-europejska, która przez dekady miała charakter niemal instytucjonalnego zaufania, została w ostatnich latach wystawiona na poważną próbę. Komentatorzy przypomnieli zeszłoroczne ostre wystąpienie J.D. Vance’a, krytyczne wobec europejskiej polityki bezpieczeństwa. Tegoroczne przemówienie Merza można odczytać jako europejską odpowiedź - spokojną w tonie, lecz twardą w treści.
W Monachium wybrzmiało wyraźnie:
Europa nie chce zrywać więzi z USA, ale nie zamierza już opierać swojego bezpieczeństwa wyłącznie na amerykańskich gwarancjach. To istotna zmiana tonu.
NATO pozostaje fundamentem, ale w nowej formule
Warto zauważyć, że kanclerz Merz przeszedł na język angielski, gdy mówił o znaczeniu NATO i potrzebie ścisłej współpracy z USA. Był to czytelny sygnał skierowany bezpośrednio do amerykańskiej opinii publicznej.
Jednocześnie jednak pojawiły się realne pytania o przyszłość sojuszu transatlantyckiego. Dyskusje o cłach, sporach wokół Ukrainy czy kontrowersjach dotyczących Grenlandii pokazały, że zaufanie nie jest już oczywiste. NATO nie znika, ale jego wewnętrzna dynamika może ulec zmianie, z większym naciskiem na europejski filar.
Jednym z najmocniejszych wątków było stwierdzenie, że Europa musi nauczyć się „języka polityki siły”. To znacząca deklaracja. Przez lata Unia Europejska postrzegała siebie jako projekt normatywny — oparty na prawie, zasadach i soft power. Dziś rosnąca asertywność Chin, nieprzewidywalność USA oraz agresywna polityka Rosji zmuszają Europę do redefinicji swojej roli.
Wystąpienie sugeruje wprost, że siła militarna i odstraszanie stają się ponownie centralne, bezpieczeństwo energetyczne i surowcowe (np. zależność od rzadkich metali ziem rzadkich z Chin) jest elementem geopolityki oraz, że partnerstwa globalne mają ograniczać jednostronne zależności. To już nie jest tylko retoryka, ale zapowiedź bardziej realistycznej strategii.
Wojna na Ukrainie: Europa finansuje, USA mediują
Wyraźnie zarysowała się także nowa równowaga w sprawie Ukrainy. Europa finansuje wysiłek wojenny Kijowa, natomiast Stany Zjednoczone pozostają głównym mediatorem rozmów z Rosją.
Planowane rozmowy w Genewie pokazują, że bez USA proces dyplomatyczny praktycznie nie istnieje.
Pojawia się jednak kluczowe pytanie: czy Rosja rzeczywiście chce pokoju, czy raczej gra na czas? Ta niepewność dodatkowo wzmacnia europejską potrzebę strategicznej autonomii. Dyskusje o Iranie i Gazie potwierdzają, że świat wchodzi w okres wielowarstwowych kryzysów. Administracja amerykańska prowadzi rozmowy, ale wiele elementów planów pokojowych pozostaje niezrealizowanych. Europa musi więc funkcjonować w rzeczywistości, w której globalne napięcia są stałe, a nie incydentalne.
Czy to kolejny „moment monachijski” i cień na historii Eauropy?
W relacjach pojawiło się określenie „moment monachijski” — symboliczny punkt zwrotny. Historia konferencji pokazuje, że bywała ona miejscem zapowiedzi epokowych zmian (jak przemówienie Władimira Putina w 2007 roku). Tegoroczna edycja może przejść do historii jako moment, w którym Europa otwarcie przyznała: świat porządku opartego wyłącznie na zasadach przestaje istnieć.
Co może zwiastować to przemówienie? W moim odczuciu, przede wszystkim przygotowanie Europy na scenariusz częściowego wycofania USA z roli gwaranta bezpieczeństwa.
Deklaracja partnerstwa czy początek strategicznego rozstania?
Choć przemówienie Friedricha Merza formalnie podkreślało znaczenie NATO i potrzebę odbudowy zaufania transatlantyckiego, między wierszami można dostrzec znacznie twardszy przekaz.
Retoryczne zapewnienia o „wspólnocie wartości” i „konkurencyjnej przewadze NATO” były wyraźnie skierowane do amerykańskiej opinii publicznej. Jednak zasadniczy ciężar wystąpienia koncentrował się na czymś innym: na uniezależnieniu Europy od Stanów Zjednoczonych — politycznie, strategicznie i mentalnie.
Kiedy kanclerz mówi o świecie, w którym „siła stanowi prawo”, oraz o końcu porządku opartego na zasadach, trudno nie odczytać tego również jako krytyki coraz bardziej transakcyjnej polityki Waszyngtonu. Gdy wspomina o „roztrwonionym przywództwie USA”, jest to sygnał, że Berlin nie traktuje już amerykańskiego lidera jako stabilnego punktu odniesienia.
Najbardziej wymowny jest jednak nacisk na budowę silnego, samodzielnego europejskiego filaru bezpieczeństwa i rozszerzanie partnerstw poza tradycyjny układ transatlantycki. Coś co jednak mnie osobiście przeraża, jako Polaka, to słowa niemieckiego polityka o potrzebie „nauki języka polityki siły w świecie zdominowanym przez mocarstwa”.
To nie są jedynie uzupełnienia sojuszu. To fundamenty alternatywy. W praktyce oznacza to, że Europa przygotowuje się na scenariusz, w którym USA stają się partnerem warunkowym, a nie gwarantem. W retorycznie, fleksyjnie i słownikowi nadal mówi się o jedności, lecz w strategii widać zabezpieczanie się na wypadek amerykańskiej nieprzewidywalności.
Można więc (chybotliwie, ale jednak) postawić tezę, że: nie jest to zerwanie z USA i zaczynek frontalnej konfrontacji, ale zdecydowany początek strategicznego dystansowania się.
W tym sensie przemówienie kanclera Mertza może zwiastować nową fazę relacji transatlantyckich — mniej emocjonalną, mniej opartą na historycznej wdzięczności, a bardziej na chłodnej kalkulacji interesów, więc
Europa nie ogłasza emancypacji. Ona ją systematycznie przygotowuje przez uśpienie.
Jeśli ten kurs się utrzyma, to Monachium może zostać zapamiętane nie jako moment odbudowy zaufania, lecz jako chwila w której europejscy liderzy po raz pierwszy otwarcie zaczęli myśleć o świecie „po Ameryce” (nawet jeśli publicznie wciąż zapewniają o nierozerwalnym partnerstwie).
Vance ostrzega Europę. Bruksela i rząd Tuska próbują osłabić sojusz z USA
Wiceprezydent Stanów Zjednoczonych JD Vance w rozmowie z Fox News odniósł się do relacji transatlantyckich i napięć wokół polityki europejskiej. – „Chcemy, żeby Europa dobrze się rozwijała i odnosiła sukcesy. Problem polega na tym, że Europejczycy robią wiele, by sabotować samych siebie” – powiedział polityk, podkreślając, że Waszyngton oczekuje od europejskich partnerów większej odpowiedzialności.
Vance nawiązał do wcześniejszych wystąpień swojego oraz sekretarza stanu Marco Rubio podczas konferencji w Monachium, w których apelowano do państw europejskich o zwiększenie wydatków na obronność, skuteczniejszą ochronę granic oraz większy szacunek dla wolności słowa. Zdaniem amerykańskiej administracji część tych postulatów zaczyna być w Europie realizowana, jednak wciąż – jak ocenił – zbyt wolno.
Wypowiedzi Vance’a wpisują się w szerszą debatę o przyszłości bezpieczeństwa kontynentu. W ostatnich miesiącach w Brukseli coraz częściej pojawiają się koncepcje „strategicznej autonomii” oraz budowy europejskich mechanizmów obronnych niezależnych od USA. Krytycy tych pomysłów ostrzegają, że próby ograniczania wpływów amerykańskich mogą osłabić NATO i realnie zagrozić państwom wschodniej flanki, które opierają swoje bezpieczeństwo na obecności wojskowej Stanów Zjednoczonych.
Vance nawiązał do wcześniejszych wystąpień swojego oraz sekretarza stanu Marco Rubio podczas konferencji w Monachium, w których apelowano do państw europejskich o zwiększenie wydatków na obronność, skuteczniejszą ochronę granic oraz większy szacunek dla wolności słowa. Zdaniem amerykańskiej administracji część tych postulatów zaczyna być w Europie realizowana, jednak wciąż – jak ocenił – zbyt wolno.
Wypowiedzi Vance’a wpisują się w szerszą debatę o przyszłości bezpieczeństwa kontynentu. W ostatnich miesiącach w Brukseli coraz częściej pojawiają się koncepcje „strategicznej autonomii” oraz budowy europejskich mechanizmów obronnych niezależnych od USA. Krytycy tych pomysłów ostrzegają, że próby ograniczania wpływów amerykańskich mogą osłabić NATO i realnie zagrozić państwom wschodniej flanki, które opierają swoje bezpieczeństwo na obecności wojskowej Stanów Zjednoczonych.
Tomasz Wybranowski
za:wnet.fm/2026/02/17/monachium-jako-punkt-zwrotny/