Witamy serdecznie na stronie internetowej Oddziału Łódzkiego
Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Mamy nadzieję, że ułatwimy Państwu docieranie do rzetelnej informacji. Tutaj chcemy prezentować wielkość oraz problemy naszego Kościoła, zagadnienia społeczne, cywilizacyjne, publikacje członków Stowarzyszenia, stanowiska w ważnych kwestiach. Nie będziemy konkurować w informacjach bieżących z innymi portalami (niektóre z nich wskazujemy w odnośnikach), natomiast gorąco zapraszamy do lektury wszystkich tekstów - ich aktualność znacznie przekracza czas prezentacji na stronie głównej. Zachęcamy do korzystania z odnośników: "Publikacje" i "Polecane". Mamy nadzieję na stały rozwój strony dzięki aktywnej współpracy użytkowników. Z góry dziękujemy za materiały, uwagi, propozycje.
Prosimy kierować je na adres: lodz@katolickie.media.pl

Polecane

Manewr znad Wieprza, czyli cud polskiej sprawności wojennej

Być może jedną z najciekawszych spraw dotyczących Bitwy Warszawskiej z połowy sierpnia 1920 roku było takie współdziałanie wszystkich sił polskich biorących w niej udział, dzięki któremu mogło się w ogóle udać słynne „kontruderzenie znad Wieprza”. Gdy 16 sierpnia oddziały Frontu Środkowego, pod bezpośrednim dowództwem Józefa Piłsudskiego, uderzyły na sowiecką Grupę Mozyrską – był to początek porażającej klęski bolszewików. Jednak wszystko mogło potoczyć się zupełnie inaczej. Plan obarczony był wielkim ryzykiem.

Na przebieg starcia, które przeszło do historii jako Bitwa Warszawska, a w naszych sercach i pamięci narodowej zapisało się jako Cud nad Wisłą (choć przypomnieć trzeba, że pierwsze określenie brzmiało – Cud Wisły), można patrzeć dzisiaj chłodnym okiem analityka, lub próbować przykładać miarę ze słynnych traktatów. W XIX wieku pruski generał Carl von Clausewitz napisał (nigdy nie dokończony) traktat „O wojnie”, a wiele myśli w nim zawartych funkcjonuje do dzisiaj jako swego rodzaju prawidła o charakterze ładnie brzmiących bon-motów. Na przykład: „Wojna jest jedynie kontynuacją polityki innymi środkami”. Clausewitz wyróżnił elementy składające się na realizowanie celi strategicznych. Były to: wielkości moralne, odwaga, wytrwałość, przewaga liczebna, zaskoczenie, podstęp, skupienie w przestrzeni, połączenie sił w czasie, odwód strategiczny, ekonomia sił oraz czynniki geometryczne. Wszystkie te czynniki składają się na sukces końcowy. Innymi słowy nic by nie dał „manewr znad Wieprza”, jako wykoncypowany w sztabie polskiej armii zamysł zaskakującego uderzenia, kontrofensywy w „miękkie podbrzusze” bolszewików, gdyby nie cały „zestaw czynników”, które się na sukces złożyły.

Wszystko dla ojczyzny

U Clausewitza na pierwszym miejscu stoją „wielkości moralne, odwaga, wytrwałość”. Tu warto się zatrzymać. W wypadku bowiem Bitwy Warszawskiej zadaje się często podchwytliwe pytanie, prowadzące do długo ciągnących się i niczym nie rozstrzygniętych dyskusji – „Czy w sierpniu 1920 roku nad Wisłą miał miejsce faktycznie cud?”. A jeśli tak, to w jakim obszarze? Ci, którzy zupełnie wyśmiewają kwestie „pomocy z niebios” powinni wziąć pod uwagę to, w jaki sposób wszystkie aspekty duchowe, jednoczenie się w we wspólnej modlitwie – budowały siłę moralną, która stała się fundamentem aktów dokonywanych na drodze czysto militarnej – taktycznej i strategicznej. A ileż tych czysto duchowych aktów było. Oto jeszcze zanim bolszewicy pojawili się na przedpolu Warszawy, 18 lipca zorganizowano Dzień Armii Ochotniczej. Na murach kamienic i domów pojawiły się napisy: „Wszyscy do broni!”, „Niechaj nikogo nie zabraknie na froncie – wszystko dla ojczyzny!”. Na warszawskim placu Saskim celebrowano Mszę Świętą, na którą przyszły tłumy. W momencie podniesienia z Cytadeli dał się słyszeć dźwięk wystrzałów armatnich. Biskup Gall wręczył sztandar dowódcy Armii Ochotniczej, gen. Hallerowi, który powiedział: „Ci, co mogą iść bronić ojczyzny i nie idą, i ci, co mogąc dać nie dają – to zdrajcy ojczyzny. I ci, co porywom dziś przeszkadzają – to zdrajcy”. Biskup błogosławił tłumom Najświętszym Sakramentem. Błękitny Generał złożył też uroczystą przysięgę na sztandar z wizerunkiem Najświętszego Serca Pana Jezusa. W tłumie byli m.in. weterani Powstania Styczniowego, a lud stolicy zaśpiewał… „Święty Boże, Święty Mocny, Święty a Nieśmiertelny”… Zupełnie jak w roku 1861, w tejże samej Warszawie, gdy odbywały się manifestacje patriotyczno-religijne przeciwko caratowi. Bitwa Warszawska była starciem nie tylko ze złem bolszewizmu, ale też z Rosją, jako taką, Rosją imperialną, zaborczą, nienawidzącą Polski i wszystkiego, co polskie z ducha.

Sowieckie plakaty propagandowe z okresu wojny polsko-bolszewickiej ukazywały Polaków, jako „rasę panów”, których należy niszczyć na wszelkie możliwe sposoby. „Oto czym się kończą pańskie pomysły” – napisano na jednym z nich, na którym polskich szlachciców kłują pikami kozacy, „wyzwalający uciemiężony lud”.

Odwaga i współpraca 

Zatem zwrócenie się o opiekę do Maryi, oddanie pod opiekę Jezusowi, było aktem nie tylko wiary, ale też swego rodzaju manifestem cywilizacyjnym, przylgnięciem do tego, co ojczyste, do tego, co zwykliśmy nazywać „świętą sprawą polską”. Przybyły pod koniec lipca do Warszawy lord Edgar Vincent D’Abernon (tenże sam, który Bitwę Warszawską umieścił na liście najważniejszych bitew świata) zapamiętał, iż delegacja Misji Angielsko-Francuskiej musiała się co chwila zatrzymywać na ulicach, gdyż ruch tamowały kolejne procesje religijne. Msze i modlitwy trwały przez cały czas, aż do kluczowych dni sierpnia. Czy skutkowały cudem? Co jednak w przebiegu wojny można rozumieć jako „cud”? Czy tylko nagłe, zupełnie nieracjonalne odwrócenie sytuacji, spowodowane „palcem Bożym”? Czy może inaczej – cudem, który się rozgrywa w duszach i umysłach, który skutkuje odwagą, wytrwałością, zaufaniem, współpracą? Na tym drugim polu doszło bez wątpienia do jakiegoś rodzaju cudu. Bowiem z punktu widzenia czystko wojskowego manewr znad Wieprza wiązał się z dużym ryzykiem. Wiedział o tym przecież Piłsudski, który z jednej strony posiadał (co dzisiaj już wiemy) informacje dostarczone przez naszych kryptologów łamiących szyfry, a z drugiej podejmował kluczowe decyzje w obliczu wielu niewiadomych. Potem w książce „Rok 1920”, pisanej kilka lat po bitwie, określał ją takimi zwrotami, jak „bijatyka”, czy z francuska „bagarre” („bójka”), podkreślając skalę chaosu i nieprzewidywalności wielu wydarzeń, w tej przecież niesamowitej, odważnej, ale związanej z tyloma elementami, z których żaden nie mógł zawieść, operacji.

Decyzja Wodza Naczelnego

6 sierpnia, w rocznicę wymarszu z Oleandrów, Marszałek podjął decyzję o wykonaniu planu przygotowanego przez jego szefa sztabu, gen. Rozwadowskiego. To generał nakreślił konkretne rozwiązania i sporządził rozkaz nr 8358/3. Dyskusje i kontrowersje dotyczące faktycznego autorstwa planu znakomicie podsumował historyk Norman Davies w książce „Orzeł biały, czerwona gwiazda”: „Niekończące się spory na temat autorstwa tego rozkazu są nieistotne. To, czy szczegóły zostały nakreślone przez Piłsudskiego, Rozwadowskiego, Weyganda, przez nich wszystkich, czy nawet przez kogoś innego, nie ma znaczenia. Każdy średnio kompetentny strateg zaznajomiony z warunkami wojowania na Kresach przyznałby, że takie dyrektywy były pożądane. Zasadnicza decyzja nie dotyczyła wszakże szczegółów; w istocie chodziło o osąd moralny: czy można ważyć się na przegrupowanie całego wojska w ciągu jednego tygodnia; czy armia może ryzykować naruszenie szyku bojowego w sytuacji, gdy wróg puka już do wrót stolicy? Taka decyzja mogła należeć tylko do Wodza Naczelnego i tym, który ją podjął był Piłsudski”. Zresztą sam Komendant opisał ten proces podejmowania najważniejszych decyzji słowami Napoleona: „ofiara bólów porodowych, jak u młodej kobiety rodzącej dziecko”.

Przypomnieć może zatem trzeba, na czym polegała istota polskiego planu. Chodziło o takie przegrupowanie sił, by móc z jednej strony powstrzymać bolszewików nacierających na samo przedpole stolicy, oraz próbujących uderzać na północ od niej, by powtórzyć manewr oskrzydlający z czasów Powstania Listopadowego, a z drugiej strony zgromadzić większe siły na południe od miasta, na linii rzeki Wieprz i stamtąd wyprowadzić cios w „podbrzusze przeciwnika”. Gdyby zastosować metaforę dwóch bokserów tłukących się na ringu, to o tyle o ile Sowiet koncentrował się na atakach wyprowadzanych „na głowę”, to Polak fingował walkę w tym samym obszarze, skupiał się na parowaniu ciosów, a całą energię skumulował na nagły, wychodzący od spodu „hak”, którym tak mocno uderzył przeciwnika w brzuch, że ten zachwiał się na nogach i zaczął w panice się cofać. Wtedy dopiero polski bokser uruchomił serię ciosów idących „na głowę”.

Żołnierz polski

Nie wolno zapominać, że dla powodzenia owego planu, ważne były wszystkie linie układające się wzdłuż biegu Wisły (stąd nazwa „Cud Wisły” Grzymały Siedleckiego, czy wcześniej dziennikarza Strońskiego jest bardziej adekwatna, niż sformułowanie „nad Wisłą”). Front Północny miał pod swoim dowództwem gen. Haller (teren od Pułtuska do Dęblina), zaś w nim istotne role spełniała 5. Armia gen. Sikorskiego (północna część) i w sektorze samej Warszawy 1. Armia gen. Latinika (broniąca samej Warszawy, na tak zwanym przedmościu) i 2. Armia gen. Roi (wraz z rezerwami Żeligowskiego) bardziej na południe od miasta, za linią Wisły. Front Środkowy podlegał samemu Piłsudskiemu – rozciągał się od Dęblina do Brodów w Galicji. To ten front, siłami dowodzonymi przez generałów Rydza Śmigłego oraz Skierskiego miał wykonać decydujące uderzenie. Zaś Front Południowy gen. Iwaszkiewicza – powstrzymywać bolszewików wzdłuż Bugu i Styru, sięgając aż do Dniestru.

Gdy to rozrysować na mapie tworzy się nieprawdopodobnie długa linia działań bojowych, składających się z szeregu ważnych punktów. Cud więc – gdy znowu użyjemy tego terminu, by określić, co się stało, polegał na tym, iż jednocześnie, w tak wielu miejscach żołnierz polski zdobył się na najwyższej miary heroizm, poświęcenie, jasność umysłu, konsekwencję i wiele innych przymiotów, czy jak kto woli „darów Bożych”.

Czy to będą bohaterscy obrońcy Pułtuska; czy żołnierze odbijający utracony na rzecz bolszewików Radzymin; czy wreszcie bohaterowie spod Zadwórza, którzy powstrzymali niedaleko od Lwowa wojska Budionnego, zapisując piękną kartę bojową „Polskich Termopili 1920”; czy nasi sztabowcy z Piłsudskim i Rozwadowskim na czele – „od góry do dołu”, od ochotnika i ucznia po generała, od sierżanta po marszałka: wszyscy oni zdobyli się na szczyt swoich umiejętności i wszyscy oni, współpracując ze sobą uczynili, z czysto strategicznego manewru znad Wieprza, swego rodzaju „cud”. Cud polskiej sprawności wojennej.

 Tomasz Łysiak

za:niezalezna.pl

Copyright © 2017. All Rights Reserved.