Sławomir Jastrzębowski-Pleśń robotnicza
Nie pamiętam, żeby lewica zajmowała się problemami robotników.
Robotnicy służyli lewicy do usprawiedliwiania jej łajdactw i dyktatury w czasach komunizmu, a tak naprawdę strzelano do nich, kiedy tylko próbowali upomnieć się o swoje prawa.
Po częściowo zakończonym etapie PRL nowa (kawiorowa) lewica posługiwała się robotnikami, żeby wygodnie żyć i na nich pasożytować.
Mamy jednak nowy etap, kiedy
lewicy ludzie pracy przeszkadzają i stają się w zasadzie wrogami. A wiemy to dzięki Agnieszce Dziemianowicz-Bąk, która oficjalnie, nie na jakimś zamkniętym spotkaniu, powiedziała: „Jeżeli ktoś pracuje bez wytchnienia, bez płatnego urlopu, bez nadgodzin, z poczuciem, że z dnia na dzień może pracę stracić, to wychodzi po ciężkiej robocie, przychodzi do domu, siada przed komputerem i pisze nienawistny komentarz o Ukraińcach, o tej strasznej Unii Europejskiej albo o wstrętnych urzędniczkach. Robi to dlatego, że chce gdzieś dać ujście swojej frustracji, swojej złości i swoim emocjom”.
Ach, ci głupi, nienawistni robotnicy!
Ale zaraz – czy to nie ona, jako minister m.in. pracy, powinna zadbać o robotników, żeby nie pracowali bez wytchnienia i mieli płatny urlop?
No tak, ale wtedy musiałaby popracować, a to nie dla lewicy.
Sławomir Jastrzębowski
za:niezalezna.pl