Radom 50 lat temu: Przebudzenie z iluzji.
Dokładnie pół wieku temu, 25 czerwca 1976 roku, ulice Radomia zamieniły się w pole bitwy. W odpowiedzi na arogancję komunistycznej władzy i drastyczne podwyżki cen, tysiące zdeterminowanych robotników wyszło z zakładów pracy. Ten jeden dzień wstrząsnął fundamentami PRL-u i na zawsze zmienił bieg historii Polski, stając się zalążkiem dla narodzin demokratycznej opozycji.
Zapalnik buntu
Złudzenia epoki gierkowskiej prosperity prysły 24 czerwca 1976 roku. To wtedy ówczesny premier Piotr Jaroszewicz w transmitowanym przemówieniu sejmowym ogłosił drastyczne podwyżki cen podstawowych artykułów spożywczych. Mięso miało zdrożeć o blisko 70%, nabiał o ponad 60%, a cukier aż o 90%. Zmiany te, oznaczające drastyczny spadek stopy życiowej, władza cynicznie określiła mianem „projektu zgłoszonego do konsultacji społecznej”.
Towarzyszył im skrajnie niesprawiedliwy system rekompensat, który faworyzował najlepiej zarabiających aparatczyków partyjnych i wyższych urzędników. Niezadowolenie, które od dawna tliło się w społeczeństwie zmagającym się z pierwszymi wyraźnymi objawami głębokiego kryzysu gospodarczego, wreszcie eksplodowało.
Gniew ulicy
Z samego rana, 25 czerwca, zaszumiało w Zakładach Metalowych im. gen. „Waltera” (późniejszym „Łuczniku”) w Radomiu. Pracownicy zamiast stanąć do maszyn, ruszyli w stronę gmachu Komitetu Wojewódzkiego PZPR. Z minuty na minutę tłum gęstniał, dołączali do niego robotnicy z innych fabryk, węzła PKP oraz zwykli mieszkańcy. Wkrótce na ulicach miasta zebrało się ponad 20 tysięcy osób.
Na ulicach zapłonęły barykady, doszło do dramatycznych walk z milicją. W chaosie zginęły dwie osoby: Jan Łabędzki i Tadeusz Ząbecki, przygnieceni przyczepą ciągnikową, którą próbowali zepchnąć na zbliżających się milicjantów. Władza, wstrząśnięta skalą protestów w Radomiu, a także w Ursusie i Płocku, w panice wycofała się z zapowiadanych podwyżek. Niestety, machina brutalnych represji już ruszyła.
„Ścieżki zdrowia” i zemsta systemu
Do spacyfikowania niepokornego Radomia skierowano silne oddziały ZOMO. Zatrzymywanych demonstrantów czekało prawdziwe piekło. Ponurym symbolem radomskich represji stały się tzw. ścieżki zdrowia – szpalery milicjantów z pałkami, przez które przepędzano aresztowanych robotników, okładając ich na oślep ze skrajnym okrucieństwem.
Zemsta systemu była bezwzględna. Kolegia ds. Wykroczeń i sądy w trybie przyspieszonym wydawały drakońskie wyroki, sięgające nawet 10 lat więzienia. Tysiące ludzi zwolniono z pracy z tzw. wilczym biletem, pozbawiając całe rodziny środków do życia. Zaszczuto i doprowadzono do śmierci ks. Romana Kotlarza, który w dniu strajku błogosławił robotników i modlił się w ich intencji. W reżimowej telewizji i na propagandowych masówkach organizowanych w całym kraju, radomskich demonstrantów pogardliwie określano mianem „warchołów” i chuliganów.
Początek drogi do wolności
Komuniści brutalną siłą wygrali bitwę o ulice Radomia, ale przegrali coś znacznie ważniejszego – monopol na zarządzanie strachem. Wydarzenia z Czerwca ’76 udowodniły, że system zmuszony jest ustąpić przed zjednoczonym, masowym oporem.
Bestialstwo władzy wobec robotników wstrząsnęło polską inteligencją, co jeszcze we wrześniu 1976 roku doprowadziło do historycznego przełomu – powołania Komitetu Obrony Robotników (KOR). Zorganizowana pomoc prawna, finansowa i medyczna dla prześladowanych z Radomia i Ursusa stała się fundamentem opozycji demokratycznej w PRL. Ten bezprecedensowy sojusz środowisk robotniczych i inteligenckich kilka lat później zaowocował powstaniem „Solidarności”.
za:ewtn.pl