Katyń 1940-2010
Zbrodnia w Smoleńsku
Jan Hartman o zbrodni Putina w Smoleńsku: „Wina była niemal od początku jasna. Po kilku godzinach wiadomo było o nieszczęsnej mgle, lądowaniu na siłę na nieprzystosowanym do takich lądowań lotnisku, niedostatkach szkolenia pilotów, ścięciu drzew. W ogóle nie było przestrzeni na spiskowe teorie”.
Gdy czytam te słowa, cieszę się, że w Polsce nastąpił ostry podział. Bo co nas łączy z człowiekiem, który w południe 10 kwietnia 2010 r. wiedział, że tym razem Putin nikogo nie zabił? Bo „wiedział”, że Polska ma marnych pilotów (!), i znał się na nieznanym nikomu lotnisku w putinowskiej Rosji?
To prawda, że ten ostry podział potem niepotrzebnie rozszerzono na inne dziedziny życia.
Zadbali o to smoleńscy kłamcy, wpływ na to miał też internet sprzyjający twardym podziałom, bo muszą być ostre tytuły, lajki, łapki w górę i w dół…
Ale odcięcie się od Hartmana, Olejnik czy Lisa jako wrogów Polski było dla polskiego życia publicznego wydarzeniem ozdrowieńczym.
Najważniejsza prawda na dziś: zamach smoleński został udowodniony i dokonał tego Antoni Macierewicz. Dlatego media robiły z niego wariata.
Zostałby nim zresztą każdy, kto byłby twarzą walki z putinowską tezą Hartmana.
Piotr Lisiewicz
za:niezalezna.pl