Autorytety prawnicze sięgnęły bruku
Zdumiony, zasmucony i poirytowany bezwstydem części polskich prawników, którzy stroją się w piórka autorytetów, jestem nie tylko ja, choć należę do milczącej jeszcze większości. Zdumiony jawnością ich cyrkowych sztuczek, które uprawiają publicznie, wspierając – zapewne przypadkowo – demokrację walczącą Donalda Tuska, choć adekwatniejsze byłoby określenie tego, co robią, „prostytucją prawniczą”. Zasmucony, bo straty są pokaźne – Zolle czy Safjany demoralizują prawników, społeczeństwo i niszczą dyskurs o Polsce.
Nie jest wielką tajemnicą konstatacja o posiadaniu przez renomowane agencje public relations list ekspertów z różnych dziedzin, z którymi współpracuje się ściśle dla obopólnej korzyści. Pracując dla określonego klienta z danej branży, agencja potrzebuje ekspertyz autorytetów, które (najlepiej, jeśli zgodnie z prawdą) udowodnią, że jakieś działanie czy też zmiana jest społecznie korzystna, niekorzystna, zgodna z prawem, niezgodna, wskażą, gdzie prawo trzeba zmienić, albo właśnie że zmieniać nie trzeba.
Ekspertyza magistra jest co do zasady mniej pożądana i mniej warta – mowa także o pieniądzach – niż profesora. Ekspertów oczywiście nie namawia się do fałszowania rzeczywistości, ale jej zakrzywienia bywają pożądane. W praktyce dzwoni się do naukowca i mówi otwarcie (uczciwość to przecież fundament) o kliencie i problemie. Profesorowie co do zasady są ludźmi inteligentnymi, w lot chwytają problem, pamiętają o ostatniej wystawionej fakturze i nie widzą powodu, żeby kończyć współpracę. Powstają więc ekspertyzy i opinie przydatne, napisane w odpowiedni sposób, który uwypukla interesy pewnej grupy, przy czym kluczowe jest posiadanie wiedzy, do kogo z czym zadzwonić.
Teoretyczny zamach stanu
Nie twierdzę, że prawnicy wzmiankowani w tekście biorą pieniądze za zakrzywiające rzeczywistość opinie. Nie mam dowodów, a takie twierdzenie byłoby podstawą do wytoczenia mi procesu. Nie ulega jednak wątpliwości, że owi prawnicy mają swoje polityczne sympatie i tak się jakoś dzieje, że akurat ich wypowiedzi interpretujące prawo albo wskazujące kuriozalne rozwiązania oparte na elastycznym pojmowaniu przepisów są z tymi politycznymi sympatiami zgodne, a nawet im służą.
Skoro padło słowo „kuriozum”, przywołajmy słowa prof. Andrzeja Zolla z czerwca 2025 r. wypowiedziane na antenie popularnej prorządowej telewizji: „Marszałek Hołownia musi zwołać Zgromadzenie Narodowe 6 sierpnia, ale Zgromadzenie Narodowe może zawiesić swoje postępowanie. I wtedy kończy się kadencja prezydenta Dudy, a urząd prezydenta będzie sprawował pan marszałek Hołownia. I może wtedy podpisać ustawę incydentalną i nawet inne ustawy szanujące nasz wymiar sprawiedliwości. Mielibyśmy na przyszłość rozwiązany problem wymiaru sprawiedliwości i chyba ta droga byłaby najbardziej skuteczna”.
Przetłumaczmy na konkretny język: wybory prezydenckie w czerwcu 2025 r. wygrał Karol Nawrocki, choć zdaje się, że dziennikarze stacji, o której wspomnieliśmy, i sam Zoll nie trzymali za niego kciuków. Krakowski profesor i były prezes Trybunału Konstytucyjnego zaproponował więc Hołowni swoisty zamach stanu. Chciał, żeby przy pomocy brudnej sztuczki ówczesny marszałek Sejmu na nieokreślony czas został „jakby prezydentem” i popodpisywał ustawy, których Nawrocki raczej by nie podpisał.
Dla Zolla nie ma znaczenia, że w demokratycznych, pilnowanych przez rząd Donalda Tuska wyborach Karol Nawrocki uzyskał najsilniejszy mandat od Polaków i że jest pierwszym obywatelem RP. Z nobliwego Zolla, rzekomego autorytetu prawniczego, wypełzła właśnie prymitywna Leonia Pawlak z „Samych swoich” ze słynnym: „Sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie”. Spektakularny upadek.
Profesorskie bzdury
Przejdźmy do prestidigitatorstwa kolejnego byłego prezesa Trybunału Konstytucyjnego, a nawet byłego sędziego Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej – prof. Marka Safjana. Na antenie tej samej prorządowej stacji, komentując nieprzyjęcie ślubowania przez prezydenta od czterech osób wybranych na sędziów TK, stanął on dosłownie obok rzeczywistości. W tym przypadku kluczowe są dwa artykuły ustawy o statusie sędziów TK. Art. 4 precyzuje, że osoba wybrana na stanowisko sędziego TK składa ślubowanie wobec prezydenta, a następny, że dopiero po tym ślubowaniu nawiązuje się stosunek służbowy sędziego. Sprawa jest niestety brutalnie prosta: bez ślubowania wobec (czyli w obecności) prezydenta sędziowie nie mogą zacząć pracy. Może źle, że tak jest, ale tak jest. Twarde prawo, ale prawo.
Marek Safjan miał jednak swój plan: „Przyjęcie ślubowania przez prezydenta nie jest niezbędne, sędziowie TK i tak są powołani. Funkcja prezydenta jest wyłącznie pasywna, sędziowie i tak są powołani. [...] To, co się dzieje dalej z sędziami już wybranymi, ma charakter w istocie rzeczy czysto formalny, powiedziałbym: ceremonialny. Przyjęcie ślubowania nie jest nawet czynnością urzędową prezydenta”.
Dalej profesor prawił jeszcze ciekawiej: „Jeśli prezydent odmówi przyjęcia ślubowania, w takiej sytuacji, zgodnie z konstytucją, następuje aktualizacja kompetencji marszałka Sejmu. Ślubowanie mogłoby zostać wówczas poświadczone przez notariusza, a prezydenta wystarczy powiadomić”.
Przykro to pisać, ale są to jaskrawe bzdury. W konstytucji nie ma żadnego przepisu o rzekomych „aktualizacjach kompetencji marszałka”, gdyż to wymysł Safjana. Podobnie radosną twórczością prawniczego eksperta jest ślubowanie poświadczone przez notariusza i następnie pismo wysłane do prezydenta. Owszem, jacyś szaleńcy mogą to zrobić, ale taki scenariusz nie miałby żadnego prawnego znaczenia. Safjan oczywiście pomija, że ślubowanie musi być złożone wobec prezydenta, „zapomina”, że bez prawidłowego ślubowania prezes TK nie przydzieli komuś takiemu obowiązków, i forsuje bzdurę, niemającą żadnego oparcia w prawie, na temat ślubowania u notariusza. No cóż, Safjan z całą pewnością także oglądał „Samych swoich”.
Z litości pomijam całą pomniejszą grupę prawników aspirujących do przypodobania się rządzącym kosztem prawa i demokracji. Tych ludzi powinny dotknąć konsekwencje – ich bezkarność to nasze przyzwolenie.
Sławomir Jastrzębowski
za:niezalezna.pl