Polecane
„To forma przyzwolenia”. Elżbietanka tłumaczy, jak wyglądają ataki na Nowy Dom Polski w Jerozolimie
„Nagminnie zdarza się, że jesteśmy dosłownie opluwane, kiedy idziemy ulicami Jerozolimy czy naszej dzielnicy. Podbiegają do nas grupki dzieci i plują w naszą stronę. A kiedy jedziemy samochodem, to musimy mieć za każdym razem zamknięte szyby” – opowiada s. Róża Pacocha, elżbietanka z Nowego Domu Polskiego w Jerozolimie.
Polska ambasada w Izraelu w połowie czerwca zaprotestowała przeciwko powtarzającym się atakom na polskie siostry. Jak wygląda sytuacja elżbietanek? O tym opowiada „Naszemu Dziennikowi” s. Róża Pacocha, przełożona Nowego Domu Polskiego. Jak mówi ostatnio miała miejsce sytuacja, kiedy ktoś rzucił butelkami w stronę posesji.
„Szklane butelki zostały przerzucone przez ogrodzenie naszego domu – relacjonuje elżbietanka. – Ponieważ ogrodzenie jest murowane, dlatego nie wiemy, kto to zrobił. Nie widziałyśmy konkretnej osoby. Tak samo zresztą jak ten, kto przerzucał butelki, nie widział, czy po drugiej stronie ktoś się znajduje, czy trafi w którąś z nas albo w pielgrzyma. Choć sytuacja geopolityczna spowodowała, że obecnie nie przyjeżdżają do nas żadne grupy pielgrzymów i jesteśmy tu tylko we trzy, to sytuacja była potencjalnie niebezpieczna. Na szczęście tym razem nikomu nic się nie stało”.
Wybite szyby
Jak zaznacza zakonnica, ataki ze strony mieszkańców Izraela to nic nowego.
„W ubiegłych latach takich incydentów było bardzo dużo. W przypadku tego ostatniego zajścia trudno mówić, że mamy do czynienia z ich nasileniem. Są takie okresy, kiedy takie incydenty się zdarzają czasem nawet dzień po dniu. Tak było właśnie tym razem. Butelki przerzucano do nas przez kilka dni z rzędu. Ale są też przerwy. Poza tym na nasze podwórze wrzucane są nie tylko szklane butelki. Kiedyś obrzucano nas woreczkami z wodą, a nawet śmieciami. Na naszej posesji znajdowałyśmy jakieś śmierdzące odpady, wszelkiego rodzaju nieczystości (...). Zdarzało się także, że rzucano w nasze okna kamieniami, wybijano szyby, ale też kamienie wpadały przez otwarte okna. To także jest niezwykle niebezpieczne. I w takich sytuacjach, dzięki Bogu, nic się nikomu nie stało (...). Wielokrotnie zdarzało się, że agresorami były dzieci. Nie mamy wątpliwości, że te ich ataki są wyrazem nie tylko głupich zabaw, ale intencjonalnych działań wymierzanych w katolików, na które otrzymują przyzwolenie dorosłych” – opowiada s. Róża.
Akty agresji są też codziennością na ulicach.
„Nagminnie zdarza się, że jesteśmy dosłownie opluwane, kiedy idziemy ulicami Jerozolimy czy naszej dzielnicy – mówi s. Pacocha. – Podbiegają do nas grupki dzieci i plują w naszą stronę. A kiedy jedziemy samochodem, to musimy mieć za każdym razem zamknięte szyby. Takie są realia – właśnie ze względu na grupki, które podbiegają i wykrzykują, plują i wygrażają nam rękoma. Do tego dochodzą wyzwiska. Często żydowskie dzieci wykrzykują imię Jezusa i plują. To są naprawdę bardzo nieprzyjemne sytuacje, a nawet niebezpieczne. Widzimy, że policja żydowska jest bezradna w takich sytuacjach. Nie ma z ich strony żadnej reakcji. My to odczytujemy jako formę przyzwolenia”.
za:opoka.org.pl
***
Żal. Żal, bo nie wiedzą co czynią - przede wszystkim.....sobie
kn