Witamy serdecznie na stronie internetowej Oddziału Łódzkiego
Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Mamy nadzieję, że ułatwimy Państwu docieranie do rzetelnej informacji. Tutaj chcemy prezentować wielkość oraz problemy naszego Kościoła, zagadnienia społeczne, cywilizacyjne, publikacje członków Stowarzyszenia, stanowiska w ważnych kwestiach. Nie będziemy konkurować w informacjach bieżących z innymi portalami (niektóre z nich wskazujemy w odnośnikach), natomiast gorąco zapraszamy do lektury wszystkich tekstów - ich aktualność znacznie przekracza czas prezentacji na stronie głównej. Zachęcamy do korzystania z odnośników: "Publikacje" i "Polecane". Mamy nadzieję na stały rozwój strony dzięki aktywnej współpracy użytkowników. Z góry dziękujemy za materiały, uwagi, propozycje.
Prosimy kierować je na adres: lodz@katolickie.media.pl

Polecane

Warchoły w kościele

Na łamach przedwojennego tygodnika: „Gazeta Świąteczna” w 1936 r. ukazała się następująca informacja: „Dnia 30- go marca o godzinie 4 i pół w kościele w Mińsku Mazowieckim ks. dziekan Osiński udzielał nauki zgromadzonym na rekolekcje niewiastom. Nagle do kościoła weszli trzej przybyli z Warszawy młodzieńcy. Jeden z nich usiłował przemawiać do zgromadzonych, lecz zdążył tylko wymówić: «dość tego», ponieważ został w mgnieniu oka wyparty z kościoła. Na dziedzińcu kościelnym dzielne niewiasty dotkliwie przekonały warchołów, że mącenie spokoju w Domu Bożym jest rzeczą nie tylko grzeszną, ale i niebezpieczną”.

„Gazeta Świąteczna” odnotowała, że „paznokcie i parasolki wielkiej liczby niewiast okazały się mocno niebezpiecznymi narzędziami”, a policja musiała wyrywać Warszawiaków z rąk rozgniewanego tłumu. 

Dalej gazeta przypomniała, że w ówczesnym Kodeksie karnym istniał artykuł: „Kto złośliwie przeszkadza publicznemu zbiorowemu wykonywaniu aktu religijnego uznanego prawnie wyznania, podlega karze aresztu do lat 2”. Po czym postawiła pytanie: „Co powie na to pan prokurator?”. Niestety, nie wiadomo, co prokurator powiedział, ale wiemy, że pan starosta od razu uznał, iż miało miejsce zakłócenie spokoju i w drodze administracyjnej ukarał jednego z Warszawiaków jednym miesiącem aresztu. 

Gdyby ta scena rozegrała się dziś, w Polsce zarządzanej przez takie postaci jak Marcin Kierwiński i Waldemar Żurek, to trudno oprzeć się podejrzeniu, że ścigano by nie warchołów, lecz kobiety, które ich przepędziły. Minister Żurek, obejmując resort sprawiedliwości, deklarował odbudowę praworządności i porządku prawnego, co w praktyce, jak uczy doświadczenie ostatnich lat, bywa tłumaczone raczej na korzyść tych, którzy wrzeszczą „dość tego” w kościele lub wypisują na kościelnych murach wulgarne hasła, niż tych, którzy próbują agresorom dać odpór. 

Ministra Kierwińskiego, który jest niezmiennie dumny ze swoich działań na rzecz ładu i bezpieczeństwa, można by retorycznie zapytać, czy oddział funkcjonariuszy byłby wysłany do ochrony rekolekcji, czy raczej do ochrony tych, którzy je zakłócają. 

W 1936 r. odpowiedź na pytanie: „Kto tu jest ofiarą, a kto agresorem?”, była oczywista. Dziś tzw. eksperci, zideologizowani rzecznicy różnych praw i upolitycznieni sędziowie mogliby tej oczywistości nie zauważyć. Wystarczy przypomnieć działania Ogólnopolskiego Strajku Kobiet: oblężenia kościołów, wtargnięcia na Msze, mazanie po murach świątyń, wulgarne transparenty, złość i agresję. I co? Aktywistkom i aktywistom nic się nie stało. Raczej można odnieść wrażenie, że jeszcze bardziej cieszą się ochroną policji i sądów. Kłopoty z wymiarem sprawiedliwości mają natomiast ci, którzy antykościelnej agresji próbowali się przeciwstawić. 

Mamy więc obraz symetryczny do tego z 1936 r. – tylko z odwróconymi znakami. Wtedy starosta ukarał intruza, który zakłócił rekolekcje; dziś sąd karze tego, kto próbował powstrzymać agresorów przed profanowaniem przestrzeni kościelnej. Wtedy „mącenie spokoju w Domu Bożym” uznano za rzecz zdecydowanie złą, której można i trzeba się zdecydowanie przeciwstawić; dziś sąd stwierdza, że obrona kościoła przed happeningiem „nie znajduje aprobaty w świetle polskiego porządku prawnego”. Dla „Gazety Świątecznej” było oczywiste, że Dom Boży to nie miejsce na polityczne burdy, a zdecydowana reakcja dzielnych niewiast była usprawiedliwiona. Dziewięćdziesiąt lat później w analogicznej sytuacji to nie warchoły kończą na komisariacie, a potem na sali sądowej. Ciągani po wokandach są ci, którzy stoją po przeciwnej stronie, co samo w sobie jest smutnym komentarzem do stanu polskiego państwa. Jeszcze smutniejsze jest to, że nie brakuje katolików głosujących na rządy tych, którzy przychylnie patrzą na antykatolickie warcholstwo. 

Dariusz Kowalczyk SJ

Profesor teologii na Wydziale Teologicznym Papieskiego Uniwersytetu Gregorianum w Rzymie

za:idziemy.pl

Copyright © 2017. All Rights Reserved.