Witamy serdecznie na stronie internetowej Oddziału Łódzkiego
Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Mamy nadzieję, że ułatwimy Państwu docieranie do rzetelnej informacji. Tutaj chcemy prezentować wielkość oraz problemy naszego Kościoła, zagadnienia społeczne, cywilizacyjne, publikacje członków Stowarzyszenia, stanowiska w ważnych kwestiach. Nie będziemy konkurować w informacjach bieżących z innymi portalami (niektóre z nich wskazujemy w odnośnikach), natomiast gorąco zapraszamy do lektury wszystkich tekstów - ich aktualność znacznie przekracza czas prezentacji na stronie głównej. Zachęcamy do korzystania z odnośników: "Publikacje" i "Polecane". Mamy nadzieję na stały rozwój strony dzięki aktywnej współpracy użytkowników. Z góry dziękujemy za materiały, uwagi, propozycje.
Prosimy kierować je na adres: lodz@katolickie.media.pl

Polecane

Tomasz Bieszczad-Żegnaj, szkoło!

Żegnaj, szkoło!

Epizod sprzed prawie trzydziestu lat… Wieś Hańczowa (powiat gorlicki), lipiec, rekolekcje Kościoła Domowego. Mieszkamy w klasach przerobionych na pokoje gościnne. Na kominie szkolnej kotłowni… bociany zbudowały sobie gniazdo. Cały dzień przepływa przez nie dym z pieca. Białe upierzenie ptaków przybrało od tego szary kolor. Miejscowi mówią, że bociany wracają tu co rok, a mnie nachodzi banalna myśl: że ich życie jest metaforą… naszego. I naszej doli.

Jakiś czas temu myślałem, że spędzę stare lata w rzeczywistości przyjaznej, bezpiecznej i przewidywalnej. Ale w międzyczasie – jak pisał Szekspir – „świat wyszedł z kolein”, tym razem chyba na stałe. Frank Wright, bloger z USA twierdzi, że system, który dziś rządzi światem, nie jest efektem ewolucji, ale celowym, rewolucyjnym konstruktem, wprowadzanym w życie przy pomocy instytucji międzynarodowych, kolosalnych pieniędzy i potężnej propagandy. Ma on w przyszłości zastąpić cywilizację chrześcijańską jednolitym „globalnym ładem”, który doprowadzi do wymieszania („wymiany”) ludzi: ras, religii i kultur.

Z jego namiastką zetknąłem się w sierpniu w Kuźnicach, obserwując dużą grupę islamskich rodzin, które zapełniały wagon kolejki linowej na Kasprowy Wierch. Nic nie sugeruję, nikogo nie napadam. Opisuję tylko fakt. Będzie, co ma być. Jednak dla mnie – zatwardziałego Tatromaniaka – było to doświadczenie nowe i dość szokujące.

Tymczasem w Łodzi żyliśmy ostatnio tematem rakiet, dronów i schronów. Ujawnianie osiedli, gdzie schronów brak, było w lipcu stale obecne w mediach… Ja sam, z mojego balkonu, przyglądałem się budowie bloku na pobliskim rogu ulic Jaracza i Wierzbowej. Po rozpoczęciu prac mówiło się, że był tam podziemny schron, został on jednak przeznaczony na garaże. Czy garaże pod nowymi apartamentowcami (a także stare piwnice i perony dworca w Śródmieściu) mogłyby „w razie czego” pełnić rolę schronów (jak metro w Charkowie)? Czy ich stropy są wystarczająco mocne? Warto byłoby to wiedzieć, w sytuacji gdy politycy koalicji rządowej (np. wicemarszałek sejmu Piotr Zgorzelski) wieszczą, że „wojna jest blisko”.

Generalnie warto byłoby zacząć uczyć się na błędach, a nie powtarzać znów tę samą klasę. Bo jak inaczej traktować absurdalne i zajadłe ataki na Prezydenta – jedyną osobę, która ma wszelkie dane, by „w razie czego” wziąć odpowiedzialność za morale narodu? Jak ocenić głupią nawalankę „dwóch płuc prawicy”, które postanowiły „brzydko się różnić”, a jeszcze brzydziej zwalczać? Panowie, dajcie spokój! No eggs! Ta walka wpisuje się w fatalny scenariusz samospełniającego się proroctwa!

Możliwe, że przesadzam, oceniając sytuację ogólną przez pryzmat własnej. Pierwsza połowa roku upłynęła mi pod znakiem rozstań, pożegnań i wygaszania paru dawnych działalności. Łatwo nie było, ale… nic nie trwa wiecznie, czas leci, białe pióra szarzeją. A co najgorsze – gasną też złudzenia. Nic specjalnie ważnego. Nie wdając się w szczegóły: wszystkich to kiedyś czeka. Jest coś pocieszającego w fakcie, że każda z rzeczy, które robiliśmy przez całe życie, będzie pewnego pięknego dnia wykonana po raz ostatni. 

Na koniec tych lamentów – pointa. W szczycie sierpniowych upałów pojechaliśmy z żoną na rekolekcje do Starego Sącza. Przed wyjazdem nie zdołałem już napełnić „klimy”, ale jakoś przeżyliśmy podróż naszą wiekową Mazdą. Od razu po przybyciu do Sącza znalazłem warsztat. Bystry mechanik zgodził się od ręki napełnić „klimę”… i nagle powiedział: „Chyba leci panu olej!” Patrzę: parę kropelek na ziemi, wcześniej ich nie było. Facet wymienił mi uszczelkę i filtr, wlał olej… Następnego dnia – w czasie wolnym od zajęć – zaplanowaliśmy wypad na Kasprowy (mieliśmy już wykupione bilety na kolejkę). Gdybym nabił „klimę” w Łodzi, mechanik z Sącza nie wykryłby wycieku i w drodze do Kuźnic (90 km.) mógłbym wykończyć silnik. Dalszy ciąg można sobie łatwo wyobrazić: laweta, transport auta… ale dokąd? Do Sącza, do Łodzi, czy od razu na szrot?

Myślę, że prawie każdy przeżył podobne zdarzenie. Jedni w takich razach mówią o „szczęściu w nieszczęściu”, inni o „przypadku”. Osobiście wolę określenie „Płaszcz Opieki”. Czego i Państwu życzę. 


za:lodz.niedziela.pl

Copyright © 2017. All Rights Reserved.