Równi i równiejsi. Bezprawie władzy
Czy wszyscy Polacy mogą liczyć na taką samą gorliwość służb, z jaką funkcjonariusze tropią osoby grożące Jerzemu Owsiakowi? Analizuje red. Urszula Wróbel na łamach „Naszego Dzienika”.
W ostatnich tygodniach dużo słyszeliśmy o działaniach policji związanych z zatrzymaniem osób, które w internecie czy za pośrednictwem telefonu groziły szefowi WOŚP. W sprawę zaangażowali się nawet ministrowie rządu Donalda Tuska. Szef MSWiA Tomasz Siemoniak i komendant główny Policji Marek Boroń spotkali się w siedzibie MSWiA z Jerzym Owsiakiem i rozmawiali o zapewnieniu bezpieczeństwa szefowi WOŚP. Jednak o ile groźby karalne czy nawoływanie do zabicia z całą pewnością zasługują na potępienie, o tyle zastanawiające jest, że na tak ekspresowe tempo działań polskich służb nie mogą liczyć inni obywatele. Mimo że, jak zapewniło „Nasz Dziennik” Biuro Komunikacji Społecznej Komendy Głównej Policji (KGP), „policjanci każdorazowo realizują czynności w zakresie czynów zabronionych, w tym także dotyczących gróźb karalnych, bez względu na wykonywany zawód czy status społeczny osoby pokrzywdzonej, a wszystkie działania realizowane są w oparciu o te same przepisy, z uwzględnieniem dostępnych możliwości”.
– Niejednokrotnie brak jest wystarczających podstaw do wszczęcia postępowania, gdyż przedstawiony przez pokrzywdzonego przebieg zdarzeń nie wskazuje na wystąpienie znamion czynu zabronionego. Często zdarza się, że internetowe wpisy, choć zawierają inwektywy, hasła motywowane nienawiścią czy treści znieważające, jednak nie stanowią przestępstwa i w tym zakresie pokrzywdzony może dochodzić swoich praw na drodze cywilnej (np. naruszenie dóbr osobistych, zniesławienie) – słyszymy w KGP.
Z udzielonej informacji wynika, że „czyny zabronione dotyczące kierowania gróźb karalnych wymagają złożenia stosownego zawiadomienia przez osobę pokrzywdzoną w jednostce Policji lub prokuratury”.
– Policjanci, prowadząc postępowania w takich sprawach, opierają się na dostarczonym przez pokrzywdzonego materiale dowodowym, który w wielu przypadkach wymaga dodatkowego uzupełnienia, w tym poprzez działania własne policjantów, co wpływa na wydłużenie prowadzenia spraw – wyjaśnia KGP.
Nierozliczone groźby
Na wytropienie osób, które za pośrednictwem internetu groziły śmiercią, liczy Marcin Możdżonek, polski siatkarz, prezes Naczelnej Rady Łowieckiej. Czeka na to już od jesieni 2023 r.
– Wtedy te groźby, które formułowano również wobec moich synów, bardzo się nasiliły. Niestety, te sprawy grzęzną. Do tej pory nie odnaleziono sprawców tych czynów – potwierdza.
Jak zaznacza, przeszkodą w odnalezieniu tych osób jest m.in. problem prawny dotyczący przekazania danych od korporacji zarządzających portalami społecznościowymi.
– Podczas jednej ze spraw wytoczonych z mojego powództwa sędzia, wyraźnie sam zawiedziony brakiem postępu w śledztwie, przyznał, że wymiar sprawiedliwości nic nie może zrobić. Okazuje się, że w zderzeniu z procedurami wszyscy jesteśmy bezsilni wobec przypadków, kiedy ktoś grozi drugiemu śmiercią bądź odebraniem zdrowia – stwierdza.
I dodaje, że – właśnie z uwagi na trudność wytropienia sprawców – otrzymał ze strony policji propozycję odstąpienia od sprawy.
– Nie zgodziłem się. Poprosiłem o kontynuowanie poszukiwań. Jednak nie mam złudzeń, że szanse na odnalezienie są znikome czy wręcz żadne. Okazuje się, że dziś można pisać w internecie poprzez różnego rodzaju portale, grozić odebraniem komuś życia bądź zdrowia i nie ponieść z tego tytułu żadnych konsekwencji. Dlatego uważam, że potrzebne są zmiany, aby takie sytuacje mogły być odpowiednio rozliczane. I żebyśmy wszyscy czuli się bezpiecznie – akcentuje Marcin Możdżonek.
Obiektem ataków od wielu lat jest o. dr Tadeusz Rydzyk CSsR. Założyciel Radia Maryja niejednokrotnie otrzymywał groźby zabójstwa. W sprawy te nie angażował się jednak np. minister spraw wewnętrznych. Mało tego, zazwyczaj umarzano je ze względu na „niską społeczną szkodliwość czynu”. A jak zauważa w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” prof. Marcin Warchoł, poseł PiS, groźby, jakie padają pod adresem o. dr. Tadeusza Rydzyka, są efektem wieloletniej nagonki prowadzonej właśnie przez środowiska związane z obecną władzą.
– To jest absolutnie skandaliczne. Oburzający jest także ten brak reakcji policji. A kiedy słyszymy, że równolegle policja z takim zaangażowaniem tropi osoby grożące Owsiakowi, to nie mamy żadnych wątpliwości, że jest to dziś instytucja wykorzystywana do celów politycznych – stwierdza.
Przypomina, iż Założyciel Radia Maryja jest znienawidzony przez środowiska lewackie za to, że odważnie broni wartości katolickich.
– To dlatego jest w sposób bezwzględny niszczony – zaznacza rozmówca.
Przypomina, że ataki na katolików w Polsce w ostatnich latach bardzo się nasiliły.
– Do rozzuchwalenia się tych przestępców przyczyniły się tzw. czarne marsze. O ile w latach 2009-2015 prowadzono 163 postępowania o obrazę uczuć religijnych, o tyle po 2015 r., do momentu kiedy pracowałem w MS, było ich już 2435. W 2016 r. było 59 takich spraw, a w 2021 r. – już 106. To były nie tylko wyzwiska, ale też brutalne napady, pobicia – w przypadku ks. Lecha Lachowicza skutkujące śmiercią – wylicza prof. Marcin Warchoł. Zwraca jednocześnie uwagę, że osoba, która publicznie nawoływała do zabójstwa ks. abp. Marka Jędraszewskiego, została uniewinniona przez sąd.
– To pokazuje, w jak nierówny sposób traktuje się tych, którzy grożą śmiercią. Jeśli te groźby dotyczą osób publicznie deklarujących swoją wiarę lub nawet tzw. zwykłych obywateli, to mamy do czynienia z bardzo „swobodnym” podejściem polskich służb. A kiedy taka sytuacja dotyczy Jerzego Owsiaka, to angażują się nawet ministrowie, żeby natychmiast schwytać podejrzanego – przyznaje poseł PiS.
I dodaje, że w jego ocenie powodem takiego nierównego traktowania może być fakt politycznego zaangażowania prezesa WOŚP.
– To jest także próba zamykania ust tym, którzy publicznie domagają się jawności finansowania jego fundacji. Natomiast brak reakcji wobec np. o. dr. Tadeusza Rydzyka ma rozzuchwalić lewackich hejterów – ocenia prof. Marcin Warchoł.
za:www.radiomaryja.pl