Witamy serdecznie na stronie internetowej Oddziału Łódzkiego
Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Mamy nadzieję, że ułatwimy Państwu docieranie do rzetelnej informacji. Tutaj chcemy prezentować wielkość oraz problemy naszego Kościoła, zagadnienia społeczne, cywilizacyjne, publikacje członków Stowarzyszenia, stanowiska w ważnych kwestiach. Nie będziemy konkurować w informacjach bieżących z innymi portalami (niektóre z nich wskazujemy w odnośnikach), natomiast gorąco zapraszamy do lektury wszystkich tekstów - ich aktualność znacznie przekracza czas prezentacji na stronie głównej. Zachęcamy do korzystania z odnośników: "Publikacje" i "Polecane". Mamy nadzieję na stały rozwój strony dzięki aktywnej współpracy użytkowników. Z góry dziękujemy za materiały, uwagi, propozycje.
Prosimy kierować je na adres: lodz@katolickie.media.pl

Polecane

Dalszy etap niemieckich kłamstw, MSZ rozkłada ręce

W Niemczech coraz szerzej roznosi się fałszywa teza, jakoby polscy burmistrzowie przygotowywali jeden z etapów zagłady Żydów w czasie II wojny światowej. 
Ale to nie koniec – przy okazji skandalicznej, głośnej książki Niemcy oskarżają Polaków o antysemityzm. 
Tymczasem w MSZ chcą „budowania wzajemnego porozumienia” i w sprawie niemieckiej prowokacji nic się nie dzieje.

Szczególną troską o polski stosunek do Żydów wykazuje się Stefanie Schüler-Springorum, szefowa berlińskiego Centrum Badań nad Antysemityzmem. 
Martwi się ona, że z organizacji spotkania z profesorem Grzegorzem Rossolińskim-Liebe zrezygnował Dom Polsko-Niemiecki w Berlinie i stanowi to „zagrożenie dla wolności nauki”. 
Krytyka, jaka spadła na autora książki „Polscy burmistrzowie a Holokaust”, jest zarówno dla historyka, jak i dla niemieckich przyjaciół dowodem na zakłamanie Polaków. 
Nieważne, że Rossoliński-Liebe w swojej 1100-stronicowej pracy „zapomniał” w badaniach nad sytuacją polskich burmistrzów o niemieckiej okupacji, a sprawowanie władzy przez generalnego gubernatora Hansa Franka nazywa „rządem krakowskim” – niczym w jakimś niepodległym kraju. 
Ważne, że każda krytyka – zdaniem Berlina – jest świadectwem, że nasz kraj uprawia „narodową historiografię”. Tymczasem w Ministerstwie Spraw Zagranicznych kompletnie nic się w tej sprawie nie robi.

Spokojny sen w MSZ

O książce, która tak zakłamuje historię, MSZ wie od początku kwietnia 2024 r., a więc prawie od dwóch lat. 
W sierpniu 2024 r. resort tak odpowiedział mi na zapytanie o planowaną kontrakcję: „ww. tezy są – w oparciu tylko o podcast – na obecnym etapie trudne do naukowego zweryfikowania i oceny bez uprzedniego zapoznania się ze szczegółową argumentacją przedstawioną w jego rozprawie habilitacyjnej”. 
Czy cztery miesiące na zapoznanie się z wątkiem tak poważnego oskarżenia wobec Polaków to mało? 
Dla kiepsko zarządzanego resortu zapewne tak – ale od tamtego czasu minęło już 1,5 roku, a podwładni ministra Radosława Sikorskiego nadal śpią. Choć w odpowiedzi na zapytanie MSZ przyznaje, że zwalcza „wadliwe kody pamięci”, takie jak „polskie obozy zagłady”, to w sprawie Rossolińskiego-Liebe już milczy. 

„MSZ i Ambasada RP nie mają możliwości ograniczania swobody badań naukowych i ingerencji w proces naukowy. Bazując jednak na wiedzy historycznej i ocenach merytorycznych naukowców, MSZ negatywnie ocenia tę publikację i jednoznacznie sprzeciwia się zawartym w niej tezom” – czytamy w odpowiedzi. 
Z całej odpowiedzi, jaką otrzymaliśmy z Biura Prasowego MSZ, nie wynika, by wobec polityki historycznej Niemiec miała zostać wystosowana jakakolwiek riposta, ale mamy cieszyć się z głazu w stolicy RFN: „Od instytucji dialogu polsko-niemieckiego oczekujemy natomiast zaangażowania i działań na rzecz budowania wzajemnego porozumienia obu społeczeństw, co nie będzie możliwe bez dogłębnej wiedzy w niemieckim społeczeństwie na temat niemieckich zbrodni i tragicznego dla Polski i polskich obywateli okresu II wojny światowej. Temu celowi sprzyja powstający w Berlinie pomnik upamiętniający polskie ofiary”. Trudno to skomentować.

Niewygodna recenzja z IPN 

Bezradność nie jest jednak jedyną opcją. 
Instytut Pamięci Narodowej w listopadzie 2025 r. opublikował obszerną recenzję książki Rossolińskiego-Liebe, w której potwierdza się intuicja pierwszej lektury „Polskich burmistrzów”. 
Doktor Damian Sitkiewicz wskazuje nie tylko na błędy metodologiczne, ale też na rozbieżności faktograficzne w książce. 
Autor twierdzi np., że polscy burmistrzowie z własnej inicjatywy obciążali getta żydowskie konkretnymi opłatami i podatkami – tak miał czynić np. Julian Kulski, wiceprezydent Warszawy, zresztą ratujący Żydów nawet we własnym domu. 
Sitkiewicz jednak wskazuje, jak było naprawdę z tymi opłatami: „Scharakteryzowane działania, z pewnością moralnie wątpliwe, nie były, jak interpretuje je autor, wdrażane z inicjatywy burmistrza. Sprawował on władzę wykonawczą w mieście jako podległy stadthauptmannowi i na wydaną przez niego decyzję z 29 czerwca 1942 r. w sprawie egzekucji opłat się powoływał. Mimo to Rossoliński-Liebe prowadzi narrację w taki sposób, by nie pokazywać odpowiedzialności Leista, choć źródła niezbicie wskazują na jego decyzyjność”. 

Na 47 stronach recenzji wytykanych absurdów polsko-niemieckiego historyka jest więcej, dość wspomnieć, że IPN po prostu dostarczył państwu polskiemu argumentów do polemiki ze stroną niemiecką. Zwłaszcza że na jaw wychodzą dodatkowe fakty – np. to, że jednym z recenzentów pracy „Polscy burmistrzowie” jest dr Jan Grabowski, znany z przypisywania Polakom sprawstwa śmierci setek tysięcy Żydów. 
Pikanterii dodaje fakt, że instytucje naukowe w Niemczech ukrywały Grabowskiego jako recenzenta tej habilitacji, nie informując na stronach internetowych, kto opiniował tę książkę. 
Zatem gdy niemieccy dziennikarze, historycy i tamtejsze instytucje montują szerszą operację nie tylko przypisywania Polakom Holokaustu, ale też utożsamiania krytyki wspomnianej książki z antysemityzmem, polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych nadal tego nie weryfikuje oraz nie korzysta z opracowania IPN do zwalczania kłamstw na temat Polski.

Upolitycznienie książki

Przy skoordynowanej akcji oskarżania Polaków o zagładę nie mogło zabraknąć „Gazety Wyborczej”, która udostępniła swoje łamy samemu Grzegorzowi Rossolińskiemu-Liebe. 
Historyk twierdzi, że to, co się dzieje wokół jego pracy, to „nerwowe reakcje na spokojną książkę”. 
Autor chwali się: „Książka oparta jest w dużej części na archiwalnych dokumentach, z którymi przede mną mało kto, a czasami w ogóle nikt nie pracował. Pozwoliło mi to wysnuwać wnioski, których czytelnicy nie znajdą w innych książkach o zagładzie i okupacji”. 
Tymczasem historycy znający temat są zgodni, że wnioski autora są wysnute nie z archiwaliów, ale ze źródeł. Profesor Bogdan Musiał wspomniał na przykład, że tezy są bardzo mocne, ale argumenty na ich udowodnienie – żadne. 

Z moich ulubionych przypadków najciekawszym „dowodem” na sprawstwo Holokaustu przez polskich burmistrzów jest to, że skoro jeden z nich mógł zlikwidować wystające gwoździe z ogrodzenia (rozdzierały odzież przechodniów), to miał i taką władzę, by zorganizować lub powstrzymać Holokaust. 
Jednak na tym polega cała polemika z Rossolińskim-Liebe – opisuje on w mediach społecznościowych, jak to jest prześladowany, a nie odnosi się do argumentów historyków, którzy go krytykują. 
Debata historyków nie istnieje, natomiast użalanie się nad sobą to fach doprowadzony w Niemczech do perfekcji. Niemcy nazywają krytykę książki „ingerowaniem w naukę”, „presją” i „naciskami”.
Próżno szukać jakiegoś komunikatu MSZ w tej sprawie, choćby tweeta premiera Tuska czy wicepremiera Sikorskiego. 
Resort wydaje się sparaliżowany, więc strona niemiecka wchodzi w tę przestrzeń z impetem, organizując ramy interpretacyjne wokół Holokaustu.
Gdy Polska śpi, w sprawie Holokaustu budzą się demony.

Jakub Maciejewski

za:niezalezna.pl

***

Nic nowego. Zawsze znajdą się biedni, zwiedzeni, którzy zrobią, co im podpowie ich...sufler...                                                                Skąd rodem?...                                     

Żal.                                                                                                                                                                                          Wszak i "une" mają dusze...

k

Copyright © 2017. All Rights Reserved.