Pytania, których się nie zadaje
Ten żart ma długą brodę, ale jakoś zawsze mnie śmieszył. Wersje były różne. Ostatnio popularna dotyczyła współczesnego wodza Rosji.
Oto Putin ma spotkanie z dziećmi w szkole. Atmosfera sielska. Nauczyciele i dyrektor na galowo. To samo uczniowie. Nagle jednak Saszka ma do prezydenta trzy pytania.
Putin, jak to przystało na prezydenta, pozwala mu mówić i jednocześnie obiecuje, że na każde odpowie. – Pytanie pierwsze: dlaczego zajął pan Krym? Pytanie drugie: ilu Rosjan zginęło na Ukrainie? Pytanie trzecie: kto zabił Niemcowa? Putin już gotowy do odpowiedzi, już otwiera usta, ale niestety zadzwonił dzwonek. Uczniowie wyszli na przerwę, a po przerwie Pietia ma do pana prezydenta pięć pytań. – Dlaczego zajął pan Krym? Ilu naszych zginęło na Ukrainie? Kto zabił Niemcowa? Dlaczego dzwonek zadzwonił 20 minut wcześniej? Gdzie jest Saszka? Żart przypomniał mi się, gdy przeczytałem o tym, co spotkało Monikę Rutke z „Tygodnika Solidarność” po konferencji Donalda Tuska. Dziennikarka mocno przesadziła.
Zapytała Tuska o słowa Tuska sprzed półtora roku. Wyszło, że sam Tusk ma Tuska za idiotę. To niedobrze, bo jak mawia Forrest Gump, życie idioty to nie bułka z masłem. Dziennikarkę spotkały przykre konsekwencje. Ogólnie można powiedzieć, że zadała premierowi dwa pytania: pierwsze i ostatnie.
Pogodny nastrój mnie jednak opuścił, gdy sobie przypomniałem, że w przypadku konferencji premiera Tuska będzie jedna zasadnicza różnica od przytoczonego żartu. Otóż o Rutke nie zapyta żaden Piotrek. Ogół dziennikarzy nie widzi nic niestosownego w tym, że premier cenzuruje sobie pytania i że wyznacza im granice wolności słowa. Może nawet się cieszą, że nie będzie konkurencji z Republiki i „Tygodnika Solidarność”. Problem jest taki, że nas premier nie lubi i nie uznaje za ludzi, ale nimi też gardzi. To taki człowiek, który w zaciszu gabinetu śmieje się z mediów jedzących mu z ręki i wykonujący komendy na żądanie. I następnym razem znów się spóźni 1,5 godziny, a wytęsknieni i machający ogonami reporterzy zapytają o coś, co nie zepsuje mu humoru. Polska A.D. 2024. I ponoć od roku mamy pełną demokrację.
Jacek Liziniewicz
za:niezalezna.pl
***
Kim jest współpracowniczka Tuska, która blokuje dziennikarzy Republiki? To partnerka... wydawcy w TVN24
Dziennikarze stacji TV Republika od miesięcy nie mogą uczestniczyć w konferencjach prasowych premiera Donalda Tuska. Odpowiedzialna za kontakty z mediami minister Agnieszka Rucińska, która konsekwentnie odmawia im wstępu, jest prywatnie związana z wydawcą TVN24, Stanisławem Kornatowskim - ujawnia TV Republika.
Minister Agnieszka Rucińska od miesięcy blokuje dziennikarzy TV Republika przed wejściem na konferencje prasowe Donalda Tuska. Z informacji zgromadzonych przez red. Marcina Dobskiego, któremu udało się to potwierdzić w kilku źródłach, wynika, że Rucińska prywatnie jest partnerką oraz matką dzieci Stanisława Kornatowskiego, jednego z wydawców w TVN24. Oczywiście stacja TVN24 nie napotyka na podobne trudności co TV Republika i regularnie uczestniczy w spotkaniach z premierem, zadając pytania szefowi rządu.
Problem z cenzurowaniem TV Republika nie ogranicza się jedynie do konferencji prasowych. Przykładem jest sytuacja związana z posiedzeniami sztabów kryzysowych dotyczącymi powodzi, organizowanymi z udziałem Donalda Tuska. Dziennikarze Republiki, wbrew zasadom otwartości dla mediów, byli wykluczani z tych wydarzeń.
Sprawa nie przeszła bez echa na arenie międzynarodowej. Platforma Bezpiecznego Dziennikarstwa CoEMediaFreedom, zajmująca się monitorowaniem zagrożeń dla wolności mediów w krajach Rady Europy, opublikowała alert dotyczący sytuacji w Polsce. W szczególności zwrócono uwagę właśnie na przypadek niewpuszczenia dziennikarza Janusza Życzkowskiego na spotkania sztabu kryzysowego dotyczące zagrożenia powodziowego we Wrocławiu.
W sprawie skandalicznego traktowania dziennikarzy Republiki interweniowały międzynarodowe organizacje, takie jak Article 19, The Global Network for Independent Media, Europejska i Międzynarodowa Federacja Dziennikarzy. Organizacje te potępiły działania polskich władz, wskazując, że stanowią one zagrożenie dla wolności słowa. Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP również wcześniej wyraziło swój sprzeciw wobec tych praktyk.
za:niezalezna.pl