Zdrada za 10 tys. złotych? Tak Tusk sprzedaje polskie ofiary wojny, by Niemcy poparli go w kampanii
Wszystko wskazuje na to, że kanclerz Friedrich Merz i jego berlińska ekipa zamierzają wykorzystać polskie ofiary II wojny światowej do tego, by utrzymać Donalda Tuska przy władzy. Tak przynajmniej wynika z wtorkowego komentarza w niemieckim tygodniku „Der Spiegel”, który wprost pisze o "przysłudze dla Tuska" przed przyszłorocznymi wyborami parlamentarnymi w Polsce.
Autor komentarza, Jan Puhl, nie owija w bawełnę. Jak czytamy, „w interesie Niemiec leży, by wygrał Tusk, a nie eurosceptyczna i wrogo nastawiona do Niemiec prawica”. To jawny dowód na to, że Berlin traktuje polskie wybory jako swoje wewnętrzne rozgrywki.
I teraz, przy okazji wypłat odszkodowań dla żyjących ofiar nazizmu, Niemcy mają okazję wyświadczyć Tuskowi polityczną przysługę.
Bo trzeba pamiętać, że to rząd Donalda Tuska domaga się od Niemiec 10 tysięcy złotych rocznie dla każdej polskiej ofiary wojny. Brzmi dumnie? Niestety, jak wylicza „Spiegel”, to w przeliczeniu zaledwie 2332 euro – kwota, która według komentatora „jest śmieszna jako odszkodowanie za zbrodnie sprzed ponad 80 lat”. Po rozłożeniu na dwanaście miesięcy nie starczyłoby nawet na pokrycie połowy średnich kosztów utrzymania w Polsce.
PiS chciał 6,22 bln złotych reparacji
Dla porównania, cztery lata temu rząd PiS wyliczył należne Polsce reparacje na 6,22 biliona złotych (czyli 1,316 bln euro). Tusk proponuje ofiarom zaledwie 10 tys. zł. Puhl zauważa, że „kwota wyliczona za rządów PiS prawdopodobnie znacznie bardziej odpowiada rzeczywistym stratom wojennym”. Różnica jest tak ogromna, że aż trudno uwierzyć, że to poważna propozycja. Ale dla Tuska nie chodzi o pieniądze – jak czytamy, „rząd Tuska nie chce, żeby te 10 000 złotych było rekompensatą czy odszkodowaniem za całą krzywdę. Chodzi mu o sam gest”.
I właśnie ten „gest” ma być przysługą wyborczą.
Gdyby Berlin zgodził się na żądania Tuska, kilka tysięcy starszych Polek i Polaków dostałoby „o kilka euro więcej na jesień życia”. A Tusk – jak przewiduje niemiecki komentator – mógłby „rozpowszechniać przesłanie: prawicowi populiści co prawda rzucają wielkimi hasłami, ale lepiej żyje się pod rządami liberałów”.
Moralnie niewłaściwe, politycznie głupie
Sam „Spiegel” przyznaje jednak, że niemieckie zwlekanie z jakimikolwiek wypłatami jest kompromitujące dla kraju, który tak bardzo szczyci się tym, jak uporał się z własną historią. „Tego, co Niemcy zrobili Polakom po ataku we wrześniu 1939 roku, nie da się zrekompensować pieniędzmi” – pisze Puhl, przypominając o sześciu milionach zamordowanych Polaków, zniszczonej Warszawie, zrabowanych dziełach sztuki i Holokauście na okupowanym terytorium Polski.
Dziennikarz nie ma złudzeń – niemiecki rząd postępuje „moralnie niewłaściwie, a do tego politycznie głupio”. Tyle że w tym politycznym głupstwie kryje się wyrachowanie. Berlin wie, że może wykorzystać tę sprawę do wsparcia swojego człowieka w Warszawie.
Koszt dla Niemiec – śmieszny
Co ciekawe, cała operacja miałaby kosztować Niemcy zaledwie 100 mln euro w pierwszym roku, a potem coraz mniej, bo żyje jeszcze około 50 tysięcy ofiar nazizmu w Polsce, a ich liczba maleje. To dla Niemiec kropla w morzu ich możliwości. A jednak zwlekają.
I – jak zauważa „Spiegel” – „Niemcy powinny się wstydzić za każdą z tych osób, która nie dostanie nic”.
Co z tego wynika?
Niemcy nie kwapią się z wypłatą odszkodowań, bo nie chcą wypłacać pieniędzy Polakom. Ale jeśli mogą wykorzystać tę sprawę do politycznej gry, nagle robi się ciekawie. Berlin wie, że Tusk jest gwarantem ich interesów w Unii Europejskiej. I jest gotów – jak sugeruje niemiecki tygodnik – zrobić wszystko, byle tylko utrzymać go przy władzy.
Pytanie tylko: czy polscy wyborcy dadzą się tak łatwo kupić? I czy zapłacą za to cenę, którą Niemcy i Tusk będą chcieli im wcisnąć – w imię „gestu”, który ma przykryć prawdziwe straty wojenne i narodową dumę? Jedno jest pewne: Niemcy już ogłosili, po której stronie stoją. A Tusk – czy tego chce, czy nie – staje się ich narzędziem.
za:wpolsce24.tv