Polecane
Nawrocki rozwścieczył Rosjan! Tak zareagowała Zacharowa: "Polski wstyd"
Marija Zacharowa postanowiła publicznie uderzyć w prezydenta Karola Nawrockiego za jego wypowiedź dotyczącą "bicia Moskali". Zdaniem rzeczniczki rosyjskiego MSZ obecna głowa państwa polskiego ma cierpieć na "kliniczną rusofobię".
Mocne słowa Nawrockiego pod adresem Rosji
Podczas wczorajszego przemówienia z okazji pierwszej rocznicy swojej prezydentury Karol Nawrocki poświęcił spory fragment kwestii Ukrainy. I choć były szef IPN zaznaczył, że Polska nadal będzie potępiała wszelkie przejawy gloryfikowania postaci i symboli związanych z UPA, to jednocześnie zapewnił, iż Kijów w dalszym ciągu może liczyć na wsparcie Warszawy w trwającym od czterech lat konflikcie za naszą wschodnią granicą. Szczególnie szerokim echem odbiły się jego słowa dotyczące polskiej pomocy w obliczu rosyjskiej agresji.
– Tam, gdzie się bije Moskala, tam Polska pomaga – powiedział Nawrocki.
Zacharowa atakuje prezydenta
Słowa prezydenta dotarły do samej Rosji, oburzając jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy tamtejszego reżimu – Mariję Zacharową, która już wielokrotnie zasłynęła ze skandalicznych wypowiedzi pod adresem Polski i polskich władz. Rzeczniczka MSZ państwa, które od lat prowadzi agresywną politykę wobec swoich sąsiadów, określiła wypowiedź Nawrockiego jako "pełną nienawiści" oraz za przejaw "klinicznej rusofobii".
Rosyjska urzędniczka w swoim obszernym wpisie rozpływała się nad rzekomo owocną współpracą pomiędzy Polską a Rosją, do której miało dochodzić przed wieloma laty. Pogorszenie relacji między oboma państwami zrzuciła natomiast na barki m.in. polskiego prezydenta oraz szefa MSZ Radosława Sikorskiego.
Co więcej, Zacharowa bez cienia refleksji stwierdziła, że Polska "cierpi na kompleksy historyczne". Przekonywała również, iż nasz kraj zawdzięcza swoje obecne granice Józefowi Stalinowi, a sam Karol Nawrocki ma nienawidzić "faktu" rzekomego "wyzwolenia Polski przez Armię Czerwoną".
– Tak wygląda polski wstyd – oceniła Zacharowa.
Czy Polska ma co zawdzięczać Sowietom?
Warto w tym kontekście nadmienić, że słowa rzeczniczki rosyjskiego MSZ stoją w sprzeczności z faktami historycznymi. W rzeczywistości Polska krótko po odzyskaniu niepodległości musiała odeprzeć najazd bolszewików, którzy próbowali siłą rozprzestrzenić komunizm na Europę osłabioną po I wojnie światowej. Ich ofensywa zakończyła się jednak klęską, która stała się poważnym ciosem dla Armii Czerwonej. Do porażki przyczyniły się również błędne decyzje Józefa Stalina podczas wojny polsko-bolszewickiej.
Jeden z najokrutniejszych dyktatorów w historii żywił ogromną urazę do Polaków, co skutkowało wiele lat później zawarciem sojuszu z hitlerowskimi Niemcami w sierpniu 1939 roku. Kilka tygodni później II Rzeczpospolita na własnej skórze przekonała się, jak tragiczne skutki przyniosła niemiecko-sowiecka współpraca. Polska utraciła niepodległość, a miliony jej obywateli padły ofiarą terroru obu totalitarnych reżimów - m.in. w Katyniu, gdzie przeprowadzono zorganizowaną akcję ludobójstwa polskich oficerów i wojskowych.
Sama kwestia granic Polski stanowi poważną manipulację. Choć po zakończeniu II wojny światowej nasz kraj otrzymał ziemie na zachodzie i północy, jednocześnie utracił rozległe obszary na wschodzie, które zostały włączone do Związku Radzieckiego. Przyznanie Polsce ziem m.in. na Pomorzu Zachodnim, Śląsku czy części Prus Wschodnich było przede wszystkim elementem powojennego osłabienia Niemiec oraz rekompensatą za utracone Kresy, a nie bezinteresownym "darem" Józefa Stalina.
Natomiast twierdzenie, że Armia Czerwona "wyzwoliła Polskę", jest daleko idącym uproszczeniem. Związek Radziecki prowadził ofensywę przede wszystkim w celu pokonania III Rzeszy i realizacji własnych interesów geopolitycznych, a nie z myślą o odbudowie niepodległego państwa polskiego. W efekcie Polska znalazła się w radzieckiej strefie wpływów i przez kolejne dziesięciolecia pozostawała państwem pozbawionym pełnej suwerenności. Dodatkowo trzon Armii Czerwonej stanowili przede wszystkim zbrodniarze, mordercy, bandyci oraz gwałciciele, którzy urządzili Polakom, a zwłaszcza polskim kobietom, prawdziwe piekło na ziemiach "wyzwalanych" przez nich, które ostatecznie znalazły się pod polityczną kontrolą komunistów przez okres najbliższych 55 lat.
„Bierutowskie rozwiązania” w Berlinie i powrót do interesów z Rosją
– Niemiecki biznes po prostu modli się o to, żeby doszło wreszcie do zakończenia sankcji wobec Moskwy – mówi Jan Bogatko na antenie Radia Wnet. Nadchodzące wybory w niemieckich landach ujawniają skrajne emocje: od absurdalnych pomysłów wywłaszczania mieszkań w Berlinie po rekordowe wyniki AfD i ciche marzenia polityków o odbudowie relacji z Kremlem.
Niemiecka scena polityczna rozgrzewa się do czerwoności przed wyborami w Saksonii-Anhalt, Berlinie oraz Meklemburgii-Pomorzu Przednim. Zmęczenie tradycyjną polityką i kryzys mieszkaniowy w stolicy sprawiają, że emocje sięgają zenitu.
Kulisy sytuacji u naszych zachodnich sąsiadów przedstawił na antenie Radia Wnet gospodarz programu „Studio za Nysą”, Jan Bogatko.
„Bierutowskie rozwiązania” w Berlinie
Największe kontrowersje wzbudza sytuacja w stolicy. Szefowa berlińskich struktur skrajnej lewicy (Die Linke), Ines Schwertner, zażądała państwowego przejęcia spółek mieszkaniowych z powodu drastycznie rosnących czynszów.
– To oznacza, że wprowadzi się po prostu bierutowskie rozwiązania dla Berlina – ocenia Jan Bogatko.
Sytuację na rynku nieruchomości dodatkowo paraliżuje prawo chroniące nierzetelnych lokatorów.
– Po zapłaceniu pierwszego czynszu lokator może po prostu powiedzieć, że więcej nie zapłaci, a wyrzucenie go staje się niemożliwe – wskazuje publicysta.
Rekordy AfD i kordon sanitarny
Zdecydowanie odmienne nastroje panują we wschodnich landach. W Saksonii-Anhalt prawicowa Alternatywa dla Niemiec (AfD) osiąga w sondażach rekordowe 41 procent poparcia.
Przejęcie władzy przez AfD zablokuje jednak tzw. kordon sanitarny pozostałych ugrupowań.
– AfD musiałaby mieć powyżej 50 procent głosów, bo jednoczą się wszyscy: od CDU po SPD – wyjaśnia Bogatko.
Ciche modlitwy o powrót do Moskwy
Podczas gdy uwaga opinii publicznej skupia się na kampanii, niemieckie koła gospodarcze cicho przygotowują się na zmianę kursu wobec Rosji.
– W kołach gospodarczych po prostu modli się o to, żeby doszło wreszcie do zakończenia sankcji wobec Moskwy, po to by biznes mógł się rozwijać – zaznacza Jan Bogatko.
Pragmatyzm biznesowy rzuca się cieniem również na kwestie bezpieczeństwa Polski. Niemieckie media niemal całkowicie zignorowały niedawne naruszenie polskiej przestrzeni powietrznej przez rosyjską rakietę.
za:wnet.fm