Witamy serdecznie na stronie internetowej Oddziału Łódzkiego
Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Mamy nadzieję, że ułatwimy Państwu docieranie do rzetelnej informacji. Tutaj chcemy prezentować wielkość oraz problemy naszego Kościoła, zagadnienia społeczne, cywilizacyjne, publikacje członków Stowarzyszenia, stanowiska w ważnych kwestiach. Nie będziemy konkurować w informacjach bieżących z innymi portalami (niektóre z nich wskazujemy w odnośnikach), natomiast gorąco zapraszamy do lektury wszystkich tekstów - ich aktualność znacznie przekracza czas prezentacji na stronie głównej. Zachęcamy do korzystania z odnośników: "Publikacje" i "Polecane". Mamy nadzieję na stały rozwój strony dzięki aktywnej współpracy użytkowników. Z góry dziękujemy za materiały, uwagi, propozycje.
Prosimy kierować je na adres: lodz@katolickie.media.pl

Polecane

Polskie samorządy mówią „stop!” gloryfikacji ukraińskich zbrodniarzy. Samorządy zawieszają współpracę z Lwowem

Polskie samorządy zrywają lub zawieszają współpracę z Lwowską Radą Obwodową i miastem Lwowem. To odpowiedź na ustanowienie roku 2027 rokiem UPA i zbrodniarza Romana Szuchewycza.

Rada Miasta Wrocławia po wniosku radnych Prawa i Sprawiedliwości przyjęła jednogłośnie uchwałę wzywającą Lwowską Radę Obwodową do rezygnacji z honorowania zbrodniarzy. Podobną uchwałę, która przewiduje zawieszenie po blisko trzech dekadach współpracę Krakowa z Lwowem, zaproponował radnym nowy prezydent, Łukasz Gibała. Wysłał też list do mera Lwowa. Od odpowiedzi włodarz Krakowa uzależnił dalsze działania.

    – Nie możemy akceptować takiej sytuacji, gdzie Ukraińcy chcą gloryfikować ludobójców, którzy mordowali Polaków – zaznaczył Łukasz Gibała.

Protest przeciwko decyzji Lwowskiej Rady Obwodowej wystosował również Marszałek Województwa Małopolskiego, Łukasz Smółka. W dokumencie skierowanym do Ukraińców przypomniał, że Małopolska od lat wspiera obwód lwowski, a pomoc znacznie wzrosła po rosyjskiej agresji.

    „Uchwała Lwowskiej Rady Obwodowej działa na szkodę rozszerzania i pogłębiania dobrosąsiedzkich stosunków i przyjaznej współpracy” – wskazał Łukasz Smółka.

W przyszłym tygodniu radni Sejmiku Województwa Lubelskiego zagłosują nad uchwałą zrywającą umowę z obwodem lwowskim, która formalnie trwa od 2004 roku i obejmuje współpracę gospodarczą, handlową, naukową i kulturalną – przekazał prof. Marcin Szewczak, członek zarządu Województwa Lubelskiego.

    – Będziemy jako województwo lubelskie zawieszali współpracę do czasu aż nastąpi opamiętanie – zapewnił prof. Marcin Szewczak.

Podobne działania w Radzie Miasta Lublina próbowali podjąć radni PiS. Zablokował je prezydent miasta – poinformował radny Robert Derewenda, historyk.

    – Prezydent Lublina, Krzysztof Żuk, repezentujący Platformę Obywatelską, był przeciwny takiej uchwale. W związku z tym cały klub prezydenta Krzysztofa Żuka nie zgodził się na wprowadzenie tej uchwały pod obrady – powiedział Robert Derewenda.

Podobne uchwały przygotowywane są w Przemyślu i Tarnowie. Gloryfikowanie ludobójców jest sprzeczne z interesem nie tylko Polski, ale i Europy – podkreślił kandydat PiS na premiera, Przemysław Czarnek. Zapowiedział przy tym działania na arenie międzynarodowej.

    – Chcemy, żeby Rosja przegrała w tej wojnie, ale chcemy, żeby na Ukrainie zapanowały rządy normalne, a nie banderowskie – wskazał prof. Przemysław Czarnek.

Inicjator ogłoszenia roku zbrodniarzy w obwodzie Lwowskim, Swiatosław Szeremeta, został wspinany przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych na listę osób niepożądanych w Polsce. Otrzymał też pięcioletni zakaz wjazdu do strefy Schengen. Ukrainiec reakcję Polski nazwał dziwną i przekonywał, że Roman Szuchewycz i Ołeh Olżycz to ikoniczne postacie ukraińskiego ruchu narodowowyzwoleńczego.

    „Tą decyzją strona polska komplikuje kontakty ukraińsko-polskie w kwestii utrwalania pamięci” – zagroził Swiatosław Szeremeta.

Nie wiadomo, czy jest to zapowiedź ograniczeń przez Ukrainę poszukiwań i ekshumacji ofiar ludobójstwa na Wołyniu. Szeremeta jest sekretarzem ukraińskiej międzyresortowej komisji ds. upamiętnień, a także kieruje komunalnym przedsiębiorstwem, które prowadziło poszukiwania polskich ofiar w Ugłach na Wołyniu.

    – Ukraina nie traktuje obecnie poważnie strony polskiej. (…) Musimy stanowczo przeciwstawić się propagowaniu tej ludobójczej ideologii, która ma bliskie koligacje z reżimem i ideologią hitlerowską w Niemczech – wskazał prof. Tadeusz Marczak, historyk.

Prowokacyjna uchwała zniknęła ze strony internetowej Lwowskiej Rady Obwodowej. Władze Ukrainy zapewniły polski MSZ, że uchwała nie wejdzie w życie, jednak według ukraińskiego prawa została skutecznie przyjęta i obowiązuje. Tak stwierdziła też część ukraińskich mediów. Jak podały, rada nie ma zamiaru wycofywać się z honorowania ludobójców.

Bohater Zachodniej Ukrainy, kat Polaków. Historia Romana Szuchewycza

„Trzeba krwi – damy morze krwi”. To hasło stało się symbolem ruchu, którego jednym z głównych przywódców był Roman Szuchewycz. Dla jednych pozostaje bohaterem walki o niepodległą Ukrainę, dla innych współodpowiedzialnym za masowe mordy na Polakach. Spór o jego dziedzictwo trwa do dziś, a trudno wyobrazić sobie pojednanie polsko-ukraińskie bez potępienia zbrodni i przywrócenia pamięci o ofiarach.

Był jednym z tych, którym historia i cechy osobiste pozwoliły stanąć na czele wielkich ruchów narodowowyzwoleńczych. Dla części zachodnioukraińskiej społeczności stał się legendą i bezkompromisowym bojownikiem o wolność. W latach czterdziestych minionego stulecia kierował zarówno skrajną frakcją Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) – radykalnego ruchu podziemnego stawiającego sobie za cel wywalczenie niepodległego, zjednoczonego państwa ukraińskiego, jak i zbrojnym ramieniem OUN – Ukraińską Powstańczą Armią (UPA).

W polskiej świadomości zapisał się wyjątkowo krwawymi zgłoskami jako osoba współodpowiedzialna za masakrę polskich mieszkańców Wołynia, a następnie za przeniesienie fali zbrodni na tereny dawnej Galicji Wschodniej – pod Lwów, Tarnopol i Stanisławów. Pod jego kierownictwem OUN i UPA wydały walkę na śmierć i życie sowieckiemu totalitaryzmowi, jednocześnie bezlitośnie traktując wszelkie przejawy nieposłuszeństwa wśród samych Ukraińców. W końcu podzielił los tylu tysięcy swoich podkomendnych i za swoją walkę zapłacił własnym życiem.

Wygląda na to, że ocena działalności Szuchewycza dzieliła, dzieli i będzie dzielić Polaków i Ukraińców, co pokazały ostatnie wydarzenia, kiedy radni obwodu lwowskiego ogłosili nadchodzący rok 2027 rokiem imienia byłego dowódcy ukraińskich nacjonalistów.

Dzieciństwo i młodość. W szeregach OUN

Urodził się w rodzinie ukraińskiej inteligencji, tak nielicznej jeszcze u progu XX wieku. Jego ojciec Osyp był sędzią, dziadek – wybitnym działaczem narodowym. Przodkowie małego Romana należeli do awangardy walki o prawa kulturalne i narodowe wschodniogalicyjskich Rusinów, później Ukraińców.

Pierwsze lata spędził w rodzinnym Krakowcu, wieloetnicznym miasteczku, jakich dziesiątki istniały wtedy na pograniczu narodów, kultur i religii. Wyrastał w duchu patriotyzmu i świadomości swojej roli. Na świat przyszedł w roku 1907, na siedem lat przed wybuchem Wielkiej Wojny, zbyt późno, aby dołączyć do Legionu Ukraińskich Strzelców Siczowych, który był odpowiednikiem polskich Legionów i wyszkolił kadry dla przyszłej armii ukraińskiej.

Rósł w cieniu wielkich wydarzeń, które zadecydowały o porażce starań Ukraińców o wywalczenie swojego państwa. Polskę, w której znalazła się Galicja Wschodnia, traktował, jak wielu jego rówieśników, jako państwo okupacyjne. Sytuacja polityczna i kulturowa Ukraińców w II Rzeczypospolitej uległa pogorszeniu w porównaniu do ostatnich lat istnienia Austro-Węgier. Ponadto nie zabliźniły się jeszcze świeże rany zadane w czasie wojny polsko-ukraińskiej z lat 1918–1919. Wszystko to napędzało sprzeciw wobec zastanej rzeczywistości wśród młodych Ukraińców.

Trzeba krwi – damy morze krwi, trzeba terroru – uczynimy go straszliwym” – brzmiało jedno z haseł dekalogu ukraińskich nacjonalistów. Młody Szuchewycz bardzo szybko włączył się w działalność konspiracyjnej organizacji terrorystycznej – Ukraińskiej Organizacji Wojskowej, złożonej w dużej mierze z ukraińskich weteranów. Jednocześnie działał w Płaście – ukraińskiej formacji skautowej, ukończył również studia na Politechnice Lwowskiej. W 1929 r. był już w Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów – nowym podziemiu, w skład którego weszło wielu młodych ludzi szybko radykalizujących się na fali faszystowskich ruchów zyskujących popularność w całej Europie.

Członkowie OUN wyróżniali się swoim radykalizmem. Zakładali budowę państwa narodowego przy jednoczesnym fizycznym pozbyciu się części mniejszości narodowych i zukrainizowaniu pozostałych. W doktrynie wojskowej organizacji przewidziano wprost walkę z Polakami jako takimi. Wrogiem nie miało być już tylko polskie państwo w osobach żołnierza, policjanta czy urzędnika, ale wszyscy poczuwający się do polskości.

Roman Szuchewycz prędko wyrósł na jednego z liderów galicyjskich struktur podziemia. Brał udział w zamachach terrorystycznych i napadach na poczty. W końcu został aresztowany, ale odsiedział tylko część wyroku. W drugiej połowie lat trzydziestych zdołał jeszcze prowadzić we Lwowie firmę reklamową. Gdy po upadku Czechosłowacji OUN próbowała utworzyć na Zakarpaciu niepodległe państwo ukraińskie, wyruszył, aby walczyć w jego obronie, nielegalnie przekraczając granicę.

W służbie organizacji i Rzeszy Niemieckiej

Kontakty Szuchewycza z niemieckimi służbami specjalnymi można datować co najmniej na rok 1939. Klęska idei budowy Karpackiej Ukrainy, rozbitej przez Węgry – niemieckiego sojusznika – była dlań silnym ciosem. Nie na tyle jednak silnym, by przestał orientować się na mocarstwo Hitlera. Zagłada państwa polskiego ponownie obudziła nadzieje ukraińskich nacjonalistów na ściślejszą współpracę z Niemcami.

Pod sowiecką okupacją znalazły się tereny Wołynia i Galicji Wschodniej zamieszkałe przez miliony Ukraińców, nie licząc tych z obszarów przedwojennej sowieckiej Ukrainy. Nie bez racji uznał, że mogą oni stanowić dla nazistów cennych sojuszników w razie ewentualnej rozprawy z imperium Stalina.

Na terenie Generalnego Gubernatorstwa brał udział w przygotowaniach do Ukraińskiej Narodowej Rewolucji – powstania OUN na sowieckich tyłach po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej. Podczas rozłamu w podziemiu poparł Stepana Banderę, który stanął na czele radykalniejszej grupy działaczy. Pozwoliło mu to na kolejne pięcie się po szczeblach organizacji. Kiedy rok później, w czerwcu 1941 r., wybuchła wojna między Niemcami a Związkiem Sowieckim, Szuchewycz przekroczył linię demarkacyjną jako zastępca dowódcy batalionu „Nachtigall” („Słowik”), złożonego z nacjonalistów – części pułku specjalnego „Brandenburg”.

Szlak bojowy batalionu wiódł przez Lwów, gdzie niektórzy jego żołnierze włączyli się do pogromu ludności żydowskiej, inspirowanego przez nazistów. Następnie „Nachtigall” pomaszerował daleko na wschód, po drodze uczestnicząc w co najmniej jednej egzekucji Żydów. Szuchewycz był na służbie armii niemieckiej, był potrzebny, więc nie został aresztowany po nieudanym proklamowaniu we Lwowie ukraińskiego „rządu” przez OUN, jak Stepan Bandera i wielu innych działaczy.

Kiedy batalion został rozwiązany, młody oficer, nie przestając działać w podziemiu, wstąpił na służbę do 201. Batalionu Schutzmannschaftu – pododdziału złożonego z Ukraińców, którzy nadal zamierzali współpracować z Niemcami. 201. Batalion został wysłany na Białoruś, gdzie wchodził w skład ekspedycji karnych wymierzonych zarówno w sowiecką partyzantkę, jak i miejscową ludność. Prawdopodobnie funkcjonariusze batalionu (Szuchewycz dowodził jedną z jego kompanii) brali również udział w akcjach antyżydowskich.

Do podziemia wrócił na początku 1943 r. W obawie przed aresztowaniem przez Niemców ukrył się i stopniowo wzmacniał swą pozycję w OUN. Późną wiosną był już najważniejszą osobą w Centralnym Prowidzie organizacji. Działał pod pseudonimami „Tur”, „Dzwin”, „Taras Czuprynka”. Wybuch ukraińskiego powstania na Wołyniu i powstanie UPA pozwoliły mu na wprowadzenie w życie doktryny wojskowej organizacji.

Na czele UPA-„Północ”, obejmującej tereny przedwojennego województwa wołyńskiego, stanął Dmytro Kliaczkiwśkyj „Kłym Sawur”. Z jego inicjatywy tak zwana „antypolska akcja”, przewidująca pierwotnie zabicie części Polaków na terenach etnicznie mieszanych, a wypędzenie na zachód pozostałych, zamieniła się w brutalną rzeź ogółu polskiej ludności. Bezwzględna przewaga OUN i UPA nad nielicznymi polskimi samoobronami i powstającymi dopiero latem oddziałami partyzanckimi AK pozwoliła nacjonalistom na wybijanie całych miejscowości wraz z mieszkańcami.

Szuchewycz z zainteresowaniem śledził wydarzenia na Wołyniu. Kiedy więc w drugiej połowie roku w kierownictwie organizacji doszło do dyskusji nad „taktyką wołyńską” „Kłyma Sawura”, stanął po jego stronie mimo głosów sprzeciwu części wysokich funkcją działaczy. „Taras Czuprynka” był zadowolony z masakry, do tego stopnia, że z jego inicjatywy w grudniu 1943 r. zapadła decyzja o przeniesieniu „antypolskiej akcji” do sąsiedniej Galicji Wschodniej.

Planował co prawda nieco złagodzić czystkę: zabroniono zabijać kobiety i dzieci oraz polecono najpierw wzywać Polaków do ucieczki na zachód, a dopiero później ich atakować. W rzeczywistości jednak napady często wyglądały podobnie jak na Wołyniu. W maju 1944 r. dowódca UPA powtórzył wytyczne odnośnie do losu Polaków:

„Z uwagi na oficjalne stanowisko polskiego rządu w sprawie współpracy z Sowietami należy Polaków z naszych ziem usuwać. Proszę to tak rozumieć: dawać polskiej ludności polecenia wyprowadzenia się w ciągu kilku dni na rdzenne polskie ziemie. Jeśli tego nie wykonają, wtedy wysyłać bojówki, które mężczyzn będą likwidować, a chaty i majątek palić (rozbierać)”.

Według szacunków w wyniku antypolskich działań banderowskiego podziemia i partyzantki w latach 1943–1945 zginąć mogło od 80 do nawet 100 tysięcy Polaków. Na jego rękach znalazła się krew nie tylko dziesiątków tysięcy Polaków, ale i Żydów, i Ukraińców.

Rozkazy UPA wobec ocalałych z holokaustu były jednoznaczne i mieli oni być likwidowani jako rzekomi zwolennicy komunizmu. Nie mniej jednoznacznie traktować miano zdrajców własnego narodu. Odpowiedzialność zbiorowa (rodzinna) obejmowała również Ukraińców, wobec których zachodziło podejrzenie nielojalności wobec polityki nacjonalistów.

„Trafił się taki mały, miał może pięć lat, co on winien, ale rodzina zapisana i już” – wspominał jeden z bojówkarzy Służby Bezpieczeństwa OUN, bezwzględnie wykonujących polecenia likwidacji „wrogów narodu”.

W końcowym etapie okupacji niemieckiej dowódca UPA zrozumiał, że nadszedł czas na poszukiwanie kolejnego porozumienia ze słabnącymi Niemcami. W czerwcu 1944 r. we Lwowie OUN i Abwehra zawarły sojusz, w myśl którego banderowcy mieli powstrzymać się przed atakowaniem Wehrmachtu i udzielać wsparcia wywiadowczego, a w zamian otrzymali duże ilości broni, amunicji i sprzętu wojskowego.

Z więzień wypuszczono również czołowych działaczy organizacji na czele ze Stepanem Banderą. Wkrótce tereny powojennej Zachodniej Ukrainy w całości zajęła Armia Czerwona. Sojusz niemiecko-ukraiński przetrwał jednak aż do marca 1945 r.

Roman Szuchewycz wierzył, że prędzej czy później dojdzie do wojny między zwycięskimi aliantami zachodnimi a Związkiem Sowieckim. Zakładał, iż znaczenie antysowieckich sił na tyłach wojsk Stalina wzrośnie i pomoże to w powstaniu niezależnej Ukrainy. Jeszcze podczas okupacji niemieckiej UPA prowadziła bez pardonu walkę z sowiecką partyzantką. Do największego boju stanęła jednak po nadejściu Armii Czerwonej.

Partyzanci atakowali konwoje wojskowe, zabijali pojedynczych żołnierzy, polowali na mniejsze ich grupki. W odwecie wojsko mściło się pacyfikacjami całych wiosek.

Sytuacja skomplikowała się jeszcze bardziej, kiedy przeciwko powstańcom skierowano Wojska NKWD, wyspecjalizowane w zwalczaniu oporu na tyłach. Ich żołnierze mogli liczyć na wsparcie broni pancernej, armat, a nawet lotnictwa szturmowego. Doszło do wielu zaciekłych bitew, które zwykle kończyły się klęską UPA. Do 1946 r. większość oddziałów partyzanckich została zniszczona, a ludzi z pozostałych przeniesiono do bojówek podziemia.

Kolejne grupy ounowców były namierzane i likwidowane przez funkcjonariuszy stalinowskiej bezpieki. Część poszła na współpracę lub załamała się w śledztwie, co pozwalało na dotarcie do pozostałych.

„Taras Czuprynka” długo toczył swoją walkę. Swój ostatni bój rozegrał 5 marca 1950 r. w małej miejscowości Biłohorszcza pod Lwowem, gdzie grupa operacyjna Ministerstwa Bezpieczeństwa Państwowego ZSRS namierzyła jego kryjówkę. Zginął z bronią w ręku, ostrzeliwując się przed żołnierzami. Zwłoki przywódcy ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego spalono. Jego śmierć była symbolem dogasającego oporu OUN. W terenie pozostały już tylko nieliczne grupy konspiratorów, których aktywność została zredukowana do minimum.

Sowieci utopili Zachodnią Ukrainę we krwi. W walce z nimi zginęły dziesiątki tysięcy członków podziemia i partyzantów, wiele osób cywilnych padło ofiarą wszelkiego rodzaju represji, a ponad 200 tys. Ukraińców deportowano w głąb ZSRS. Ogromne okazały się również straty spowodowane przez banderowców i sięgnęły one prawdopodobnie 22 tysięcy zabitych Ukraińców.

Po powstaniu niepodległej Ukrainy Roman Szuchewycz został otoczony czcią przez część zachodnioukraińskiej społeczności jako symbol walki narodowowyzwoleńczej ze wszystkimi wrogami Ukrainy. Doczekał się co najmniej trzech pomników, ulic w siedmiu miastach oraz wielu tablic pamiątkowych. Pominięto przy tym jego odpowiedzialność za masowe zbrodnie na ludności cywilnej, nie tylko zresztą polskiej, ale i żydowskiej, i ukraińskiej.

Pamięć heroiczna o Szuchewyczu, jaką kultywuje część Ukraińców, ściera się z pamięcią martyrologiczną Polaków o ofiarach działalności kierowanych przez niego OUN i UPA. Nic nie wskazuje niestety na to, aby ten konflikt miał się w najbliższej przyszłości zakończyć. Trudno jednak wyobrażać sobie, że do prawdziwego pojednania polsko-ukraińskiego dojdzie bez potępienia zbrodni na bezbronnych oraz bez przywrócenia ofiarom (niezależnie od narodowości i wyznania) należnej im podmiotowości.

O co chodzi z UPA? Historia, która dzieli do dziś

Spór o pamięć historyczną znów staje się jednym z najtrudniejszych punktów w relacjach polsko‑ukraińskich. W cieniu wojny z Rosją powracają pytania o ocenę działalności OUN‑UPA, zakres odpowiedzialności za zbrodnie na cywilach i granice polityki historycznej obu państw

Ukraińska Powstańcza Armia (UPA) została powołana przez frakcję banderowską Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN), będąc faktycznie jej wojskową przybudówką. Powstała w 1929 r. OUN stawiała sobie za cel siłowe stworzenie państwa ukraińskiego z wszystkich ziem zamieszkałych przez Ukraińców.

Była skrajnie radykalną nacjonalistyczną organizacją. Walcząc przed wojną z polską „okupacją”, przeprowadzała akcje terrorystyczne i sabotażowe, m.in. dokonała udanych zamachów na Tadeusza Hołówkę czy ministra spraw wewnętrznych Bronisława Pierackiego, a nieudane m.in. na Józefa Piłsudskiego i prezydenta Stanisława Wojciechowskiego.

Kierownictwo banderowców pod koniec 1942 r., w obliczu klęski Niemców pod Stalingradem i narastającej aktywności partyzantów sowieckich, zdecydowało się rozpocząć powstanie przeciwko okupantowi hitlerowskiemu i sformować w tym celu partyzantkę.

Chociaż za moment powołania UPA uważa się oficjalnie 14 października 1942 r., faktycznie pierwszy oddział partyzancki Hryhorija Perehijniaka „Dowbeszki-Korobki” został sformowany dopiero w lutym następnego roku na Wołyniu.

Wkrótce siły partyzantki wzmocniło 5 tys. dezerterów z powołanej przez Niemców ukraińskiej policji pomocniczej. Dopiero w marcu–kwietniu 1943 r. zaczęto posługiwać się nazwą UPA, używaną wcześniej przez oddziały Tarasa Bulby-Borowcia (tzw. „pierwsza UPA”). Stopniowo nadawano formacji wojskowy charakter.

W listopadzie 1943 r. powołano Główny Sztab Wojskowy na czele z podpułkownikiem Romanem Szuchewyczem ps. Taras Czuprynka, a całą Ukrainę podzielono na trzy kraje: UPA–Zachód, UPA–Północ i UPA–Wschód (faktycznie nie działało), te z kolei na Okręgi Wojskowe, składające się z Odcinków Taktycznych. Siły UPA operowały w zasadzie tylko w zachodniej części dzisiejszej Ukrainy, na Wołyniu i na terenie dawnej Galicji Wschodniej, Zakarpaciu, Żytomierszczyźnie, a także na terenie Polski, w pasie przygranicznym od Krynicy po Podlasie. Podstawową jednostką taktyczną była sotnia (kompania), składająca się z czot (plutonów), operujących często samodzielnie.

Początkowo tworzono większe jednostki: bataliony (kurenie) i pułki (zahiny), rzadko jednak operowały wspólnie. Oprócz tego we wsiach organizowano Samoobronne Oddziały Kuszczowe.

Założenia i działania przeciwko Polakom

W założeniach UPA walczyło z trzema wrogami („okupantami”) Ukrainy: Niemcami, Sowietami i Polakami. Zwalczano też inne ukraińskie formacje partyzanckie, wspomniane oddziały Bulby-Borowcia czy oddziały powołane przez konkurencyjną frakcję „melnykowską” OUN. Siły UPA prowadziły działania przeciwko okupantowi niemieckiemu i sowieckiej partyzantce, jednakże na największą skalę atakowano miejscową ludność polską.

Liczono, że tak jak pod koniec I wojny światowej może dojść do klęski zarówno Niemiec, jak i Rosji — wówczas jedynym rywalem pozostaną Polacy, dlatego należy się ich zawczasu pozbyć. Pierwszy atak na Polaków w kolonii Parośle II przeprowadził wspomniany oddział „Dowbeszki-Korobki” w lutym 1943 r. (zabito ogółem we wsi i w sąsiedztwie 170 osób).

W marcu 1943 r. z inicjatywy kierującego strukturami OUN i tworzącego pierwszą partyzantkę na Wołyniu Dmytro Klaczkiwskiego ps. Kłym Sawur we wschodniej części regionu rozpoczęła się „antypolska akcja” OUN i UPA, którą stopniowo przesuwano na zachód. Starano się zabić wszystkich Polaków, często w wyjątkowo okrutny sposób, nie oszczędzając kobiet i dzieci, likwidując także wszelkie ślady polskości (niszcząc także zabudowania, kościoły).

Apogeum „antypolskiej akcji” nastąpiło 11 lipca 1943 r., kiedy to siły UPA wraz ze zmobilizowanymi chłopami (tzw. siekiernikami) napadły na ponad setkę miejscowości zamieszkałych przez Polaków. Nieliczne polskie samoobrony nie były w stanie powstrzymać napastników. Działania przeciwko Polakom na Wołyniu zostały zatwierdzone ex post przez III zjazd OUN latem 1943 r. i trwały aż do końca roku. Ogółem na Wołyniu i skrawkach Polesia z rąk podziemia ukraińskiego i zmobilizowanych przez nie chłopów zginęło 50–60 tys. Polaków, około sto tysięcy uciekło.

Od początku 1944 r. rozpoczęły się napaści na Polaków w dawnej Galicji Wschodniej. Do największych zbrodni na Polakach doszło w Hucie Pieniackiej w lutym i w Podkamieniu w marcu tegoż roku. Według wyliczeń Damiana Markowskiego ogółem w Galicji Wschodniej miało zginąć do 35 tys. Polaków, uciekło ponad 230 tys. Opór ze strony polskiego podziemia był tutaj znacznie silniejszy.

W marcu 1944 r. kierownictwo UPA postanowiło przenieść antypolską akcję UPA na Lubelszczyznę. Spodziewając się takiego rozwoju wypadków, miejscowe siły Armii Krajowej dokonały wyprzedzających napadów na Sahryń i szereg innych miejscowości, zabijając ich ukraińskich mieszkańców. Po wkroczeniu na Lubelszczyznę sił UPA z Wołynia doszło do powstania regularnego frontu pomiędzy partyzantką polską i ukraińską wzdłuż rzeki Huczwy.

Po zajęciu Wołynia i Galicji Wschodniej przez Armię Sowiecką UPA przystąpiła do walki z nowym okupantem. Chcąc pozyskać szersze poparcie społeczeństwa dla swoich działań, powołano Ukraińską Główną Radę Wyzwoleńczą, w skład której weszli również politycy innych orientacji politycznych.

Faktycznie jednak partyzantka, w szczytowym momencie w 1944 r. licząca 25–30 tys. ludzi, nadal podporządkowana była kierownictwu OUN, a dowódcy UPA byli zarazem referentami wojskowymi odpowiednich szczebli organizacji. Siły UPA i bojówki OUN atakowały głównie funkcjonariuszy reżimu sowieckiego i kolaborujących z nim Ukraińców, stając się symbolem oporu przeciwko sowieckiemu okupantowi brutalnie rusyfikującemu zajęte tereny.

Zyskały tym spore poparcie wśród miejscowej ludności ukraińskiej. Największym sukcesem było zabicie w zamachu dowódcy I Frontu Ukraińskiego generała Nikołaja Watutina. Sporadycznie nadal atakowano i zabijano Polaków, szczególnie w obwodzie tarnopolskim, chcąc zmusić ich do wyjazdu do Polski w ramach trwającej wówczas wymiany ludności.

Na terenach dzisiejszej Polski, poza Lubelszczyzną i Bieszczadami, podziemie ukraińskie nie prowadziło już zorganizowanej akcji antypolskiej na taką skalę, jakkolwiek dochodziło do napaści i mordowania Polaków.

We wrześniu 1944 r. dowódca UPA „Zachód” Wasyl Sydor ps. Szełest nakazał oficjalnie wstrzymanie ataków na Polaków, za wyjątkiem kolaborantów. Uznało bowiem, że największe korzyści z wzajemnych napaści odnoszą Sowieci. Nadal jednak dochodziło do mordów na Polakach uważanych za kolaborantów z komunistyczną władzą (z rąk podziemia zginęło około tysiąca cywili).

Na terenie dzisiejszej Polski ukraińskie podziemie próbowało nawet dojść do porozumienia z polskim podziemiem niepodległościowym, wzywając do stworzenia wspólnego frontu antysowieckiego. Doszło jedynie do zawarcia szeregu lokalnych porozumień o wzajemnym nieatakowaniu, które najdłużej obowiązywały na Lubelszczyźnie i Podlasiu.

Podziemie banderowskie, jako jedyny obrońca ludności ukraińskiej przed deportacją do Związku Sowieckiego, na niektórych terenach zyskało tym spore poparcie, jednakże część Ukraińców odstręczało swoją brutalnością, stąd wielu Ukraińców zmobilizowano do partyzantki siłą.

Po zakończeniu akcji „Wisła”, w trakcie której wojsko polskie przesiedliło prawie wszystkich Ukraińców z południowo-wschodniej części kraju na tereny poniemieckie i zadało poważne straty UPA, kierownictwo podziemia ukraińskiego w Polsce przeprowadziło demobilizację pozostałych jeszcze sił, część z nich przerzucając na sowiecką Ukrainę.

Bilans, upadek i pamięć historyczna

Według najbardziej wiarygodnych szacunków polskich badaczy (Grzegorz Hryciuk, Grzegorz Motyka, Damian Markowski) z rąk banderowskiego podziemia ukraińskiego mogło zginąć do 100 tys. Polaków, najwięcej na Wołyniu i w wschodniej części dawnej Galicji, gdzie działania UPA można określić jako ludobójstwo.

Należy dodać, że z rąk polskiego podziemia, w tzw. akcjach odwetowych, a po zakończeniu okupacji hitlerowskiej na terenie dzisiejszej Polski także milicji, wojska i innych formacji mundurowych, zginęło zapewne co najmniej kilkanaście tysięcy Ukraińców (ukraińskie wyliczenia podają nawet 27 tys.), z których zaledwie cząstka służyła w podziemiu.

Na sowieckiej Ukrainie w wyniku przeprowadzonej przez wojska NKWD w 1946 r. operacji „Wielka Blokada” większość oddziałów leśnych UPA została rozformowana, pozostały sotnie operujące w Karpatach. Za faktyczny koniec UPA uważa się zabicie w marcu 1950 r. jej dowódcy Romana Szuchewycza, chociaż pojedyncze grupy nadal działały.

Jego następca i zarazem ostatni komendant UPA – Wasyl Kuk – po ujęciu przez Sowietów wezwał członków podziemia do rezygnacji z walki. Ostatni upowcy zostali ujęci w 1960 r. Według sowieckich zestawień z rąk podziemia ukraińskiego zginęło ponad 30 tys. osób, w tym 8340 żołnierzy Armii Czerwonej, służb specjalnych i istriebitielnych batalionów, wielu przedstawicieli władzy sowieckiej, pracowników organów partyjnych, ale także zwykłych cywili oskarżonych o kolaborację bądź tylko niechcących podporządkować się organizacji.

UPA w niepodległej Ukrainie stała się symbolem oporu przeciwko sowietyzacji. Należy jednakże pamiętać, że przez szeregi OUN i UPA przewinęło się maksymalnie 150–200 tys. osób, prawie wyłącznie z Zachodniej Ukrainy (tj. włączonych do ZSRR terenów II Rzeczypospolitej), podczas gdy na wschodniej i centralnej Ukrainie banderowcy byli traktowani jako faszyści i nie zyskali poparcia. Natomiast w szeregach Armii Czerwonej służyło 6,5 mln Ukraińców.

za:www.radiomaryja.pl

Copyright © 2017. All Rights Reserved.