Polecane
Ewa Heine - Zobaczyć na scenie Kamila Maćkowiaka to teatralna przygoda
Na pewno Kamil Maćkowiak to jeden z najciekawszych polskich aktorów średniego pokolenia. Już na początku artystycznej kariery w 2005-tym roku dwa lata po ukończeniu wydziału aktorskiego Łódzkiej Filmówki zachwycił w monodramie o Wacławie Niżyńskim polskim baletmistrzu, który w dwudziestym wieku zrobił oszałamiająca karierę międzynarodową.
Wtedy ten bardzo młody aktor ujawnił, że obok wielkiego talentu jest niezwykle sprawny fizycznie.
Ten spektakl powstał przy współpracy z Waldemarem Zawodzińskim reżyserem, który ma na swoim koncie blisko 150 przedstawień w tym kilka z udziałem Kamila Maćkowiaka.
Prawdopodobnie to przed laty zaczęła się ich przyjaźni i nieprzerwanie trwa do tej pory.
Teraz obaj pracowali nad premierą spektaklu Misery, która odbyła się pod koniec lutego w Łódzkim Centrum Dialogu imienia Marka Edelmana.
Dla przypomnienia - Marek Edelman to znany kardiochirurg, legendarny uczestnik powstania w getcie warszawskim, który po wojnie zamieszkał w Łodzi.
Centrum Dialogu to instytucja kultury, której celem jest popularyzacja wielonarodowego dziedzictwa tego miasta ze szczególnym uwzględnieniem relacji polsko-żydowskich. I w tym miejscu od czterech lat Teatr Kamila Maćkowiaka ma swoją siedzibę, gdzie obecnie właśnie można zobaczyć Misery sztukę Williama Goldmana, dla którego inspiracją była mrożąca krew w żyłach powieść Stephena Kinga. W latach 90-tych ubiegłego wieku na tej podstawie był również nakręcony film z mocnymi elementami horroru.
Tekst tej sztuki tłumaczył Jacek Kaduczak.
Poznajemy zatem historię bardzo znanego pisarza Paula Sheldona, który w śnieżną zimę, na odludziu ulega wypadkowi samochodowemu. Ratuje go, a potem więzi psychopatyczna pielęgniarka Anny Wilkes.
Sytuacja jest coraz bardziej przerażająca, przy tym ten zdany na jej łaskę pacjent jest kompletnie unieruchomiony.
Oczywiście widzimy tu wspaniałe aktorstwo samego Kamila Maćkowiaka i partnerującej mu Mileny Lisieckiej w roli chorej psychicznie Anny, a przy niej strach się bać. Jednak by przełamać ten budzący lęk temat już na wstępie widzimy na scenie przedziwnie ubraną kobietę w stroju rodem z Las Vegas w bardzo ostrym makijażu, Ona śpiewa głosem Dolly Parton amerykański przebój zatytułowany Jolene, w którym jest stwierdzenie „będę zawsze cię kochać” - t. o oczywiście genialnie podłożony playback.
Tę kobietę w charakterystycznym ruchu i geście gra Maciej Gośniowski, który tu debiutuje grając również rolę szeryfa.
Cóż - całość to pod każdym względem interesujący spektakl.
Ewa Heine